Działalność charytatywna wymaga czegoś więcej

Jesuit Post
(fot. shutterstock.com)

Aby zrozumieć drugiego człowieka nie wystarczy wiedza. Nawet jeśli wiemy "wszystko", to aby pomóc drugiemu, trzeba go najpierw wysłuchać. Doświadczyć jego problemu. Spotkać go.

 

Któregoś dnia jakaś kobieta, najwyraźniej bezdomna, zapytała mnie, czy mógłbym jej pomóc. Była dość niska, jej twarz była pełna zmarszczek - z powodu wieku lub ciągłego palenia papierosów - a włosy splątane i sterczące. Jej głęboko osadzone oczy zdradzały ogromne zmęczenie życiem.

 

Mogła być moją ciotką lub starszą znajomą. W jakiś sposób sprawiła, że czułem, jakbym znał ją dłużej niż te kilka sekund, które wtedy upłynęły.

 

Pracowałem wówczas w organizacji, która zajmowała się bezdomnymi. Był środek zimy, a ja miałem rzeczy, które mogły jej pomóc, więc zaopatrzyłem ją w koce, płaszcz i miskę ciepłej zupy. Kobieta skrzywiła się z obrzydzeniem i chrypiącym głosem wyszeptała: "Nie potrzebuję tego!". Upuściła rzeczy, które jej dałem i wyszła.

 

Zdobywamy i gromadzimy wiedzę. Ale to dopiero momenty doświadczenia, w których naprawdę tej wiedzy używamy, mogą nas zmienić. Dorastanie do takiej zmiany często zajmuje dużo czasu.

 

Mój znajomy lekarz nauczył się wiele o swoim zawodzie na studiach medycznych. Ale o tym jak to jest być lekarzem zaczął się przekonywać dopiero wtedy, gdy w gabinecie zabiegowym rozegrała się sytuacja na granicy życia i śmierci.

 

Moja mama dowiedziała się o tym, że jest matką poprzez sam akt urodzenia mnie. Ale wiedza o tym, jak naprawdę być matką, przyszła o wiele później.

 

Samo kupienie płótna i farb nie czyni z nikogo artysty, tak jak ćwiczenie do maratonu nie sprawia, że stajesz się od razu biegaczem. Ja za swoim nazwiskiem zapisuję litery SJ i ludzie polegają na moim autorytecie także w sprawach, o których mogę wiedzieć niewiele. Pacjenci polegają na każdym, kogo nazywa się lekarzem.

 

Wierzą w to, że człowiek z dr przed nazwiskiem ich wyleczy - bez względu na to, jakim nowicjuszem jest w tej dziedzinie. Na tej samej zasadzie wszyscy zakładają, że każda kobieta od razu wie jak zmienić pieluchę czy utulić swoje płaczące dziecko, zaraz po tym jak zostaje matką.

 

Wiele studiowałem i czytałem na temat bezdomności i ciężkiego ubóstwa. Na początku wydawało mi się, że wiele już wiem o trudach z jakimi mierzą się biedni. Napisałem przecież kilka sztuk teatralnych o tej tematyce, więc musiałem być ekspertem. Do tego miałem własne doświadczenie bycia biednym: myślałem, że naprawdę nieźle się na tym znam.

 

Ta bezdomna kobieta, która odrzuciła moją ofertę pomocy, obraziła mnie. Rzuciła wyzwanie mojej wiedzy. Zakłóciła nawet moje poczucie dumy jako dobrze działającego wolontariusza. Powinna była być wdzięczna za to, co jej dano. A była nieuprzejma.

 

Byłem wtedy ledwo po dwudziestce. Myślałem, że pozjadałem wszystkie rozumy, podczas gdy wiedziałem tak niewiele. Dopiero później dowiedziałem się, że tak naprawdę potrzebowała tamponów, miski, łyżki oraz kubka. Nie zapytałem jej wtedy czego potrzebuje, nie obchodziło mnie nawet jak ma na imię.

 

Założyłem po prostu, że jest bezdomna i jest jej zimno. Była biedna, owszem, ale okazało się, że miała gdzie mieszkać, posiadała kilka rzeczy, które pomagały jej przetrwać. Potrzebowała tylko kilku przedmiotów, które ułatwiłyby jej życie.

 

Wszystkie współczesne gorące tematy - rozwody, aborcja, kara śmierci, służba zdrowia (można by wymieniać bez końca...) - jak wiele o nich wiemy, jeśli nie poświęciliśmy czasu na to, żeby poznać ludzi, których te problemy bezpośrednio dotykają?  

 

Jakie reformy w prawie imigracyjnym chcemy wprowadzić, jeśli nie poświęciliśmy czasu na to, żeby poznać imigrantów? Jakby wyglądały nasze poglądy na sprawę związków osób tej samej płci, gdybyśmy przyjrzeli się im z bliska, zamiast mówić o ich radości jako o porażce? O ich miłości jako groźbie i ich obecności jako o problemie?

 

Książki i studia, dokumenty i artykuły, gadające głowy i politycy, nawet osoby stojące na ambonie - mogą dać nam tylko powierzchniowe rozumienie problemu. Czy nie powinniśmy chcieć drążyć głębiej? Ja chcę!

 

Przez trzydzieści lat Jezus miał zupełnie inne życie niż przed rozpoczęciem swojej publicznej działalności. Przez te lata między narodzeniem a rozpoczęciem służby wchodził w relacje z ludźmi ze swojej społeczności. Spędzał wartościowo czas ze swoimi przyjaciółmi, pomagał utrzymywać rodzinę.

 

Studiował to, w co wierzył, doświadczał różnych zmagań i radości. Odczuwał całą fizyczność bycia człowiekiem dokładnie tak jak my, a z drugiej strony tak zupełnie po swojemu. Dlatego potrafił zaprosić poborcę podatkowego, aby był jego apostołem. Potrafił też dotknąć trędowatego czy rozmawiać z odrzuconymi: wiedział jak to jest być marginalizowanym, bo sam to przeżył. A jeśli sam czegoś nie doświadczył, to poświęcał swój czas, aby zrozumieć tych, którzy przez to przeszli.

 

Zrobiłem błąd wiele lat temu, kiedy przyszła do mnie owa bezdomna kobieta. Założyłem, że mam rację we wszystkim co wiem. Podczas, gdy wszystko, co trzeba było zrobić, to zapytać i rozmawiać z nią jak człowiek z człowiekiem: twarzą w twarz, ręka w rękę.
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.43

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook