Komunię czas zacząć

Majowo czyli komunijnie. Białe sukienki, garnitury, domowe świętowanie, a może nawet komórka, rower, laptop albo quad. Dobrze jest być drugoklasistą...

 

Pierwsza komunia święta dziecka to wydarzenie mobilizujące wszystkich, bo niesie z sobą pewne wymagania zarówno względem dzieci, jak i dorosłych. Katecheci przygotowują dzieci od strony duchowej, rodzice troszczą się o sprawy zewnętrzne, a same dzieci cieszą się, że w tym dniu będą w centrum wydarzeń: to na nich skupi się oko kamer i w ich kierunku będą błyskać flesze, uwieczniając na pamiątkę ten radosny dzień.

 
Zwykle do pierwszej komunii przystępują wszystkie dzieci uczęszczające na lekcje religii w drugiej klasie szkoły podstawowej. Są wśród nich takie, które wraz rodzicami uczęszczają regularnie na cotygodniową Eucharystię, jak i dzieci rodziców tzw. wierzących niepraktykujących. Nie na miejscu byłoby narzekanie na taki stan rzeczy i wytaczanie dział przeciwko rodzicom zaniedbującym swoje obowiązki w zakresie wychowania religijnego własnych dzieci. Niedorzecznością byłoby także pokazywanie, że katecheci, we wrześniu bardzo wymagający wobec dzieci i rodziców, w okolicach kwietnia miękną i godzą się na wszystko, bo przecież chodzi o dobro dziecka: strój i prezenty już zakupione i goście zaproszeni. Wydarzenie pierwszej spowiedzi i komunii świętej dziecka jest niezwykle ważnym momentem do podjęcia głębszej refleksji na temat życia religijnego dziecka i bliskich mu dorosłych.
 
Warto tu postawić pytanie w jaki sposób my dorośli podchodzimy do samego faktu przystępowania dzieci do spowiedzi i komunii świętej? Czy traktujemy je jako kolejny krok na drodze rozwoju duchowego, czy raczej jako wydarzenie, które trzeba „zaliczyć”, bo dziecko jest w wieku komunijnym i po prostu mu się to należy? Czy ktoś zwraca uwagę na to czy dzieci są gotowe na przyjęcie Pana Jezusa? Czy rozumieją istotę tych sakramentów? Czy wzbudzono w nich pragnienie przystąpienia do komunii świętej?
 
Wydaje się, że jest to zadanie katechety, jednak lekcja religii odbywająca się w szkole nie jest odpowiednim czasem, a także i miejscem na to. Prowadzący zajęcia nie jest w stanie określić gotowości duchowej dziecka, ponieważ jego obowiązkiem jest skontrolowanie wiedzy religijnej często narzuconej przez wybrany program nauki religii.
 
Czasami już od pierwszej klasy dzieci zmuszane są, a nie zachęcane do uczestniczenia w majówkach, nabożeństwach różańcowych, Mszach świętych po to, aby zdobyć wystarczającą ilość podpisów katechety, księdza. Jednakże w ten sposób chce się raczej „nawrócić” rodziców, a nie przygotować dzieci do świadomego przeżywania liturgii, bowiem same nie mogą iść do kościoła ze względu na wiek. Dodatkowo współczesne dziecko ma bardzo dużą trudność w koncentracji uwagi, niezaspokojoną potrzebę ruchu, jest obciążone zbyt licznymi zajęciami dodatkowymi, co powoduje, że, idąc zmęczone na nabożeństwo, nudzi się i zniechęca. Czasami przymus zbierania podpisów po zakończonej Mszy świętej prowadzi dzieci do zachowań niemoralnych. Stoją lub bawią się w pobliżu kościoła obserwując kiedy wierni wychodzą z kościoła i wtedy dopiero podchodzą do katechety po potwierdzenie obecności. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że nieuczciwość się opłaca, bowiem te dzieci mają więcej podpisów bez uczęszczania do kościoła, niż te, których do kościoła nie ma po prostu kto przyprowadzić. Bez wzbudzenia w dzieciach chęci do modlitwy, bez uświadomienia im, na czym polega życie sakramentalne, bez pokazania im, kim jest Jezus dla nas i dlaczego chcemy się z Nim spotkać, nie przygotujemy ich do spowiedzi i do komunii świętej żadnym przymusem ani egzaminami.
 
Przygotowanie dzieci do pierwszej spowiedzi i komunii świętej stawia wiele znaków zapytania. Czy do dobrego przygotowania do sakramentów pokuty i Eucharystii wystarczy, że dziecko uczęszcza na lekcje religii? Co liczy się bardziej: piątka z religii osiągnięta dzięki zdaniu tzw. małego katechizmu, czy też przywiązanie do Kościoła i cotygodniowa praktyka wspólnych Mszy świętych? W jakim stopniu rodzice powinni uczestniczyć w przygotowaniu własnych dzieci? Jak sami powinni przygotować się do tych ważnych wydarzeń w życiu rodziny? Najgorszym rozwiązaniem byłoby przerzucanie odpowiedzialności, ale nie jest również dobra całkowita separacja: katecheci swoje a rodzice swoje. Warto w tym miejscu zastanowić się nad tym, jak pomóc dzieciom dobrze przygotować się do przeżycia tych dni, aby w przyszłości przynosiły owoce. W jaki sposób można wspierać działania katechety w przygotowaniu dzieci do przyjęcia sakramentu pojednania i Eucharystii? Jak czynnie włączyć się w to przygotowanie?
 
Sakrament pokuty poprzedza przyjęcie pierwszej komunii świętej. Nie jest to wydarzenie tak uroczyste jak przyjęcie komunii świętej po raz pierwszy w życiu. Często dzieci boją się wyznania grzechów, konfesjonału, nieznajomego księdza. Nierzadko na pierwszą spowiedź udają się sami lub w towarzystwie starszego rodzeństwa, brak im natomiast obecności i wsparcia rodziców. Spowiedź nie należy do przyjemnych czynności, dlatego tym bardziej należy pomóc dziecku w przezwyciężeniu lęków i potraktować oba sakramenty łącznie, jako jedno wielkie wydarzenie składające się z dwu etapów. Rodzice mogą też czynnie uczestniczyć w przygotowaniu duchowym dzieci, uzupełniając w ten sposób wiedzę i doświadczenia zdobyte w szkole.
 
Dobrą propozycją jest połączenie liturgii pojednania z odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych w dniu poprzedzającym przystąpienie do pierwszej komunii świętej. Przygotowanie do spowiedzi powinno nawiązywać do tego pierwszego sakramentu, w którym dzieci już uczestniczyły. Znaki, dary, jakie dzieci otrzymały podczas chrztu świętego – światło Chrystusa Zmartwychwstałego i biała szata – teraz nabierają nowego znaczenia. Od tej chwili już w sposób bardzo świadomy dbamy o to, by podtrzymywać światło i czystość „białej szaty”. Dzięki łasce przebaczenia możemy przyjąć Jezusa i stawać się podobnym do Niego. Podczas odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych dzieci mogłyby otrzymać białą szatę (dlatego coraz częściej praktykuje się strój liturgiczny dla podkreślenia jego znaczenia) oraz świecę. Często ta uroczystość odbywa się w dniu przyjęcia komunii świętej podczas wieczornego nabożeństwa, kiedy to dzieci już emocjonalnie wyczerpane nie są w stanie w sposób świadomy uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu. Przeniesienie jej na wcześniejszy dzień pomogłoby im lepiej przygotować się na niedzielną uroczystość. W niektórych diecezjach praktykuje się spowiedź pół roku przed przyjęciem komunii świętej, co mija się zupełnie z celem tych dwóch sakramentów, które są nierozłączne. Skoro dziecko było gotowe przystąpić do sakramentu pojednania to równocześnie może przyjąć komunię.
 
Proces przygotowania dziecka do sakramentu pojednania nie zaczyna się w roku, w którym ma przyjąć ten sakrament i nie kończy się w dniu przystąpienia do niego. Dlatego ważne jest uwrażliwienie sumienia dziecka na dobro i na zło, a nie przekazanie mu wiedzy teologicznej i katechetycznej. Niestety pamięciowe opanowywanie małego katechizmu powoduje, że dzieci nie uczą się myśleć, nie rozumieją prawd, które wypowiadają, nie potrafią ich wytłumaczyć własnymi słowami. Dodatkowo szkoła uczy dzieci, że należy odpowiadać na pytania w taki sposób, żeby zadowolić nauczyciela, a nie przekazać, co się na ten temat myśli i wie. Utrudnia to refleksję, medytację, która powinna charakteryzować życie duchowe.
 
Przygotowanie do sakramentu pojednania tak naprawdę zaczyna się już w pierwszych latach życia dziecka. Kierując jego zachowaniem, wskazując mu, co wolno a czego nie, kształtujemy jego moralność. Jak zauważa M. Przetacznikowa dziecko poznaje pojęcia słuszności i wykroczenia przez kojarzenie z właściwymi czynami takich słów, jak dobry, zły, niegrzeczny, miły. Małe dziecko uczy się, że pewne formy zachowania są dobre, podczas gdy inne są złe i że za pierwsze będzie chwalone lub nagradzane a za drugie karane bądź strofowane. Moralność pojawia się jednak dopiero jako odpowiedź na nieskończoną miłość i czułość Boga wobec stworzenia. Nie jest wynikiem lęku dziecka przed Bogiem, ale wyrazem ufności.
 
Prawidłowo i źle ukształtowaną moralność można porównać do owoców wydanych przez dwie różne rośliny: do krzewu winnego i choinki bożonarodzeniowej. Moralność prawidłowo ukształtowana to ta, które czerpie ze źródła i jej owoce są prawdziwe, żywe i naturalne. Moralność oparta na strachu, fałszywej miłości do Boga i do ludzi będzie wydawała piękne, lśniące, kolorowe owoce, ale one będą sztuczne i tylko na pokaz. 
 
W jaki sposób formować religijność dziecka, aby przynosiła obfity owoc? Jak budzić w nim pragnienie bliskiej relacji z Jezusem? Wydaje się, że dobre przygotowanie dzieci do przyjęcia Jezusa w sakramencie Eucharystii domaga się bardziej indywidualnego podejścia, akcentującego osobistą drogę każdego do spotkania z Bogiem, który daje nam się cały. Masowość i uniformizacja nie sprzyjają budowaniu relacji dziecka z Jezusem i z Kościołem. Wiele inicjatyw , jak np. wczesna komunia święta, przygotowanie do przyjęcia Eucharystii w parafiach, pokazuje, że ciągle trzeba szukać nowych rozwiązań. Dobry przykład stanowi tu propozycja pracy z dzieckiem w Katechezie Dobrego Pasterza.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

34

 

 

Komentarze użytkowników (21)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Agnieszka 14:27:04 | 2012-04-17
Artykuł jest bardzo sensowny, ale mam trochę wątpliwości praktycznych. Przerabiam z moim synem katechizmowe przygotowanie do I Komunii Św. i wygląda mi na to, że to ja jestem bardziej zainteresowana wytłumaczeniem mu tych treści, niż on. Dla niego to abstrakcja; bardzo się staram mu przybliżąć mu np. sens przykazań, przełożyć mu je na życie - ale to nie jest to, czym ośmio/dziewięciolatek tak naprawdę żyje. Szybko ucieka od tych treści. Pocieszam się, że  dajemy mu wraz z katechetą pewną bazę, do której będzie mógł kiedyś wrócić, pogłębić ją. Może za dużo oczekujemy już teraz od dzieci, które znacznie wolniej dojrzewają, żyjąc w świecie dość hermetycznym: kanałów tv tylko dla dzieci, gier dla dzieci, sal zabaw dla dzieci itd., znacznie wolniej niż niegdyś wprowadzane w świat samodzielności i odpowiedzialności. Kiedyś podpisałabym się obiema rękami pod tym artykułem, teraz mam trójkę dzieci i widzę swoją pewna bezradność w wielu sprawach, zwłaszcza że dzieci chłoną też wszelkie inne wzorce: rezerwę religijną taty, postawy wobec Kościoła innych członków rodziny, zachowania rówieśników. Bardzo mi zależy, żeby moje dzieci poznały i pokochały Boga, ale mam nadzieję, że On uzupełni kiedyś w ich życiu wszystkie niedostatki tego wychowania, zaistnieje dla nich w sposób żywy - jesli teraz to sie niezyt uda. W końcu te dzieci są dopiero na początku drogi, a Komunia św. to jest pokarm na tę drogę, sposób uczestnictwa w życiu Boga - i wszyscy do tego dorastamy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ilona 12:20:27 | 2010-05-19
 i o to właśnie chodzi. Im więcej ludzi dzieli się dobrem, tym tego dobra więcej i na tym właśnie polega KOMUNIA. Narzekanie daleko nie prowadzi, a już na pewno nie do czegoś dobrego.
Wydaje się, że katechizmy produkowane przez księży odbiegają zbyt mocno od rzeczywistości i są nieco "przeteologizowane". Bezpośrednie doświadczenie wychowania dziecka przez świadomych rodziców ma dużą wartość. Oby tych świadomych było jak najwięcej

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~świadectwo 09:50:30 | 2010-05-19
Świadectwo mamy

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ilona 09:14:09 | 2010-05-19
 z przygotowaniem do pierwszej komunii jest tak, jak z polityką prorodzinną. Mówi się, że jest, ale żadnych działań, a tym bardziej skutków nie widać. Nie chodzi o szukanie winnych, ale o mobilizację do tego, by przywrócić tym uroczystościom właściwy charakter. 
No ale w zasadzie zainteresowani są jedynie rodzice drugoklasistów, chrzestni, którzy muszą liczyć się z wydatkiem na prezenty oraz księża i katecheci. Komentarze innych są dosyć luźne i nie widać w nich większego zaangażowania. Bo co mnie obchodzi jakaś komunia, skoro moje dzieci są już starsze... Fotki są, impreza się udała, prezenty były godne...
Prawie nikt nie komentuje sposobu przygotowania i przeprowadzenia pierwszej spowiedzi, a to też wydaje się ważne. Nie byłoby dobrze, żeby dzieci opisywały swój "pierwszy raz", jak to ma miejsce w niektórych czasopismach, ale chodzi raczej o świadectwa rodziców, w jaki sposób razem przeżywali ten czas. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bliska 21:56:23 | 2010-05-18
 m0cna. Twoja propozycja jest dobra. Trzeba zacząć odpowiednią kampanię, żeby pobudzić rodziców do działania i sprowokować księży do większego wysiłku

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~veranda 20:58:39 | 2010-05-18
 Faktycznie rodzice powinni przygotowywać dziecko do świadomego przyjęcia sakramentów. Oni są dla dzieci najważniejsi i w ten sposób stanowią wzorce do naśladowania. Niemniej jednak obecna religijna kondycja rodzin nie jest najlepsza stąd przydałaby się wzmocniona katecheza dorosłych i pielęgnowanie przez nich życia sakramentalnego. Jeśli przyjmiemy, że w Polsce 30% małżeństw się rozpada i znaczny jest również procent par niesakramentalnych, którzy do sakramentów nie przystępują, trudno mówić o prawdziwych wzorcach życia duchowego i sakramentalnego. Rola katechety może tu być niezbędna...
W każdym razie należy dzieci przygotowywać indywidualnie do przyjęcia pierwszej komunii. Podobnie mogłoby być z celebracją. Byłaby to bardziej uroczystość wspólnoty parafialnej a nie zaproszonych gości. Ksiądz nie mówiłby do parafian, żeby poszli na inną Mszę, żeby nie blokować miejsca dla gości pasujących nieraz do uroczystości, jak wół do karety

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 20:07:10 | 2010-05-18
Co do tego miałabym wątpliwości [...]


Po pierwsze, to chodzi o przekaz wiary, a nie o przekaz teologii. Rodzic zawierając związek małżeński przyrzeka Bogu, że będzie wychowywał dzieci w wierze katolickiej. To poważne zobowiązanie.

Po drugie, skoro rodzic nie umie sobie poradzić z pytaniami dziecka o wiarę, to jest dla niego sygnał, żeby się dokształcić, doczytać. Bo najwyraźniej sam ma problem.

Po trzecie - w przypadku pierwszokomunijnego dziecka nie chodzi o przygotowanie teoretyczne do komunii. Chodzi raczej o uczenie dziecka relacji z Bogiem. O pokazanie, jak w swoich sprawach można się odwoływać do Boga w modlitwie, o pokazanie jak Go słuchać, o pokazanie w jak przyjmowanie Komunii Świętej pomaga dobrze żyć. Jeżeeli ten przekaz dziecko otrzyma, to łatwiej zrozumie, że przyjmując Komunię przyjmuje Boga.

Po czwarte - wiedza o religii, racjonalne przedstawianie prawd wiary, to zadanie na później. Tego można wymagać od nastolatka chcącego przyjąć bierzmowanie. I tu jest rola dla katechety. Dla ośmioletniego dziecka powinien wystarczać przekaz wiary od jego rodziców. To ten przekaz powinien dziecko otwierać na przyjmowanie Boga.

Po piąte - dziecko, którego rodzice nie przekazują wiary (zapewne z braku takowej) jest narażone na dysonans - dopuszczane do komunii znalazłoby się w sytuacji narażającej je na przyjmowanie jej bez zrozumienia, na uczenie się złych nawyków. To dziecko, mimo nauk katechety, ma znikome szanse by być gotowym na przyjęcie Ciała Chrystusa. To o czymś takim, przepraszam za mocne słowa, Jezus rzekł "rzucanie pereł przed wieprze". Czyli dawanie tego co święte, komuś, kto tego nie doceni (bo nie umie). Lepiej poczekać kilka lat na bardziej już dojrzały wybór i wtedy udzielić i bierzmowania i sakramentu komunii.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

joan 17:52:16 | 2010-05-18
czas na zmiany. ale ile wysiłku to kosztuje katechetów i kapłanów aby wprowadzić do tradycji strój liturgiczny.

W niektórych sprawach księża nie powinni w ogóle pozostawić miejsca na dyskusję. U nas na pierwszym spotkaniu ksiądz informuje, że w parafii obowiązują stroje jednolite i każdy przyjmuje to do wiadomości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xb 17:11:54 | 2010-05-18
Do pierwszej komunii powinien dziecko przygotować rodzic (a nie katecheta) i zgłosić księdzu gotowość dziecka.
Co do tego miałabym wątpliwości, czy wystarczy aby tylko rodzic przygotowywał dziecko do komunii, powinien on współpracować z katechetą. Dzieci stawiają trudne pytania na które rodzic czasami nie umie odpowiedzeić bo nie jest do tego przygotowany. Jednak gotowość dziecka nie jest równoznaczna z przygotowaniem. W szkole jest dużo dzieci przygotowanych a nie są gotowi bo zabrakło elementu wychowania religijnego w rodzinie.
Trzeba by było też zrobić egzamin rodzicom czy dobrze przygotowali dziecko do komunii. Jestem przeciwna masówkom, ale jestem też za rozsądnymi rozwiązaniami.
We Francji rodzice przygotowują dzieci do komunii i prowadzą katechezę bo nie ma takiej w szkole ani przy parafii.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 16:35:58 | 2010-05-18
Słyszałam, że zdarza się, że dziecko jest w kościele w albie, bo tak zarządził proboszcz, ale jak tylko wyjdzie ze Mszy, już w samochodzie czeka do przebrania strojna sukienka.

Jedyny sposób to odstąpienie od grupowych, uroczystych pierwszych komunii. Bo zgłupoty wszystkich nie wyleczymy, a póki częśc dzieci będzie miala pierwszokomunijne bale i megaprezenty, póty reszta dzieci również tego będzie oczekiwać.

Do pierwszej komunii powinien dziecko przygotować rodzic (a nie katecheta) i zgłosić księdzu gotowość dziecka. Ksiądz powinien porozmawiać z dzieckiem i rodzicem i jak potwierdzi tę gotowość (czyli wybada, że dziecko ma odpowiednią świadomość sakramentu), dziecko mogłoby po prostu zacząć przystępować do komunii.

Jestem pewna, że fakt, że już od tej pory może przyjmować Ciało Pana Jezusa byłby dla dziecka ważny, bez tej całej szopki którą obecnie uprawiamy.

Troszkę się obawiam, że tu w grę wchodzi też niemały przychód pierwszokomunijny "z tacy" i z tego mogłoby być ciężko zrezygnować. nie piszę tego sarkastycznie, bo zdaję sobie sprawę jak trudno jest się utrzymać księżom w mniej licznych/zamoznych parafiach.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook