O samotności niewybieranej

(fot. sxc.hu)

Brzemię życia w samotności jest tym cięższe, że zwykle dotyka ludzi, którzy w dorosłość wchodzą niedoinwestowani emocjonalnie. Im głębszy deficyt miłości, tym intensywniejsze pragnienie, a tym mniejsza szansa doświadczenia jej w relacji z innym człowiekiem.

 

Samotność prędzej czy później dopada każdego. Jest najbardziej podstawowym doświadczeniem człowieka i niezbędnym składnikiem ludzkiego życia. Samotny czuł się nawet pierwszy mężczyzna w raju mimo intymnej więzi z Bogiem i życia w niezakłóconej harmonii z naturą.

 

Sposób, w jaki Stwórca rozwiązał ten problem, nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Na swój obraz i podobieństwo powołał do życia dwie odmienne, uzupełniające się istoty ludzkie. Z ich miłości rodzi się nowy człowiek. Gdyby nie istniały żadne inne źródła poznania Boga, to sama kontemplacja tego zamysłu mogłaby nie tylko naprowadzić na myśl o Jego istnieniu, lecz także powiedzieć bardzo wiele o Jego naturze.

 

Jak odległą pamięć raju wszyscy nosimy w sercu marzenie o pięknej miłości. Małżonkowie mają okazję skonfrontować je z rzeczywistością, co bywa bolesne, ludzie samotni na ogół zachowują ten rajski obraz niezakłócony do końca swych dni. Być może również dlatego brak intymnej więzi miłości z innym człowiekiem jest dla nich tak dojmujący. Wnikliwie opisał ten stan Paul Tillich: Nadzieja tęskniąca za inną pozostaje niespełniona. Wspólnota miłości (…) nie pojawia się wcale. Takie osamotnienie zrywa nasze więzy ze światem. Jesteśmy rzeczywiście ostatecznie samotni i ani miłość przychodząca do nas z różnych kierunków, ani moc naszej własnej miłości, nie mogą uwolnić nas od tego brzemienia.
 
Brzemię życia w samotności jest tym cięższe, że zwykle dotyka ludzi, którzy w dorosłość wchodzą poranieni albo niedoinwestowani emocjonalnie. Paradoksalnie, im głębszy deficyt miłości, tym intensywniejsze pragnienie, a tym mniejsza szansa doświadczenia jej w relacji z innym człowiekiem i większe prawdopodobieństwo kolejnego odrzucenia. Być może sam instynkt samozachowawczy blokuje przeradzanie pojawiających się znajomości w poważne relacje z obawy przed powtórzeniem traumatycznych doświadczeń dzieciństwa i wczesnej młodości. Intensywnej tęsknocie za miłością towarzyszy zwykle nieświadomy, paraliżujący lęk przed bliskim związkiem. Jakkolwiek by go nazwać, nie sposób wyłączyć tego mechanizmu, gdyż działa w głębokich warstwach świadomości, całkowicie odpornych na decyzje woli. Jaka jest skuteczność psychoterapii, wie każdy, kto jej próbował.

 

Opłakać swoje marzenia

 

Człowiek samotny musi więc patrzeć bezradnie, jak pojawiający się w jego życiu ludzie odchodzą urażeni albo zniecierpliwieni, zanim cokolwiek ma szansę się wydarzyć, podobnie jak biblijna Sara, córka Raguela z Księgi Tobiasza, która siedmiokrotnie była świadkiem śmierci poślubionego sobie mężczyzny w małżeńskim łożu, zanim naprawdę ktoś stał się jej mężem. Zazdrosny duch Asmodeusz czekał cierpliwie do nocy poślubnej, aby zabić każdego, kto próbował się do niej zbliżyć. Rodzice Sary nauczyli się z czasem, że po uczcie weselnej należy jak najszybciej wykopać grób. Łatwo domyślić się uczuć, z jakimi ona sama oczekiwała tego, co ma się zdarzyć - za każdym razem nadzieja, że może tym razem się uda, walcząca z lękiem, że historia się powtórzy, i w końcu bolesne potwierdzenie tej obawy. Myślę, że ta smutna droga znana jest bardzo dobrze wielu samotnym ludziom, nawet jeżeli ich własny "demon" okazał się ostrożniejszy i mordował relacje na o wiele wcześniejszym etapie. W którymś momencie człowiek zaczyna nienawidzić zwodniczej nadziei, która prowadzi jedynie ku większemu cierpieniu. Może to znak, że czas opłakać swoje marzenia o miłości, jak zrobiła to córka Jeftego z Księgi Sędziów.

 

W zamian za zwycięstwo nad Ammonitami Jefte ślubował złożyć na ofiarę całopalną tego, kto pierwszy wyjdzie go powitać. Pan wysłuchał jego modlitwy, toteż kiedy jedyne dziecko wodza, ukochana córka, wyszła mu na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, ten rozdarł szaty. Dziewczyna, dowiedziawszy się od zrozpaczonego ojca o pochopnie uczynionym ślubie, poprosiła tylko, aby mogła przed śmiercią udać się w góry opłakać swoje dziewictwo, tzn. fakt, że zabierze je do grobu. Musiała opłakać wszystko, co nigdy nie stanie się jej udziałem - mężczyznę, którego mogłaby kochać, dzieci, które mogłaby mu urodzić - aby spokojnie przyjąć los zgotowany jej przez ojca.

 

Podobny proces musi dokonać się w sercu każdego człowieka, zanim przyjmie samotność, której sobie nie wybrał. Zazwyczaj jest bardziej rozciągnięty w czasie niż dwumiesięczne odosobnienie córki Jeftego, jego istota jednak pozostaje ta sama.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

52

 

 

Komentarze użytkowników (45)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~gość 12:31:54 | 2013-10-02
Ja też się podpisuję i dziękuję. Piękny tekst, choć trudny. Pozdrawiam ciepło wszystkich samotnych nie z wyboru, i też tych, którzy nie potrafią tego zrozumieć.

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~abi 09:31:34 | 2013-07-15
Niezwykle odważny i potrzebny tekst. Aż ciarki przechodziły po skórze w trakcie czytania, bo spostrzeżenia mocne, a pod każdym z nich, jako osoba samotna mogę się podpisać.
Odczucie, ze inni pochylają sie nad nami z litością budzi mój największy sprzeciw. Rzeczywiście, to nie nie tylko nasza ocena sytuacji, ale głównie ocena nas przez innych, boli najbardziej. Mam za soba wiele lat we wspólnocie i bez końca walczyłam o otwarcie nie znajdujac zrozumienia. Marzę o wspólnocie, która nie pyta o przekonania, pozwala korzystac z duchowej aktywności na ile każdy moze. Nawet z zastrzezeniem, ze ktos z wyboru nie wybierze zadnej, a tylko zechce sie spotkac i byc blisko. Poczucie, ze jako chrzescijanie powinnismy nawracac wszystkich wokół z pozycji tego, który pojął i zrozumiał jest dla mnie nie do przyjecia.
Słowa "będziemy sie za Ciebie modlic" uslyszalam kiedys jako odmiane tu wspomnianego: "Bóg Cie kocha". Czy Deon móglby posredniczyc w spotkaniu z Autorka na kawie? :)
Jeszcze raz dziekuje za artykuł.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Opiekunka 02:22:03 | 2013-07-15
do szczęśliwa

tylko zeby z tego jeszcze kasa była.. bo harytatywnie to mój zoładek długo nie pociagnie....

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~karolina 21:14:57 | 2013-07-14
Nie bardzo rozumiem, dlaczego Autorka uznaje, że tylko kobiety mogą być samotne - a co z mężczyznami, którzy nie mogą znaleźć kandydaytki na żonę? Pewnie tekst odnosił się do wszystkich, ale jakoś chyba zbyt mocno była zaakcentowana płeć żeńska. Po drugie, nie zgadzam się z tym, że osoba szukająca mądrych osób "najprawdopodobniej ich nie znajdzie" i że psychoterapia nie jest skuteczna. Owszem, to nie jest tak, że co się do kogo nie zwrócimy, to trafimy na życiowego mędrca i że wszystkie terapie u wszystkich terapeutów są skuteczne. Fundamentem zawsze musi być Bóg, ale przyznam, że bez pomocy mądrych i życzliwych ludzi (jak Spowiednik lub Psychoterapeutka właśnie) byłoby mi naprawdę trudno. Ponadto, ja w ogóle, szczerze mówiąc, nie łapię tego rozróżnienia na samotność jako powołanie wybierane przez ludzi i samotność jako powołanie narzucone przez Boga wbrew woli człowieka. Ja uważam, że każde powołanie jest Bożym zaproszeniem. Jeśli ktoś jest samotny, to albo jeszcze "nie doszedł" do kapłaństwa, zakonu, małżeństwa bądź instytutu konsekrowanego albo tak po prostu ma być. A skoro ma być i Pan Bóg najbradziej go "widzi" w takim życiu, to oznacza, że  ta osoba też będzie w nim szcęśliwa, jeśli dojdzie do tego, co ma w życiu zrobić. Przyznam też, że ja absolutnie nie odczuwam parcia ze strony Kościoła, że jestem jakaś nienormalna i stanowię zagrożenie dla kogokolwiek, bo jestem samotna. Owszem, ze strony "świata" czasem odbieram zdziwienie, być może czasem kpiny, ale jakoś mało mnie to rusza, zresztą nie jest zbyt nachalne. Prawda jest taka, że "zagrożenie" może równie dobrze stanowić ktoś "zajęty", a samotnym można być mając męża/żonę i dziesięcioro dzieci. W zasadzie jedyna tezą, z którą się zgadzam jest ta, że osoby samotne często posiadają deficyty z dzieciństwa, chcą nawiązać relacje, ale się boją. Z tym zgoda, cała reszta jest - moim zdaniem, co podkreślam - raczej watpliwa

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nikt 20:01:32 | 2013-07-14
równie beznadziejnego tekstu juz dawno  nie czytałam, chociaz w ogóle ostatnio coraz gorsze teksty na tym portalu, przynajmniej te z czołówki.oznacza tylko jedno-ze istnieją ludzie ubezwłasnowolnieni.najpierw rodzice ich zniewalają tworząc im piekło, potem sam Bóg.można jedynie odrzucić Jego Wolę,bo trzeba być nienormalnym, zeby całę życie cierpieć i jeszcze godzić się na to całe życie. suma sumarum nie wytrwał w wyściugu Pana Boga zakończonego wąską bramą dla nielicznych, trafił znów do piekła. ale jakby to ująć, przynajmniej nie przezył szoku. pozostaje za Sarą modlić się o  śmierć i łudzić się, ze Pan /Bóg zdązy zrobić to przed sarą...no chyba, ze przeznaczenie człowieka było inne i  nie dla niego raje, zycie niektóych jest faktycznie przeklęte

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wesoły_Romek 14:08:58 | 2013-07-14
Tekst mądry, ale też cyniczny. Wspólnoty to grupy towarzyskie? To chyba brak "wiary w wiarę". Owszem znajdują się kółka wzajemnej adoracji, ale większość poszukuje Boga, więc są bardziej modlitewne. Może autorka zbyt wysoko stawia poprzeczkę tym wspólnotom i przez to się tam nie odnajduje i ich nie rozumie? Może ogólnie stawia wysoką poprzeczkę i dlatego jest samotna? 

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Młoda 10:07:30 | 2013-07-14
Trudno nie czuć się samotynym gdy mając ambicje, cele i ideały spotyka się - pracuje , studiuje z ludźmi dla których ważny jest tylko ich czubek nosa, dobre zasady to te wygodne w danej chwili a nawet na polu zawodowym chodzą po najmniejszej linii oporu. Naprawdę ciężko dogadać się z kimś kto  jest kulturalny tylko wtedy gdy ma szerszą publicznosc a w pojedynkę  jego celem jest poniżenie drugiego człowieka. Oczywiscie zawsze można się nie przejmować ,ale czy o to chodzi w życiu...Podsumowująć -pewnego rodzaju samotności nie da się chyba uniknąć.Szczególnie gdy jest się katolikiem.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 08:47:43 | 2011-09-22
Tak było, jest i będzie, że jak coś jest dobrego, to sporo kosztuje........
Tyle, że jest to najważniejsza inwestycja, bo w siebie samego......... Prowadzi do odkrycia własnej tożsamości, poczucia własnej wartości i z uleczonych ran "powstają" perły..... (Pisze o tym o. Anselm Grun), a wkonsekwensji do dobrej relacji z samym sobą i innymi.
Warto podjąć ten trud.....
Pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Gosc 13:34:26 | 2011-07-18
A czy zamiast niesc swoj krzyz, nie woleliby Państwo zadziałać i czegoś zmienić? Terapia pomaga na deficyt miłości oraz wiele innych problemów, w każdym bądź razie tym, którzy chcą coś zmienić...

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jola 19:23:48 | 2011-05-29
Sprzymierzeńców Dojrzałej Samotności prosze o kontakt poprzez www.wiarairozum.com
Chetnie podziele sie materiałami dot. uzasadnienia nowej wspólnoty (Dojrzałej Samotności) jak również opracowywanym satutem. Materiał został pozytywnie zaopiniowany przez doświadczonych duszpasterzy. ( Niestety nie jest zamieszczony na wspomnianej  www.)
Być moze Panstwa zaiteresowanie i zaangażowanie nada nowy wymiar samotności, która przeniesie duchowe korzyści osobom samotnym i przezywajacym samotność.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?