Gdy dziecko pyta o śmierć

Temat śmierci wywołuje w nas różne emocje, najczęściej związane ze smutkiem, lękiem, niepokojem, czy niepewnością. Rzadziej kojarzą się one z uczuciem pokoju czy radości. Często unikamy rozmów o śmierci, ale także staramy się, jeżeli to tylko możliwe, w ogóle o niej nie myśleć. W ostatnich latach pojawiły się nowe formy „radzenia sobie” z zagadnieniem śmierci w postaci ironizowania czy też bawienia się śmiercią (haloween). A przecież śmierć , tak jak życie, jest częścią nas.

 

Wiemy, że dzieci stawiają „trudne” pytania wynikające z ich ciekawości poznawczej i doświadczenia własnego życia. Jednym z takich pytań, które często krępuje nas dorosłych, jest pytanie: „skąd się wziąłem?”. Trudność udzielenia odpowiedzi polega na tym, że często chcemy za dużo powiedzieć, nie rozumiemy dokładnie, o co dziecko pyta, interpretujemy ciekawość dziecka z perspektywy doświadczeń osoby dorosłej. Jeszcze większy niepokój budzą w nas pytania dziecka o śmierć.
 
W pierwszym odruchu zastanawiamy się, co spowodowało, że dziecko zadaje pytania albo mówi o śmierci swojej lub najbliższych. Czasami młodsze dziecko, nie potrafiące jeszcze w sposób jednoznaczny sformułować pytań, wyraża zainteresowanie tym tematem poprzez swoje zachowanie, ciekawość, a nawet radość w sytuacjach, kiedy na katechezie rozważa się wybrane przypowieści o ziarnku gorczycy lub zaczynie. Teksty te poruszają aspekt tajemnicy życia, siły, która powoduje wzrost. Ta moc życia jest również w nas, jest darem, który otrzymaliśmy od Boga, ale nie mamy nad nią władzy. 
 
W naszym rozumieniu miłości do dziecka chcemy za wszelką cenę chronić je przed rozważaniami dotyczącymi śmierci, a przecież doświadcza ono przemijania, obserwując chociażby zmiany zachodzące w przyrodzie. Nawet jeżeli w rodzinie nie doświadczono śmierci kogoś bliskiego lub znajomego to przecież nie jest to temat, z którym dziecko się nie zetknęło lub się nie zetknie słuchając wiadomości w telewizji, korzystając z gier komputerowych, słysząc rozmowy dzieci o śmierci babci, mamy, taty a także swoich ulubionych zwierząt itp. Nie należy unikać tego zagadnienia bowiem odkrywanie tajemnicy Życia, która ściśle wiąże się z tajemnicą śmierci, wynika z natury człowieka. Jest to odwieczne pytanie człowieka, również dziecka. Wielki Post może stać się dobrą okazją do porozmawiania z dzieckiem o śmierci z perspektywy chrześcijańskiej. Poszukajmy razem odpowiedzi na pytanie jak rozumieć śmierć i jak o niej mówić w obecności dzieci?
 
Zbliża się Wielkanoc, czas w którym rozważamy wielkie tajemnice naszej wiary, jest to wspaniały moment, by uświadomić sobie czym jest dla nas śmierć. Jest ona kresem życia ziemskiego. Tajemnica ludzkiego losu najbardziej ujawnia się w obliczu śmierci. Chrześcijańskie rozumienie śmierci kieruje naszą uwagę na moment przejścia, dlatego śmierć nazywa się często bramą, narodzinami dla nieba, w śmierci Bóg powołuje człowieka do siebie.
 
Liturgia Kościoła podkreśla, że w śmierci dokonuje się przemiana naszego życia: „Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie” (prefacja za zmarłych). Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu (KKK 1013). Dzięki Chrystusowi śmierć chrześcijańska ma sens pozytywny. Wiąże się ona bowiem ściśle z nowym życiem, które Jezus ofiaruje człowiekowi poprzez swoje zwycięstwo nad śmiercią - zmartwychwstanie.
 
Katecheza Dobrego Pasterza proponuje dzieciom wiele tematów poruszających aspekt życia/śmierci. Od pierwszego spotkania dzieci słyszą, że Pan Jezus umarł i zmartwychwstał, że zwyciężył ciemność, zło, że życie jest mocniejsze od śmierci. Ten dar życia wiecznego, życia, które się nie kończy otrzymujemy podczas chrztu świętego. Bóg Ojciec obiecał dać nam światłość, prawdziwą światłość. Otrzymaliśmy ją dzięki Jezusowi, który zwyciężył ciemność, a naszym zadaniem jest podtrzymywanie tej światłości w sobie.
 
Temat śmierci/życia ukazywany jest w pozytywnej wizji, w ten sposób wychowujemy dzieci do nadziei, co jest podstawą chrześcijańskiej wizji życia. Doświadczenie śmierci kogoś bliskiego prowokuje dzieci do stawiania pytań o to, co się dzieje z ciałem człowieka, gdzie teraz jest. Odpowiedź, że „jest w niebie” nie rozwiązuje problemu, ponieważ dziecko rozumie niebo w sensie fizycznym i wyobraża je sobie w kategoriach ziemskich, dlatego zadaje pytania typu: „Jak ta moja biedna babcia chodząca o kulach, jest w stanie utrzymać się przyczepiona do nieba?” Dlatego bardziej odpowiednim sformułowaniem może być, przytoczona przez S. Cavalletti, odpowiedź dziecka, kiedy poinformowano go o śmierci siostrzyczki: „Rozumiem, odeszła z Jezusem zmartwychwstałym”.
 
Mówiąc dzieciom o śmierci nie wolno nigdy oddzielać jej od głoszenia zmartwychwstania. Trzeba koniecznie powiązać te dwa wydarzenia: śmierci nie można przedstawiać jako wydarzenia ważniejszego niż zmartwychwstanie. Akcent należy położyć na głoszeniu zmartwychwstania, gdyż jest to absolutna nowość. W Chrystusie życie jest mocniejsze od śmierci. Naszym celem jest życie a nie śmierć.
Tuż przed świętami wielkanocnymi chcemy zaproponować rodzicom, by wspólnie z dziećmi rozważyli jedno zdanie wypowiedziane przez Pana Jezusa: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi owoc obfity” (J 12, 24).
 
Jezus odwołuje się tu do pewnej obserwowalnej, namacalnej rzeczywistości, której możemy się przyjrzeć razem z dziećmi. W tym celu przed Wielkanocą, przez kolejne trzy tygodnie, siejemy ziarna pszenicy w małych doniczkach, w odstępach tygodniowych. W ten sposób będziemy mogli zaobserwować trzy etapy wzrostu ziaren pszenicy: powolnego rozkładu ziarna, rodzącego się nowego życia w postaci małej zielonej roślinki, oraz ziaren, które nie zmieniły się i pozostały „same”.
 
Obserwując poszczególne etapy wzrostu ziarna (od ziarna, które pozostaje samo aż do zielonej roślinki) należy postawić sobie i dziecku następujące pytania: Co Pan Jezus chciał nam powiedzieć? Co się dzieje z ziarnem wrzuconym do ziemi? Gdzie jest ziarno? Co to znaczy, że ziarno umarło? Czy to znaczy, że go nie ma?
 
A oto wypowiedzi dzieci przytoczone przez S. Cavalletti po prezentacji tego tematu: „Czy możemy powiedzieć, że umarło?” – pyta katechetka dzieci w wieku od 3 do 5 lat. Jest wśród nich Caterina, która przeżyła śmierć swojego małego kuzyna i to ona właśnie odpowiada: „Nie, ono się przekształciło”. (…) „Gdzie jest ziarenko?” „Nie widać go, bo umarło, dało życie roślinie”, po czym dodaje: „Bez ziarna roślina nie może rosnąć. Ziarno nie umarło, życie przeszło do łodygi i do korzenia”. (…) Wypowiedzi dzieci starszych: „Wszyscy czujemy się podniesieni na duchu – mówi Gulia – potem będziemy mieć inne życie… śmierć jest jak wielka brama, która prowadzi nas od jednego życia do drugiego… To jakby zapraszająca nas brama nowego życia; śmierć jest jak zaproszenie”. Inne dziecko: „To tak, jakbyśmy się rodzili dwa razy; tyle że za pierwszym razem życie się kończy, a za drugim nie kończy się nigdy”.
 
Pytania dzieci o śmierć nie wynikają z ich obawy przed końcem życia. Jest to raczej swoista ciekawość poznawcza dziecka, które, poprzez stawianie pytań, zdobywa nowe informacje o sobie i o otaczającym go świecie. Odpowiadając na pytania dziecka nie należy więc przekazywać im swoich wyobrażeń i lęków na temat śmierci, nie można straszyć śmiercią, ale trzeba skupiać się na pozytywnym wymiarze przejścia do nowego życia, które daje Jezus i wychowywać do nadziei zmartwychwstania.
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.91

Liczba głosów:

44

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~BS 17:25:12 | 2012-11-01
 Dziecko pyta a my odpowiadamy tak jak umiemy. Niestety zdarza się, że nasze odpowiedzi nie pomagają dziecku a czasami wprowadzają je w stany lękowe. Trzeba zrozumieć, że dziecko myśli w sposób bardzo konkretny i jeśli mówimy "że ciało nasze się rozkłada i nic nie zostaje" to dla pięciolatka jest to dramat i myśl nie do przyswojenia. Trzeba natomiast mówić o zmartwychwstaniu i o tym, że nasze ciało będzie inne, piękniejsze, bo Jezus na obdarowuje nowym zyciem - wiecznym. Jedno z dzieci stwierdza: "To tak, jabyśmy się rodzili dwa razy; tyle że za pierwszym razem życie się kończy, a za drugim nie kończy nigdy" cytat z książki S. Cavalletti. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Basia 13:09:25 | 2011-11-07
 ~mama
Mój synek sześcioletni powiedział że za pięć lat umrze .Co mam o tym myśleć? Przeraża mnie to co powiedział.

Z moich doświadczeń wynika, że dzieci w ten sposób próbują sprowokować rodziców do rozmowy o ważnym dla nich temacie. Pani syn jest w wieku, w którym tajemnica życia i śmierci jest stopniowo odkrywana, dziecko zadaje pytania bo chce wiedzieć coś więcej. Jeżeli się boi śmierci, zadając takie pytanie, nie powinno się dziecku okazywać niepokoju, kierować się emocjami, tylko spokojnie z nim porozmawiać. Zapytać co rozumie przez śmierć, co czuje, co chce przez to powiedzieć... i często się boimy pytań dzieci o śmierć, bo sami nie znamy odpowiedzi jak sobie radzić w tych trudnych momentach. dzieci zadają wiele pytań to wynika z ich ciekawości i proszę w ten sposób podejśc do takich prowokacyjnych wypowiedzi syna. Tzreba zawsze znaleźć kontekst myślowy dziecka, dlaczego tak mówi, jaki jest cel jego wypowiedzi. Może chce zwrócić większą uwagę na siebie? Potrzebuje więcej czasu bycia z Panią. Oczywiście to są tylko moje domysły wynikające z doświadczeń w pracy z dziećmi i niekoniecznie one dotyczą Pani syna.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Lusia 04:12:50 | 2011-07-13
Doszlam do wniosku, ze o smierci nalezy rozmawiac. Dlatego rozmawiam z mama o smierci i wspolnie modlac sie prosimy o milosierdzie i dobra smierc.  Teraz za zycia.   Moja mama nie czuje sie z tego powodu przygnebiona a wrecz przeciwnie, czasem nawet na wesolo sobie opowiadamy jak to bedzie po smierci. Uwazam, ze nie nalezy udawac, iz zycie bedzie trwalo w nieskonczonosc. Modlimy sie wspolnie, ale nigdy nie wiadomo jaka bedzie kolejnosc. Dobrze jest czasem wyobrazic sobie swoj pogrzeb i uswiadomic sobie, ze pozostalo mi troche czasu, ktory wykorzystam..... wlasciwie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mama 00:02:34 | 2011-07-13
 Mój synek  sześcioletni powiedział że za pięć lat umrze .Co mam o tym myśleć? Przeraża mnie to co powiedział.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~frania 14:09:24 | 2010-03-17
Najczęściej nie zabiera się dzieci ani na pogrzeb ani na stypę. Dorośli sami podejmują decyzję o tym czy dziecko powinno się pożegnać z bliską mu osobą czy nie. Konsekwencje dają się we zanki później. Często dzieci mają pretensje, że nie byli o to pytani czy chcą czy nie. Kiedy umarła moja mama, po ciężkiej chorobie w domu a nie w szpitalu (to było jej pragnienie) bardzo ujęli mnie moi sąsiedzi, którzy całą rodziną przyszli się razem ze mną pomodlić nad zmarłą. Nawet jeśli mieli wątpliwości związane czy ich prawie dorosłe dzieci powinny w tym uczestniczyć. Ale dezycja była jednoznaczna, kiedyś i one będą musiały zmierzyć się ze śmiercią swoich najbliższych. Była też taka możliwość pożegnania się z mamą przy otwartej trumnie na cmentarzu w kaplicy i niestety niektórzy dorośli z rodziny stwierdzili, że nie wejdą, bo wolą zapamiętać moją mamę taką jaką ją ostatnio widzieli. I tego nie rozumiem.  

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~veranda 11:23:11 | 2010-03-17
coraz częściej zmarłym buduje się ogromne pomniki na cmentarzach, tylko ciekawe po co, jak i tak w trumnie jest ciasno. Mam wrażenie, że to są takie środki zastępcze, pozbawione myślenia religijnego...
A swoją drogą zawsze mnie zastanawiało, dlaczego tak piękną uroczystość jak dzień Wszystkich Swiętych świętuje się na cmentarzu...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~creativa 10:34:08 | 2010-03-17
 Auro, zgadza się. Wynika to z braku zrozumienia, że śmierć trzeba widzieć w perspektywie zmartwychwstania, o czym piszą autorzy tekstu, bo inaczej to i nasi bliscy i my będziemy tylko "przyczepieni do nieba", jak biedna babcia z artykułu

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aura 09:57:19 | 2010-03-17
Creativa, masz rację, ostatnio byłam na pogrzebie (w Krakowie), na którym panował ogólny lament, płacz i ból, przyszło ponad sto osób, ale raptem kilkanaście przyjęło Chrystusa.. Ludzie boleją nad stratą, ale chyba nie wiedzą jak wiele mogą zrobić dla tych, którzy są już po drugiej stronie..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~creativa 09:47:33 | 2010-03-17
 A w świecie arabskim kobieta, która pozostaje w żałobie po stracie męża nie ubiera się na czarno, ale wręcz przeciwnie na biało. Bardzo mi się to spodobało. Stypa jest dobrym zwyczajem, ale zastanawiam się czy czasami nie zastępuje uczty eucharystycznej. W czasie mszy pogrzebowej czasami bardzo mało ludzi przystępuje do komunii świętej co byłoby najlepszym wyrazem solidarności ze zmarłym. Stypa tego nie zastąpi.

Auro, ciekawa jestem, jak tłumaczy się te zwyczaje stypowe dzieciom...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aura 08:58:09 | 2010-03-17
W małych miastach powiatu nowotarskiego, (spotkałam się z tym zwyczajem też w powiecie brzeskim), po pogrzebie urządzana jest stypa.
Bliscy i znajomi zmarłego przynoszą przygotowane wypieki i cieszą się wzajemnym spotkaniem a zwłaszcza tym, że zmarły odszedł do Pana.

Przypuszczalnie pogodne nastawienie uczestników uroczystości - ma związek z przekonaniem, że zmarły był dobrym człowiekiem, przeżył długoletnie życie w zgodzie z ludźmi i został opatrzony sakramentami.. Może to co napiszę nieco zbulwersuje.. ale na niejednych imieninach nie panowała tak autentycznie radosna atmosfera jak tu po pogrzebach..

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook