Uciekł z rąk fanatyków ISIS. Poznaj jego historię

Zygmunt Kwiatkowski SJ
(fot. youtube.com)

Uprowadzony - tkwił w niewoli. Zmuszany do nawrócenia na islam - przeszedł piekło. Niedawno bohater Syryjczyków - o. Murad - uciekł przez pustynię... na motocyklu.

 

Ze wszech miar jest to wiadomość radosna, niespodziewana, szokująca - że abuna Jacques Murad jest wolny! Wydostał się z niewoli fanatyków Państwa Islamskiego.

 

Jeszcze bardziej szokujące jest to, że jego uwolnienie nie jest wynikiem żadnych tajnych pertraktacji, żadnych okupów czy dyplomatycznych kompromisów.

 

O. Murad, uprowadzony w maju ksiądz katolicki rytu syriackiego, uciekł! To nie do wiary. Ten schorowany człowiek, przygarbiony, noszący nieustannie na biodrach i części tułowia specjalny usztywniający gorset -  uciekł.

 

o. Jacques Murad (fot. Z. Kwiatkowski SJ)


Jak się przedostał przez pustynię? Oczywiście nie na wielbłądzie. Przejechał ją motocyklem. Nie sam. On był pasażerem.

Motocykl prowadził brodacz - taki jak on i taki jak wszyscy w Państwie Islamskim - młody człowiek, który go znał z Karjatein.

 

Tam abuna Murad był proboszczem parafii syriacko-katolickiej, przeorem klasztoru Mar Elian i jednocześnie członkiem wspólnoty monastycznej Mar Musa.

 

Został uprowadzony z klasztoru Mar Elian. On i jeszcze jeden młody chrześcijanin, który był w jego towarzystwie. Kilka dni spędzili zamknięci w samochodzie, którym ich wywieźli terroryści. Potem umieszczono ich w więzieniu.

 

Uwięziono wówczas również dwustu chrześcijan z tego samego regionu, gdy Państwo Islamskie zdobyło Karjatein i wprowadziło szariat.

 

Jego uprowadzenie było szokiem również dla muzułmanów, ponieważ ojciec Murad był jedną z najbardziej znanych i najbardziej szanowanych osób nie tylko w mieście, ale w całym regionie.

 

Powszechnie było wiadomo o jego przyjaznym stosunku do muzułmanów, w tym również do duchownych muzułmańskich, których odwiedzał - zgodnie z zasadami wschodniej kurtuazji sąsiedzkiej. 

 

Najbardziej jednak ceniono go za to, że w czasie wojny domowej jego klasztor pomagał zarówno chrześcijanom, jak i muzułmanom. Wspierał jednych i drugich materialnie, korzystając z darów, jakie do niego trafiały od organizacji międzynarodowych i osób prywatnych.

 

Najbardziej jednak zasłużył się dla mieszkańców Karjatein (których zdecydowaną większość stanowią muzułmanie) pamiętną i zakończoną sukcesem mediacją pomiędzy wojskami rządowymi a rebeliantami.

 

Decydująca bitwa miała się bowiem rozegrać w sercu tego otoczonego przez wojska rządowe miasta, w którym zabarykadowali się rebelianci. Mediacja ojca Murada przyczyniła się do tego, że osiągnięto porozumienie.

 

Na jego mocy siły rządowe odstąpiły od zdobywania miasta, ponieważ rebelianci zobowiązali się je opuścić w pełnym uzbrojeniu, wierząc, że nie będzie to zasadzka.

 

W ten sposób uchroniono domy przed zniszczeniem, a ich mieszkańcom zaoszczędzono losu uciekinierów.

 

Niektórzy z duchownych muzułmańskich zdobyli się na odwagę, aby do władz Panstwa Islamskiego skierować prośbę o uwolnienie ojca Murada, ale ich prośba nie została przyjęta.

 

Pozostał on nadal w niewoli i tylko tyle wiedziała o nim opinia publiczna. Było to jednak i tak więcej wiadomości, aniżeli o uprowadzonym o. Paulo Dall’Oglio, jego przełożonym i przeorze słynnego klasztoru Mar Musa, oraz o dwóch biskupach prawosławnych z Aleppo uprowadzonych przed trzema laty. Po nich wszelki ślad zaginął.

 

Dlatego też nikt się już nie spodziewał, że o. Murad któregoś dnia może zostać uwolniony. Z tego też względu początkowo nikt nie chciał wierzyć, że rzeczywiście abuna Murad jest na wolności.

 

Wielu sądziło, że znów wzięto za fakt coś, co było czyimś głośnym wyrażeniem jego osobistej nadziei czy też głośno wypowiedzianą intencją modlitwy.

 

Dopiero oficjalna deklaracja nuncjusza apostolskiego rezydującego w Damaszku, nadała tej pogłosce wiarygodność. Rzeczywiscie o. Murad jest wolny. Udało mu się uciec z niewoli Państwa Islamskiego.

 

Odezwał się też sam abuna Murad. Zwraca uwagę fakt, że w jego wypowiedzi nie było żadnych oznak nienawiści ani tryumfalizmu.

 

Nie dotknął też tak zwanych strun heroicznych, przedstawiając siebie jako bohatera. Zależało mu raczej na powiedzeniu tego, że przeżywa swoje odzyskanie wolności jako cud, za który szczególnie dziękuje Maryi.

 

Stwierdził też, że czuje obowiązek moralny, aby głośno powiedzieć światu, że są w Państwie Islamskim niewinni ludzie, którzy nie popełnili żadnego złego czynu, a mimo to ich życie jest zagrożone tylko z tego względu, że są chrześcijanami.

Świat nie może ignorować tej niesprawiedliwości. Są oni poddawani torturom fizycznym i psychicznym, aby złamać ich sumienia.

 

Ojciec Murad doświadczył tego na własnej skórze. Codziennie miał "rozmówców", którzy pytali go o to, czy nie zmienił zdania i nie zdecydował się zostać muzułmaninem.

 

Kiedy nie potwierdzał ich przypuszczeń, krzyczeli na niego, że jest renegatem z uporem trzymającym się "fałszywej wiary" i dlatego zasługuje na to, aby poderżnąć mu gardło.

 

Ojciec Murad twierdzi, że powodzenie jego ucieczki to w dużej mierze cud. Przyczyniła się do niego modlitwa jego licznych przyjaciół porozsiewanych po całym świecie: zarówno tych których on znał osobiście, jak również tych, którzy nie są mu znani, ale również się za niego modlili. Wśród nich byli też i muzułmanie.

 

Znaki Boże - tak jak uwolnienie o. Murada - nigdy nie są banalne. Nie powinno się ich sprowadzać tylko do jakiegoś jednego wątku, który nas akurat w tym momencie najbardziej interesuje. Nie wszystko musi pasować do tezy którą właśnie głosimy.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

11

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook