Islam i chrześcijaństwo nie są w stanie wojny

Robert Wieczorek OFMCap

Ci, co interpretują konflikt między Zachodem a Światem Arabskim jako konflikt o naturze religijnej, wywołując upiory dawnych wojen, mylą się. Co gorsza, przyczyniają się do dalszej eskalacji konfliktu, który ma naturę ekonomiczno-polityczną.

 

Wiadomości z zagranicy na początku 2014 roku były zdominowane dwugłosem o tragedii Krymu odrywanego od Ukrainy oraz o wojnie w Republice Środkowoafrykańskiej. Czy ten zbieg dwóch wojennych epizodów z tak rożnych stron świata był jedynie kuriozalnym zrządzeniem ślepego przypadku?

 

Istnieje wspólna płaszczyzna wydarzeń łączących ostatnią wojnę na Krymie z tą w sercu Afryki. Rok temu prezydent Francji François Holland, wysyłając wojska do pogrążonej w chaosie Republiki Środkowoafrykańskiej, jako pierwszy motyw dla interwencji podawał groźbę ludobójstwa na tle religijnym.

 

Zdawały się to potwierdzać doniesienia o walkach domniemanych milicji chrześcijańskich z odpychaną od władzy milicją muzułmańską. Taką też to uproszczoną opinię powtarzały niestrudzenie media na całym świecie.

 

My, misjonarze, przeciwnie do powielanych w mediach wygodnych schematów, staraliśmy się wtórować Arcybiskupowi Bangui i jego przyjacielowi, Imamowi Wielkiego Meczetu z Bangui, wołając, że sprawy się mają inaczej: że to bezduszni biznesmeni i sprzedajni politycy, będący na ich usługach, posługują się religią jak szmatą do wycierania swoich brudów.

 

Wygnanie muzułmanów z Republiki Środkowoafrykańskiej (grupy w większości napływowej z Afryki Zachodniej) przez tych, którzy określają się jako rdzenni mieszkańcy państwa, miało na celu przejęcie zdominowanych przez nich sektorów: transportu, handlu, wydobycia bogactw naturalnych.

 

Analizy skomplikowanej sytuacji w Kraju Serca Afryki coraz rzadziej wspominają o konflikcie między islamem a chrześcijaństwem. Ewidentnie, to nie religia jest jądrem problemu rozdzierającego serce Republiki Środkowoafrykańskiej, ale ekonomia i polityka.

 

Przekręt, jakiego udało się dokonać Rosji na oczach zdumionego świata, wydzierając Ukrainie całe terytorium Krymu (mimo powszechnie akceptowanej w powojennej Europie zasady poszanowania zastałych granic), to faktycznie "krym-inał" na skalę globu ziemskiego. To majstersztyk ludzkiej przewrotności. A potem jeszcze dogrywka w Donbasie.

 

Na Krymie i wschodzie Ukrainy do politycznych rozgrywek też wplątano argumenty religijne. Tu dokładnie mówiono o obronie prawosławnej duszy tamtych ziem. Konsekwencją takiego stanowiska były prześladowania duchownych innych Kościołów, przedstawianych jako agresorzy z Zachodu.

 

Gadanie o "faszystach" z Ukrainy Zachodniej i demonizowanie zwłaszcza grekokatolików, aż do praktycznego zerwania dialogu ekumenicznego między Patriarchatem Moskwy a Rzymem, to ten sam rodzaj działania, co oskarżanie Środkowoafrykańczyków o międzyreligijną krwiożerczość.

 

Na całym świecie są ludzie, politycy i biznesmeni, którzy posługują się tego rodzaju insynuacjami pod adresem religii, by zrealizować swe czysto ziemskie cele. Nie o religię jednak chodzi, ale o politykę.

 

Podobnie też i ci, co interpretują konflikt między Zachodem a Światem Arabskim jako konflikt o naturze religijnej, wywołując upiory dawnych wojen, mylą się. Co gorsza, przyczyniają się do dalszej ich eskalacji.

 

Ci, którzy napędzają wojnę religijną, to bliźniaczy bracia tej samej mentalności: terroryści z Al-Kaidy, Boko Haram ("chrześcijaństwo jest złe"), chrześcijańscy fundamentaliści czy żydowscy ekstremiści ("islam jest zły") oraz sekularystyczni liberałowie ("religie są złe") oraz bezmyślnie powtarzający te slogany politycy i media.

 

Ci, którzy obecne konflikty traktują jako religijne, przeważnie uważają je za nieuniknione. Jest to opinia częsta wśród tych, którzy sami żywej wiary nie praktykują! Natomiast ci, którzy dostrzegają ich przyczyny polityczne i ekonomiczne, przeważnie widzą możliwość ich rozwiązania.

 

Taka propaganda jest nie tylko kłamliwie generalizującą próbą postawienia znaku równości miedzy religią a terroryzmem, lecz i niebezpiecznym narzędziem rozniecania wzajemnych fobii. I na tym właśnie zależy terrorystom - w takiej atmosferze łatwiej osiągają zamierzone cele. Pamiętajmy: w tych konfliktach nie chodzi o religię! Przypomnę tylko wyniki francuskich statystyk: 80 procent młodych zwerbowanych dla dżihadu to dzieci z rodzin ateistycznych.

 

Tymczasem my, misjonarze, wolimy pozostać na miejscu, w Afryce Centralnej. Wolimy dalej powtarzać: Bóg jest miłością! A gdy z Jego pomocą uda się nieco poprawić los tubylców, to być może część młodych odstąpi od złudy ucieczki do Europy (czytaj: pozostawienia kości na Saharze albo też utonięcia w Morzu Śródziemnym). Przynajmniej służby graniczne będą nam nieco wdzięczne.

 

*  *  *

 

Robert Wieczorek OFMCap - kapucyn pracujący na misjach w Republice Środkowoafrykańskiej od 1994 roku. Był tam także podczas rebelii i na własnej skórze doznał napadów i grabieży.

 

Patrzył, jak wojna wydobywa z wielu ludzi najgorsze instynkty, widział zniszczenia, zabójstwa, zdradę, doświadczył bezradności wobec zła, które opanowało serca ludzi. Obecnie jest proboszczem na placówce w Ndim w RŚA. Autor trzech książek: "Listy z Serca Afryki", "Pęknięte Serce Afryki", oraz "Koptowie. Staliśmy się śmieciem tego świata".

 

Brat Robert przyjedzie do Warszawy 24 września 2015 i poprowadzi spotkanie w Europejskim Centrum Komunikacji i Kultury zatytułowane "Spojrzenie na islam oczami misjonarza z Afryki". Wstęp wolny. 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.16

Liczba głosów:

63

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Ken 13:44:29 | 2015-10-28
Ciekawe, czemu Deon tak promuje islam?

Oceń 15 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook