Luis Antonio Tagle - przyszłość się do nas uśmiecha

(fot. EPA/Massimo Percosi)

Chwalą go papieże i przyjaciele Fidela Castro. Jego popularność przekroczyła Pacyfik - nawet w Ameryce Łacińskiej uważają go "za swojego".

 

Mówią o nim: "Wojtyła z Azji". Faktycznie, imię "Jan Paweł III" pasowałoby jak ulał do pierwszego papieża z Dalekiego Wschodu. 55-letni Luis Antonio Gokim Tagle z Filipin, metropolita Manili i kardynał zaledwie od czterech miesięcy, ciągle się uśmiecha.


Wielokulturowość ma we krwi (matka była Chinką), lubią go kamery (prowadzi własny program w telewizji), potrafi zjednywać nieprzychylnych sobie ludzi. Tu i ówdzie słychać, że "nie boi się świata". A w Kościele przed konklawe to tak, jakby przyszłego astronautę chwalono: "świetnie sobie radzisz w stanie nieważkości".


- Chciałem zostać lekarzem, ale kiedy poznałem program kościelnej katechezy dla młodzieży, tak mnie zdenerwował, że wstąpiłem do seminarium - opowiadał. Jeden z jego współpracowników wspomina, że już w latach 80. należał do ludzi, którzy "lubią to, co robią; a jeśli popełniają gafy, to się z nich śmieją".


Na 10 dni przed ogłoszeniem swojej rezygnacji Benedykt XVI włączył Tagle’a do składu Papieskiej Rady ds. Rodziny. To wsparcie dla kardynała, który walczy z rządem Filipin o zniesienie publicznego finansowania środków antykoncepcyjnych. Z 84 milionami ochrzczonych kraj ten pozostaje bastionem katolicyzmu w Azji, ale miejscowi biskupi boją się sekularyzacji.


Biskupi - ale nie kard. Tagle. - Czasem Kościół jest bardziej żywotny, gdy ma się kaplicę z zaledwie pięcioma parafianami. Nie możemy oceniać jego życia lub śmierci tylko na podstawie liczb - mówił podczas październikowego synodu biskupów, dodając, że utyskiwanie na laicyzację i kryzys wiary przypomina mu chorego, który nieustannie narzeka na chorobę i przez to rzeczywiście czuje się gorzej.


Wzywał hierarchów z Zachodu: przestańcie się bać żyć w mniejszości. Jego zdaniem sekularyzacja może nawet pomóc Kościołowi w wypełnianiu jego misji (np. poprzez wzmocnienie wolności religijnej), a pokora sprawi, że nie będzie się tak bardzo zajmował samym sobą. Opowiadał się za otwartością w sprawie nadużyć seksualnych kleru.


W ostatnim nadanym przed wylotem do Rzymu programie "The Word Exposed" objaśniał widzom Sobór Watykański II. Od ostatniego papieża różni się jego oceną: dla Tagle’a był on zerwaniem z potrydencką przeszłością Kościoła (Benedykt XVI odczytywał Sobór w ciągłości z całą katolicką Tradycją). Swoje poglądy najpełniej wyłożył w jednym z rozdziałów pięciotomowej "Historii Soboru Watykańskiego II", która powstała pod kierunkiem prof. Giuseppa Alberigo z Bolonii. Tagle był pierwszym biskupem związanym z tzw. szkołą bolońską, który został kardynałem, co wzbudziło opór niektórych hierarchów.


Pomimo różnic, kard. Ratzinger miał do niego wyraźną słabość, a obserwujący ich podczas pracy w Międzynarodowej Komisji Teologicznej wspominali o "dobrej chemii" między nimi. Ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary był pod wrażeniem sumienności Filipińczyka, gdy rozdział dokumentu teologicznego, nad którym pracował, przeszedł do dalszego etapu konsultacji bez uwag innych kardynałów - zdarzyło się tak ponoć pierwszy raz. Tagle uchodził też za jedynego duchownego, który potrafił rozśmieszyć Benedykta XVI. Nigdy zresztą nie krył się z emocjami - kiedy podczas listopadowego konsystorza otrzymał kardynalski biret, od razu się rozpłakał.


Lubią go najrozmaitsi. "Nieważne, czy następny papież będzie z Brazylii czy z Filipin. Chciałbym człowieka otwartego na dialog z współczesnością i innymi religiami" - powiedział o nim Frei Betto, franciszkanin i przyjaciel Fidela Castro. Do kandydatury Filipińczyka przekonał się nawet, przez wiele lat krytyczny wobec niego watykanista Sandro Magister, którego magazyn "Foreign Affairs" nazywa wprost "przepowiadaczem papieży". Wobec uwikłanych w polityczne spory kardynałów z Ameryki Łacińskiej również tamtejsi katolicy coraz częściej mówią o metropolicie Manili jako o "swoim" - tym bardziej że filipińska mentalność jest bliska latynoskiej.


Kilka dni temu we Włoszech ukazała się książka kard. Tagle’a, w której chętnie cytuje Martina Luthera Kinga i jego znane powiedzenie "Mam marzenie". Tagle wierzy, że świat potrzebuje idei. Czy kardynałowie przeczytają ją przed konklawe? 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook