Ksiądz wprowadził pokój w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Europy

(fot. depositphotos.com)

Kiedy trwało oblężenie Bataclanu, krótko po tym, jak trzeci samobójca wysadził się przy stadionie, Abdelhamid Abaaoud spokojnie odjechał metrem i przez kilka kolejnych dni ukrywał się przed policją.

 

Jego prawą ręką podczas zamachów był Salah Abdeslam. Tak zwane Państwo Islamskie potępiło go, bo zamiast przeprowadzić kolejny samobójczy zamach jak jego starszy brat Brahim, uciekł do Brukseli, do dzielnicy Molenbeek-Saint-Jean. Tropy wiodły tam po większości zamachów terrorystycznych w Europie.

 

Pochodzili stamtąd lub mieszkali tam: Abdelhamid Abaaoud, bracia Abdeslamowie, Amedy Coulibaly, który zaatakował redakcję "Charlie Hebdo", Mehdi Nemmouche, sprawca zamachu na muzeum żydowskie w Brukseli, i inni.

 

Najwięcej europejskich bojowników Daeszu pochodziło z Belgii. Jej stolica Bruksela to najbardziej muzułmańskie miasto w Europie. Jej dzielnica Molenbeek to miejsce, z którego wywodzi się najwięcej belgijskich dżihadystów. Nazwano ją europejską stolicą terroru. Po zamachach media podały, że to etniczne getto - na niektórych osiedlach osiemdziesiąt procent mieszkańców to wyznawcy Allaha, podatny grunt dla przemocy i bezpieczna przystań dla terrorystów. Mówiło się, że lokalna ludność napada na pracowników tutejszych firm. Podobno są miejsca, gdzie ciągłe warty pełnią młodzi muzułmanie i nie wpuszczają obcych. A Partia Islam, która ma tu już jednego radnego, chce zamienić Belgię w państwo islamskie i ustanowić w niej prawo szariatu.

 

*

 

Panie Jezu, byłem chory, ty mnie odwiedziłeś, ty mnie uzdrowiłeś - akcja teledysku "Yapesi yo merci" toczy się w Kamerunie. Ksiądz Aurélien Saniko tańczy za ołtarzem. Dołączają do niego inni: kobiety i mężczyźni. Kolejną zwrotkę Aurélien śpiewa w lingala, języku używanym w Demokratycznej Republice Konga. Już cały kościół tańczy, machając białymi chustkami. To hymn dziękczynny dla Jezusa.

 

Po wspólnym iftarze 2015 roku kolej na chrześcijan: mieli zorganizować ekumeniczne Boże Narodzenie. Jednak po zamachach z trzynastego listopada oczy całego świata skierowały się na Molenbeek.

 

- Zbrukano naszą dzielnicę. Mówią, że jesteśmy bastionem dżihadystów - lamentowali mieszkańcy. Saniko sprawiał wrażenie, jakby w ogóle się tym nie przejmował. W grudniu zaprosił muzułmanów, żydów i ateistów na wieczerzę wigilijną. Odbyła się w budynku należącym do gminy.

 

Ksiądz Aurélien opowiadał o sensie Bożego Narodzenia. Imam Habbachich też zabrał głos. Obaj zachęcali, by było to święto całej dzielnicy, bez względu na wyznawaną religię. Śpiewały dwa chóry chrześcijańskie. Śpiewał też chór muzułmański i zespół żydowski. Potem przyszła kolej na żydów i w kwietniu następnego roku zorganizowali Paschę.

 

*

 

Z początku sytuacja w Molenbeek i Europie wydawała się opanowana. Brahim Abdeslam wysadził się w Paryżu w dniu zamachów. Abdelhamid Abaaoud zginął kilka dni później w strzelaninie z policją. Salaha Abdeslama po miesiącach poszukiwań właśnie aresztowano w jednej z kamienic, krok od kościoła Jana Chrzciciela, nieopodal jego rodzinnego domu w Molenbeek. Jednak pięć dni po aresztowaniu znów doszło do zamachów, tym razem w samej Brukseli. Zginęły trzydzieści dwie osoby. Zamachowcy, znani wcześniej z napadów rabunkowych, kradzieży i posiadania kałasznikowów, znów byli związani z Molenbeek.

 

Nikt wtedy nie wiedział, ilu jeszcze takich może chodzić po dzielnicy. Policjanci z karabinami w kamizelkach kuloodpornych obstawili całe Molenbeek. Burmistrz zdecydował o zamknięciu meczetów, w których używało się języka podżegającego do zamachów. Szyici drżeli przed sunnitami. Policjanci chodzili od domu do domu. Odwiedzili osiem tysięcy sześćset mieszkań. Wykryli w dzielnicy pięćdziesiąt jeden organizacji pozarządowych, które mogły mieć związek z terroryzmem. Ustalili, że dwudziestu sześciu mieszkańców Molenbeek wciąż walczy w szeregach Daeszu w Syrii. Kolejnych czterdziestu sześciu zradykalizowanych przebywało na terenie Belgii. Niespełna połowa z nich siedziała w więzieniach. Pozostałych zaczęto baczniej obserwować.

 

W porozumieniu z gminą ksiądz Saniko i imam Habbachich chodzili do szkół, stowarzyszeń, aby wyjaśniać, dlaczego warto przerzucać mosty. Skupiali się na młodych. Wykolejonych, odtrąconych, bezrobotnych, niemogących sobie znaleźć miejsca w społeczeństwie. Chcieli przywrócić im wiarę w siebie, zaufanie do państwa belgijskiego. Przywrócić ich społeczeństwu. Wytłumaczyć, że izolowanie się w Molenbeek i spędzanie wakacji tylko w Maroku to zamykanie się w swoim mikrokosmosie. Wyrwać się z getta. Aby poczuli, że mają na świecie swoje miejsce.

 

*

 

Kolejne święto znów mieli zorganizować muzułmanie. Ramadan 2016 roku wypadał w czerwcu. Ludzie z platformy dialogu ustalili datę, ogłosili ją w mediach i zaprosili gości. Pięć dni przed świętem Sarah Turine oglądała w telewizji prognozę pogody: przez kolejne dni miało padać. Iftar zaplanowano na placu, a gmina nie miała sali, która pomieściłaby zapowiadanych kilkuset gości.

 

- Co robić? - Turine zadzwoniła do Saniko. - Czy mógłbyś nas ugościć?

 

Aurélien był członkiem komitetu organizacyjnego i chociaż jest proboszczem, to nie chciał sam podejmować decyzji. Poprosił o dzień do namysłu. Zadzwonił do członków rady parafialnej, opowiedział im o pomyśle. Jedni nie widzieli problemu. Inni mówili: "To ty jesteś organizatorem, sam musisz wiedzieć". Byli i tacy, którzy twierdzili, że pomysł jest zły: "Muzułmańskie święto w kościele?!".

 

Ksiądz odpowiedział, że przecież Jezus przyjmował wszystkich.

 

Siedemnastego czerwca, w piątek, w kościele Jana Chrzciciela brakowało wolnych miejsc. Stoły przykryte białymi obrusami, zastawione jedzeniem i napojami bezalkoholowymi stały w długich rzędach wzdłuż świątyni. Przy stołach ciasno siedzieli biesiadnicy: czterystu muzułmanów, pomiędzy nimi chrześcijanie i żydzi, nie brakowało ateistów.

 

Chóry katolicki i muzułmański śpiewały swoje pieśni religijne.

 

Imam opowiadał o sensie postu i o sensie jego przerwania.

 

Ksiądz opowiadał o poście w chrześcijaństwie i o Jezusie.

 

Potem wszyscy jedli.

 

O imprezie zrobiło się głośno w Belgii, doniosły o niej również niektóre media na świecie. Dziennikarze dziwili się, wypytywali. Imam Habbachich tłumaczył im, że po wspólnym doświadczeniu bólu ludzie zbliżają się do siebie. Tak właśnie stało się po atakach terrorystycznych z mieszkańcami Molenbeek. Politycy obawiali się kolejnych tragedii, tymczasem my, przywódcy religijni, opowiadał Habbachich, powiedzieliśmy im, że zrobimy wszystko, aby umożliwić dialog. Zapewniał też, że jego meczet jest miejscem publicznym, bez jakiegokolwiek tabu. Przyznał, że niektórzy muzułmanie chętnie negują i odrzucają obcych, wykorzystując do tego islam. Po zamachach w Paryżu sam dostawał groźby śmierci od nieznanych osób.

 

Z kolei ksiądz Saniko wyjaśniał dziennikarzom, że jego marzeniem jest, aby każdy z mieszkańców Molenbeek miał ducha obywatelstwa, akceptował inność, odmienny sposób myślenia i był skłonny do dialogu.

 

- Kiedy Jamal nazywa mnie "bratem" - powiedział - wiem, że myśli to samo co ja.

 

To fragment książki "Raban! O Kościele nie z tej ziemi" wydanej przez wydawnictwo Agora. Więcej znajdziesz tutaj.

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.5

Liczba głosów:

10

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?