Ksiądz nie decyduje za narzeczonych

(fot. ZarrSadus/flickr.com)

Duszpasterz nie może zdecydować za narzeczonych czy mają się pobrać, każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje i budowanie własnego małżeństwa - mówi w rozmowie z KAI o. Mirosław Pilśniak, dominikanin, który od lat zajmuje się przygotowywaniem narzeczonych do ślubu. I podkreśla, że prawo kanoniczne nie stoi na drodze do małżeństwa, trzeba je jednak poznać, by wiedzieć jak zawrzeć ślub ważnie.

 

 

KAI: Benedykt XVI niedawno zwrócił uwagę duszpasterzom na przygotowania narzeczonych do ślubu. Podkreślił, że podczas kursu powinno się kłaść większy nacisk na kwestie kanoniczne. Co to znaczy i czy narzeczeni są tym w ogóle zainteresowani?

 

- Papież odniósł się do całego Kościoła, całego świata chrześcijańskiego. My w Polsce osiągnęliśmy ogromnym wysiłkiem duszpasterzy i wolontariuszy wiele, bo u nas wszyscy, którzy zawierają ślub kościelny, przechodzą przez kurs przygotowujący. Niezależnie od jakości kursów, która nawet jeśli jest różna, nie mamy czego się wstydzić.

 

KAI: W innych krajach jest gorzej?

 

- Bywa różnie. W Irlandii nasi bracia podejmują ogromny wysiłek duszpasterski, by przygotować tamtejszych Polaków do sakramentu małżeństwa, we Francji nowe wspólnoty także robią wiele. Ale są kraje, gdzie odbywa się to na zasadzie jednej pogadanki z narzeczonymi, którzy i tak od lat żyją razem, a wpadli na pomysł, by to jakoś usankcjonować. Czują się "nielegalni" wobec Boga i chcą to jakoś "ulegalnić" ślubem kościelnym.

 

KAI: Więc nie zawsze traktują ślub jako sakrament.

 

- Myślę, że nie. Nie może być przy takim podejściu jakiegoś poszukiwania w wierze, odkrywania drogi do Boga. To jest bardzo smutne i pewnie dotyczy też naszych, polskich narzeczonych, tak jak narzeczonych w zachodniej Europie, czy w byłych komunistycznych krajach, gdzie przez dekady dość skutecznie usunięto religię ze świadomości osób młodych.

 

KAI: Często jednak narzeczeni w Polsce narzekają na kursy przedmałżeńskie.

 

- Z racji tego, że sam prowadzę takie kursy, śledzę fora internetowe i szukam opinii, by wiedzieć co i jak można poprawić. Bywają opinie trafne i merytoryczne, które pomagają zmienić coś na lepsze, ale bywają także potępienia "w czambuł", tylko dlatego, że kurs jest obowiązkowy i do tego w kościele. Niezadowoleni kursanci czepiają się wszystkiego, spraw dziesięciorzędnych - a to sformułowanie było nietrafne, a to... zbyt dosłowne przekazywane były nauki Kościoła! A to akurat przecież najlepsza pochwała dla prowadzącego. Uczestnicy takich kursów nie są koniecznie żądni wiedzy.

 

KAI: ...zwłaszcza o prawach kanonicznych.

 

- Są one niezbędne do przygotowania narzeczonych, chociaż nie powinny być wyjaśniane językiem prawniczym. Małżeństwo sakramentalne ma masę skutków dla życia człowieka. Wymaga podporządkowania swoich prywatnych celów etyce życia rodzinnego, dobru wspólnoty, którą się zakłada. W dzisiejszym świecie jest to trudne, bo dość naturalnie nacisk kładzie się na samorealizację, indywidualne szczęście, wolność, która jest dzisiaj rodzajem świętej krowy i dość bezrefleksyjnie uznaje się za dogmat, że nie może być naruszana przez nikogo.

 

Małżeństwo sakramentalne zakłada także otwarcie się na przyjęcie dzieci i to takich jakie będą, kiedy będą i ile ich będzie. A w popularnych opiniach lansuje się eliminowanie płodności na rzecz seksu dla seksu. Etyka planowania rodziny jest trudna, często odbierana jako zbyt trudna, przerastająca młodego człowieka.

 

Jeśli pytamy o wymagania prawa kanonicznego, to ono określa, kto jest zdolny przyjąć sakrament małżeństwa. Chodzi o zdolność do zaangażowania się w związek, budowanie go jako czegoś przekraczającego wyłącznie ludzkie zdolności, czyli budowanie na wierze, a także dojrzałość psychiczną i umiejętności podejmowania decyzji w wolności. Co najczęściej ogranicza tę wolność? Ograniczeń może być wiele, ale dla przykładu: gdy para żyje w konkubinacie, ma już dzieci, zaciągnęła wspólnie kredyt - dziś mówi się, że kredyt wiąże mocniej niż małżeństwo - to są zobowiązania, które ograniczają wolność decyzji. Już więc nie tylko decydują się na małżeństwo, ale na sankcjonowanie stanu faktycznego.

 

KAI: Podobno pary, które mieszkały razem przed ślubem, tworzą mniej trwałe małżeństwa.

 

- To prawda. Istnieją poważne badania tego problemu, które niosą takie wnioski. Warto szukać przyczyny. Myślę, że w takiej sytuacji brakuje wolności w podjęciu decyzji o małżeństwie. Bo przestaje być wtedy wydarzeniem religijnym, które stwarza coś zupełnie nowego, co skutkuje na zawsze.

 

KAI: W jaki więc sposób przekazuje się narzeczonym prawa kanoniczne?

 

- Staram się nie podawać nauki o warunkach kanonicznych zawarcia małżeństwa jako suchej litery prawa. Bo wtedy jest trochę tak, jak kiedy człowiek przygotowuje się do spowiedzi z książeczki, w której jest lista grzechów. Znajdzie tam grzechy, których się nie znał wcześniej, i przy nadarzającej się okazji jest już w pewien sposób na nie przygotowany.

 

Znając listę powodów, dla których małżeństwo może być zawarte nieważnie - czyli bez skutku sakramentalnego - z punktu widzenia prawa kanonicznego, małżonek może w chwili kryzysu pomyśleć sobie: a może moje motywacje nie były do końca szczere, a może nie byłem w pełni wolny, a może rodzice zanadto nalegali. I układa sobie listę zastrzeżeń. To jak z czytaniem podręcznika o chorobach psychicznych - nawet najzdrowszy człowiek znajdzie tam pełną listę swoich przypadłości.

 

Dlatego rolą kursu przygotowującego narzeczonych jest nauczenie ich jak zawrzeć małżeństwo ważne, czyli jak przyjąć Sakrament Małżeństwa. Pomóc zdefiniować swoją wolność i poradzić sobie z jej ograniczeniami, pomóc w uświadomieniu sobie jaka jest ich relacja z rodzicami i zaakceptowaniu tego, co w niej może być niedobre zawczasu, jeszcze przed ślubem, aby pomóc w podjęciu faktycznej decyzji na nowy typ relacji z nimi.

 

KAI: By potem było mniej argumentów przeciwko małżeństwu?

 

- By te wątpliwości rozwiać zawczasu. Żeby narzeczeni już teraz nauczyli się przechodzić przez kryzysy, które w małżeństwie się zdarzą.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.3

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (8)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~qazqaz 15:18:46 | 2011-03-05
Na Długiej w W-wie jest 200 par i biznes-show ewangelizacyjny.
Nie ma możliwości z narzeczonymi porozmawiać.
A jak mówią to bzdury jak mojej córce bo frater RJ był znajomek gogusia (podobno związnego z OP).

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gość 11:15:11 | 2011-02-19
@Ewa

Kłamiesz
Jesli nie istnieją przeszkody kanoniczne do zawarcia małżeństwa to Kościół nie ma prawa dobierać np. męża dziewczynie lub na odwrót według swojego widzimisię.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa 07:26:46 | 2011-02-19
gosciu
Byłem na rekolekcjach wyjazdowych, gdzie prowadzący je dominikanin twierdził, że Kościół ma prawo decydować o tym kto ma sie z kim pobrać.

Oczywiście, że ma. Tyle, że chodzi tuitaj o ślub kościelny. Jak się komuś nie podoba, bierze cywilny i po krzyku. Wtedy "i wilk syty i owca cała".

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gość 16:49:15 | 2011-02-18
Byłem na rekolekcjach wyjazdowych, gdzie prowadzący je dominikanin twierdził, że Kościół ma prawo decydować o tym kto ma sie z kim pobrać. Mówił to do dziewczyny, którą w pewien sposób faworyzował i która w opinii wszystkich mu się podobała.
Dziś ten sam były dominikanin nie jest już zakonnikiem i żyje w związku homoseksualnym.
Nadużywanie władzy duchownej nie prowadzi do niczego dobrego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~elf 16:38:20 | 2011-02-18
nieporozumienie polega na tym, ze i Łukasz, i brat_robo, i dominikanin Pilsniak zrownuja odpowiedzialnosc narzeczonych za swoja decyzje o slubie z odpowiedzialnoscia duszpastrza za przygotowanie narzeczonych do slubu. Ja jakos, moze naiwnie i nieudolnie, rozumiem slowa BXVI, ze kazdy powinien robic to co do niego nalezy (lacznie ze mna), zeby bylo mniej stwierdzen o niewaznosci udzielanego sakramentu i ja tylko zwacam uwage, ze BXVI prosi/zwaca uwage na usprawnienie systemu egzaminowania narzeczonych. Bardzo przepraszam, ale kto ma sie tym zająć ? narzeczeni ?! Jesli ja ide do lekarza/prawnika/architekta po rade/diagnoze/wskazowki to licze na to, ze on nie "odwali swojej roboty" wystawiajac papierek tak ja tego chce nie wnikajac w istote sprawy. Indywidualne rozmowy z narzeczonymi nie sa praktykowane....

Inny przyklad: I Komunia Św. kto bierze ostatecznie odpowiedzialnosc za przygotowanie dziecka do przyjecia I Komuni Św. ?? katecheta ? rodzice? dziecko? czy proboszcz ?
No właśnie....

Narzeczeni biorą odpowiedzialność za swoją decyzję o ślubie, natomiast duszpasterza odpowiedzialnoscia jest zbadanie czy narzeczeni sa przygotowani do tej decyzji. Nie mozna mieszac tych dwoch spraw.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Łukasz 11:17:27 | 2011-02-18
Elf jakaś duża frustracja w Tobie, wydaje mi się niepotrzebna.
Wychodząc na przeciw Twoim argumentom zadam Ci tylko pytanie: "Kto za Ciebie podejmuje decyzję, żeby pójść na kurs przedmałżeński, a w perspektywie zawrzeć sakrament małżeństwa?"
Łatwo szukać winy w drugiej stronie, ale to tak na prawde jest tak, że póki ja nie będę utożsamiał się z decyzją którą podejmuję nigdy za nią nie wezmę odpowiedzialności tylko będę szukał winy w ludziach wokół: księdzu, rodzicach, przyjaciołach, czy wybrance, że może za bardzo naciskała.
Na ile wtedy jest realne to co się z Bożą pomocą dokonuje?

Ksiądz, nie będzie żył za Ciebie w sakramencie małżeństwa! Sam musisz podjąć decyzję! Zamiast oskarżać warto najpierw przypatrzeć się swojemu postępowaniu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

brat_robot 10:27:46 | 2011-02-18
@elf czasem mi się wydaje, że Wasz katolicyzm polega na tym, że człowiek oddaje odpowiedzialność za siebie w ręce jakiegoś duchownego i z utęsknieniem czeka na to, aby to on pokierował jego życiem i jego decyzjami. Bo tak jest łatwiej i wygodniej. Twoja wypowiedź tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~elf 08:55:39 | 2011-02-18
I znowu sugestia , że duszpasterz nie jest odpowiedzialny za przygotowanie narzeczonych do małżeństwa. Papież wskazuje ,żeby sie lepiej przyłożyć do roboty, a dominikanin wypiera się swoich obowiazków. Albo ktoś jest przygotowany, albo nie. I rolą duszpasterza jest to ocenić. W ten sposób mysląc to idąc do lekarza ja sam mam zdiagnozować swoje zdrowie ? idąc na egzamin mam sobie zadawać pytania i wpisać ocene ? etc. TO PO CO SĄ DUSPASTERZE ? Mają być urzędnikami ? Budowlancami ? ORGANIZATORAMI PIELGRZYMEK? O tym też już Papież mówił, że właśnie duszpasterstwo to nie urzędy i budowlanka....

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook