"Nie wiedziałem, co zrobić ze swoim smutnym, apatycznym życiem" [ŚWIADECTWO]

(fot. Luke Porter / unsplash)

Osiedle robotnicze w 50-tysięcznej miejscowości to miejsce mojego dzieciństwa. Wszyscy rówieśnicy mieli jakieś problemy. W zasadzie większość z nich miała rodziców, którzy nadużywali alkoholu. Moja rodzina była inna.

 

Będąc dzieckiem nie rozumiałem czemu mój tata często przebywa na zwolnieniach lekarskich, czemu ciągle jest zmęczony, czemu nie ma siły na rozmowę ze mną, czemu jest ciągle smutny i ospały. Nie rozumiałem, że był to efekt działania leków psychotropowych, które zażywał przez większość swojego życia.

 

Było nas pięcioro. Mama, tata, ja, siostra i babcia - mama ojca. Mój ojciec chodził do pracy, był robotnikiem, mama pracowała w szkole.

 
Mimo, że w mojej rodzinie bywały kłótnie, to nigdy nie uczestniczył w nich mój ojciec. Zawsze kłóciła się moja mama z babcią. Spór dotyczył głównie tego, czemu musimy wszyscy mieszkać razem. Czemu moi rodzice nie wyprowadzą się z mieszkania babci. Bardzo przeżywałem te kłótnie. Nie rozumiałem, że wyprowadzka z domu mogłaby spowodować nawrót choroby mojego ojca. Każdy większy stres mógł doprowadzić u niego do stanów psychotycznych. Oczywiście przez wiele lat, nie dało się uniknąć takich sytuacji i mój tata co kilka lat trafiał do szpitala psychiatrycznego. Po miesięcznym leczeniu w szpitalu wracał do domu o kilka lat starszy, bardziej zmęczony i zdołowany życiem.
 
Przez większość mojego dzieciństwa i okresu dojrzewania największym problemem, który mi doskwierał, to dojmująca samotność. W okresie nastoletnim sam popadłem w stan smutku, który sprawił, że odsunąłem się od rówieśników. Kiedy większość moich dawnych kolegów chodziła na randki, spotykała się ze sobą, ja siedziałem samotny, spędzając czas przy komputerze. Mój tata pogrążony w swoim świecie i chorobie nie był w stanie udzielać mi wskazówek, jak mam sobie z tym radzić. Mama natomiast uciekła w wir pracy, sporów z babcią (matką ojca) oraz wizytami u swojej chorej matki, która mieszkała u cioci.
 
Ludzie na zewnątrz kompletnie nie rozumieli, co to znaczy mieć taką chorobę. Alkoholizm jest oswojony w społeczeństwie, natomiast o chorobach psychicznych się milczy, przynajmniej w środowisku, w którym ja funkcjonowałem. Ani nauczyciele, ani inni dorośli w żaden sposób nie tłumaczyli mi, co oznacza bycie chorym psychicznie. Czułem się totalnie zagubiony, często miałem pretensje do taty, choć wiedziałem, że zachowuje się tak z powodu leków. Miałem też często pretensje do mamy, czemu zdecydowała się na małżeństwo z moim ojcem.
 
Przez długi czas nie wiedziałem, co zrobić ze swoim smutnym, apatycznym życiem. Aby odciąć się od tego wszystkiego często uciekałem w naukę. Poszedłem do pierwszej lepszej prywatnej uczelni na płatne studia informatyczne, nadal mieszkając z rodziną. Mój stan psychiczny stawał się coraz gorszy. Był okres, że myślałem o tym, że zachoruję tak samo jak mój ojciec.
 
Pu ukończeniu informatyki, zdecydowałem się wyprowadzić z domu. Znalazłem pracę w dużym mieście. Opuściłem dom rodzinny, natomiast nadal dominował we mnie smutek przesączony żalem. W końcu nie mogąc wytrzymać takiego stanu osamotnienia, mając 26 lat zdecydowałem się na wizytę u psychologa. Pierwszy rok regularnych wizyt uświadomił mi, jak wiele mnie w życiu ominęło. Dowiedziałem się, że nie jestem samotną wyspą na oceanie i nie jestem skazany na samotność. 
 
Kolejnym przełomem było również zapisanie się do Wspólnoty postakademickiej. W całym moim życiu moja wiara była całkowicie osobista. Z nikim nie dzieliłem się moim życiem duchowym. Poczułem, że we wspólnocie mogę wrócić do życia pośród ludzi.
 
Nie czuję się już samotny. Smutek nie przeszywa już mojego życia w takim stopniu jak było to dawniej. Uczę się także nowego kontaktu z Panem Bogiem.
 
Obecnie mam 30 lat. W zeszłym roku mój tata zmarł. Od kilku lat już nie pracował. Widać było, że jest mu coraz ciężej żyć - choć starał się, jak tylko potrafił, nie pogrążać się tylko w swoim świecie. Był coraz bardziej smutny i daleko od nas. Często o nim myślę i modlę się za niego.
 

* * *

 

Chcemy Was zaprosić do złożenia świadectwa. Dlaczego? Bo świadectwo jest najskuteczniejszą i najbardziej inspirującą metodą do wzajemnego budowania i inspirowania się w wierze. Dlatego jeśli czujesz, że w Twoim życiu wydarzyło się coś, czego nie powinienieś zachować tylko dla siebie, ale powinienieś się tym z innymi podzielić, to nie zastanawiaj się dłużej, tylko po prostu siadaj i pisz.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Marek Pawłowski 19:40:04 | 2018-07-28
Przejmujace świadectwo. Dobrze, że autor znalazł swoje miejsce, choć jak się domyślam mogło tu nie być happy endu. Pozdrawiam.

Oceń 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook