Nie bójmy się rozmawiać w Kościele o pieniądzach. Robotnik zasługuje na zapłatę

Angelika Szelągowska-Mironiuk
(fot. depositphotos.com)

Ja, Angelika, pracuję dla pieniędzy. Od swoich pracodawców oczekuję, że zapewnią mi godne warunki pracy i możliwość rozwoju. To wcale nie postulaty lewicowej partii politycznej, a nauczanie papieża Leona XIII.

 

Jakiś czas temu w głośnym wywiadzie znana podróżniczka Martyna Wojciechowska stwierdziła, że pokolenie millenialsów (a więc moje) cechuje "roszczeniowość" - jej zdaniem młodzi ludzie powinni pracować głównie dla pasji. Czytając jej wypowiedzi, doszłam do wniosku, że być może pani Wojciechowska - robiąca przecież naprawdę dużo dobrego dla potrzebujących z różnych stron świata - po prostu nie rozumie frustracji, z jaką spotykają się młodzi ludzie, którzy próbują odnaleźć się na rynku pracy. Po pierwszym etapie zdziwienia - i jednak pewnego niesmaku - zaczęłam się zastanawiać nad czymś istotnym - jak to możliwe, że w kraju, gdzie większość obywateli uważa się za katolików, tak trudno jest rozmawiać o prawach pracowników i sprawach finansowych.

 

Motywacyjny coming out

 

Kiedy prowadzę szkolenia dla dzieci i młodzieży, to na początku spotkania podkreślam, że zależy mi, aby każdy z uczestników mówił o sobie - tylko wtedy możliwe jest autentyczne poznanie drugiego człowieka. Zatem ja, jako autorka tego tekstu, również rozpocznę swoje rozważania od powiedzenia czegoś na własny temat: otóż ja, Angelika, pracuję dla pieniędzy. Od swoich pracodawców oczekuję, że zapewnią mi godne warunki pracy i możliwość rozwoju (ta fraza akurat brzmi jak żywcem skopiowana z ogłoszenia o rekrutacji do korporacji, ale niech będzie), jednak ani sama praca w "dynamicznie rozwijającej się firmie", ani też "szansa na realizowanie śmiałych projektów" nie sprawią, że zapomnę o tym, iż za mój wysiłek szef musi mi wypłacać sensowne pieniądze. Pewnie, że wykonywanie mojego zawodu daje mi ogromną satysfakcję i pozwala czynić świat lepszym miejscem - prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, abym miała zajmować się w życiu czymkolwiek innym. Ale mój dostawca prądu, wody oraz dyskont, w którym zwykle razem z Mężem robię zakupy, nie chce przyjąć zapłaty za swoje usługi i towary w formie uśmiechu i zapewnienia, że jestem niezwykle szczęśliwa z powodu tego, iż wykonuję pracę swoich marzeń. Na paragonach oraz fakturach zawsze widnieje konkretna kwota, którą muszę "wyłożyć", aby nie umrzeć z głodu. Poza tym, choć ominęła mnie "rozkosz", jaką jest spłacanie kredytu mieszkaniowego przez 30 lat, to jednak nieprzerwany dopływ środków na konto jest mi niezbędny również z uwagi na to, że jako matka mam obowiązek zapewnić utrzymanie swojemu dziecku. Jeśli ktoś posądzi mnie o chciwość lub roszczeniowość, to trudno, ale uważam, że godna wypłata mi się po prostu należy - tak samo jak wszystkim innym osobom, które uczciwie wykonują swoją pracę.

 

Kościół i lud pracujący miast i wsi

 

Parę miesięcy temu wraz z jednym z moich katoziomków próbowaliśmy stworzyć listę tematów, które społecznie są najbardziej hot, a o których w Kościele mówi się zbyt mało. Wysokie miejsca zajęły kwestie ochrony środowiska, stosunków rodzice - dzieci (te narodzone), ale złoty medal przyznaliśmy relacjom pracownika i pracodawcy. Z jednej strony katolicka nauka społeczna jest niezwykle przemyślana i spójna, z drugiej zaś - poziom jej znajomości i rozumienia u katolików bywa bardzo niski. Jednak tym, co boli mnie najbardziej, jest fakt, w polskim dyskursie "upominanie się" o prawa pracownika czy przypominanie o tym, że osoba zatrudniona nie jest własnością pracodawcy, którą można drylować, ile się chce, są postrzegane jako postulaty komunistyczne albo wynikające z chęci dokonania "protestantyzacji" Polski. Być może właśnie z powodu gorzkich doświadczeń z epoki socjalizmu i obaw przed ukształtowaną przez protestantyzm kulturą Zachodu pojedynczy polscy katolicy i duże media katolickie niechętnie zabierają głos w sprawach problemów "ludu pracującego" - należy jednak pamiętać, że Kościół wcale nie jest bezkrytyczny wobec kapitalizmu!

 

Przekonanie, że obowiązkiem państwa jest ochrona pracownika poprzez zapewnienie mu minimalnej płacy oraz trwałości zatrudnienia, to wcale nie postulaty lewicowej partii politycznej, a nauczanie papieża Leona XIII zawarte w encyklice "Rerum novarum", która jest jednym z najważniejszych dokumentów Kościoła poświęconych pracy. Wyzyskowi ludzi pracujących sprzeciwiał się także Jan Paweł II - jego troska o sprawiedliwy podział dóbr i odpowiednie traktowanie pracownika wyrażona została w encyklice "Laborem exercens" (która powstała zresztą z okazji 90-lecia "Rerum novarum"). Papież zwrócił w tym dokumencie uwagę na sens istnienia związków zawodowych, rolę niepełnosprawnych na rynku pracy, prawo pracownika do strajku, a także na elementy duchowości w pracy - zdaniem Jana Pawła II człowiek poprzez pracę uczestniczy w dziele Stwórcy. Oznacza to, że wykonywanie pracy nie jest nałożoną na ludzi karą, ale narzędziem kształtowania ducha i charakteru. Skutkiem grzechu pierworodnego nie jest zatem sama konieczność zarobkowania, a wynikające z niej niekiedy nadmierne obciążenia, którym to katolik ma prawo się sprzeciwiać.

 

Koszmar umów zleceń

 

Wydaje się, że w kraju, gdzie jako katolicy deklaruje się 90 procent obywateli, kultura pracy powinna być na naprawdę wysokim poziomie - w końcu nauka społeczna Kościoła zobowiązuje nas do tego, aby dobra były właściwie rozdzielone, a pracownicy odpowiednio nagradzani za swoją pracę. Niestety, obraz rzeczywistości jest zgoła odmienny - obecnie około półtora miliona Polaków pracuje na umowy zlecenie (wśród nich są także absolwenci prestiżowych kierunków studiów oraz osoby z bogatym doświadczeniem zawodowym), a pół miliona jest zatrudnionych na umowy o dzieło. Umowy cywilnoprawne są dla pracodawców bardziej korzystne, ponieważ wiążą się z nimi mniejsze obowiązki w zakresie płacenia składek, co pozwala firmie na spore oszczędności. Jednak z punktu widzenia pracownika, umowa zlecenie na ogół nie jest korzystna - nie daje stabilizacji i ochrony, z jaką mamy do czynienia w przypadku umowy o pracę. Nie znamy także dodatkowych statystyk dotyczących tego, ile osób zostało zmuszonych do przejścia na własną działalność gospodarczą, aby pracować w tak zwanym systemie B2B, czyli "biznes dla biznesu". Przyznam, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie słyszałam kazania, którego przesłaniem byłoby, że takie traktowanie pracownika jest niezgodne z tym, czego nauczali ostatni papieże. W naszych kościołach wiele miejsca poświęca się konieczności posiadania "dystansu" do dóbr materialnych - poniekąd jest to słuszne, bo przecież bogactwa nie zabierzemy na tamten świat. Ale jednocześnie jako wspólnota powinniśmy sprzeciwiać się niesprawiedliwości - a tym właśnie bywa wypłacanie pracownikowi najniższej krajowej, podczas gdy firma prosperuje całkiem dobrze. Ubóstwo (które nie bez przyczyny ślubują zakonnicy) może być wielką cnotą, ale nie jest nią zmuszanie do tegoż ubóstwa kogoś, kto jest u nas zatrudniony.

 

Nie bądźmy dżentelmenami

 

Aby poprawić jakość stosunków społecznych, powinniśmy odesłać do lamusa stereotyp mówiący, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, tylko po prostu je mają. Pieniądze prywatne i publiczne, sposoby ich zarabiania i etyczne aspekty bogacenia się mogą być omawiane w szkołach nie tylko na przedmiocie "podstawy przedsiębiorczości" (który, niestety, bywa traktowany po macoszemu) - ale także na religii czy etyce. Szkolni katecheci powinni mówić o tym, jaką wartość ma praca i jakie powinny być stosunki osoby zatrudniającej z zatrudnianą. Relacja między zwierzchnikami i podwładnymi jest jedną z tych, która nadaje kształt i charakter całemu życiu społecznemu - a więc Kościół i jego "posłańcy" nie powinni milczeć na ten temat. Myślę też, że wszystkim uczniom - a już na pewno tym będącym w liceum, którzy być może niedługo będą pisać swoje pierwsze CV - dobrze by zrobiło przypomnienie, że "zatrzymywanie zapłaty sługom i robotnikom" jest jednym z grzechów wołających o pomstę do nieba. Katecheci - zarówno świeccy, jak i będący kapłanami - powinni uświadamiać młodych ludzi, że chęć otrzymywania godziwej zapłaty za swój zawodowy trud nie jest oznaką chciwości, lecz rozumienia własnych praw. Moim marzeniem jest, aby osoby kończące liceum lub technikum (czyli takie, które prawdopodobnie były katechizowane przez kilkanaście lat!) miały świadomość, że jeśli przyjdzie im prowadzić firmę i zatrudniać ludzi, to ich obowiązkiem będzie wypłacanie im odpowiednich pieniędzy i zapewnienie stabilnego zatrudnienia. Jeśli zaś będziemy pracować "u kogoś", to mamy prawo tego właśnie oczekiwać. Zmuszanie kogoś do harówki na umowie zleceniu, którą przedłuża się co parę miesięcy, jest, w moim odczuciu, głęboko niezgodne z tym, jaką wizję pracy miał (i zapewne ma nadal!) Wszechmogący.

 

Niedopuszczalne jest także budowanie niechęci i zawiści wobec tych, który osiągnęli zawodowy i finansowy sukces - musimy podkreślać, że Ewangelia nie zakazuje bogacenia się. Rzecz jasna wymagania pracownika wobec pracodawcy muszą iść w parze z tymi wobec siebie samego - "machlojki" w robocie czy wynikające z lenistwa uchylanie się od należytego wykonywania obowiązków służbowych nie przystoją katolikowi tak samo jak nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu czy nieczystość.

 

Oczywiście "nieplanowany" brak sumienności w biurze, kopalni czy jakimkolwiek innym miejscu zarobkowania może wiązać się także z wieloma osobistymi problemami - na przykład z wypaleniem zawodowym. O tym jednak napiszę już kiedy indziej, bo raz, że w przeciwnym razie tekst byłby zbyt długi, a dwa, że za około kwadrans muszę jechać do gabinetu - czyli do pracy.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.29

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Szon 12:09:26 | 2019-05-01
Problem jest bardziej złożony. Każdy pracodawca, który zatrudnia pracowników musi konkurować na rynku z innymi. Cały czas, aby utrzymć firmę musi myśleć o obniżaniu kosztów. Jednym z problemów jest to, że musi konkurować np. z firmami, które zatrudniają pracowników na czarno lub na śmieciówki. Drugim, poważniejszym, jest konieczność konkurowania na ogólnoświatowym rynku z krajami, gdzie pracownicy zarabiają za 12 godzin pracy na przysłowiową miskę ryżu. Problemem światowym jest też to, że pracy jest coraz mniej w związku z robotyzacją produkcji przemysłowej. To wszysko jest bardzo skomplikowane.  Problemem są ludzie zatrudniani w Kościele bez umów przez księży. Ostatnio okazało się także że takie praktyki mają miejsce także w Watykanie np. wobec sióstr zakonnych, które nie mając legalnej pracy są pozbawiane ubezpieczenia.

Oceń 10 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?