Czy miłość to tylko biologia?

(Fot. esther gibbons / flickr.com)

W czasach seksualnego wyzwolenia biologia stać się miała głównym argumentem za oddzieleniem miłości od seksu. Jest jeszcze jeden skutek: o miłości trudno dziś myśleć bez biologii.

 

Tzw. "wyzwolenie seksualne" sprowadzało się, według słów Mortona Hunta w Sexual Behaviour in the Seventies (1974, analiza ogólnonarodowej ankiety przeprowadzonej w USA na zamówienie Fundacji Playboya) do: "zastąpienia stosunku pochwowego stosunkami niepochwowymi (...) albo aktami seksualnymi gwałcącymi biologiczne czy psychologiczne kryteria normalności, takimi jak związki seksualne ze zwierzętami, akty sadomasochistyczne i homoseksualne, albo znaczny wzrost aktów seksualnych, które zasadniczo zmieniają związek między seksem i małżeństwem, takich jak wzajemnie usankcjonowane romanse pozamałżeńskie, wymienianie się partnerami i dzielenie mężami czy żonami, albo wzrastające preferowanie aktów seksualnych pozbawionych wszelkiego znaczenia emocjonalnego czy stosunków płciowych z nieznajomymi".

  

"Naszym ołtarzem jest łóżko!"


Ze zmianami w podejściu do życia seksualnego łączyła się zatem silna biologizacja miłości - traktowanie jej jako sposobu na zyskanie maksimum przyjemności zmysłowej, przy wyeliminowaniu duchowego wymiaru spotkania partnerów. Podczas młodzieżowej rewolty w 1968 r. wznoszono m.in. okrzyk "Naszym ołtarzem jest łóżko!", we wszelkich rytuałach - typu zaręczyny czy ślub - upatrując jedynie formy zniewolenia i ograniczenia woli jednostki. Kontestacja obyczajów i społecznego rytuału miała prowadzić do wyraźniejszej, niczym nie skrępowanej i rozbudowanej biologizacji miłości.

 

Kontestatorów pociągało zazwyczaj to, co odnosi się do pojęcia wspólnoty, do biologicznej i kosmicznej genezy człowieka, do sfery wyrastającej z instynktów, naturalnych skłonności, znajdujących ucieleśnienie w pozawerbalnych, a często pozaświadomościowych przekazach i kodach komunikacyjnych. Stąd zawsze atrakcyjne dla nich były obszary określane słowem "miłość". To, co kontestacyjne, łączy się wówczas z nagością, cielesnością i naturalizmem. Kontestator, buntownik, rewolucjonista - dąży do odrzucenia elementów systemu społecznego, do jego likwidacji lub zastąpienia czymś zupełnie innym. Najczęściej są to ludzie młodzi, którzy jeszcze nie zajmują określonej pozycji w strukturze społecznej, lecz znajdują się dopiero na etapie wyboru i przygotowania do odegrania ról i podjęcia funkcji dorosłego życia.

 

Alternatywność, która pojawia się wraz z kontestacją, przejawia się poszukiwaniem nowych środków wyrazu: form samorealizacji i ekspresji. Tworzy się przy okazji nieistniejące wcześniej kanały obiegu myśli i informacji, ustanawia obszar dla artykułowania nietypowych, nonkonformistycznych sądów intelektualnych i twórczych manifestów.

 

Sex & Rock ‘n’Roll
 

Panorama amerykańskiego życia, zwłaszcza po roku 1963, składała się "z ekscesów, demonstracji, akcji sit-in, marszów, pożarów, buntów, rozruchów, strzelanin, podkładania bomb. Sfrustrowane mniejszości, traktujące system jako skierowany przeciwko sobie, zwróciły się ku przemocy, jako jedynego sposobu wyrażania swego niezadowolenia i krzywd".


Jedną z form młodzieżowej kontestacji był też nowy sposób zabawy i rozrywki, który pojawił się wraz z rock and rollem. Był on jednocześnie częścią dokonującej się w świecie "rewolucji seksualnej", stał się wyrazem postępującego rozkładu tradycyjnych obyczajów. Jeden ze współpracowników RCA-Records w Nowym Jorku powiedział: "Ci muzycy nie wymyślili seksu. On jest częścią życia. Muzycy tylko wyrażają to, co robią wszyscy ludzie naokoło".

 

 Z pewnością rock stał się jednym z ważnych elementów stymulujących postępującą anarchię zachowań społecznych. Już sama nazwa "rock’n’roll", zaczerpnięta ze slangu czarnych gett amerykańskiego społeczeństwa, określająca wulgarnie "cudzołóstwo" (opis ruchu ciał przy stosunku) kojarzyło nowy nurt muzyki z kontekstem seksualnym. Jak powiedział dla "Daily Mail" krytyk telewizyjny, Herbert Kretzner: "Piosenki stały się nową pornografią. Tylko głuchy i całkowicie roztargniony by tego nie zauważył" (16 XI 1981).

 

W warstwie tekstowej piosenek rockandrollowych zastosowano prosty i niebezpieczny zabieg: słowo "miłość" użyto zamiennie ze słowem "seks", podkreślając w ten sposób zmysłowe i cielesne, biologiczne jej rozumienie.

Przykładów na kontestację tradycyjnej obyczajowości seksualnej jest bardzo wiele.
 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.88

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Antoni 14:03:54 | 2014-08-28
Czy książki ks. Knoza nie są tego dowodem że seks zapanował nawet w Kościele?

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~JKC 11:34:08 | 2014-08-28
Bardzo dobry tekst. Żyjemy w potwornie rozerotyzowanej (pop)kulturze.
Seks wylewa się zewsząd. Chore to wszystko. Dlaczego z czegoś
co trwa w sumie chwilę zrobiono takiego bożka? Niestety niektórzy księża
jak ojciec Knotz też dokładają swoje. Powinno się więcej mówić o wstrzemięźliwości,
umiarkowaniu i panowaniu nad sobą, a nie zachęcać jeszcze ludzi do większej aktywności
w tej materii (mówię oczywiście TYLKO o małżeństwie). Od seksu można się uzależnić.
Stosunek ma służyć płodzeniu dzieci, a nie zaspokajaniu niezdrowych pragnień.
Kiedyś nierzadko bywało i tak, że małżonkowie po kilka, kilkanaście nocy nawet nie spali w jednym łożu,
aby  ducha nieczystości niepotrzebnie nie wpuszczać. I to jest prawidłowa postawa.
Seks to jedno z głównych narzędzi diabła służące do zniszczenia człowieka. Dlatego trzeba się go wystrzegać (o ile nie chodzi o płodzenie potomstwa).

Oceń 4 16 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook