Ratować świętość

Niedziela
(fot. rolands.lakis/flickr.com/CC)

Współcześnie nikt w rodzinie nie rozmawia o Bogu, rodzina rozmawia o materii, o tym, co trzeba kupić i jak na to znaleźć pieniądze. Panuje dziś materializm i hedonizm - mówi dr Wanda Półtawska.

 


Ks. inf. Ireneusz Skubiś: Pamiętam pewien epizod jeszcze z mojego życia kleryckiego: ks. prof. Stefan Bareła, późniejszy biskup częstochowski, wysłał mnie do bp. Karola Wojtyły z maszynopisem ważnej książki - "Miłość i odpowiedzialność". Przyszły papież ukazał w niej zręby antropologii chrześcijańskiej. Jakie były okoliczności powstania tego dzieła?


Dr Wanda Półtawska: Właściwie to nawet nie była książka, tylko wykład monograficzny, wygłoszony na KUL-u. Potem wydano go jako książkę pt. "Miłość i odpowiedzialność". Uczestniczyłam w jej powstawaniu. Mianowicie kard. Adam Sapieha skierował młodego ks. Karola Wojtyłę w Krakowie na dwa odcinki pracy: do duszpasterstwa akademickiego i do duszpasterstwa lekarzy. Spotykaliśmy się z nim jako grupa lekarzy katolickich na Mszy św., po której zawsze była dyskusja. Ponadto zajmował się młodzieżą akademicką w wieku 18-20 lat. Nie tylko był duszpasterzem w sensie ścisłym, spotykając się z młodymi co jakiś czas, ale on się z nimi przyjaźnił. Zabierał ich na swoje weekendy, na wakacje, przyglądał się im.


Był przerażony tym, jak żyje młodzież. W sposób szczególny przejął się tym, gdy komuniści narzucili ustawę o aborcji. Ja, jako młody lekarz, z przerażeniem oglądałam w klinice ginekologicznej kolejkę dziewczyn czekających na zabicie własnego dziecka. On był tym przejęty i cała jego działalność służyła jednemu: chciał ratować świętość miłości mężczyzny i kobiety, świętość miłości i świętość małżeństwa. Służyły temu wszystkie jego poczynania, zarówno w teorii, jak i w działaniach praktycznych, duszpasterskich. Najpierw rozwinął temat miłości i odpowiedzialności, a w następnej analizie filozoficznej próbował odpowiedzieć na pytanie, kim są osoby, które kochają i mają kochać. Tak światło dzienne ujrzała "Osoba i czyn" - analiza struktury człowieka, który, jak mówił autor, jest "persona humana in fieri" - osobą ludzką w rozwoju.


Potem pojawiła się "teologia ciała", powstał maszynopis książki pt. "Mężczyzną i niewiastą stworzył ich". Kardynał został w tym czasie wybrany na papieża.


Jego nauczanie sprzed lat 50 jest jak najbardziej aktualne w tej chwili. Ja zresztą cały czas z niego korzystam, referuję młodzieży, czym jest miłość, kim ma być osoba ludzka i co to znaczy płciowość - to, że jest się mężczyzną lub kobietą. Zajmuję się tym 60 lat.


Dzisiaj mamy do czynienia z nowymi odsłonami błędu antropologicznego...


Jan Paweł II bardzo cierpiał np. z powodu degradacji polskiej rodziny, nie tylko zresztą polskiej, ale i światowej. Proszę pamiętać, że za naszych czasów nie było tylu rozwodów, rodzina była chroniona przez państwo i przez Kościół. Na naszych oczach nastąpił rozpad rodziny, lawinowo wręcz zaczęła wzrastać liczba rozwodów, pojawiło się prawo do zabijania dzieci. Papież cały czas nad tym ubolewał, do końca życia jego problemem było, jak uratować rodzinę ludzką.


Kiedy kard. Wojtyła został papieżem, od razu zorganizował I Synod ds. Rodziny, na którym byłam ekspertem. Matka Teresa z Kalkuty pełniła tam funkcję audytora, ale poproszono ją o zabranie głosu. Wszyscy spodziewali się, że wygłosi wielką mowę, a ona skierowała do biskupów jedno zdanie: "Dajcie nam świętych księży, a wszystkie problemy ludzi i rodziny będą rozwiązane"...


Jak wyglądała praca Karola Wojtyły z młodzieżą?


Gdy kard. Wojtyła został papieżem, jako pierwszy zorganizował Światowe Dni Młodzieży. Kiedy analizuje się tematy poszczególnych zjazdów, to widać w nich jego myśl. Chciał pokazać ludzkości, każdemu człowiekowi, że nie jest tylko ciałem, lecz także duchem. Mówił młodzieży zwyczajnie: "Pamiętaj, ciało ludzkie jest święte".


Bardzo prosty był jego przekaz skierowany do młodzieży: Jesteście dziećmi jednego Ojca. Uczył młodych, że są kochani przez Boga. Nigdy nie słyszałam, żeby powiedział: ja ci radzę, zrób tak czy tak. Mówił raczej: sprawdźmy, co o tym mówi Pan Bóg. I za każdym razem sprawdzał. I potem to zaowocowało, kiedy został papieżem. Jego encykliki są napisane zgodnie z tą linią, że człowiek winien rozpoznać swoją tożsamość dziecka Bożego.


Czy w nauczaniu i praktyce duszpasterskiej Jana Pawła II można dostrzec program na dzisiejsze czasy?


Program instytutu krakowskiego, który prowadziłam ponad 30 lat (Instytutu Teologii Rodziny przy PAT - przyp. red.), był bardzo zgodny z tą linią. Teraz trzeba przestrzec księży biskupów, co zresztą osobiście zrobił Ojciec Święty podczas swej wizyty na KUL-u.


Powiedział bardzo wyraźnie: - Pamiętajcie, że nie każda nauka jest prawdziwa i nie każda prawda jest naukowa.


Także dzisiaj pojawił się problem fałszywej nauki, szerzonej w sposób bardzo agresywny. W moim przekonaniu Kościół w tej chwili powinien się kategorycznie przeciwstawić tym trendom, trzeba mieć jasne priorytety. Dla Jana Pawła II sprowadzały się one do świętości, o której mówił bez końca, w sposób zupełnie inny niż przeciętni ludzie. Na ogół uważa się, że święty jest nadzwyczajny. A on mówił, że świętość ma być sposobem życia chrześcijanina. Po prostu: masz być święty, bo musisz wrócić do Nieba, jesteś stworzony dla Nieba. Świętość jest prosta, jest bardzo łatwa, ponieważ polega tylko i wyłącznie na posłuszeństwie. To cała filozofia. Jak jednak postąpić, żeby młodzież to zrozumiała?


Osobiście uważam, że w tej chwili najlepsza część narodu to młodzi. On też tak uważał. Mówił do nich: - Wy jesteście moją nadzieją. Ale równocześnie proszę pamiętać, co powiedział na pierwszej audiencji dla Polaków:

 

Dajcie mi w Polsce zaplecze, żebym się nie musiał za was wstydzić. Myślę, że wielokrotnie wstydził się za Polaków.

 

A teraz?


Teraz on jest bezpieczny... Mimo wszystko jest jakaś szansa, że ludzie się ockną i zaczną realizować - To, co przykazywał. Bo wszystkie encykliki to są przecież recepty na świętość, które odnoszą się do człowieka indywidualnego i do rodziny.


Czyli - jest w tym nauczaniu sedno wychowawcze Jana Pawła II? Chodzi o nauczanie...


... czystej miłości. To była centralna sprawa jego życia, wszystko jej poświęcił. Młodzież to rozumie, a dorośli nie, bo mają swoją przeszłość, koleiny grzechów. Jednak młodzi, choć są w stanie zrozumieć, co to jest piękna miłość, mówią często: - To jest za trudne, to jest ideał. A on powiedział ostatni raz w Toronto: - Nie zadowalajcie się miernotą, dążcie do ideału. A jeżeli nikt od was tego nie wymaga, wy sami wymagajcie od siebie. Miłość musi być wymagająca.


W telewizji pokazują horrory i zbrodnie, a tak mało pokazuje się świętości i piękna. Jeżeli się coś pokazuje, to o 2 w nocy, jak już nikt nie ogląda. Cała polityka jest nastawiona na promocję zbrodni i grzechu, a chodziłoby o to, żeby podciągnąć świat do tego ideału, o którym on powiedział: - Nowe tysiąclecie ma oznaczać świadome dążenie do świętości. To dotyczy wszystkich ludzi i ras, zdrowych i chorych, wierzących i niewierzących. Tu nie chodzi tylko o wiarę katolicką, ale o wiarę w człowieka, który ma zdolność odróżniania dobra od zła.


To streszczenie wielkiej papieskiej katechezy. Czy Pani Doktor uważa, że jest to droga, którą pokazuje nam bł. Jan Paweł II także przy okazji kanonizacji?


Pokazuje wszystkim dorosłym, że mają się zająć młodzieżą. Ratować młodość, świętość młodości. To było jego główne zadanie - poświęcił temu całe swoje życie.

 

"Niedziela" wydaje dwumiesięcznik "Moje Pismo Tęcza". Zaczęliśmy to robić w 1993 r. we współpracy z Francuzami. Później wydawnictwo francuskie rozpadło się i zostaliśmy sami. Wydajemy "Tęczę" już 20 lat. Ideą pisma było, żeby pomóc rodzicom i dziadkom rozmawiać z małymi dziećmi o Panu Bogu. Trzeba zauważyć, że dziś i dziadkowie nie zawsze chcą rozmawiać z dziećmi o Bogu...


Współcześnie nikt w rodzinie nie rozmawia o Bogu, rodzina rozmawia o materii, o tym, co trzeba kupić i jak na to znaleźć pieniądze. Panuje dziś materializm i hedonizm.


Ojciec Święty napisał piękny list do ludzi w starszym wieku, że są strażnikami wartości, że winni je przekazywać. Niestety, nie robią dziś tego ani rodzice, ani dziadkowie, ani nauczyciele, ani księża. Ludzie boją się mówić o Bogu. Księża zakładają np. szkołę społeczną. Pytam: - Dlaczego nie katolicką? A oni: - Lepiej nie. Dlaczego muzułmanie czy Żydzi przyznają się, że są wierzący, a katolicy boją się do swej wiary przyznać?


Obserwuje się często pogoń za tym, żeby nawrócić ateistów. Zostawcie ateistów! Zajmijcie się ochrzczonymi katolikami, którzy mają sakrament małżeństwa, a nie rozmawiają o Bogu. Nimi trzeba się zająć. Taka była też koncepcja Ojca Świętego: zająć się młodymi małżeństwami, ponieważ one nie umieją realizować świętości małżeństwa. Rozmawiałam ostatnio z człowiekiem, który mówił, że jest wierzący, ale do kościoła nie chodzi, bo Kościoła nie potrzebuje. Pan Bóg nie potrzebuje Kościoła, bo Kościół to "tacy a tacy księża". Człowieku, w jakiego ty Boga wierzysz? Co znaczy, że Kościół jest ci niepotrzebny? Jesteś święty? Jak umrzesz, to bez księdza nie dostaniesz rozgrzeszenia, nie pójdziesz do Nieba. Kościół jest ci potrzebny do rozgrzeszenia grzechów, nie do czego innego. Zaangażowani wierni świeccy niech budują kościoły, a księża przede wszystkim niech pilnują konfesjonału.


"Żniwo obfite, robotników mało...". Jest co robić. Chwała "Niedzieli" za to, co robi, i Bogu dzięki, że jest jeszcze parę innych pism katolickich. Ale w odniesieniu do liczby pism ateistycznych zawsze za mało jest tych, które mówią o Panu Bogu. Bo chodzi o to, żeby ludzie nauczyli się myśleć i mówić, że Pan Bóg jest nie gdzieś tam, tylko tu.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.6

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~teribelka 14:28:06 | 2014-04-27
Dlaczego ludzie rozmawiają o sprawach materialnych ? Myślę, że (przynajmniej częściowo) może brać sie to stąd, że brakuje - mało się zarabia - pracuje na umowy śmieciowe, nie można się leczyć, trudno jest związać koniec z końcem. To trochę jak w tym biblinym Egipcie, gdzie Naród Wybrany był zmuszany do ciężkiej pracy, żeby nie oddawali czci Bogu. Potrzeba nam nowego Wyjścia - albo raczej nieustannego wychodzenia z cywilizacji śmierci do cywilizacji życia i zbawienia. To jest właśnie PASCHA - Wielkanoc - teraz to wspominamy i podczas liturgii się uobecnia - wyzwalająca moc Boga, który wyprowadza nas z takich naszych Egiptów. I jest to Jego działanie w nas - takie od podstaw -  przez działanie Ducha Świętego, nawracanie, sakramenty - i potem tacy ludzie tworzą stuktury dobra. Bez relacji z Żyjącym Bogiem w głębi naszej duszy nie zbudujemy nic, bo to On, działając w nas w ukryciu, koordynuje nasze działania nieraz w sposób niemalże cudowny - i pozwala doświadczać Jego zbawczej mocy.

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tomek 06:15:31 | 2014-04-13
Niech dobry Bog Wam blogoslawi!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~G 16:30:59 | 2014-04-12
Ładna rodzina jest na tym zdjęciu .Kim oni są?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~shall ersweem 21:20:10 | 2014-04-11
Dziękuję
Dziwne, tego potrzebowałem jako młody człowiek, to w JP2 widziałem, ale nauka do mnie nie docierała, nie mam takiego umysłu, potrzebowałem prościej? Ale p.Półtawską rozumiem.

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook