Augustiański cud nad Wisłą

Z o. Williamem Faix OSA, który odrestaurował po kasacie Polską Prowincję Augustianów, w rocznicę 50-lecia kapłaństwa, rozmawia Małgorzata Bilska.

 

Małgorzata Bilska: Przyjechał Ojciec w 1978 roku ze Stanów Zjednoczonych, żeby reaktywować Polską Prowincję Augustianów. Ostatni klasztor uległ  kasacie w roku 1950. Był Ojciec wcześniej w Polsce?

 

O. William Faix OSA: Siedem lat wcześniej spędziłem rok na Uniwersytecie Warszawskim, byłem stypendystą Fulbrighta. 

 

Co Ojciec studiował?

 

Historię. Mam doktorat z historii i magisterium z pedagogiki. Doktorat pisałem o "Chronica Poloniae Maioris" Jana Długosza i to była pierwsza praca doktorska na temat Długosza w języku angielskim.

 

Co Ojciec pomyślał, kiedy usłyszał polecenie wyjazdu za żelazną kurtynę, żeby odnowić zakon?

 

Wykładałem wtedy w seminarium duchownym i na uczelni katolickiej w Waszyngtonie. Pomyślałem, że lepiej przygotowany byłby ktoś z Chicago. Augustianie mieli tam prowincję, w której mieszkało bardzo dużo Polaków, były polskie szkoły. Nie mówiłem dobrze po polsku, bo języka uczyłem się tylko jako dziecko, w kuchni, od babci, która zmarła, gdy miałem 12 lat. Oboje z dziadkiem byli Polakami. Pochodzili z Mazowsza, z Kongresówki. Decyzję o odnowieniu życia augustiańskiego w Polsce podjął generał zakonu, ś.p. ojciec Theodore Tack, Amerykanin. Dowiedział się o moich polskich korzeniach i kazał mi jechać. Nie dyskutował ze mną, musiałem to przyjąć w posłuszeństwie.

 

Przyjechał Ojciec sam, nie znając porządnie języka?

 

Tak. Myślę, że nasz generał nie wiedział, jakie to było trudne. Otrzymał pozwolenie na odnowienie zakonu od prymasa Stefana Wyszyńskiego, który był bardzo przychylny augustianom i chciał, żebyśmy wrócili do Polski. Ale po moim pobycie tutaj wiedziałem, czym jest komunizm i byłem niepewny, czy się uda. Modliłem się do św. Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych. Pomagała.

 

Nie mieliście żadnego swojego klasztoru, kościoła, zaplecza. Gdzie szukał Ojciec powołań?

 

Pomagał mi w tym bp Bronisław Dąbrowski, biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Był zakonnikiem: orionistą, misjonarzem. Życzliwi byli bp Albin Małysiak z Krakowa, bp Alfons Nossol z Opola, bp Bronisław Dembowski. Dziękowałem Panu Bogu za to, że miałem takich "kamratów" wśród biskupów. Bp Nossol ogłosił w swoim seminarium, że jeśli ktoś chciałby wstąpić do augustianów, nie będzie stawiał przeszkód. Uczyłem w seminarium duchownym i na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, więc powołań szukałem wśród seminarzystów. Pomału poznałem kilku studentów, to nie działo się od razu.

 

Komunistyczne władze nie reagowały?

 

Wzywali mnie na policję, byłem przesłuchiwany. Mówili, że zakonu tworzyć nie wolno ale się nie przyznawałem, co naprawdę robię.

 

To znaczy, że tworzył Ojciec zakon w konspiracji?

 

Tak, ale miałem też przeciwników wewnątrz Kościoła. Byli tacy, którzy myśleli: mamy tyle zakonów w Polsce, dlaczego trzeba importować Amerykanina, żeby odnowić kolejny? Takie jest życie. Według Chińczyków muszą istnieć przeciwieństwa: yin i yang. Marksiści mówili, że jest teza i antyteza.

 

A na końcu - synteza.

 

Synteza jest dzisiaj...

 

Jak w tych warunkach wyglądała formacja?

 

Na początku było piętnastu, może szesnastu kandydatów. Działo się coś nowego, Amerykanin przyjechał, chcieli zobaczyć, o co chodzi. Dla mnie praca z nimi to też była nowość, ciekawy proces. Nie jestem Don Bosco, który potrafił gromadzić wokół siebie młodych ludzi. Ale przyszli, dzięki Bogu.

 

Gdzie przyjmowali święcenia, składali śluby zakonne?

 

O, z tym był wielki problem. Trzeba było ich wysłać za granicę, ale władze nie chciały dać zgody. Nie popierał nas w tym i prymas Wyszyński. Uważał, że augustianie powinni być formowani na miejscu, u dominikanów. Ale to jest zupełnie inna duchowość! Musieliśmy więc załatwić wyjazd kleryków na nowicjat do Irlandii, Niemiec i Włoch. Ja zostałem tutaj w Polsce. Pierwszy polski nowicjat był dopiero w 1986 roku, gdy zostali wyświęceni i wrócili do Polski pierwsi polscy augustianie, min. O. Jan Biernat. Wtedy w rocznicę pierwszej kasaty zakonu na Mazowszu, w czasie zaborów, 26 września 1986r. został odnowiony nowicjat w Łomiankach. Z tamtej grupy pierwszych polskich nowicjuszy został tylko ojciec Wiesław Dawidowski, aktualny prowincjał.

 

Czy wybór kard. Karola Wojtyły na papieża miał duży wpływ na wasze działania?

 

Kiedy przyjechałem do Polski, kard. Wojtyła był arcybiskupem krakowskim. Jego następcą został kardynał Franciszek Macharski, też nam przychylny. Za jego administracji odzyskaliśmy klasztor w Krakowie z kościołem św. Katarzyny. Miał w tym trochę udziału Jan Paweł II. Przyjął nas na audiencji i spytał, kiedy wracamy do Krakowa... To wszystko było bardzo trudne, bo nasz klasztor miał być najpierw przeznaczony na wydział teologii Papieskiej Akademii Teologicznej, ale szczęśliwie uczelni udało się wtedy odzyskać Pałac Sanguszków przy Franciszkańskiej. Dzięki temu klasztor był wolny. Z tym, że to była ruina.

 

Kolejne, trudne wyzwanie.

 

Było nas czterech kleryków i czterech ojców. Nie mieliśmy pieniędzy. Trzeba było wymienić dach, bo groził zawaleniem. Komuniści nic nie robili i budynek niszczał przez lata, drewno zgniło i spróchniało. Kościół lokalny też nie miał środków na remonty. Musieliśmy szukać sponsorów i ludzi, którzy mogliby pomóc. Pomogła nam niemiecka prowincja augustianów. Wymieniliśmy dach i zniszczone okna w kościele.

 

Ojca rodzima prowincja też pewnie pomagała finansowo?

 

Kanadyjczycy tak, Amerykanie nie. Kiedy pojechałem do Stanów, zbierałem pieniądze nie mówiąc nic o tym prowincjałowi. To był dobry człowiek, ale zastanawiał się, czy warto nam pomagać... Niemcy czuli się zobowiązani do tego, żeby nas wspierać. W Niemczech mieszkał wtedy ojciec Bernard Łukasiewicz, który przeniósł się tam po kasacie polskiej prowincji. Było między nami wiele związków sentymentalnych, nie byliśmy sobie obcy.

 

Spędził Ojciec w Polsce ponad ćwierć wieku. Co było w tym okresie najtrudniejsze?

 

Wykarmienie ludzi, którzy mieszkali ze mną w klasztorze. Mieliśmy co jeść, ale za każdym razem był problem, żeby to zdobyć. Dzięki św. Ricie zawsze było na chleb, ale młodzi bracia potrzebowali czegoś pożywniejszego. To było najcięższe. A druga sprawa, to zima u św. Katarzyny - trzeba było ogrzać pomieszczenia. Mieliśmy takie małe grzejniki elektryczne, niebezpieczne. Było zimno, koledzy ciągle mieli katar, chorowali.

 

Ojciec często się śmieje. Zabawne sytuacje też się chyba przytrafiały?

 

Aż za dużo. Pamiętam pierwszą Mszę, którą odprawiałem u św. Katarzyny jako proboszcz. To było święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy, 27 czerwca. Śpiewałem "O Matce Bożej" gdzie są słowa "Ona za sprawą Ducha Świętego poczęła Jednorodzonego Syna Twojego i zachowując chwałę dziewictwa" itd.  Słowo "dziewictwa" przekręciłem nieświadomie na "dziwactwa".  Wierni dziwnie na mnie patrzyli... (śmiech)

 

Ale się nie obrazili. Ojciec był tu popularnym proboszczem, znanym z opieki nad wszystkimi ubogimi i głodnymi. Urodził się Ojciec 8 maja, we wspomnienie św. Stanisława ze Szczepanowa. W zakonie przyjął imię Stanisław. Wiąże je Ojciec ze swoim niezwykłym, "polskim" powołaniem?

 

Byłem proboszczem kościoła, który stoi w miejscu, gdzie zginął św. Stanisław. Tuż obok jest jego sanktuarium Na Skałce. Myślę, że to był Boży znak. 

 

 

 

O. William (imię zakonne Stanisław) Faix OSA: ur. 8 maja 1936 r. w New York City w amerykańskiej rodzinie o polskich korzeniach. W 1950 r. wstąpił do zakonu augustianów. W 1958 r. złożył śluby wieczyste, a w 1963 r. przyjął święcenia kapłańskie w National Shrine of Immaculate Conception Washington D.C. Uzyskał tytuł magistra teologii w Washington Theological Union, następnie magisterium z historii średniowiecznej. W latach 1963 - 68 był nauczycielem w Austine Preparatory School, Boston w stanie Massachusetts. Ukończył studia doktoranckie zwieńczone tytułem doktora w zakresie historii średniowiecznej zdobyty na Catholic University of America w Washington D.C. W latach 1970-71 był stypendystą Fulbrighta na Uniwersytecie Warszawskim. 26 września 1978 z polecenia ówczesnego Przeora Generalnego Zakonu Augustianów, o. Theodore Tacka, OSA, przyjechał do Polski w celu restauracji Polskiej Prowincji Augustianów zniesionej w 1950 r.  Pierwszy dom zakonny mieścił się w Bielicach w diecezji opolskiej. Gościny udzielił ówczesny biskup opolski abp Alfons Nossol. 24 czerwca 1989 budująca się wspólnota augustianów polskich, pod przewodnictwem o. Williama, przejęła z rąk archidiecezji krakowskiej swój macierzysty klasztor św. Katarzyny Aleksandryjskiej DM. O. William został pierwszym augustiańskim administratorem, w randze proboszcza, parafii św. Katarzyny. W 1995 roku o. William został skierowany do pracy w Pradze, w Republice Czeskiej, w celu ratowania tamtejszego klasztoru augustianów. Od roku 2004 do dziś jest kapelanem katolickiej międzynarodowej wspólnoty anglojęzycznej w Pradze.

 

***

Bardzo dziękuję za pomoc Ojcu Wiesławowi Dawidowskiemu OSA, Przełożonemu Polskiej Prowincji Augustianów, Wiceprzewodniczącemu Konferencji Prowincjałów Augustiańskich Europy.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.75

Liczba głosów:

16

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Czarek Jastrzębski 22:17:29 | 2013-05-15
Miałem to szczęście poznać O.Williama w dawnych latach, gdy był jeszcze w Łomiankach. Z pewnością jest człowiekiem, który potrafił nawiązywać relacje z ludźmi młodymi. Potrafił przekazywać im swoje doświadczenie Bożego działania w jego życiu a także miłość do Słowa Bożego.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~MJ 17:12:19 | 2013-05-14
Fantastyczny człowiek! 

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook