Nierozerwalna drużyna

(fot. peregrino2006 / flickr.com)

Często pytam małżonków, którzy są już ze sobą od jakiegoś czasu, czy coś się w ich związku zmieniło od chwili ślubu. Wielu mówi mi, że zyskali większe poczucie bezpieczeństwa. Rozmawiałem też z parą, która niedawno zamieszkała razem bez ślubu.

 

Kobieta powiedziała, że różnica między chodzeniem ze sobą a życiem pod wspólnym dachem polega na tym, że ich związek stał się trwały, że, jak to ujęła, "teraz nie możemy się siebie pozbyć". Na co mężczyzna odparł: "Ależ oczywiście, że możemy". Zapanowała nieprzyjemna cisza. Choć bardzo się kochali, nic nie stało na przeszkodzie, by któreś z nich pewnego dnia zostawiło klucze do mieszkania na szafce czy spakowało swoje rzeczy. Nie złożyli sobie publicznie przysięgi, nie dostali do ręki aktu ślubu. Wszystko zależało od wspólnej woli bycia razem. Co jednak robić, gdy tej woli już zabrakło?


Niektórzy Czytelnicy przytoczyliby teraz zapewne statystyki rozpadania się związków małżeńskich. Rzeczywiście wygląda na to, że małżeństwa powszechnie się rozstają, także w Wielkiej Brytanii z próby czasu wychodzi zwycięsko jedna para na dwie. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego wstąpienie w więzy małżeńskie ma być lepsze niż mieszkanie razem bez ślubu czy nawet współżycie z kilkoma chłopakami czy dziewczynami po to, by - jak to określiło poczytne czasopismo terapeutyczne Psychologies - zwiększyć swoją "inteligencję seksualną".


Ludzie, którzy wybierają konkubinat, widząc w instytucji małżeństwa narzędzie przymusu, ograniczenie, czy po prostu zbędną formalność, jak na ironię zrywają ze sobą częściej niż pary małżeńskie. Z danych statystycznych wynika również, że większe jest prawdopodobieństwo rozstania się par, które przed ślubem zamieszkały ze sobą, niż tych, które tego nie uczyniły. Jak można traktować tymczasowo związek, który z założenia jest trwały?

 

To dwa skrajnie różne doświadczenia. Rozdzielenie przyjemności od odpowiedzialności najwyraźniej umniejsza w naszych oczach znaczenie relacji między mężczyzną a kobietą.


Oczywiście, niektórzy wciąż są zdania, że mieszkanie ze sobą bez ślubu to nieodpowiednia forma dla trwałego związku. Niewielu wyraża jednak głośno tę opinię. Rodzice pewnie by zaprotestowali, ale jeśli chcą mieć dobry kontakt z dziećmi, muszą milczeć. Zresztą dla wielu młodych ludzi decyzja o zamieszkaniu pod jednym dachem jest poważnym krokiem.


Innymi słowy, zdecydowanie się na taki krok oznacza, że związek wkroczył w nowy etap. Być może para nie uważa go za ostatni i nie wyklucza całkowicie ewentualności wzięcia ślubu. Zdarza się, że przyjaciele gratulują obojgu przy tej okazji. Pogląd, że jest to "życie w grzechu", wydaje się staroświecki. Ale też często niektóre pary całkiem błędnie pojmują to pojęcie. We własnym mniemaniu tylko cieszą się swoją miłością i bardziej się angażują w swój związek.


"Małżeństwo zajmuje miejsce wyjątkowe, bo chodzi w nim o wierność absolutną, o przymierze między odmiennymi osobami, mężczyzną i kobietą. Tym samym stanowi ono powtórzenie absolutnego przymierza, jakie Bóg zawarł z wybranymi, przymierza między kompletnie różnymi partnerami".
Rowan Williams


Małżeństwo niesie ze sobą znacznie ważniejszą obietnicę. Dla chrześcijanina to zobowiązanie o głęboko duchowym charakterze. Przyrzeczenie wypowiadane podczas chrześcijańskiego ślubu składane jest nie tylko mężowi czy żonie przed przyjaciółmi i rodziną, lecz także Bogu i przed Bogiem. To wydarzenie radosne, ale chodzi tu o pełną powagi, kontemplacyjną radość. Jest zobowiązaniem na przyszłość, a nie tylko na teraz, na najgorsze, nie tylko na najlepsze. Staje się przeżyciem uszczęśliwiającym, bo w samo sedno tego wydarzenia przywołany zostaje Bóg.


Pewna młoda para, która pobrała się, gdy oboje mieli po 22 lata, opowiedziała mi w trzy lata po ślubie o szczególnej ekscytacji i radości, jakie budzi w niej małżeństwo.


Chris: "W małżeństwie świetne jest to poczucie, że człowiek jest w nierozerwalnej dwuosobowej drużynie. Czasem ma się wrażenie, że cały świat naokoło się wali, ale w głębi duszy wiemy, że wszystko będzie dobrze, bo cokolwiek się zdarzy, mamy przecież siebie. Wierzymy w to i staramy się dbać o to, żebyśmy zawsze się kochali i wspierali, żebyśmy byli sobie wierni i oddani.


Odczuwam też wielką dumę z żony. Oczywiście czasem się posprzeczamy, bywamy wobec siebie opryskliwi, ale wiem, że ona wie, jak jestem z niej dumny. Kiedy wyjdziemy gdzieś ze znajomymi, patrzę na nią tam, po drugiej stronie sali, uśmiecham się do siebie i myślę: "To moja żona!". Zobowiązała się do największej rzeczy, do jakiej ktoś może się zobowiązać wobec drugiego człowieka, a tym drugim człowiekiem jestem ja - nie chcę jej zawieść".


Bex: "Bycie mężem i żoną znaczy, że można całkowicie zaangażować się w ten związek, snuć plany na przyszłość, urządzać mieszkanie, mieć razem dzieci, wspólnie poznawać nowych ludzi (...) i nie dręczyć się niepewnością, że to się może kiedyś skończyć. Małżeństwo kojarzy się często z nudą, choć wcale tak nie jest. To frajda, wielka frajda, uciecha, jaką daje tylko towarzystwo przyjaciół i krewnych, kiedy się wie, że ktoś naprawdę cię kocha. Swoboda bycia naprawdę sobą daje też ten luksus, że możesz podzielić się z kimś swoimi marzeniami, spróbować czegoś nowego, zbłaźnić się, porozmawiać o tym, jak się naprawdę czujesz. Świetne jest też to, że widzisz tę stronę najbliższej osoby, której, jak wiesz, nikt nigdy nie zobaczy, i że odsłaniasz się tylko jej jednej, pokazując, kim naprawdę jesteś".

 

Więcej w książce: Bóg, seks, kosmos i cała reszta spraw -  Roy McCloughry

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2

Liczba głosów:

3

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook