Droga zawsze prowadzi przez krzyż do światła. Czy święty papież cierpiał na depresję?

Karol Kleczka
(fot. BastienM [CC0], via Wikimedia Commons)

Opublikowane w maju przez "L'Osservatore Romano", a niedawno wydane po polsku listy papieża Pawła VI rzuciły nowe światło na jego pontyfikat.

 

Te listy wstrząsnęły wizją papiestwa nie słabiej niż decyzja Benedykta XVI o rezygnacji z pełnienia posługi Piotrowej, a nawet pokazały, że nie powinniśmy myśleć o niej jako o gromie z jasnego nieba. Do abdykacji zupełnie poważnie dopuszczał jego poprzednik, Paweł VI i to nie pod koniec trwającego 15 lat pontyfikatu, ale na samym jego początku.

 

Tak, ten sam Paweł VI, który opiekował się największą reformą Kościoła w XX wieku. Papież, który jako pierwszy od ponad 160 lat ruszył w zagraniczne podróże apostolskie. Następca Piotra, który zrobił wiele dla zbliżenia z Kościołem wschodnim przez zniesienie ekskomuniki zaciągniętej podczas wielkiej schizmy tysiąc lat wcześniej.

 

Ten sam papież tak pisał w Niedzielę Dobrego Pasterza 2 maja 1965 roku:

 

"Deklarujemy w przypadku choroby uważanej za nieuleczalną albo długotrwałą, która nie pozwoli nam skutecznie pełnić funkcji związanych z naszą apostolską posługą; albo w przypadku innej poważniej i przedłużającej się przeciwności, która będzie jednocześnie przeszkodą, przekazać nasz święty i kanoniczny urząd tak Biskupa Rzymu, jak i Głowy tegoż świętego Kościoła katolickiego na ręce Jego Eminencji Księdza Kardynała Dziekana Świętego Kolegium pozostawiając jemu (…) możliwość przyjęcia i doprowadzenia do obowiązywania tych naszych dymisji, do których jedynie troska o najwyższe dobro świętego Kościoła nas przywiodła"

 

Papież zdeponował list i notatkę co z nim zrobić u Sekretarza Stanu, a także kardynała Dziekana Kolegium Kardynalskiego.

 

Słowami świętego poprzednika był zdumiony papież Franciszek, który skomentował je mówiąc, że są "pokornym i proroczym świadectwem miłości do Chrystusa i do jego Kościoła; kolejnym dowodem świętości tego wielkiego papieża", ale zaraz dodaje "papież sparaliżowany przez ciężką chorobę nie mógłby wystarczająco skutecznie wykonywać swego apostolskiego urzędu".

 

Jeszcze jako kardynał z wizytą apostolską (fot. Associazione culturale San Fruttuoso [Public domain or Public domain], via Wikimedia Commons)

 

Pojawiły się informacje o tym, że podobne listy zamierzał przygotował Jan Paweł II, ale odciągnięto go od tej decyzji. Papież-Polak musiał znać treść pisma Pawła VI. Podobnie zresztą Benedykt, któremu działanie poprzednika z pewnością pomogło w podjęciu decyzji o abdykacji. Jak rozumieć pismo Pawła VI?

 

Historycy przypomnieli, że papież Montini nie był pierwszy. Podobne pisma przygotował Pius XII, który obawiał się porwania przez nazistów i także ubezpieczył Kościół na wypadek niemożliwości pełnienia urzędu. Tak można rozumieć słowa Pawła VI, który pisze o "poważniej i przedłużającej się przeciwności, która będzie jednocześnie przeszkodą" do służby jako papież. Inni zwrócili uwagę na operację, którą przeszedł w 1967 roku. Papież cierpiał na prostatę i być może już w 1965 roku chciał wyprzedzić ewentualne, niebezpieczne konsekwencje choroby. Jest jeszcze jeden, najciekawszy trop.

 

 

Z prawej męczennnik abp Oscar Romero, także kanonizowany 14.10.2018 roku (fot. [Public domain, Public domain or CC0], via Wikimedia Commons)

 

Teolog i filozof Thomas D. Williams zwraca uwagę na to, że zwłaszcza w ostatnich latach życia Paweł VI cierpiał na coś, co dziś można by określić jako niezdiagnozowaną depresję. Ale to nie kwestia ostatniego okresu, bo przez lata papież podkreślał swoją samotność, która była dla niego uciążliwa, lecz brał ją jak Jezus krzyż. Zdawał sobie sprawę z wyjątkowości własnej funkcji, która zarówno go przerażała, jak i zachwycała.

 

"Wyjątkowa pozycja. (…) popycha mnie ona ku ekstremalnej samotności. Już wcześniej była ona wielka, teraz jest totalna i przerażająca.

Aż do utraty tchu.

Jak posąg na wieży. A nawet więcej, bo jestem żywą osobą.

Nikogo bliskiego.

Mam zostać sam, pracować sam, rozmawiać z samym sobą, rozmyślać we własnym sumieniu. Jeśli życie we wspólnocie może być pokutą, to tym bardziej takie.

Jezus też był sam na krzyżu"

 

- pisał w notatkach zebranych przez Leonardo Sapienzę.

 

"Tylko cierpieć. Ja i Bóg.

(…) Lampa na świeczniku płonie i spala się. Wypełnia jednak zadanie: daje światło innym. Wszystkim, komu tylko może"

 

- dodawał papież.

 

To słowa z 5 sierpnia 1963 roku, ledwie kilka tygodni po wyborze na papieża. Uderzają bezpośredniością, ale też wielkim bólem. Paweł VI wiedział kim jest papież, co może go czekać, na co jest narażony. Nie myślał o papiestwie jako o zaszczycie, ale zadaniu, służbie, bo "papieską polityką" jest "zważać na dobro innych" i "każdego darzyć sympatią". I cierpiał.

 

Przy tym wszystkim wyraźnie czuł się wyobcowany:

 

"Żaden urząd nie równa się mojemu w zaangażowaniu na rzecz innych.

Inni. Tajemnica, do której nieustannie muszę się zbliżać, walcząc z moją indywidualnością i widocznym nieprzystosowaniem.

Inni - to znaczy moi. I Chrystusa.

Inni - to znaczy Chrystus.

Inni - to znaczy świat.

Inni - którym mam służyć.

Każdy jest moim bliskim"

 

Wiedział, że teraz jest ojcem całej ludzkości, a "nie można przestać być ojcem". Jednak zdawał sobie sprawę ze swoich ograniczeń i z pewnością w jakiś sposób cierpiał. To od niego pochodzą słowa, że "nie ma zwyczaju, by papież odchodził na emeryturę, bo nie chodzi tu o funkcję, ale o ojcostwo". Jednocześnie przygotował Kościół na wypadek własnego odejścia.

 

Całej złożoności postaci Pawła VI dopełnia krótki tekst adhortacji z maja 1975 roku. Nosi ona bardzo "Franciszkowy" tytuł, bo "Gaudete in domino" - "Radujcie się w Panu". Papież poświęca ją radości, która towarzyszy chrześcijanom na ziemi, choć w parze z nią kroczy trudność osiągnięcia szczęścia. Radość chrześcijanina zawsze będzie wiązała się z niezadowoleniem, dopóki nie znajdzie swego dopełnienia w Bogu, więc tutaj - w porządku tego co ograniczone - będziemy w sytuacji braku. Parą dla szczęścia jest smutek wypływający z tego, że jesteśmy niepełni.

 

Audiencja dla zdobywców Księżyca z załogi Apollo 11 (fot. NASA (Great Images in NASA Description) [Public domain], via Wikimedia Commons)

 

Papież, który prawdopodobnie cierpiał na depresję, pisze o radości. To dopiero paradoks! Pisze o świecie pełnym smutku i klęsk, o cierpieniach cielesnych - głodzie i wojnie, ubóstwie, ale też o tym że choć ludzkość stale się rozwija, to i tak XX wiek przenika smutek. To czas cierpienia, rozedrgania i niepewności, które mają swoje wyraźne źródło niezależnie od tego jak się przejawia na zewnątrz.

 

"Często nie brakuje pieniędzy, wygody, opieki zdrowotnej, zabezpieczenia materialnego, to jednak niestety wielu podlega zniechęceniu, nudzie i smutkowi, prowadzą one niekiedy do lęku i rozpaczy, których nie potrafi usunąć ani pozorna wesołość, ani szaleńcza żądza przyjemności na zawołanie" - pisze papież.

 

Samotność, to "gwałtowne a niespełnione pragnienie miłości i przyjaznej obecności" jest źródłem niepokoju. Wtedy "Bóg wydaje się człowiekowi czymś abstrakcyjnym, bezużytecznym i - choć nie może wyrazić tego słowami - milczenie Boga jest dlań ciężarem. Zaiste mróz i ciemności zalegają duszę człowieka, który doznaje smutku".

 

"Jednak ta sytuacja nie powstrzymuje Nas od mówienia o radości, od nadziei na radość, bo współcześni nam ludzie uwikłani w błędy, potrzebują doznania radości i usłyszenia jakby jej pieśni. Głęboko współczujemy tym, którzy będąc ściśnięci różnego rodzaju nędzą i cierpieniem pogrążają się w ciemnościach smutku" - pisze dalej Ojciec Święty. Pomimo świadomości smutku wie, że trzeba wnosić światło. Radość nie jest zadaniem tylko dla świętych, ale dla każdego, bo wszyscy - nawet ci co w Boga nie wierzą, są wezwani do zdążania do Nieba. Także ci poza Kościołem, "jeśli swe postępowanie dostosują do najgłębszych natchnień sumienia, w którym odbija się echem głos Boga, znajdują się także na drodze, która prowadzi do radości".

 

Dwóch wielkich papieży (fot. [Public domain], via Wikimedia Commons)

 

W Bogu jest radość i ukojenie każdego, kto się smuci. W Nim jest źródło radości, której doznawała i Maryja, która "z miłością przyjęła krzyż" Syna; i męczennicy "w których podczas największych męczarni Duch Święty rozniecał pragnienie spotkania się z Oblubieńcem". Papież, który sam doznawał cierpienia i opuszczenia pisał o tym, że w każdej z tych chwil jest Bóg. "Droga duchowa jest ta sama - «przez krzyż do światła»".

 

Dziś Paweł VI zostaje świętym Kościoła. Sam przeszedł przez tą drogą. Pisał: "nigdy, ani przez chwilę, nie czułem się zmęczony, podnosząc dłoń do błogosławieństwa. Nie, nigdy nie będę zmęczony błogosławieniem ani przebaczaniem". Był dla każdego, dla wszystkich; dla Jezusa, który we wszystkich jest.

 

W ciemnej nocy samotności chciał przypominać ludziom, że "lampa, która nie gaśnie, nadzieja dla wszystkich, przydaje sensu i piękna temu życiu". Jeśli naprawdę cierpiał na depresję, tym większym jest bohaterem.

 

 

Korzystałem z książki "Czas odwagi" będącej zbiorem pism Pawła VI przygotowanym przez Leonardo Sapienzę, a po polsku przełożonym przez Edwarda Augustyna.

 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, doktorant filozofii na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt. Prowadzi bloga Notes publiczny.

 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.98

Liczba głosów:

49

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook