Wszystkie cuda w moim życiu zawdzięczam różańcowi. "A jednak niemożliwe stało się możliwe!"

(fot. shutterstock.com)

Kilka miesięcy temu intencję, w której modlę się do Boga od dłuższego czasu, postanowiłem wesprzeć różańcem i wstawiennictwem Maryi. Stało się tak między innymi za sprawą portalu Deon i innych portali katolickich, które mam zalajkowane na facebooku.

 

Pojawiały się tam różne zachęty do odmawiania różańca, wsparte świadectwami i obietnicami Matki Bożej.

 

Przypomniałem sobie nagle (oczywiście za sprawą Ducha Świętego), że przecież różańcowi zawdzięczam wiele cudów, w tym najważniejszy - narodziny mojej córki.

 

Pomogło mi w tym niewątpliwie pojawienie się na jednym z portali w dniu moich urodzin (przypadek? - w życiu chrześcijanina nie ma przypadków) wycinków z traktatu św. Ludwika Marii Grignon de Montfort "Przedziwny sekret różańca świętego".

 

Poczułem cudowne orzeźwienie i silną duchową zachętę do odmawiania różańca wg wskazówek św. Ludwika. Zacząłem się modlić. Na początek jedna cząstka, ale już po kilku dniach poczułem potrzebę wydłużenia modlitwy. Nie odmawiam wprawdzie regularnej Nowenny Pompejańskiej, ale staram się mówić cały różaniec (wszystkie tajemnice) każdego dnia. Trzy pierwsze ofiarowuję w intencji, w której wciąż się modlę, a ostatnią w intencji mojej córki i rodziny.

 

Tu słowo wyjaśnienia. Od dwunastu lat, od chwili narodzin mojej córki, między moją żoną a moją matką trwała nieskrywana nienawiść. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale była to sytuacja bardzo obciążająca i dla mnie i dla mojej matki. Wylaliśmy wiele łez, przez wiele lat moja żona nie życzyła sobie, żeby moja córka utrzymywała kontakty z babcią.

 

Niedawno moja matka musiała się poddać operacji ortopedycznej w klinice mieszczącej się w szpitalu nieopodal mojego domu. Odmawiałem różaniec już około pół roku i każdą ostatnią tajemnicę ofiarowywałem w intencji córki, domu i rodziny. Matka przebywała w szpitalu około tygodnia, któregoś wieczora, jak co dzień, wybrałem się, aby ją odwiedzić.

 

Matka powitała mnie pytaniem: Czy ty wiesz, kto mnie dziś odwiedził? Zupełnie nie wiedziałem, pomyślałem o jakiejś dalszej rodzinie, pomyślałbym może nawet o prezydencie - tak bardzo nieprawdopodobne wydawały mi się potencjalne odwiedziny mojej żony u mojej matki w szpitalu. Odpowiedziałem oczywiście, że nie.

 

Matka z ogromnym przejęciem oznajmiła mi, że były u niej moja córka z moją żoną. W pierwszej chwili nie zrozumiałem o co chodzi - moja żona nie odzywała się do mojej matki od 12 lat, a każda okazja, kiedy musiała o niej wspomnieć, była powodem do dawania upustu ogromnej nienawiści i pogardzie.

 

Kiedy dotarło do mnie, co się wydarzyło, poczułem się kompletnie oszołomiony. Pierwszy raz w życiu przekonałem się o prawdziwości powiedzenia: "Dostać obuchem w głowę". Zrobiło mi się słabo, musiałem usiąść, zacząłem bezwiednie płakać. To było niemożliwe!

 

Nikt, kto przeżyłby dwanaście lat w przekonaniu, że relacje między członkami rodziny są tak bezwarunkowo złe, przesiąknięte nienawiścią, szyderstwem, wzajemnymi pretensjami, ogromem cierpienia, nie uwierzyłby, że coś takiego jest w ogóle i kiedykolwiek możliwe. A jednak niemożliwe stało się możliwe! Moja żona z córką przyszły odwiedzić babcię w szpitalu… przyniosły jej ciastka i owoce, siedziały godzinę przy łóżku mojej matki…

 

Zdarzenie miało miejsce miesiąc temu, ale do dziś, kiedy o tym myślę, czuję oszołomienie, mam gęsią skórę… Ale tego wieczora w szpitalu, po kilku sekundach oszołomienia, z całą mocą uderzyła mnie myśl: Różaniec! Tylko różaniec mógł to sprawić! Tylko łaska Niepokalanej… I chociaż nie modliłem się wprost o pojednanie w rodzinie, to jednak modlitwa na różańcu w intencji żony i córki miała tak potężną moc, że odmieniła serce mojej żony… Następnego dnia poszły odwiedzić ją znowu… A teraz, po raz pierwszy od dwunastu lat, szykujemy się wspólnie, by u mojej matki obchodzić święta. Cud różańca!

 

Zaświadczam tutaj wobec wszystkich i całego świata: różaniec i wstawiennictwo Maryi Niepokalanej mają moc przewyższającą wszelkie ludzkie wyobrażenia, grzechy i słabości - nie ma nic niemożliwego dla różańca.

 

Wskazówka dla tych, którzy chcieliby podążyć tą drogą, a mają wątpliwości techniczne (czas) i psychiczne (motywacja). Traktat Ludwika Marii Grignon de Montfort "Przedziwny sekret różańca świętego" to potężny oręż w walce z wątpliwościami - przeczytałem cały i mimo faktu, że tekst ma ponad 300 lat, jego duchowa wartość nie przeminęła - przeciwnie - żyje i płonie ogniem Ducha Świętego!

 

Nieocenione korzyści dla mojej modlitwy różańcowej przyniosła lektura dzieła św. Ludwika do Montfort. Jeśli chodzi o czas - mogłoby się wydawać, że odmówienie codziennie całego różańca (wszystkich tajemnic) jest niemożliwe dla człowieka aktywnego zawodowo. 

 

Jeszcze raz gorąco zachęcam do odmawiania różańca i zaświadczam: przez wstawiennictwo Maryi i różańca dzieją się prawdziwe cuda. Piszę to świadectwo w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - Ona wie, że mówię prawdę. 

 

dodał(a): Admin_DEON.pl
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?