Katecheza to nie tylko lekcja i dyskusja

Życie Duchowe

Raz po raz wraca w naszym kraju kwestia zasadności nauki religii w szkołach. Ostatnio dyskutuje się o tym w kontekście orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego pozwalającego na włączanie oceny z religii do średniej. Czy jednak szkoła to miejsce najlepsze do przekazywania wiary? Warto przytoczyć w tym miejscu wywiad, który przeprowadził kilka lat temu o. Józef Augustyn z o. Janem Charytańskim - jednym z najwybitniejszych polskich katechetów. O. Charytański zmarł kilka miesięcy temu. Jego poglądy na przekazywanie wiary wciąż zachowują wielką aktualność.

 

 

Z Janem Charytańskim SJ, profesorem katechetyki, rozmawia Józef Augustyn SJ

 
W naszych czasach najpopularniejszym sposobem wprowadzania młodych ludzi w chrześcijaństwo, w życie duchowe pozostaje katecheza. Często jednak nie spełnia ona tego zadania. Coraz częściej też rodzina rezygnuje z przekazywania wiary. Rodzice tłumaczą, że są zapracowani, że nie mają na to czasu.
 
Zgadzam się. Zdarza się, że rodzina nie spełnia swojego zadania. Lekcje religii prawie w 90% również nie prowadzą do osobistego doświadczenia wiary. Często zamieniają się w zwykłe dyskusje światopoglądowe. Uczniowie specjalnie wyciągają różne uboczne sprawy, czasami zaskakujące, szokujące, i narzucają je katechecie. Nie ma na lekcji atmosfery wspólnoty kościelnej. Wydaje mi się, że popełniliśmy błąd, wprowadzając katechezę do szkół, rezygnując równocześnie z działalności parafialnej na rzecz młodych.
 
Od razu trzeba by sobie postawić pytanie, jaką formę powinny przyjąć te spotkania parafialne, by nie były powtórką lekcji religii w szkole. Niepodważalną prawdą jednak jest, że szukający wiary potrzebują wspólnoty. Nie tworzy jej klasa i nie może stworzyć, bo jest zbyt pluralistyczna: składają się na nią przecież zarówno osoby niewierzące czy wręcz wrogie Kościołowi, jak i znikomy procent tych, którzy szukają wiary.
 
Czy w decyzji powrotu katechezy do szkoły nie kryło się założenie, że cały naród jest wierzący?
 
Na pewno tak. Poza tym ci, którzy o tym decydowali, pamiętali rok 1956, w którym miał miejsce entuzjastyczny powrót lekcji religii do szkół. Rodzice sami organizowali się do walki z kierownictwem szkół. Ja miałem do czynienia ze szkołą, której dyrekcja nie chciała słyszeć o lekcjach religii. Toczyły się dyskusje, robiono spotkania rodziców wierzących i niewierzących, aż wreszcie udało się skłonić dyrekcję do tego, że zgodziła się na katechezę, choć gdzieś na marginesie życia szkoły i poza gmachem szkolnym.
 
Kiedy byłem prefektem w Gimnazjum im. Tadeusza Rejtana na Mokotowie w Warszawie, stosunek do katechezy wyglądał trochę inaczej. Tam z kolei przełom polityczny w 1956 roku stał się dla młodych ludzi symbolem odrodzenia narodowego. Wiązali go także z lekcjami religii, które były sprzeczne z panującym systemem. Dlatego ja nigdy nie napotykałem na niechęć ze strony uczniów. Tak wyglądało to w latach pięćdziesiątych. Jednak od tego czasu nasze społeczeństwo zmieniło się i gdy przed ponad dziesięciu laty katecheza wróciła do szkół, miało już inną mentalność. Katecheci zetknęli się w szkołach z oporem, z obojętnością lub po prostu w najlepszym wypadku ze zwykłą tolerancją. W takiej atmosferze wychowanie do życia wiary wydaje mi się bardzo mało skuteczne.
 
Wprowadzenie w chrześcijaństwo w czasie lekcji religii w szkole dokonuje się więc bardziej na zasadzie kulturowej niż eklezjalnej.
 
Niestety tak. Nie ma poczucia wspólnoty z Kościołem powszechnym ani z Kościołem lokalnym. Wiara, pozbawiona wymiaru eklezjalnego, staje się kwestią osobistego światopoglądu, prywatnego patrzenia na różne problemy. Taka postawa wobec religii może doprowadzić do jeszcze bardziej pogłębiającego się indywidualizmu, w którym każdy tworzy wiarę według własnego przekonania, czerpiąc z różnych źródeł. Będzie to jednak jego własna religia, a nie wiara Kościoła.
 
Ma to już niestety swoje potwierdzenie w selektywnej moralności, którą ostatnio zauważamy.
 
W kwestiach moralności stanowisko Kościoła odbierane jest jako bardzo restrykcyjne, ograniczające wolność człowieka. Takie patrzenie na Kościół rzutuje potem na prawdy wiary, na samo pojęcie Kościoła i na życie...
 
Co wobec tego należałoby robić, by to wprowadzenie w chrześcijaństwo było wprowadzeniem w życie duchowe, a nie tylko w zakres pojęć kultury chrześcijańskiej?
 
Wydaje mi się, że formą możliwą do przyjęcia przez Kościół i przez część młodzieży mogą być tak zwane małe grupy. Taka grupa stwarza możliwość, by każdy uczestnik czuł się u siebie i wspólnie z innymi pogłębiał swoje życie duchowe. Z istnieniem mniejszych wspólnot kościelnych związane jest jednak pewne niebezpieczeństwo: zdarza się, że pozostają one na marginesie życia Kościoła. Dlatego w ich prowadzeniu bardzo istotne jest podkreślanie związku z Kościołem powszechnym.
1 2 3 4  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

11

 

 

Komentarze użytkowników (23)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Gog 19:19:30 | 2010-02-01
  II
...pomijam twój światopogląd, ......ale od razu widać że nie masz dzieci i nie wiesz co się z tym stanem wiaże.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~LL. 19:02:23 | 2010-02-01
"Religii nie powinno byc w szkolach publicznych z jednego powodu - nie sa one darmowe jak sie powszechnie sadzi, lecz wszyscy zrzucamy sie na nie z podatkow".

Tu pewnie bardziej o proste skompstwo chodzi, a nie o religie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:) 13:00:09 | 2009-12-24
być razem. na ile to jeszcze potrafimy? czy w dobie internetu i telewizji potrafimy być? byc razem? bo tylko byc nie wystraczy. gdybyśmy mieli tylko być - niepotrzebna byłaby rodzina - tak bardzo podkreślana w Kościele. być razem to bardzo trudne. trzeba pozwolić innym na bycie wolnym, na wolne wyrażanie poglądów i wolne działanie. wolność drugiego wielokrotnie rani. czy wtedy powinniśmy mu na to pozwolić? czy mamy nic nie mówić? bo wtedy i tak będzie nasza wina, bo to my wiecznie wzniecamy kłotnie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 13:55:37 | 2009-12-23
To co piszesz w wielu przypadkach jest niestety smutną prawdą. Ale ja jeszcze bym rodziny do lamusa nie odkładał. Znam środowiska, jestem w takim, gdzie formacja chrześcijańska odbywa się własnie w rodzinach. Jest Kościół domowy, neokatechumenat gdzie kładzinony jest na to szczególny nacisk. Oczywiście osoby uczestniczące w każdej innej wspólnocie (Odnowa, Oaza, WŻCh itd) też przenoszą formację swoich dzieci na rodzinę.

Ależ ja też nie mam zamiaru odkładać rodziny do lamusa! Doskonale wiem że są również i zdrowe rodziny chrześcijańskie, w których dzieci prawidłowo wzrastają w wierze. Wiem również, że różne wspólnoty religijne wspierają rodziców w ich zadaniach rodzicielskich. Ale, tak jak pisałem, zdrowi dobrze się mają i nie potrzebują lekarza, więc nie o nich pisałem. Chodziło mi o to, że ci z tych rodzin które nie dały im odpowiedniego wychowania i formacji religijnej, właśnie ci potrzebują pomocy, bo oni sami nie odnajdą drogi do żadnej wspólnoty, i dla nich właśnie lekcje religii są jedną z nielicznych szans.

{quote] I jak słusznie napisałeś lekcje religii jako nadrzędny cel miały formację. I w jakiś sposób ona się tam odbywała. Bo rzeczywiście, przygotowanie do I Komunii, bierzmowanie jest tez formacją. Ja zrobiłem rozróżnienie tylko w odniesieniu do koncepcji o. Charatyńskiego
OK, rozumiem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 10:02:17 | 2009-12-23
To co piszesz w wielu przypadkach jest niestety smutną prawdą. Ale ja jeszcze bym rodziny do lamusa nie odkładał. Znam środowiska, jestem w takim, gdzie formacja chrześcijańska odbywa się własnie w rodzinach. Jest Kościół domowy, neokatechumenat gdzie kładzinony jest na to szczególny nacisk. Oczywiście osoby uczestniczące w każdej innej wspólnocie (Odnowa, Oaza, WŻCh itd) też przenoszą formację swoich dzieci na rodzinę.
I jak słusznie napisałeś lekcje religii jako nadrzędny cel miały formację. I w jakiś sposób ona się tam odbywała. Bo rzeczywiście, przygotowanie do I Komunii, bierzmowanie jest tez formacją. Ja zrobiłem rozróżnienie tylko w odniesieniu do koncepcji o. Charatyńskiego

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:48:50 | 2009-12-22
(...)
Aby trafić do jakiejś wspólnoty funkcjonującej w Kościele to trzeba najpierw chcieć się nawracać, trzeba najpierw być chrześcijaninem.(...)


Chrześcijainem stajemy się przede wszystkim w rodzinie. Jak sam napisałeś na katechezę przychodzą przede wszystkim wierzący, a ateiści po to aby narozrabiać. I w mojej ocenie religia nigdy takiej funkcji nie spełniała.  Służyła rzeczywiście pogłębieniu wiedzy religijnej, przygotowywała do I Komuniii i do bierzmowania. To nie mn nic wspólnego z tym o czym bardzo trafnie pisze o. Charatyński. Wspólnota jest rzeczywistym miejscem formacji. I dlatego też napisałem Ci, że katecheza nie mogła takiej funkcji spełniac bo nie tworzyła wspólnot. Wszystkie wspólnoty funkcjonowały i funkcjonują po za lekcjami religii.


Owszem, miejscem formacji jest wspólnota, tyle że może ona być różnie rozumiana, mniej lub bardziej formalnie.
Kiedyś rzeczywiście rodzina stanowiła wspólnotę w której odbywała się formacja. Ale już od dość dawna rodzina zaczęła pozbywać się swoich obowiązków i przerzucać je na różne instytucje. Tak stalo się również z wychowywaniem i formacją. Nigdy nie słyszałeś stwierdzenia/zarzutu: jak was ta szkoła wychowuje?!? nigdy nie słyszałeś: czego was ten ksiądz na religii uczy?!? Rodzice czują się coraz mniej kompetentni i coraz bardziej przeciążeni więc pozbywają się swoich obowiązków oddając je fachowcom od wychowywania i formacji.
Lekcje religii NIGDY nie służyły wyłącznie przekazywaniu wiedzy i ZAWSZE miały jako nadrzędny cel formację. Przekaz wiedzy zawsze był podporządkowany formacji! Oczywiście nie mogę ręczyć za każdego katechetę/księdza że tak robił, ale zawsze było to wbijane do głów przyszłym katechetom: najpierw formacja! informacja ma być narzędziem formacji! Samo przygotowywanie do I Komunii czy Bierzmowania wiązało się właśnie z formacją, a formułki itp były jedynie jednym ze środków tej formacji!
To o czym pisze o.Charatyński to coraz bardziej dojrzewający problem. Gdy religię wprowadzono do szkół okazało się że autorytet sutanny dla wielu nie istnieje. Księża przyzwyczajeni do monologów ex cathedra stracili grunt pod nogami. I pojawiło się pytanie czy to ma być kolejna lekcja ze zwykłym przekazem wiedzy i ocenami czy jednak miejsce formacji nie podlegającej ocenom szkolnym.
Owszem, może to być przedmiot z ocenami i z maturą. Ale co z formacją?!? Jaka ta młodzież jest taka jest, ale jest! Nawet jak przychodzą na religię bo im kazali to jest to szansa na dotarcie do nich. I dla wielu z nich innej już nie będzie! Zdrowi nie potrzebują lekarza - ci z wiarą znajdą sobie miejsce w Kościele, swoją formację... Ale chorzy potrzebują lekarza... oni sami nie przyjdą ani do Odnowy ani do Oazy ani do Neokatechumenatu...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:21:24 | 2009-12-22
Niestety Leszku ale lekcje religii są zazwyczaj w środku, bo trudno ułożyć plan żeby zawsze każda klasa miała tę konkretną lekcję na początku czy końcu. Oczywiście, że nie złosliwie, po prostu plan układa się trudno.

Że plan układa się trudno i że się nie da tak aby wszyscy mieli na początku lub końcu to wg mnie oczywiste. Ale skoro to wymieniałaś to odebrałem to nie jako stwierdzenie obiektywnego faktu ale jako subiektywny zarzut - przepraszam Cię za to.

Co do zapisywania się na religię to nie wiem, czy to problem zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe- na tańce i plastykę da radę, a na religii obowiązuje odwrotnie- wypisywanie się. Nie wiem czy dobrze zrozumiałeś co do zabierania danych do parafii. Nieuczęszczający na religię (niewierzący zazwyczaj) nie zyczą sobie często aby ksiądz zbierał ich dane- trudno Ci zrozumeć? Mnie wcale. Uważsz, że to nierealne- dla rodziców niewierzących, którzy usiłowali udowadniać, że to nie oni mają się wypisyć i oddawać księdzu oświadczenia- całkiem realne.

Nie całkiem się zrozumieliśmy (wzajemnie). Stosowne rozporządzenie MEN mówi jednoznacznie: należy zapisać dziecko gdy się chce aby chodziło; nie ma mowy o żadnym wypisywaniu gdy się nie chce aby chodziło. I żadna siła nie jest w stanie zmusić rodzica aby wypisywał dziecko z lekcji religii! Tylko rodzic musi mieć odwagę aby się postawić! A wiem, że tak naprawdę to nawet nie bardzo musi się stawiać, wystarczy jak stwierdzi, że go to nie interesuje i nie będzie nic pisał. W ostateczności może siegnąć do źródeł i albo poprosić o rozporządzenie albo samemu znaleźć w inetrnecie i im podetknąć. To szkoła (czasem też niestety ksiądz) upiera się przy wypisywaniu się bo chce mieć druk RWD (ratuj własną d***) że gdyby dziecku coś się stało to przecież rodzic wypisał i wziął odpowiedzialność.
A z tym noszeniem danych do parafii to nie jestem pewien o co Ci chodzi. Za jak najbardziej właściwe uważam że przekaże nazwiska nie chodzących. Jak figurują w księgach parafialnych jako katolicy to sobie jakoś odnotuje że ten jego katolicyzm jest wątpliwy, a jak nie figurują jako katolicy to przecież nie będzie prowadził jeszcze dokumentacji ateistów!
Ja nie twierdziłem że dziwię sie temu że mają obiekcje co do zbierania tych danych. Przecież potem przy kolędzie ksiądz bedzie wypominał jak wychowują dzieci że nie chodzą na religię, a jak będą chcieli zostać chrzestnymi itp to też będzie im robił problemy. Całkiem rozumiem ich obiekcje, tyle że uważam zbieranie tych danych za pożądane!

A co do dyskomfotu większości- ja miałam religię w kościele i nie odczuwałam tego jako dyskomfort-wręcz przeciwnie.

Aby porównywać to wpierw należałoby doświadczyć obu wariantów, a to trochę mało prawdopodobne. Ale jednak pamiętam że religia w kościele była dla mnie dyskomfortem. Musiałem po powrocie ze szkoły jeszcze chodzić do kościoła, nie zawsze w dogodnym czasie, a większość roku w okolicach nieprzyjemnego parku.

Nie rozumiesz dlaczego nie jest sprawiedliwe, że część dzieci ma dodatkową okazję do zdobycia oceny do średniej?- teraz to ja nie rozumiem.

Jak to: część dzieci ma dodatkową okazję?!? Przecież wszyscy mają taką okazję! Wszyscy mogą się zapisać! Jeden z księży opowiadał mi nawet że na jego lekcje religii przychodziła dziweczyna będąca Świadkiem Jehowy! Wiesz, myślę że to szukanie dziury w całym, i na siłe szukanie zarzutów, raz się twierdzi że biedne dzieci muszą chodzić choć nie chcą ale są zmuszane a innym razem się twierdzi że biedne dzieci chciałby mieć dodatkową okazję by zdobyć ocenę do średniej a nie mają takiej mozliwości... to w końcu jak to jest?!?
A ciekawe czy różni niepełnosprawni pozwalniani z WF (na stałe lub okresowo) nie zaczną skarżyć się do Trybunału, że skoro są zwolnieni z WF to nie mogą zdobyć dodaktowej oceny do średniej więc należy zakazać w szkole WF...
Wiesz, myślę że to jest mylenie pojęć u samego źródła... Sprawiedliwie to nie znaczy wszyscy to samo i po równo, a jak ktoś jeden czegoś nie może to zakazać reszcie...

A co do etyki, to w różnych szkołach jest różnie ale na pewno nie jest tak,że jedynym problemem jest brak chętnych. Wtedy nikt nie zaskarżałby do Trybunału tej sprawy ze średnią bo nie byłoby podstaw. Każdy chętny miałby szansę.

Nie wiem czy jedynym, ale zasadniczym problemem jest brak chętnych. Tylko w jednej znanej mi szkole jest wystaczająca (znikoma - ok. 2-3% uczniów) ilość chętnych i etyka się odbywa, a w pozostałych, choć jest nauczyciel to etyki nie ma właśnie z braku chętnych. A więc każdy szanse ma tyle że nie chce korzystać, a co najwyżej gardłuje aby katolikom zlikwidować religię skoro on nie chodzi na etykę.
A to zaskarżanie do Trybunału nie ma nic wspólnego z realiami. To kwestia polityczna. Są ugrupowania którym religia w szkole jest solą w oku ze względów ideologicznych.

Nie myśl,że szkoły martwią się ze religia w środku i trzeba zapewnić opiekę. Świetlica szkolna i tak jest a w przedszkolu dzieci są wyprowadzane do młodszej grupy. Nikt nie martwi się zbytnio co takie dzieci robią- tyle że mają zapewnioną jakąś przechowalnię.

Martwią, martwią, to tylko tak wygląda, że nie. Szkoła ma obowiązek zapewnić opiekę i bezpieczeństwo. I gdyby coś się dziecku stało to mieliby poważne problemy. I dlatego się martwią i szukają różnych rozwiązań (łącznie z wypisywaniem z religii). Tyle że nie ma na to żadnych środków więc cobi to tak jak potrafi, robi tak jak widać.

A przez trzy dni kiedy są rekolekcje  cała szkoła idzie do kościoła- pewnie też mogą się przechować w świetlicy.. 

Te rekolekcje to kompletna paranoja i porażka :-( To tak jak kiedyś z pochodem pierwszomajowym. Co z tego że bezpieczeństwo na pochodzie/rekolekcjach ma obowiązek zapewnić organizator czyli PZPR/Kosciól. Zapędza się do tego różnymi metodami nauczycieli :-(

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 23:14:17 | 2009-12-22
(...)
Aby trafić do jakiejś wspólnoty funkcjonującej w Kościele to trzeba najpierw chcieć się nawracać, trzeba najpierw być chrześcijaninem.(...)


Chrześcijainem stajemy się przede wszystkim w rodzinie. Jak sam napisałeś na katechezę przychodzą przede wszystkim wierzący, a ateiści po to aby narozrabiać. I w mojej ocenie religia nigdy takiej funkcji nie spełniała.  Służyła rzeczywiście pogłębieniu wiedzy religijnej, przygotowywała do I Komuniii i do bierzmowania. To nie mn nic wspólnego z tym o czym bardzo trafnie pisze o. Charatyński. Wspólnota jest rzeczywistym miejscem formacji. I dlatego też napisałem Ci, że katecheza nie mogła takiej funkcji spełniac bo nie tworzyła wspólnot. Wszystkie wspólnoty funkcjonowały i funkcjonują po za lekcjami religii.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~emily 22:26:24 | 2009-12-22
Niestety Leszku ale lekcje religii są zazwyczaj w środku, bo trudno ułożyć plan żeby zawsze każda klasa miała tę konkretną lekcję na początku czy końcu. Oczywiście, że nie złosliwie, po prostu plan układa się trudno. Co do zapisywania się na religię to nie wiem, czy to problem zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe- na tańce i plastykę da radę, a na religii obowiązuje odwrotnie- wypisywanie się. Nie wiem czy dobrze zrozumiałeś co do zabierania danych do parafii. Nieuczęszczający na religię (niewierzący zazwyczaj) nie zyczą sobie często aby ksiądz zbierał ich dane- trudno Ci zrozumeć? Mnie wcale. Uważsz, że to nierealne- dla rodziców niewierzących, którzy usiłowali udowadniać, że to nie oni mają się wypisyć i oddawać księdzu oświadczenia- całkiem realne. A co do dyskomfotu większości- ja miałam religię w kościele i nie odczuwałam tego jako dyskomfort-wręcz przeciwnie. Nie rozumiesz dlaczego nie jest sprawiedliwe, że część dzieci ma dodatkową okazję do zdobycia oceny do średniej?- teraz to ja nie rozumiem. A co do etyki, to w różnych szkołach jest różnie ale na pewno nie jest tak,że jedynym problemem jest brak chętnych. Wtedy nikt nie zaskarżałby do Trybunału tej sprawy ze średnią bo nie byłoby podstaw. Każdy chętny miałby szansę. Nie myśl,że szkoły martwią się ze religia w środku i trzeba zapewnić opiekę. Świetlica szkolna i tak jest a w przedszkolu dzieci są wyprowadzane do młodszej grupy. Nikt nie martwi się zbytnio co takie dzieci robią- tyle że mają zapewnioną jakąś przechowalnię. A przez trzy dni kiedy są rekolekcje  cała szkoła idzie do kościoła- pewnie też mogą się przechować w świetlicy.. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 22:13:03 | 2009-12-22
leszek, powstrzymam się od złośliwości i napiszę tylko, że chyba nie wiesz na czym polega formacja.  Dowodem na to są też Twoje słowa gdy piszesz: A wpierw mają kilkanaście lat życia w trakcie których mogą co najwyżej trafiaćna lekcje religii.
Już w szkole podstawowej mozna trafić np. do grup ministranckich. Taka oferta rokrocznie pojawia się w parafiach. Trzeba tylko chcieć. W okresie średniej szkoły oferta ta jest znacznie szersza. Więc nie pisz mi, że się mylę i jak to podkreśliłeś podwójnie.

Nie zrozumiałeś mnie, niezbyt jasno napisałem, napiszę jeszcze raz, szerzej.
Aby trafić do jakiejś wspólnoty funkcjonującej w Kościele to trzeba najpierw chcieć się nawracać, trzeba najpierw być chrześcijaninem. Dopóki nie jest się chrześcijaninem to te wspólnoty mogą sobie istnieć, a nie będzie się miało potrzeby do nich przychodzić, będzie wystarczało tzw chrześcijaństwo niedzielne, czyli (w miarę) co tygodniowa msza św. oraz święcenie jajek na wielkanoc. I jedyną okazją do obudzenia się i nawrócenia może okazać się lekcja religii.
To że od małego można być ministrantem niczego nie zmienia, bo jak sam przyznałeś, wpierw trzeba CHCIEĆ!
A co do tego że się mylisz podwójnie to podtrzymuję to. Tyle że weź sobie jeszcze raz przeczytaj do czego to napisałem. Pierwszy raz mylisz się twierdząc że tego nie pamiętam, a drugi raz mylisz się twierdząc, że nie było żadnej formacji.

Cieszę się, że wycofałeś się ze swojego stwierdzenia, że ateista to z zasady wróg Kościoła

Powtarzam jeszcze raz: ateista, wręcz wróg Kościoła. Ponownie dokładnie zacytowałem. Czyli: ateista, ale niekoniecznie wróg Kościoła lub ateista, wręcz wróg Koscioła. A więc nie musiałem się wycofywać ze swojego stwierdzenia bo nigdy nie twierdziłem że ateista to z zasady wróg Kościoła. To Ty to tak opacznie zrozumiałeś. Szkoda jednak że w swoim zacietrzewieniu przypisujesz mi złą wolę. Być może na tym polega Twój problem, że jak ktoś Ci zaoponuje to widocznie musi być uosobieniem zła...

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?