Czego katolicki ksiądz nauczył się z tzw. historyjki Einsteina?

WAM
(fot. Grey82 / Shutterstock.com)

Przypomina mi się w tym momencie historyjka, na którą natknąłem się w internecie.

 

Przypisuje się ją Albertowi Einsteinowi - niesłusznie. Nie mam pojęcia, kto jest jej autorem, ale przytaczam w całości, bo dość efektownie rozprawia się z wątkami, o których nierzadko przychodzi mi rozmawiać z ludźmi:


Niewierzący profesor filozofii w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem, synu, prawda? - Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko? - Tak.
- A ty jesteś dobry czy zły? - Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawia się uśmiech wyższości. - Ach tak, Biblia!

 

A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy przynajmniej spróbowałbyś?

- Oczywiście, panie profesorze.
- Jesteś zatem dobry!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeślibyś tylko miał tę możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.


Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej:
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?


Student nadal milczy, więc profesor mówi:
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
Aby dać studentowi chwilę na zastanowienie, profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i wypija łyk wody.
- Zacznijmy od początku, chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy Szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada: - Nie.
- A od kogo pochodzi Szatan?
   
Student wzdraga się:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył Szatana. A teraz powiedz mi jeszcze, synu, czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje, panie profesorze...
- Czyli zło jest obecne we wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Kto zatem stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również zło. A jeżeli zło istnieje, zgodnie z regułami logiki także Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.


- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świecie?
Student drżącym głosem odpowiada:
- Występują.
- A kto je stworzył?


W sali zalega cisza, więc profesor ponawia pytanie: - Kto je stworzył?
Wobec braku odpowiedzi profesor zatrzymuje się i rozgląda po sali. Wszyscy studenci wstrzymują oddech. - Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, synu? Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak, panie profesorze, wierzę.


Profesor zwraca się do studenta: - W świetle nauki masz pięć zmysłów, których używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie, panie profesorze, nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie, panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek Go dotykałeś, smakowałeś czy może wąchałeś? Czy miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie, panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież nauka zgodnie z zasadami empirii twierdzi, że Twój Bóg nie istnieje... Co ty na to, synu?
- Nic - pada odpowiedź. - Mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.


Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze, czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje. 
       
Wyraźnie zainteresowany profesor odwraca się w kierunku studenta. Student zaczyna wyjaśniać: - Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, superciepło, megaciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancję do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza, czyli zera absolutnego, co właśnie oznacza brak ciepła, nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatury poniżej 273,15 stopnia. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy mają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi, profesorze, zimno jest jedynie terminem, który służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.


W sali wykładowej zalega głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuszcza pióro, a jego odgłos zdaje się przypominać uderzenie młota.
- A co z ciemnością, panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - odpowiada bez wahania profesor. - Czymże jest noc, jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, wtedy nie ma nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo "ciemność". W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Gdyby istniała, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?


Profesor uśmiecha się nieznacznie, patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.

- Co mi chcesz przez to powiedzieć, młody człowieku?
- Zmierzam do tego, panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe od samego początku, zatem końcowy wniosek jest również fałszywy.


Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie: - Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz to uzasadnić?

- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia student. - Twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia, świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz, panie profesorze, proszę mi odpowiedzieć, czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?

 

- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?


Profesor potrząsa głową, wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę, w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.

- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić, wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?


Wzmaga się szum. Student czeka, aż napięcie opadnie. - Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład. Student rozgląda się po sali.
- Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?


Studenci w audytorium wybuchają śmiechem.


- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć,
z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
Profesor patrzy na studenta oczyma szeroko otwartymi z niedowierzania.

 

Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się jak wieczność, profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej, stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz, panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
- Oczywiście, że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnych na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
- Zło nie istnieje, panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła, i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.

 

Profesor osuwa się bezwładnie na krzesło.

* * *

 

Sprytne, prawda? Całkiem niezła dramaturgia.

 

A jednak w chrześcijaństwie nie chodzi o sofistykę i retoryczne potyczki, nawet zwycięskie. Przed trudnymi pytaniami zawsze w końcu będziemy musieli zdecydować, czy chcemy uwierzyć Bogu. Bo chrześcijaństwo to kwestia wiary, a nie argumentów.

 

* * *

 

Chcesz poznać i przemyśleć podobne historie? Sięgnij po najnowszą książkę ojca Pawła Krupy OP "Koniec czasów", w której w niezwykły sposób zmusza nas, katolików, do refleksji nad naszą wiarą. Powyższy fragment pochodzi właśnie z tej publikacji.

 


       
     

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.14

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

szymonkarmilowicz 02:52:39 | 2018-12-12
Dodałbym do tekstu jeszcze to (jako wykładowca): Zatem młody człowieku zdefiniuj mi brak dobra, brak ciepła itd. Tak samo braku Boga, ale także jego bytu, bo w końcu jest dla nas transcendentny, zatem w jaki sposób jest definiowany? ;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jewka 18:56:04 | 2018-12-10
cóż - szkoda, że teksty odwołujące się do naszych  wyborów życiowych w realnym świecie  nie wywołują aż tak żywołowej reakcji wśród moich wierzących braci ...

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

wojciech.grygiel 17:51:01 | 2018-12-10
Dawno nie czytałem bardziej bzdurnego i szkodliwego tekstu. Próba kojarzenia tej historyjki z Einsteinem to jakiś absurd, ponieważ Einstein deklarował się jako niewierzący w transcendentnego i osobowego Boga. Dla Einsteina jeśli Bóg istniał to tylko immanentny w prawach przyrody, wyrażający się w pięknie i harmonii opisujących ją równań. Po drugie, jeśli jakiś profesor miałby utrzymywać, że zgodnie z teorią ewolucji człowiek pochodzi od małpy, to trudno w ogóle zrozumieć, jak został profesorem. CZŁOWIEK MA Z MAŁPĄ WSPÓLNEGO PRZODKA !!! A jeśli chodzi o komentarz, że chrześcijaństwo to kwestia wiary a nie argumentów, to chyba by się trzeba zawrócić do formacji seminaryjnej i sobie dobrze powtórzyć rolę czynnika racjonalnego w akcie wiary zanim się takie mądrości zacznie wypisywać. Żenada.

Oceń 4 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marcin992 16:46:23 | 2018-12-10
Poza tym, to w ogóle jest błędna analogia z tym ciepłem.
Załóżmy sytuację: głodny prosi o bułkę.
Dobro (ciepło) - daję mu bułkę,
brak dobra (brak ciepła/zimno) - nie daję mu bułki,
zło (?) - kopię go w ryj.

Takie historyjki są mega słabe

Oceń 1 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 13:57:34 | 2018-12-10
Bzdurna historyjka. Wystarczy powiedziec ze nauka wie tyle o ukladzie nerwowym, ze pewne jest istnienie mozgu profesora. Inaczej bylby martwy.

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marcin992 12:43:03 | 2018-12-10
7 Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko.
Iz 45

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Asmo 11:39:44 | 2018-12-10
Ta całkiem dobra dramaturgia, jak nazwał autor tego artykuliku tę historyjkę, to dość znana „legenda miejska”, krążąca w necie kilkanaście lat. Jej styl wskazuję, że autor historyjki jest wierzącym i polemizuje sam ze sobą, wtykając w usta profesora własne, skądinąd bzdurne myślenie. Profesorowie często uciekają się do przykrych dla studentów epitetów, ale musieliby być totalnymi głupcemi, aby taką polemikę sprowokować, tak ni z pietruszki.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

CzarnySzymon 08:53:30 | 2018-12-10
A może ta historyjka to po prostu przykład słów Jezusa?
"Podniosą na was ręce i będą was prześladować. (...) Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić."

Oceń 3 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook