"Mam wrażenie, że w seminariach bardziej wychowuje się uczonych w prawie niż pasterzy"

Życie Duchowe
(fot. Joseph Sohm / Shutterstock.com)

Dlaczego tak wielu ludzi nie przepada za księżmi? Co możemy z tym zrobić? Przeczytaj fragmenty debaty z najnowszego numeru "Życia Duchowego" o postklerykalizmie.

 

Czy klerycy w seminariach są klerykalni?


Maria Miduch: Przyznam, że jest zdecydowanie lepiej niż siedem lat temu, kiedy zaczynałam pracę w seminariach. Mam tu na myśli chęć uczenia się od osoby świeckiej, od kobiety. Ciągle jednak panuje duża nieufność i nieraz jeszcze spotykam się z pytaniami typu: "A to pani będzie uczyć?"; "To pani ma doktorat z teologii?". 


Ks. Damian Wąsek: Idąc tropem papieża Franciszka, myślę, że cały problem rodzi się z napięcia między postawą pasterza a uczonego w prawie. Pasterz to ten, dla którego najważniejsze będzie dobro stojącego przed nim człowieka. Uczony w prawie to będzie ten, dla którego najistotniejsze jest przestrzeganie normy i zachowywanie pewnych schematów. Jeśli dla księdza priorytetem staje się przestrzeganie normy i zachowywanie schematów, to albo już jest klerykałem, albo jest na dobrej drodze, by się nim stać. Natomiast jeżeli priorytetem będzie wrażliwość na człowieka, jego szczęście i dobro, a w perspektywie zbawienie, to jest szansa, że kapłan ustrzeże się przed klerykalizmem. Mam wrażenie, że w seminariach bardziej wychowuje się uczonych w prawie niż pasterzy. Bardziej zwraca się uwagę na to, jakie są normy i schematy, na to, do czego trzeba się dopasować, jak ze stojących przed księdzem ludzi zrobić - że się tak wyrażę - klony Pana Jezusa. Mało natomiast mówi się o wrażliwości, rozeznawaniu, towarzyszeniu, indywidualnym podejściu.


(…)


Ks. Damian Wąsek: Wschód, który w centrum stawia Wcielenie, akcentuje miłość Pana Boga. Zachód jest według mnie trochę skażony Anzelmem z Canterbury i teologią ofiarniczą. W związku z tym każdy, nie tylko ksiądz, ale zdecydowana większość wiernych będzie patrzeć na siebie przez pryzmat: zgrzeszyłem czy nie zgrzeszyłem. Wtedy podstawowym przykazaniem staje się "Nie grzeszyć", a nie "Kochać". Dopóki tego nie zmienimy, będziemy się odbijać od muru. Księżom, zwłaszcza niektórym, trudniej się z tego wyrwać, ponieważ czują się strażnikami moralności. Świeccy szybciej się z tego uwalniają, ale ciągle jest to choroba chrześcijaństwa zachodniego.


(…)


Dziś bunt przeciw przemianom soborowym jest dużo większy niż bezpośrednio po Soborze. Z czego to wynika?


Ks. Damian Wąsek: Myślę, że po pierwsze z rozczarowania Soborem, które wiąże się z patologicznym wdrażaniem niektórych jego tez. Po drugie - z pewnego lęku połączonego z sentymentem do tego, co było. Symptomatyczne jest to, że zwolennicy Soboru Trydenckiego to najczęściej młodzi księża. Ci, którzy pamiętają czasy przed Soborem Watykańskim II, mówią: całe szczęście, że to już za nami.


A laicyzacja w okresie posoborowym?


Piotr Nowina-Konopka: Laicyzacja wiąże się z pewnymi ogólnymi procesami, z globalizacją. Nie da się jednak ukryć, że sprzyja jej także klerykalizm. W strukturze sklerykalizowanej, w pewnym momencie, obojętnie, czy się jest po stronie mocniejszego, czy słabszego, rodzi się bunt. To normalna reakcja, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Dlatego papież Franciszek przestrzega księży: rzućcie w ogień odruchy klerykalne, ponieważ każdy z takich odruchów ma znamiona fałszu, a młodzi są na to niezwykle wyczuleni. Wszelki odruch klerykalizmu w odbiorze młodych stawia pod znakiem zapytania autentyzm przekazu chrześcijańskiego. Reakcją na to jest często ucieczka od Kościoła. Młodzi otwarcie buntują się przeciwko sklerykalizowanym zachowaniom w Kościele. I to jest reakcja, która w pokoleniu moich rodziców była nie do pomyślenia, w moim pokoleniu się zdarzała, a w pokoleniu naszych dzieci i wnuków - obawiam się - jest czymś nieuniknionym. Stanowi to realne niebezpieczeństwo, jeśli nie położymy tamy owej klerykalnej namiętności.

 

Czy to tworzy w Kościele strukturę opresyjną?


Piotr Nowina-Konopka: Tak, ponieważ Kościół dysponuje bardzo mocnym narzędziem, jakim jest realizowany na różne sposoby ostracyzm, a dotykający przede wszystkim ludzi, którzy odstają, są inni. Muszę przywołać tu ten przykład, kiedy palcem wytykano prezydenta Rzeczypospolitej, starającego się o reelekcję, i tłumaczono mu, że nie ma prawa przystępować do Komunii świętej. To wręcz morderczy ostracyzm. Ludzie w podobnych sytuacjach mogą reagować odrzuceniem. Całe bogactwo ludu Bożego to jego różnorodność, bagaż historii, wielość ras, języków, tradycji - wszystko razem. Sprowadzenie tego do wspólnego mianownika może wywołać jedynie katastrofę. Nie mówię tu o całkowitym odrzuceniu wiary, bo wiara jest w naturze człowieka, ale o odrzuceniu Kościoła instytucjonalnego. Takie odrzucenie prowadzi do zlaicyzowanego społeczeństwa. A jedną z aktywniejszych form owej laicyzacji jest nieuzbrojony w żadne argumenty antyklerykalizm.

 

Czy nie jest tak, że klerykalne środowiska kościelne same wychowują antyklerykalną, laicką młodzież. Weźmy bierzmowanie jako "uroczyste pożegnanie z Kościołem w obecności biskupa"…


Ks. Damian Wąsek: Dlatego zgadzam się z tezą ks. Grzegorza Strzelczyka, który uważa, że bierzmowanie, jako sakrament inicjacji, powinno być udzielane małym dzieciom. To dary Ducha Świętego, które sprawią, że później łatwiej będzie się z młodymi ludźmi pracowało, a nie wisienka na torcie. Tymczasem zrobiliśmy z bierzmowania etap na drodze wychowania, zatracając całą teologię tego sakramentu.


(…)


Papież mówi o konieczności wejścia w relację z drugim człowiekiem, towarzyszenia mu i słuchania go, a nie wchodzenia od razu z gotowymi odpowiedziami. To widać chociażby w adhortacji "Amoris Laetitia", z którą wielu księży ma problem…


Piotr Nowina-Konopka: Klerykał niechętnie słucha kogoś rozwiedzionego, w drugim związku, z patchworkową rodziną… Co mają zrobić małżonkowie, którzy z różnych powodów - czasem ze swojej winy, czasem nie - rozchodzą się? Skruszeni zbrodniarze otrzymują rozgrzeszenie, oni nie. Gdzie tu jest miara miłosierdzia?


Ks. Damian Wąsek: Czy państwo zgodziliby się z tezą, że wiąże się to z pewnym obniżeniem poziomu intelektualnego księży i kandydatów do kapłaństwa. By towarzyszyć i rozeznawać, trzeba mieć pewne instrumenty i narzędzia. Jeśli w tym momencie znika urzędowy autorytet księdza, jeśli spada prestiż społeczny bycia księdzem, to w seminariach też mamy mniej ludzi na wysokim poziomie intelektualnym niż kiedyś. W takiej sytuacji dla tych młodych księży klerykalizm staje się naturalną reakcją obronną wobec tego, że za bardzo nie mają co zaproponować.
(…)


Jak uwrażliwiać ludzi, by nie zadowalali się klerykalizmem, ale szukali czegoś więcej?


Maria Miduch: Problem polega na tym, że wielu wiernych chce, może nawet trochę podświadomie, wzmocnienia klerykalizmu. Wielu oczekuje od księdza, że będzie się znał na wszystkim, na duchowości, ale i na wychowaniu dzieci, na finansach czy na budowlance. Oczekują tego i - co więcej - umacniają księdza w przekonaniu, że tak ma być. I tu widzę zadanie przede wszystkim dla księży: stanąć w prawdzie i powiedzieć: "Przepraszam bardzo, ale ja się na tym nie znam". Tyle że to jest możliwe tylko w przypadku księdza dojrzałego. Tylko ktoś dojrzały potrafi się przyznać, że nie jest ekspertem we wszystkich dziedzinach.


(…)


Ks. Damian Wąsek: Dojrzewamy całe życie i dojrzewamy w relacjach. Im więcej inwestycji w relacje, tym większe szanse na dojrzałość. Pięć lat temu zapytano mnie, do czego z punktu widzenia dziesięciu lat kapłaństwa nie przygotowało mnie seminarium. Powiedziałem wtedy: nie przygotowało mnie do przeżywania porażek. Ciągle się pod tym podpisuję. Od księży nieustannie oczekuje się, że nigdy nie poniosą porażki, a to nie jest możliwe.


(…)


Maria Miduch: Pamiętam, że pierwszy rok pracy w seminarium był dla mnie bardzo trudny. I ja, i moi studenci musieliśmy się nauczyć wzajemnej ufności. Łatwo nie było, ale na zakończenie roku dostałam kwiaty i list, w którym klerycy napisali: "Dziękujemy, że wprowadziła Pani normalność". To było dla mnie bardzo ważne: docenili to, że przyszedł ktoś z zewnątrz, kobieta, ktoś, kto zburzył im ich poukładany świat, wymagając zadawania pytań i spotkania z kimś "spoza".


(…)


Ks. Damian Wąsek: Świeccy - i to według mnie konsekwencja klerykalizmu - obawiają się zwrócić uwagę księżom. Osobiście mam zwyczaj przesyłania znajomym niektórych moich kazań czy konferencji, z prośbą o lekturę, zanim je wygłoszę. Najczęściej to moje znajome, ponieważ uważam, że wrażliwość kobiety jest do tego stopnia inna od męskiej, że zwróci uwagę na rzeczy, które mężczyzna pominie.
(…)


W naszej debacie musi paść to pytanie: czy Kościół powinien mieszać się do polityki? Papież Franciszek mówi, że polityka to "wyższa forma troski o społeczeństwo". Czy ksiądz powinien politykować na kazaniu?


Joanna Podsadecka: Niedawno słyszałam kazanie księdza, który przyjechał na "gościnne występy" do małej miejscowości. Może nie było to politykowanie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale w pewnym momencie zaczął z ambony krzyczeć. Przez cały czas swoją wypowiedź budował na opozycji: my, chrześcijanie - wyznawcy innych religii. W jego opinii naszym obowiązkiem jest głośne mówienie, że nasza wiara jest najlepsza i że jeśli nie będziemy bronić swojego kościoła, to nam tu wybudują meczet. Przyznam, że chciałam wyjść z kościoła i właściwie wstyd mi, że tego nie zrobiłam.


(…)


Ks. Damian Wąsek: Każdy ksiądz, wiadomo, ma swoje poglądy polityczne. Jeśli nie, to źle. Powinien je mieć jako świadomy obywatel. Każdy ksiądz powinien też głosować - to oczywiste. Natomiast ja uwrażliwiam siebie i innych, by nie powiedzieć z ambony czegoś, co sprawi, że ktokolwiek, kto mnie słucha, nieważne, za którą opcją polityczną się opowiada, poczuje się w kościele źle, jakby nie był u siebie w domu. Mogę mówić o pewnych wartościach, krytykować pewne postawy z moralnego punktu widzenia, ale nie mogę pokazać, że ambona to forum dla jednej siły politycznej, choćby ona była najbardziej chrześcijańska czy katolicka na świecie. Mam przed sobą ludzi z różnych opcji, a Kościół jest dla wszystkich, nie tylko dla elektoratu jednej ze stron.


(…)


Piotr Nowina-Konopka: W żadnej z Ewangelii nie odnotowuję ze strony Jezusa jakiejś przyjaznej relacji, otwarcia i pogłaskania kapłanów czy uczonych w prawie. Raczej jest dystans. Publicany, jak mówią Włosi, a więc jawnogrzesznicy i prostytutki - to było towarzystwo, które garnęło się do Jezusa i z którym Jezus rozmawiał. Raczej nie rozmawiał z kapłanami. Myślę, że Pan Jezus patrzy dzisiaj na nas i mówi: "Nie używajcie imienia Pana Boga swego nadaremno", bo to się wszystko do tego sprowadza. Papież Franciszek podkreśla, że klerykalizm to kwestia pogoni za bogactwem: niektórzy gonią za bogactwem finansowym, inni za bogactwem poczucia wyższości. To dwie waluty, o które tak naprawdę według Franciszka chodzi w postawach klerykalnych: albo dudki, albo władza. Obie te formuły nie są godne funkcjonowania Kościoła i ludzi, którzy się do niego przyznają. 

 

*  *  *

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj najnowszy numer "Życia Duchowego"...

 

...i obejrzyj wideo:

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.32

Liczba głosów:

92

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tarsylia 10:58:48 | 2018-01-04
 "Bo stwardniało serce tego ludu,
ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli,
ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił."

 Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!»

 On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy.

  Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego.

  Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.

  Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata.

  Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości,

  i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.   Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Ewangelia wg. św Mateusza

Kilka razy sam Jezus mówi o sądzeniu i potepieniu. Niespodzianka.
Jezus mówił o miłości ale też wymagal od ludzi. Na przykład kobiecie przy studni powiedział : "Ten, z którym teraz jesteś nie jest twoim mężem". Nie dostrzegał ich miłości?
A jak to jest,że gdy Kościół był surowszy, stawiał wymagania a ksiądz byl autorytetem wierni potrafili iść kilka kilometrów na mrozie na mszę po łacinie a dzisiaj nie chce im się zrobić kilku kroków do osiedlowego kościoła na mszę odprawianią przez "fajnego " księdza?

Oceń 17 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tarsylia 10:35:08 | 2018-01-04
  Nie chodzi o zycie w strachu przed potępieniem tylko o zdawanie sobie sprawy,że taka możliwość isnieje.Słyszeliście o żlau doskonałym i niedoskonałym ?
Ludzie odrzucili nie tylko myśl o potepienie ale i o grzechu. To jest własnie lenistwo duchowe -trwanie w tym swoim samozadowoleniu i ja oczywiście jestem dobry to inni są głupi i niedouczeni bo chcą się bać i coś trzeszcza o jakichś grzechach smiertelnych, no po co wystarczy kochać i będzie git.Ile razy słyszeliście ostatnio na kazaniu o grzechu? Nie zamykajcie się swoim kokonie tylko rozejrzyjcie wkoło.Byście się zdziwili ilu ludzie nie wie,że w ogóle jest coś takiego jak grzechy przeciwko Duchowi Św. Spytajcie przeciętnego człowieka co to jest grzech śmiertelny.
Nauczanie religii ? W podstawówce są zajęcia jak w przedszkolu a w gimnazjum uczniowie rezygnują z tej lekcji w średniej szkole już chodzi mało kto.W kościele ksiądż sobie przypomina o nawróceniu w adwencie i Wielkim Poście , wtedy coś tam powie ale ostrożnie, żeby nikogo nie urazić. W mojej parafii była wielka afera bo proboszcz się osmielił wymagać od dzieci przed pierwszą komunią znajomości  modlitwy Ojcze Nasz.O znajomości Katechizmu możecie zapomnieć.
A co się stanie z czlowiekiem, który umrze w stanie grzechu śmiertelnego ? Nie zawracajmy sobie tym głowy, fajnie jest, kochajmy się wszyscy, dużo nie wymagajmy , nie napominajmy broń Boże bliźnich bo nas wyśmieją,że jesteśmy strachliwi i boimy się potępienia.Lepiej głosić Ewangelię ale oczywiście wybrane fragmenty  ,żeby nie tracić dobrego samopoczucia ( ten o upominaniu brata pominąć).Dla znawców - czym są tak zwane grzechy cudze?  Niema co o tym mysleć -bądźmy tolerancyjni to takie nowoczesne.
Św. Jan Paweł II mówil : "musicie od siebie wymagać choćby inni od Was nie wymagali".Teraz już tego nie usłyszysz. Jan Paweł II też mówił o miłosierdziu ale też często o pokucie i nawróceniu.Znam osobę , której do nawrocenia wystarczyło to,że spojrzała temu świętemu w oczy bo, jak powiedziała, zobaczyła w nich niebo.
Mnie nauczanie Franciszka nie tyle zachęcało do grzechu co do trwania własnie w takim duchowym lenistwie :" Bog kocha mnie takiego jakim jestem" , kiedyś tam pójdę to spowiedzi ale mam jeszcze czas.
Kazanie wiejskiego księdza uświadomiło mi,że może się zdarzyć,że nie będę miała czasu a moja postawa Boga smuci.Poszłam do spowiedzi nie ze strachu przed potępieniem ale dlatego,że żałowalam za grzechy  i chciałam jak najszybciej pojednać się z wybaczającym Ojcem.

Oceń 18 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 00:04:30 | 2018-01-04
Mnie zaś intryguje tak oto myśl: czy te intelektualne wymiociny są wynikiem funkcjonujących juz poglądów ich autorów czy też stanowią recepcję nauczania Franciszka?
Jeśli to pierwsze to nie ma kogo żałowac,jeśli zaś drugie to znaleźliśmy się w położeniu nie do pozazdroszczenia 

Oceń 38 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

wowers 20:15:32 | 2018-01-03
myślę że kościół jako wspólnota, dzieli się na tych co są wolni - uporządkowani,myślący, niezalęknieni, ufni, akceptujący, oraz tych, co są zniewoleni - zalęknieni, niepewni,zahukani. Pierwsi oczekują od instytucji wsparcia w wolności, a nie klerykalizmu; drudzy (niestety) - dla uproszczenia wolą gotowe recepty i prosty bilans: spełniam nie spełniam. Niestety ta dryga frakcja jest nierozwojowa, dlatego całym sercem jestem za promocja Kościoła otwartego w myśl św. Augustyna: kochaj i czyń co chcesz; jesli kochasz, to nie bój się że zrobisz komuś krzywdę, jeśli kochasz nie bój się że nie wejdziesz do wieczności, bo gdy kochasz to wieczność JUŻ jest twoim udziałem (wieczność nie istnieje w perspektywie czasu; por. Eckhart Tolle)

Oceń 15 64 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 18:59:42 | 2018-01-03
Też się zastanawiałem nad kształceniem adeptów do kapłaństwa.

Kiedyś uczestniczyłem w jakiejs konferencji wygłoszonej jak się póżniej okazało przez profesora seminarium duchownego. Ksiądz ten stwierdził: Seks w małżeństwie jest potrzebny li tylko, gdy potrzebne są dzieci. Dzięki takiemu stwierdzeniu  wiem czego  tam uczą.

Ubóstwo poznania stoi po stronie śmierci.

Agamemnon

por.:
Filozofia w poezji IVRP

Oceń 7 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bonaventura 18:38:11 | 2018-01-03
Zdjęcie ilustrujące to jakaś prowokacja ? Ksiądz z kieliszkiem wódki ?

Oceń 46 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tarsylia 15:33:36 | 2018-01-03
Jestem przerazona kierunkiem, w którym zmierza Kościoł.
Przyznam,ze czuję się zagubiona i chwilami czuję,że to nie jest już mój kościół, szczególnie przy spotkaniach z jezuitami.
Młodzi ludzie własnie potrzebują ZASAD, bo potrzeba w dzisiejszym świecie czegoś niezmiennego a nie jakichś komun hippisowskich.
Potrzebują autorytetów i poczucia bezpieczeństwa a nie relatywizmu nawet w Kościele.
Dlatego wielu młodych ludzi garnie się do lefebrystych czy podobnych ruchów.
Jakoś nie wyciągnęlismy wniosków z postepowania protestantów i ich pustych kościółów.Oni też wszystko rozeznawali aż sobie rozeznali,że nie warto praktykować.
Ja sama przez kilka lat żyłam w grzechu i nie spowiadałam się, bo w zasadzie po co? Skoro i tak Bóg jest miłosierny to wybaczy. Jakoś mnie tak słodka mowa Franciszka nie zachęciła do zmiany postawy.
Dopiero kazanie zwykłego,wiejskiego księdza, takiego własnie "złego klerykała" skłoniło mnie do nawrócenia.Mówił o grzechu, tak o grzechu i jego konsekwencjach. Piękne kazanie w starym stylu, nawet, o zgrozo ośmielił się wspomniec o piekle i potepieniu.A dopiero potem o miłosierdziu. Do dzisiaj pamiętam jak mówil:" nie ma takiego grzechu, którego Bóg by nie wybaczyl gdy żałujemy i błagamy o przebaczenie".To mnie przekonało,po mszy się wyspowiadałam i byla to najpiękniejsza, najlepsza spowiedź w moim życiu.Trwała, dosyć długo i nawet płakałam podczas niej bo naprawdę żałowalam.Po raz pierwszy czułam wyraźnie to miłosierdzie Boże i jego działanie.

Oceń 49 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Franciszek2 14:49:46 | 2018-01-03
Sam Pan sobie, kolego Nowino Konopko, przeczy, ponieważ "skruszeni zbrodniarze otrzymuja rozgrzeszenie" oznacza tyle, że uznają swój grzech własnie. Wasze zaś towarzystwo na czele z papieżem takiego warunku nie odnotowuje . Jak przestaniecie państwo sekowac młodych kleryków za udział we Mszy trydenckiej - to uznamy Wasze dobra wolę. Tymczasem wykorzystujecie władzę żeby zmielić nieposłusznych Duchowi Soboru.    

Oceń 50 6 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook