Choć na chwilę chciałam poczuć się kochana

(fot. shutterstock.com)

Moje życie zaczęło się sypać. Wszedł w nie seks, po nim pojawiła się pornografia, z czasem homoseksualizm. Nie cierpiałam Boga, nikt nie wiedział jak wygląda moje życie.

 

Co mogę powiedzieć o swoim życiu? Wiele, ale co jest najważniejsze to to, że w pewnym momencie mojego życie Bóg pokazał mi, że jest, że żyje i że mnie kocha!

Zacznę od początku. Kiedy byłam dzieckiem w moim życiu nie było Boga. Wychowałam się w katolickiej rodzinie, jednak Bóg był mi obcy.

 

Stawiałam go zawsze między bajkami, był fajną historia do poduszki. Jednak kiedy człowiek staje się coraz starszy zaczyna szukać prawdy. stara się odnaleźć tego, kto kieruje światem. Stałam się neo-poganką. Moja religia - wierzenia indiańskie - była bardzo wygodna. Można ją było dowolnie zaginać, naciągać, dostosowywać do potrzeb.

 

Z czasem zaczęłam praktykować magię. Mój ojciec nigdy mnie nie przytulił, nie powiedział "kocham cię", nigdy nie wziął mnie na spacer. W domu ciągle były awantury, krzyk, nienawiść. Z tego powodu miałam ogromną pustkę w sercu, szukałam miłości.

 

Można powiedzieć, wręcz goniłam za miłością. Będąc na początku piątej klasy, w tym swoim pędzie, moje życie zaczęło się sypać. Wszedł w nie seks, po nim pojawiła się pornografia, z czasem homoseksualizm. Nie widziałam nic złego w swoim postępowaniu. Po prostu choć na chwilę chciałam poczuć się kochana, choć na chwilę mogłam się łudzić, że komuś na mnie zależy.

 

Jednak było to moje tajemne życie. Dla ludzi byłam grzeczna, uśmiechniętą dziewczynką. Nikt nie wiedział, że pod maską uśmiechu kryje się totalnie nie szczęśliwy, poraniony człowiek. Cały czas szukałam czegoś co zapełniłoby pustkę w moim sercu, więc coraz bardziej brnęłam w to całe bagno.

 

Będąc w gimnazjum mama zaczęła zabierać mnie na msze z modlitwą o uzdrowienie. Była, rzecz jasna, nie świadoma tego, że nie cierpię Boga, nie wiedziała jak wygląda moje życie.


Mimowolnie z każdą kolejna mszą, coś we mnie pękało. Pojawiło się pragnienie, by zacząć żyć inaczej. Nie chciałam zmieniać wiary, chciałam spróbować żyć z dala od seksu, od pornografii.

 

Wtedy właśnie okazało się, że nie jest to wcale proste. Pornografia i sex uzależniają, a ja - nawet nie wiedząc o tym - byłam uzależniona. Świat zaczął sypać mi się na głowę. nie dając sobie rady, starałam się rozładowywać emocje zadając sobie ból. Jednak na dłuższą metę to nie wystarczało. 

 

Przyszedł czas, gdy do mojej głowy napływały myśli samobójcze. Nie chciałam żyć, nie chciałam tak żyć. Przygniatały mnie nałogi, przygniatał mnie dom.

 

Kiedy tak walczyłam o to, by do reszty nie utonąć w bagnie, stała się rzecz, która jeszcze bardziej przygniotła mnie do ziemi. Umarł mój wujek, franciszkanin. Jego przykład, jego radość zawsze dodawały mi sił. Teraz, gdy już go nie było, do reszty pogrążyłam się w czarnej rozpaczy. Na jego pogrzebie ksiądz opowiadał jak wujek bardzo kochał Boga, jak kochał sakrament pokuty.

 

Przez następny miesiąc po głowie chodziły mi różne myśli. Z jednej strony byłam już na totalnym dnie, jednak z drugiej strony gdzieś dobijał się głos "idź do spowiedzi". 

 

Do spowiedzi co prawda chodziłam - na pokaz. Szłam, odklepałam ułożoną przed pierwszą Komunią formułkę i na tym się kończyło. Tak samo z chodzeniem do komunii - na pokaz. Bez większego celu. Tylko po to, żeby mama się nie czepiała. Ojciec i tak ma niewiele wspólnego z Kościołem, a nawet dziś wyśmiewa mnie za modlitwę, czy uczestnictwo w Mszy w trakcie tygodnia.

 

Gdy minął miesiąc, pojechałam na mszę w 30 dzień po śmierci. W mojej poprzedniej religii istniała możliwość "modlitwy do duchów przodków", tak więc krzyczałam na wujka "pomagałeś ludziom na ziemi, dlaczego teraz mi nie pomożesz? Dlaczego zostawiasz mnie samą?". Gdy skończyłam się modlić, odwróciłam głowę i zobaczyłam księdza siedzącego w konfesjonale i poczułam głos wewnątrz siebie "no idź".

 

Pomyślałam, że chyba nie mam nic do stracenia. Uklękłam i zaczęłam opowiadać swoje życie. wtedy zaczęło do mnie docierać, jakie moje życie jest bez sensu, jak sobie je psuje. Płakałam, nie dawałam sobie rady. Gdy skończyłam mówić, ogarnął mnie dziki strach. Bałam się, że ksiądz pójdzie i powie ludziom jak żyje. Jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, powiedział tylko "spokojnie".

 

Bóg cieszy się za każdym razem kiedy chcesz do niego wrócić. Ja odpuszczam tobie grzechy, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. W ułamku sekundy stało się coś niesamowitego - poczułam jakby ogromny mur, stojący wokoło mojego serca runął. Poczułam się wolna, lekka. Poczułam tez rękę na moim ramieniu. Podświadomie wiedziałam że to Jezus. Uświadomiłam sobie, że on żyje i jest jedynym Bogiem. Tego dnia przeżyłam moją pierwsza wspaniałą Mszę świętą.

 

Po powrocie do domu znów zaczęła się walka. Choć nałogi już nie przyciągały, to ze strony ojca było coraz to gorzej. Coraz więcej krzyku, więcej wymagań. Mieszanie mnie z błotem, niszczenie marzeń, wyśmiewanie za poglądy. Choć próbowałam chwytać się Boga, coraz częściej ogarniał mnie smutek.

 

Podczas konferencji na oazie prowadzonej przez siostry służebniczki dowiedziałam się jak ważne w życiu człowieka jest wybaczenie. Postanowiłam sobie, że wybaczę ojcu to, co robi, jednak nie potrafiłam. Modliłam się o łaskę wybaczenia, a Bóg postawił na mojej drodze niesamowitą kobietę-siostrę zakonną. Za jej namową napisałam list, gdzie po raz pierwszy szczerze nazwałam wszystko co się dzieje w moim życiu, wszystko co robi ojciec.

 

List pisałam długo, często robiąc przerwy, by wytrzeć mokre od łez oczy. Gdy skończyłam siostra oznajmiła, że teraz muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę chcę wybaczyć. Przeczytałam list 3 razy, a moja odpowiedz brzmiała "nie". Jednak dalej prosiłam Pana o łaskę wybaczenia ojcu.

 

Kilka dni po powrocie do domu wstałam rano, spojrzałam na ojca nerwowo chodzącego po kuchni i uświadomiłam sobie "tak, chcę mu wybaczyć". I udało się - wybaczyłam. Co prawda to wybaczenie często trzeba powtarzać, cały czas modlić się o to wybaczenie, ale ono daje wolność, daje szczęście.

 

Do Jezusa wróciłam 6 marca 2014, ojcu wybaczyłam 30 lipca 2015 - są to dwa najszczęśliwsze dni w moim życiu, których z pewnością nie zapomnę do końca życia, a którymi też staram się dzielić z ludźmi - mówić o tym jak wiele daje Bóg, jak uwalnia przez sakrament pokuty i jak ważne jest wybaczenie.

 

 

dodał(a): Admin_DEON.pl
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.65

Liczba głosów:

26

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook