O tym, jak sobie poradzić z "niegrzecznymi" ludźmi

(fot. shutterstock.com)

Niegrzeczność, w której się obracamy, podważa zaufanie, pobudza do gniewu, smutku czy strachu. Może wywołać depresję. Z pracy przenosi się na sferę prywatną. Jak sobie z nią poradzić? 

 

W ostatnich dniach uwagę czytelników amerykańskiej prasy, którzy na brak atrakcji raczej nie mogą się skarżyć, zwróciło niespotykane dotąd zjawisko odnotowane i komentowane w mediach.

 

Rzeczniczkę prasową Białego Domu  wyproszono bezceremonialnie z restauracji, gdzie po pracy zamierzała zjeść kolację. Podobny los w innym miejscu stolicy spotkał kolejną wysoką urzędniczkę administracji prezydenta Trumpa. Jedna z opozycyjnych parlamentarzystek wezwała do mnożenia takich aktów sprzeciwu wobec polityków w rządzie. Prezydent nie pozostał dłużny i w swoim stylu wyraził się m.in. o tych restauracjach i parlamentarzystce. A to był tylko początek...

 

Kiedy sprawa wybuchła, o tych zajściach wspomniał nawet ksiądz w mojej parafii.  Na marginesie powiem, że ten zasłużony dla archidiecezji człowiek, od lat kierujący ośrodkiem pomocy potrzebującym (Catholic Charities- m.in. każdego roku ok. 5 mil. wydanych posiłków, różnoraka pomoc 142. tysiącom osób) sam się przy okazji zdziwił, że w trakcie mszy cytuje The Washington Post. Nie dawał ujścia żadnym prywatnym sympatiom politycznym. Ze smutkiem  postawił retoryczne pytanie:"Do czego to już doszło?"

 

To "z ambony". W stołecznym dzienniku zaraz pojawił się kolejny artykuł, sięgający tym razem do badań naukowych na temat "rudeness", czyli nieuprzejmości, niegrzeczności. Wiadomo, w badaniach Amerykanie celują. Tyle tu uniwersytetów, ośrodków naukowych, nie brak funduszy.

 

Wzrost chamstwa, awanturnictwa i "incivility" to zła wiadomość dla sfery gospodarczej. W podminowanej atmosferze pracownicy są bardziej roztargnieni, mniej produktywni i mniej kreatywni. Niegrzeczność, w której się obracamy, podważa zaufanie, pobudza do gniewu, smutku czy strachu. Może wywołać depresję. Z pracy przenosi się na sferę prywatną.

 

Badanie (2016) przeprowadzone w pewnej amerykańskiej firmie wykazało, że pracownicy, którzy uważali, że zostali obrażeni słownie we wczesnych godzinach pracy, w późniejszych wyładowywali się na kimś z otoczenia. Sięgnięto do testów psychologicznych i ustalono, że miało to związek z obniżonym poziomem panowania nad sobą.

 

"Jeśli ktoś jest dla ciebie niegrzeczny, dużo energii lokujesz potem w zastanawianie się, o co chodzi i dlaczego", ustalił prowadzący badania naukowiec. Ten wydatek energii zmniejsza możliwość samokontroli. Stwierdzono też, że im częściej człowiek ma do czynienia z niegrzecznością, tym bardziej jest na nią wyczulony i gotów jest przypisywać ją innym. Jest to reakcja łańcuchowa.

 

Okazuje sie, że społeczna niegrzeczność incivility jest zaraźliwa jak ... grypa.

 

Efekt zaraźliwości potwierdził się wielokrotnie. Proces ten jeden z badaczy uznał w konkluzji  za automatyczny, ponieważ "nie mamy nad nim kontroli".

 

Groza wionie od eksperymentów (2015 i 2017) przeprowadzonych na jednym z amerykańskich oddziałów intensywnej terapii noworodków z udziałem aktorki odgrywającej rolę awanturującej się matki chorego dziecka. Lekarze i pielęgniarki wykazali w następstwie bardzo obniżony stopień profesjonalizmu.

 

Zdarzyły się wypadki błędnej diagnozy, nieprawidłowych decyzji co do terapii i niefachowych działań pielęgnacyjnych. Naukowcy rozłożyli ręce w kwestii zaleceń praktycznych.

 

Autor badania z 2016 roku sugeruje jednak nienowy sposób zaradczy. Kiedy staniemy wobec niegrzeczności "trzeba złapać dystans i nie dać się ponieść emocjom". Innymi słowy, rezygnując z odwetu uciec się do cnoty określanej mianem - cierpliwość.

 

My możemy sobie przypomnieć, co zalecał Jezus. Nie dał tu kontekstu i można domniemywać, że Jego przykazanie miało (i ma) ogólny charakter i obejmuje też codzienne zgrzyty. Słyszeliście, że powiedziano: "Oko za oko i ząb za ząb!" A Ja wam powiadam ... (Mt 5, 38)

 

Bo jeśli nawet nie mamy bezpośredniego wpływu na to, czy ktoś wobec nas jest niegrzeczny, to możemy przerwać zło, które ma swoje źródło (udowodnione już naukowo...) w codziennym, nawet z pozoru drobnym akcie nieposzanowania drugiego człowieka. Bo może ta wymierzona w kogoś złość to już początek groźnej śnieżnej kuli czy bakcyl obezwładniającej grypy. O każdej porze roku. Każdego zwykłego dnia.

 

Joanna Petry-Mroczkowska - z wykształcenia doktor filologii, z praktyki kulturoznawca. Eseistka, krytyk literacki, tłumaczka. Autorka kilkunastu książek, w tym Feminizm - antyfeminizm. Kobieta w Kościele. Ostatnio wydała "Bóg, islam i ojczyzna. Opowieść na stulecie śmierci bł. Karola de Foucauld" (Znak 2017)

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.89

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook