Dziad i baba... odc. 6

Rano czuję się całkowicie wypoczęta. W kuchni jest tylko mikrofalówka i chwała Bogu, jakieś dwie szklanki. Kawa z mikrofali jest o niebo lepsza niż żadna. Najwyraźniej wyposażenie kuchni ma zachęcić pielgrzymów do przyjęcia oferty śniadania albergowego, które, w przeciwieństwie do ceny noclegu, wydaje mi się jakby wygórowane, zważywszy na jego skład.

  

 

"Dziad i baba na Camino"

 

Część pierwsza - z Saint-Jean-Pied-de-Port do Burgos.

 

 

Rozdział VI Obanos - Estella

 

Upychanie śpiwora do pokrowca wcale mu nie zaszkodziło, a idzie to o wiele szybciej.


Pakowanie plecaków też opanowaliśmy na co najmniej cztery plus.


Idziemy. Przed mostem na rzece Arga zatrzymała się grupka pielgrzymów. Teraz już prawie wszyscy znają się z widzenia i krótkich konwersacji. Przystajemy. Gdy podnosimy plecaki słyszymy ''Buen Camino Poland!'', odpowiadamy ''Buen Camino, Berlin!''.


Mijamy plantacje winorośli. Jakie one niskie, zawsze myślałam, że są wysokości człowieka.


Tereny rolnicze, duże pola i małe ogródki działkowe. Przyglądam się co tutaj ludzie sadzą w ogródkach. To, czego nie rozpoznałam na początku, okazało się karczochami. Pachnie latem, tylko bardziej intensywnie niż w Polsce. W miasteczkach korzystamy z okazji zrobienia zakupów spożywczych. To co ciężkie konsumujemy na miejscu . Zwinięte izomaty pełnią funkcję stołeczków. Ed ''rozpoczyna kampanię unicestwiania broken cookies ''. Rzeczywiście, po kieszeniach plecaków plączą się jeszcze polskie Lu-petitki, zmaltretowane, chowane na wypadek głodu.


Na postoju, w parku ze studzienką, spotykamy dwóch Litwinów. Rzadko spotyka się sąsiadów ze wschodu. Ci są pracownikami uniwersytetu w Wilnie i po polsku potrafią powiedzieć '' Dzień dobry panowie ''.
Dobrze się dzisiaj idzie, można tak iść i iść ... . Widzimy drogowskaz na pustelnię św. Michała.


Skręcamy. My wchodzimy do środka właśnie wtedy, gdy Berlińczycy ją opuszczają.


Na kamiennym ołtarzu mnóstwo karteczek z prośbami do św. Michała. Agnieszka Bolkowa, osoba "very catholic", umiałaby pewnie przełożyć nauczanie Kościoła na praktyki, które mnie kojarzą się z magią. Agusia, wzorowa Matka Polka. Bolek to ma po ojcu, że umiał sobie żonę znaleźć.


Nie piszę żadnej karteczki, tylko przypominam sobie modlitwę św. Franciszka : Boże miłosierny, okaż nam swoje miłosierdzie i uczyń nas narzędziem Twojego miłosierdzia. Amen.


Niedaleko Estelli poczuliśmy ostry, niemiły zapach. Wlókł się na dłuższym odcinku. Stawialiśmy różne hipotezy co do pochodzenia tegoż, aż ujrzeliśmy wielkie pryzmy nawozu bydlęcego.Tempo marszu wzrosło. Tym sposobem wkrótce dotarliśmy do albergi.


Hostalero, starszy, prawie bezzębny mężczyzna, co dodatkowo utrudniało zrozumienie czegokolwiek z hiszpańszczyzny, był typem raczej władczym. Na przeciw jego biurka znajdowało się krzesło. Położyłam na nim plecak, gdyż tak łatwiej mi było wydobyć paszporty z wewnetrznej kieszeni. Hostalero domagał się, aby plecak położyć na ziemi, a na krześle usiąść, bo przecież jestem zmęczona. Ja nie zrozumiałam, Ed pojął i przekazał mi wskazówki. Nie dyskutowałam.


Następnie pobrał opłaty za nocleg i śniadanie, bez żadnej opcji wyboru. Niech będzie.


Spaliśmy w wieloosobowej sali. Dużo znajomych twarzy. Obok nas para młodych, sympatycznych ludzi, których będziemy spotykać w albergach do końca, Belgijka i jej ciemnoskóry towarzysz. Tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy na ścianie plakat obrazowo przedstawiający instrukcje zachowania się w alberdze. Logiczny, nie zawsze przestrzegany. Duża , dobrze wyposażona kuchnia i jadalnia. Wielu pielgrzymów z niej korzystało. Albo menu pelegrino sie przejadło, albo czas przyoszczędzić euro. My odkryliśmy puszki z fasolką po bretońsku, także w wersji soczewicy i grochu arabskiego. Smaczne, pożywne i łatwe do odgrzania. Plaga much. Przypomniałam sobie Miłoszowe '' Ach te muchy, ach te muchy, wykonują dziwne ruchy...''. Dokładnie. Jedną ręką jemy, drugą odganiamy muchy z talerza .


Jest mały ogród, gdzie suszy się pranie i toczą się rozmowy. Ed konwersuje z popem - Johnem Lenonem. A jednak. Okazuje się, że to belgijski szansonista. Gra na gitarze i śpiewa.


Dlaczego nie pamiętamy mszy św. z Estelli? Czy dlatego, ze mszy nie było, czy dlatego, ze nas tam nie było? Biała plama w obu głowach.
 

dodał(a): Redakcja_DEON.pl
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

7

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?