Nienawidzę NPR

Catholic Gentleman
(fot. shutterstock.com)

Zauważyliście kiedyś, jak NPR (Naturalne Planowanie Rodziny) jest reklamowane? Sprzedaje się je za pomocą zdjęć par trzymających się za ręce, tańczących na obsypanych kwiatami łąkach, z przyklejonymi do twarzy błogimi uśmiechami.

 

"To sprawi, że wasz związek będzie bardziej intymny! Zmieni wasze życie! Nigdy nie będziecie się kochać bardziej, niż sprawdzając razem wykres jej cyklu". Tak mówią. Prawdą natomiast jest to, że NPR cuchnie.

 

I być może "nienawidzę" jest zbyt ostrym słowem, ale NPR jest wszystkim, tylko nie czymś "błogim". Oznacza abstynencję. W małżeństwie! Aby być całkowicie realistycznym i uczciwym, NPR nie prowadzi do błogiego tańca na łączce, ale raczej do zranionych uczuć, dąsów, zrzędliwości i złości (nie martwcie się, byłem u spowiedzi).

 

Ale powiedziawszy to, muszę stwierdzić, że prawdopodobnie jest to dla mnie najlepsza rzecz. I powiem wam, dlaczego jej potrzebuję.


Ukryty romans


Potrzebuję NPR, ponieważ odsłania ukryty romans, miłość, która konkuruje z miłością do mojej żony. Ten romans to miłość samego siebie.

Innymi słowy, nienawidzę NPR, ponieważ cały czas jest we mnie sporo samolubstwa i niedojrzałości. A przez małżeńską abstynencję te ciemne sprawy wychodzą na powierzchnię.

 

Kiedy przygotowywałem się do małżeństwa, czytałem niezliczone książki i artykuły w temacie "jak być supermężem". "Będę najlepszym mężem w historii" - myślałem sobie dumny. I wtedy się ożeniłem.

 

Właściwie od razu te rady małżeńskie, które wydawały się tak jasne i oczywiste - znikły. Szybko zrozumiałem, że jestem po prostu samolubnym dupkiem. Niecierpliwym, niegrzecznym, wymagającym i niewrażliwym. Byłem chłopcem, którego musiałem szybko w sobie przezwyciężyć. Prawdą jest jednak to, że miłość do żony była coraz łatwiejsza z czasem. To, co było niegdyś walką, stało się czymś naturalnym. Czasami myślę, że naprawdę poprzez to, co robię, wzrastam. I być może - dzięki łasce Boga - istotnie tak jest. Ale wtedy NPR pokazuje mi moją prawdziwą twarz, odsłania to, jak wiele pychy czai się jeszcze w ciemnych zakątkach mojej duszy. A tę pychę i samolubstwo trzeba w sobie zabić.

 

Małżeństwo to krzyż

 

Wiecie co? Społeczeństwo nas okłamuje. Mówi nam, że małżeństwo to samorealizacja. Że małżeństwo oznacza życie długo i szczęśliwie. Że chodzi w nim o używanie innych osób dla własnego szczęścia: posiadania "półtora dziecka" w willi o powierzchni 2000 metrów kwadratowych z garażami pełnymi luksusowych aut. No, a najważniejsze w małżeństwie to seks - nieograniczony, antykoncepcyjny, bezpieczny (czyli bez płodzenia dzieci) seks. Jeśli partner nie spełnia twoich "potrzeb", to oczywiście masz możliwość pójścia dalej i szukania kogoś, kto je spełni.

 

Nic nie może być dalej od prawdy niż to. W małżeństwie nie chodzi o ciebie. Chodzi o utratę ciebie, zabicie w sobie "starego człowieka". A małżeństwo oznacza poświęcenie siebie. Chodzi w nim o miłość do żony - taką samą jak Chrystus ukochał swoją oblubienicę, Kościół. Aż do śmierci na krzyżu.

 

Zauważyliście kiedyś, że każdy sakrament zawiera w sobie obraz śmierci? Zanurzamy się w śmierci Chrystusa podczas chrztu. Kapłani leżą krzyżem twarzą do dołu podczas święceń. Eucharystia jest uobecnieniem męki Chrystusa tu i teraz. Podczas spowiedzi wchodzimy niczym do pudełka, które mogłoby być trumną… W każdym sakramencie umiera w nas jakaś część "ja" po to, by zrobić miejsce dla łaski i życia, którego tak bardzo potrzebujemy.

W razie gdybyście zapomnieli - małżeństwo to też sakrament. A szczęśliwe owocne i wierne małżeństwo zawsze oznacza śmierć naszego "ja".

 

Dotyczy tego pewne prawo duchowe: im bardziej dążymy do własnego szczęścia i realizacji, tym mniej je odnajdujemy. Ale im bardziej umieramy dla siebie, żyjąc dla innych, tym więcej jest w naszym życiu radości.

 

W bardzo prawdziwym znaczeniu małżeństwo jest męczeństwem, jest pewnego rodzaju śmiercią - ale śmiercią, która daje życie.

 

Więc co z NPR?

 

Więc o co mi chodzi? NPR jest trudne i łatwo je znienawidzić, ponieważ tak często wchodzimy w małżeństwo, myśląc tylko o sobie. O swoich prawach, potrzebach, zachciankach.

 

Innymi słowy, tak bardzo często chcemy brać zamiast dawać, bo dawanie zawsze boli. Prawdą jednak jest to, że bardzo potrzebujemy NPR i tego zaparcia się siebie, które się z nim łączy. Bez NPR cała nasza niedojrzałość, pycha i chciwość byłaby ciągle w nas, pochowana pod pokładami kłamstewek, którymi łudzimy samych siebie. To wszystko wpływałoby na nasze małżeństwo mniej lub bardziej subtelnie, niszcząc intymną więź męża i żony.

 

Małżeństwo jest sakramentem, ponieważ Bóg chce przemiany naszych serc. Małżeństwo to nie podwójna pensja, większe mieszkanie i droższe auta. Nie wygląda ono niczym American dream, ale tak często przypomina koszmar.

 

Małżeństwo zgodnie z planem Boga jest trudne i nierzadko bolesne, bo ma być ono szkołą prawdziwej miłości. A ona zawsze wygląda jak krzyż.

 

Nie zrozumcie mnie źle. Katolickie małżeństwo, które jest dobrze przeżywane, zawsze jest pełne radości. To miałem na myśli. Ale ta obfita radość jest tylko produktem ubocznym, a nie celem małżeństwa. Wypływa ona z poświęcającej "ja" miłości, a nie z pychy i spełniania swoich pragnień.

 

Sądzę, że musimy zrezygnować z siebie po to, by odnaleźć siebie.

 

*  *  *

 

Więc… czy lubię NPR? Nie. Czasem po prostu go nienawidzę. Ale może NPR pomoże mi wzrastać.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.18

Liczba głosów:

45

 

 

Komentarze użytkowników (35)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Bonawentura Myszkowski 14:15:28 | 2017-07-11
Dopuszczenie przez Kościół metody NRP do przeciwdziałania poczęciu należy rozumieć jako działanie "przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych", a nie jako ideał katolickiego małżeństwa.

Oddzielanie aktu małżeńskiego od jego prokreacyjnego charakteru jest nietylko przeciwne etyce katolickiej ale również przeciwne naturze. O tym pisał nawet Freud, który katolikiem nie był.

Brak otwartości na dzieci w małżeństwie, brak hojności na Boże dary owocują skupianiem się na sobie, egoizmem, wreszcie frustracją, wynikającą z braku możliwości spełnienie się w zaspokajaniu swoich zachcianek.

Planned parenthood - planowanie rodzicielstwa to antykoncepcja i aborcja. Żadne z nich do szczęścia nie prowadzi.

Szczególnie współcześnie, gdy ludzie tak nastawieni są na samych siebie, gdy w Polsce dzietność należy do najmniejszych na świecie, gdy stajemy w obliczu zagrożenia dominacji przez świat muzułmański, zachęcanie do NPR-u zamiast zachęcania do przyjmowania licznego potomstwa jest szkodzeniem nie tylko Kościołowi ale i naszej Ojczyźnie.

Oceń 3 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

intermario 18:08:27 | 2016-05-24
I tak jeszcze swoją drogą jak czyta to ktoś słabo albo niewierzący, to faktycznie bardzo go to zachięciło do podjęcia z partnerem decyzji o katolickim ślubie. Potem taka osoba naczyta się takich głupot jak powyższe i przekonaj ją do chodzenia do kościoła, nie mówiąc o czymś takim jak spowiedź a potem ślubie w kościele....Niestety miałem doświadczenie z przekonywania ale internet, o kościele nie mówiąc (bo czasami takie farmazony na kazaniu), że przekonanie moich słabo wierzących kobiet było walką z wiatrakami - ten tekst się też w to wpisuje - tak więc wielkie dzięki....

Oceń 11 27 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

intermario 16:32:40 | 2016-05-24
Tak czytam od czasu do czasu tego Deona (z linków na fb) i powiem szczerze, że ktoś tutaj generuje sztuczne problemy. Tak, więc po:

1) niedawno w sieci były prezentowane ankiety, z których 90% narzeczonych współżyje przed ślubem - generalnie ja nie znam znajomych, którzy by przed ślubem tego nie robili (włącznie z oaowiczami i "najświętszymi" po moim katolickim LO). Tak, więc czekanie do ślubu to było może 30 lat temu, a dziś to taki mit, bo ludzie jak mają po 30 lat no to lądują w łóżku nie czekając do ślubu;

Po 2) Nie znam małżeństwa (20-30 latków) nie stosującego antykoncepcji (najczęściej kobieta pigułkę - bo to prawie 100%, rzadziej prezerwatywę, bo jest ryzyko). Co więcej ludzie ci uważają to za normę i normalnie przystępują do Komunii.

Po 3) Widać, że pisał to ksiądz :) Naturalne metody są dobre jak babka dzieci w domu i się nie stresuje, a nie jak ma zauwanie w pracy czy różne stresujące tematy (bo nie ma co do gara włożyć). Ponadto dziś nie ma stałości pracy, nie ma gdzie mieszkać, drożyzna straszna do zarobków i ludzie Ci mają stosować metody naturalne? Bez jaj :) Skończą z 10 dzieci i w noclegowni, bo często nie stać ludzi na 1....metody naturalne to absurd niestety, bo one na ogół pomimo najlepszych starań kończą się ciążą - a tutaj ktoś nie ma pieniędzy, stałej umowy - to co ma być abstynentem. Nie po prostu kupi antykoncepcję, ale to tak jak ksiądz pisze artykuły - oderwanie normalnie do potęgi eNtej :)

Oceń 33 60 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawellas 10:52:01 | 2016-05-24
Bardzo dojrzały i osobisty tekst, gratouję autorowi świadectwa. Trzymam kciuki za wzrastanie. Pozdrawiam

Oceń 31 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 13:47:57 | 2016-05-23
Na szczęści świat zna inne metody, które można stosować. 

Oceń 33 36 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 23:22:09 | 2016-05-24
To zły tekst.

Metody naturalne to metody dobre bo ekologiczne. Wymagają jednak pewnej niewielkiej dyscypliny jako zapłatę za ekologię. Dopuszczalne w I okresie życia małżonków, gdy trwa proces rodzenia potomstwa. W II etapie, gdy proces ten został już zakończony a cykl stał się mało czytelny ten kto zaufał Kościołowi,  wpadł w manicheizm polegający na redukcjonizmie pożycia małżeńskiego. To luminarze Kościoła katolickiego wprowadzili  ideologię manichejską do programu swojego nauczania, nauczanie niezgodnego z kartami Ewangelii. I za to ponoszą odpowiedzialność nie tylko moralną, ale winni też wypłacić stosowne odszkodowania za dysfunkcje małżeństw, jako następstwo nauczania sprzecznego z prawem naturalnym dotyczącym małżeństwa i rodziny.

Oceń 27 26 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Krzysiek13 10:08:13 | 2016-05-23
Osobiście uważam, że NPR jest bardzo trudną drogą zwłaszcza dla młodych ludzi (zarówno kobiet jak i mężczyzn). Jedynym moim zastrzeżeniem do NPR jest sposób jego sprzedawania. Od samego początku powinno się dokładnie wyjaśniać sprawę i mówić, że NPR daje Ci 1 tydzień bezgranicznego dostęu do żony/męża. Wtedy frustracji było by trochę mniej.

Druga sprawa to dlaczego ten seks jest taki przyjemny, skoro trzeba go sobie co raz odmawiać :)

A po za tym to bardzo dobry tekst.

Oceń 33 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook