Dlaczego ewangelizacja Azji poniosła porażkę?

Gdy brakuje uczciwego dialogu z miejscowymi tradycjami, chrześcijaństwo przestaje być widziane jako Dobra Nowina. Europejska teologia była swego czasu uznawana w Azji za narzędzie przemocy. W braku zainteresowania lokalnymi religiami dostrzegano przejaw pychy.

  

W dziele inkulturacji chrześcijaństwa i próbach łączenia tradycji tubylczych z wiarą chrześcijańską w społecznościach azjatyckich wyróżniają się trzy postacie.

 

Jedną z nich jest Alexandre de Rhodes (1591-1660), który uchodzi za głównego założyciela wietnamskiego chrześcijaństwa. Dwaj pozostali misjonarze – Roberto de Nobili (1577-1656), który w 1605 roku przybył do Indii, by spędzić tam resztę życia, i Matteo Ricci (1552-1610), zamieszkały w Chinach od roku 1583 – również byli jezuitami.

  

Ricci z czasem zdobył tak niezwykły szacunek, że cesarz uhonorował go grobem na zewnątrz murów miejskich Pekinu. Odkąd osiadł w Chinach, jezuita nosił szaty konfucjańskiego uczonego i gotów był bronić chińskiego kultu przodków, który wyrażał się tradycyjnie składaniem ofiar z pokarmu i kadzideł przed drewnianym tabliczkami z wypisanymi imionami zmarłych. Ricci postrzegał te praktyki nie tyle jako zabobon, ile przejaw pobożności, i uznając, że są do pogodzenia z wiarą chrześcijańską, nie widział potrzeby, by zakazywać ich konwertytom.

  

Również de Nobili starał się odróżniać istotę chrześcijaństwa od jego europejskich atrybutów. W odróżnieniu od większości swych współbraci prowadzących działalność misyjną nosił strój indyjskich „sannjasinów” (wędrownych żebraków) i stosował ich wegetariańską dietę. Był pierwszym Europejczykiem, który opanował sanskryt i czytał spisane w tym języku Wedy. Nawróciwszy na chrześcijaństwo kilku braminów, godził się, by zachowali oni charakterystyczną dla przedstawicieli tej klasy nić noszoną w poprzek piersi.

  

De Rhodes, podobnie jak de Nobili i Ricci, pilnie uczył się tubylczego języka i nie miał oporów przed przywdzianiem miejscowego stroju. Zachęcał wręcz konwertytów, aby nie wyróżniali się od reszty Wietnamczyków, odradzając im noszenie przedmiotów religijnych, które mogłyby izolować ich kulturowo. Starał się również nadawać chrześcijański sens wszelkim wietnamskim zwyczajom, które nie budziły w nim moralnych obiekcji.

 

Np. w ostatni dzień roku Wietnamczycy tradycyjnie stawiają przed swymi domami bambusowy słup, zapraszając w ten sposób zmarłych przodków, by świętowali wraz z żywymi nadejście nowego roku. Chociaż de Rhodes uznawał pewne aspekty tej praktyki za zabobonne, była ona tak ważna kulturowo, że postanowił zachować ten zwyczaj wśród konwertytów.

Za jego sugestią wietnamscy chrześcijanie zamiast wiklinowego koszyka zawierającego orzechy i miód na wierzchołku słupa przytwierdzali krucyfiks.

 

Omawiając chrześcijańską duchowość w Azji, trzeba przyznać, że owym godnym pochwały i znacznie wyprzedzającym swój czas próbom inkulturacji towarzyszyła zasadniczo europejska teologia. Duchowość, jaką reprezentowali wymienieni powyżej misjonarze, nie zawierała żadnych elementów wywiedzionych z kultur azjatyckich. Wszyscy trzej jezuici byli w mniejszym lub większym stopniu nastawieni krytycznie do tradycji religijnych, jakie zastali w krajach, w których prowadzili swą działalność, co widać wyraźnie w ich pismach.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~gratrzu 16:38:19 | 2011-09-29
zamieszczony tekst wogole nie odpowiada na pytanie zadane w tytule,
nawet sie nie stara zblizyc do tej odpowiedz

Oceń 1 odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?