Czystość - miłość z najwyższym znakiem jakości

(fot. LordFerguson / flickr.com)

Niestety dopiero gdy pojawią się przykre konsekwencje grzechu nieczystości, dopiero wtedy człowiek zaczyna widzieć w co się wpakował…

 

Słynny test białej rękawiczki przeprowadzany w programie "Perfekcyjna Pani Domu" ma na celu sprawdzić, czy mieszkanie jest niemal idealnie czyste. To z tego powodu ludzie biorący w nim udział dwoją się i troją, by na rękawiczce nie znalazło się ani trochę śladu brudu.

 

Przed świętami również domownicy szaleją ze sprzątaniem, by na święta było czysto. Wszak gdy mamy czyste okna, szyby w samochodzie, czy nawet czyste okulary, to lepiej przez nie widać.

 

Dbamy o higienę osobistą - myjemy się codziennie, nie wkładamy na siebie brudnych ubrań, ale czyste. Brudne pierzemy. Raczej nikt nie będzie miał ochoty zjeść w restauracji potrawy zaserwowanej na brudnym talerzu. Nikt nie wejdzie na basenie do wody jeśli będzie widział, że jest ona brudna. Więc jeśli odruchowo każdy z nas wybiera to co jest czyste, to dlaczego w kwestii tak ważnej dla człowieka, a więc miłości, czystość w tym wymiarze jest ośmieszana, traktowana z uśmieszkiem?


Brudu grzechu nie dostrzeżemy gołym okiem. W miłości nie da się zrobić testu białej rękawiczki, by pokazać wszystkim, że wcześniej ta miłość była brudna a teraz jest czysta. Tu są potrzebne oczy wiary. A jak ich nie ma, to człowiek nawet nie wie, że żyje w brudzie i by nie być posądzonym o staroświeckość, nie chce z niego zrezygnować! Tapla się w tym śmierdzącym błotku i co gorsza, czuje się w nim świetnie! Niestety dopiero gdy pojawią się przykre konsekwencje grzechu nieczystości, dopiero wtedy człowiek zaczyna widzieć w co się wpakował…

 

"Czystość to miłość z najwyższym znakiem jakości i gwarancja, że to, co ludzi łączy, to znacznie więcej niż pożądanie czy emocjonalne zauroczenie. Jeśli człowiek nie zachowa czystości, to jego miłość będzie brudna, mocno okaleczona, splamiona fizycznie, psychicznie i duchowo. Miłość jest darem, a nie kradzieżą. Stąd nieczystość, we wszystkich jej formach, jest okradaniem samego siebie i drugiej osoby z tego, co w człowieku najpiękniejsze: ze zdolności do bycia bezinteresownym i czystym darem. Czystość jest czystośćprymatem miłości, troski i wierności nad ciałem, a także umiejętność rezygnacji z przyjemności. To troska o to, by nie wyrządzić krzywdy sobie oraz innym; i to nie z tytułu lęku, ale z miłości do samego siebie i drugiej osoby. Czystość to najpewniejsza inwestycja w miłość" /bp Piotr Greger - biskup pomocniczy diecezji bielsko- żywieckiej/.

 

 

Tekst pochodzi z bloga Moniki Tomalik. Więcej na: monikatomalik.blog.deon.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.43

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (22)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Adam 07:51:46 | 2014-06-27
Porównuję pojawienie sie dziecka do upadku, ponieważ nie chcę mieć dzieci. 
Kościół nie nakazuje mi mieć dzieci. Czy wtedy współżycie jest niedopuszczalne? Nie, może służyć tylko budowie więzi i relacji pomiędzy małżonkami. Mogę znaleźć żonę, która nie będzie chciała mieć dzieci.
Ale muszę współżyć tak, żeby stwarzać możliwość poczęcia. Tu je zgrzyt.  

Dzięki za komentarze i link do książki, przeczytam wkrótce!

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 22:42:26 | 2014-06-26
To jest takie trochę wzajemnie się wykluczające:

Musisz współżyć tak, aby wytrysk był do pochwy, ale jednocześnie są wskazane środki (npr, obserwacja, diagnostyka, konsultacje z ginekologiem i wiele innych) jak współżyć, aby w danej chwili dziecka nie mieć. 

Masz chodzić po górach tam, gdzie są największe ekspozycje (nie możesz chodzić po nizinach, dolinach) i tylko tam, ale masz prawo zabiegać o jak najlepsze kaski, buty o dobrej podeszwie, mapy, znajomość topografii terenu.

Jak spadniesz, Bóg tak chciał.

Bądź otwarty na Bożą wolę, na to, aby Bóg mógł obdarzyć potomstwem, ale jednocześnie możesz podejmować wszelkie moralnie-katolicko-dopuszczalne kroki, aby zapłodnienie minimalizować albo wręcz uniemożliwić (bardzo dobra znajomość cyklu, jak opisują pary stosujące npr, działa skutecznie w tej materii).

Czuję w tym jakiś zgrzyt. 

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 21:55:24 | 2014-06-26
Być może jest tak, że w sytuacji idealnej da się z masturbacji zrezygnować całkowicie. 
Jeśli ktoś potrafi, napiszcie proszę, jak to robicie. Ja zauważam następujące drogi ułatwiające mi rezygnację z tych czynności:

- jeśli próbuję zrezygnować z samego aktu masturbacji, to już jest za późno. Należy znacznie wcześniej przedsięwziąć kroki ku rezygnacji z tych czynności:

* satysfakcjonujące relacje z ludźmi, głębokie relacje, żeby człowiek nie był samotny
* czystość fizyczna - jeśli wokół mnie (pokój, samochód itp.) jest czysto, jeśli moje ciało jest czyste (umyte, ubranie wyprasowane), to i w płaszczyźnie autoerotyki żyje mi się łatwiej
* "pieniądze, władza i kontrola" - jeśli kontroluję własne życie, mam władzę nad tym, co się dzieje wokół mnie, mam pieniądze, za które jestem w stanie normalnie żyć, czyli nie klepię biedy.. generalnie żyję w świecie na satysfakcjonującym poziomie, to też pomoga

Nie jest tak, że nie wierzę w moc Bożą ani w modlitwę. Głupio jednak mi się modlić w tej intencji, gdy widzę, że to przecież zależy od mojego samozaparcia i własnej dyscypliny. 

Oceń 2 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 21:47:11 | 2014-06-26
ciąg dalszy:

Jeśli mówią mi spowiednicy, że każdy akt masturbacji to grzech cieżki i należy się z tego spowiadać, to na samym starcie rezygnuję z trwania w Kościele.
Chcę do czystości dążyć i o nią zabiegać, widzę płynące z niej owoce, ale jeśli raz na miesiąc zdaży mi się masturbować i muszę z tego powodu mówić o tym facetowi w sutannie, to odstręcza mnie to od ogólnego trwania w Kościele. Wierzę w moc sakramentów, ale sytuacja w konfesjonale ma również aspekt psychologiczny, który jest dla mnie kompromitujący.

Podsumowując, mam wrażenie, że ramy odnośnie seksualności (i autoerotyki i takiej międzyludzkiej - małżeńskiej) są bardzo, ale to bardzo wąskie. Jeśli powiem, że jestem katolikiem, to od razu będzie wiadomo jak wygląda moje życie seksualne na danym etapie życia (a przynajmniej jak wyglądać powinno).

Być może delikatnie odbiegłem od zasadniczego tematu, jednak mam wrażenie, że choć po części koresponduje on z głównymi tezami artykułu.

Pozdrawiam <><

Może ktoś uważa podobnie?

Oceń 2 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 21:46:02 | 2014-06-26
ciąg dalszy:

Uważam też, że, analogicznie, wyśrubowane wymagania stawiane są odnośnie zakazu masturbacji. KKK niby mówi, że wina moralna jest mniejsza lub niewielka ze względu na niedojrzałość uczuciową (młody wiek, tak?) nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które mogą zmniejszyć, a nawet zredukować do minimum winę moralną. Mam jednak wrażenie, że tendencja duszpasterska jest taka, że jeśli został popełniony choćby jeden akt samogwałtu, to już jest to grzech ciężki i konieczność wyspowiadania się.
Wydaje mi się, że Kościół i duszpasterze oczekują, iż absolutne minimum w tej kwestii to absolutna wstrzemięźliwość i czystość permanentna.
Choć udaje mi się tak żyć np. przez pół roku, to wiem ile katorżniczej codziennej pracy to wymaga, a mój organizm jakby nie był w stanie się na taki tryb przestawić - ciągle ciągnie się za mną "ogon", który trzeba dzień w dzień ujarzmiać.
Czasem pozbycie się nasienia, ok, niech będzie że w sposób niegodziwy i grzeszny, przynosi jednak ogromną ulgę psychiczną. Nie musi być przecież nawykiem i może występować raz na jakiś czas, nie musi prowadzić do pornografii ani do upadku moralnego w większej skali.
Mam wrażenie, że łatwiej mi żyć w czystości i do czystości dążyć, jeśli nie stawiam sobie jakiegoś kosmicznego celu: "zero masturbacji, codzienna kontrola swojego ciała i swojej psychiki", tylko mniej wygórowane - szanować ludzi, patrzyć na kobiety czysto, nie pozwalać sobie na masturbację zbyt często i w sytuacjach psychicznego dyskomfortu.

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 21:45:14 | 2014-06-26
Wąskie te ramy w KK, a wymagania bardzo wyśrubowane...

- Przed ślubem należy zachowywać wstrzemięźliwość - nie tylko z partnerem/partnerką, ale również z samym sobą. Bo dopiero z własnego życia w czystości można wyprowadzić chęć życia w czystości, gdy obok pojawi się piękna, młoda i atrakcyjna seksualnie dziewczyna. Nie jest to łatwe, ale jeśli oczekuje tego sam Bóg, to co możemy na to poradzić? "Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie..."

Nie jest łatwo tak żyć, chociaż owoce takiego życia są widoczne.

- Po ślubie kolejne kajdany - tylko NPR, tylko wytrysk w pochwie kobiety. Potępiam środki antykoncepcyjne (tabletki, pigułki, spirale - to wszystko jest chore, stosunek przez prezerwatywę to pewnie jak pocałunek przez worek, nie wiem, nie próbowałem).

Nie jestem tylko do NPR-u do końca przekonany - jeśli już para jest po 40-stce, mają dzieci, kobieta jest płodna jeszcze przez 10 - 15 lat, to po co ryzykować ciążę stosując NPR (wszak przez 15 lat niejedne błędy w pomiarach mogą się zdażyć, przesunięcia, choroby i zmiany w cyklu...) i choroby płodu, których przecież prawdopodobieństwo wystąpienia wzrasta wraz z wiekiem ciężarnej kobiety?
Mogą zrezygnować z wytrysków do pochwy, mogą ograniczyć stosunki seksualne np. do pieszczot różnego rodzaju. Nawet jeśli nie będzie to pełne i absolutne spełnienie, sytuacja idealna, to jeśli ktoś traci na tym, to małżonkowie. Zyskują w zamian komfort psychiczny, że dzieco się nie pocznie (albo prawdopodobieństwo poczęcia się zminimalizuje).

Oceń Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~takmisięwydaje 19:08:35 | 2014-06-26
Warto pamiętać, że zachowanie czystości do ślubu to nie tylko powstrzymanie się od seksu. To bardziej złożone. Chodzi o powstrzymanie się od tych wszystkich rzeczy, które sprawiają, że patrzę na swoją przyszłą żonę/swojego przyszłego męża w sposób pożądliwy, że bardziej potrzebuję ciała tego człowieka niż jego samego jako osoby.

Oceń 7 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marian Skandalista 13:35:54 | 2014-06-26
Teza w tekście słuszna, tłumaczenie niestety nieco pokrętne i zawiłe... do młodych ludzi taką retoryką się nie trafi niestety...
Lepiej wg mnie tłumaczy ojciec Szustak "Seks przed ślubem nie jest potępiany przez naukę Kościoła dlatego, że seks jest zły, ale dlatego że właśnie seks jest dobry i wyjatkowy!" I może właśnie przez to seks powinien zostać pozostawiony na ten wyjątkowy i najwyższy typ więzi między kobietą a mężczyzną, jaką jest miłość małżeńska.

Oceń 17 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Meggi 12:29:34 | 2014-06-26
A jakież to są przykre konsekwencje? i czy naprawdę według Kościoła pary przed ślubem mają żyć ze sobą jak brat z siostrą?

Oceń 10 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook