Prawda w dialogu religii

Kiedy chrześcijan, zgłaszających zastrzeżenia wobec otwarcia się Kościoła na dialog z wyznawcami innych religii, zapytać, co budzi ich największe wątpliwości, jako pierwsza pada zazwyczaj odpowiedź wyrażająca obawę przed rozmywaniem prawdy, relatywizmem, osłabianiem fundamentów własnej tożsamości, wystawianiem na próbę bezwarunkowego przylgnięcia chrześcijan do prawd własnej wiary.

 

Źródła takich obaw mogą być różnorakie i warto się im bliżej przyjrzeć, aby ustalić, kiedy mamy do czynienia z obiektywnymi problemami stanowiącymi autentyczne wyzwanie dla Kościoła, jego teologów i pasterzy, a kiedy trudności są wyłącznie indywidualne i subiektywne, a jako takie mogą i powinny być przezwyciężone przez jednostkę na drodze intelektualnego i duchowego wysiłku, bez uszczerbku dla prawdy.


Lęk przed “innym”


Bywają ludzie wierzący, których konfrontacja z wielością religijnych doktryn, a jeszcze bardziej z ich silnie zmotywowanymi wyznawcami, frustruje nie dlatego, że ich osobiste przekonania religijne są mocno ugruntowane, a ich pewność co do prawdziwości ich wierzeń niewzruszona, ale przeciwnie - dlatego że przeczuwają, iż świadomość istnienia konkurencyjnych wizji świata wydobędzie na powierzchnię i pogłębi ich własne wątpliwości. Z takim odruchem niechęci do kontaktu z wszelkiego rodzaju „innowiercami” mamy do czynienia zwłaszcza wtedy, gdy podstawą czyjejś wiary jest partycypacja w religijnej społeczności i akceptacja en bloc systemu religijnych wierzeń wyznawanych przez tę społeczność, a w małym stopniu własne doświadczenie religijne, osobista refleksja nad pewnością swoich przekonań czy też niewzruszona ufność Bogu, do którego te wierzenia ostatecznie się odnoszą i których jest On źródłem.

Ten obronny mechanizm jest dobrze znany psychologom społecznym, badającym postawy fundamentalistyczne. Niezależnie od dziedziny życia, w jakiej one się ujawniają, jedna zależność pozostaje w nich niezmienna. Im mniej zreflektowane, przyswojone i uwewnętrznione są czyjeś przekonania, im mniejsza osobista pewność co do ich słuszności, tym mocniejsza tendencja do polegania na zewnętrznym autorytecie poznawczym aniżeli na osądzie własnego sumienia. A jak uczy teoria poznania, choć akt uznania danego przekonania za prawdziwe jest zawsze aktem wewnętrznym jednostki, to jego siła podlega stopniowaniu i może się zmieniać zależnie od stabilności „fundamentu”, na którym oparta jest subiektywna pewność „przekonanego”. Im ten fundament zdaje się bardziej uodporniony na zmiany w zewnętrznym kontekście, w którym „wyznawca” nabył to przekonanie i je podtrzymuje, tym fundament przekonania i jego siła będą stabilniejsze. W przypadku fundamentalistycznych postaw religijnych, podstawa przekonań religijnych jest zazwyczaj maksymalnie „uzewnętrzniona”, gdyż na zewnętrzny autorytet poznawczy - czyli liderów społeczności podzielającej te przekonania - ceduje się całą odpowiedzialność za ugruntowanie pewności własnych przekonań.

Tak rozumiany autorytet grupowy traci jednak wiele ze swej mocy w momencie pojawienia się pluralizmu poglądów w ramach grupy. Stąd tradycyjna niechęć fundamentalistów do najmniejszych choćby przejawów wewnętrznego pluralizmu. Grupowy autorytet poznawczy zostaje też zakwestionowany w konfrontacji z analogicznym autorytetem innej grupy o podobnym charakterze, o ile nie wyjdzie z tej konfrontacji „zwycięsko”. Stąd tradycyjne dążenie fundamentalistów do likwidacji napięcia spowodowanego świadomością istnienia konkurencyjnych przekonań na drodze „pokonania przeciwnika”, udowodnienia mu bezwzględnej wyższości i potwierdzenia swojego tytułu depozytariusza ostatecznej prawdy. Nie potrzeba dodawać, że takie nastawienie z zasady wyklucza traktowanie „innego” jako równorzędnego partnera w dialogu, który w oczach Boga jest z nami ontologicznie i epistemologicznie on par - jest dla Boga „stworzeniem” równie cennym i Bóg w takim samym stopniu pragnie dla niego najwyższego dobra, jakim jest poznanie Jego samego.


Prawdy wiary a Prawda


W obszarze religii, fundamentalistyczna postawa przybiera najczęściej postać przywiązania do maksymalnie jednoznacznego, zamkniętego, niezmiennego i jedynie słusznego zbioru „prawd wiary”. Fundamentalista postrzega siebie jako „posiadacza” prawdy, wyniesionego przez ten fakt ponad resztę ludzkości, posiadającego misję i moralny obowiązek uświadomienia „innych” o tym, że są w błędzie i że jedynym sensownym krokiem, jaki mogą w tym stanie rzeczy uczynić, jest konwersja rozumiana jako akceptacja pewnego zestawu przekonań. Fakt, że przytłaczająca większość rodzaju ludzkiego nie podziela ich przekonań, nie spędza fundamentalistom snu z powiek. Postrzegają siebie jako „wybraną” i uprzywilejowaną przez Boga mniejszość, którą Bóg posługuje się, by ostrzec pozostałych przed konsekwencjami trwania w „niewierze” - pozostawania przy swoich dotychczasowych wierzeniach. Przyjęcie postawy otwarcia na dialog, miast postawy proroka wzywającego do nawrócenia, byłoby w tej sytuacji sprzeniewierzeniem się własnej misji.

Taka wiara, wyrażająca się w akceptacji zbioru „przekonań fundamentalnych”, to znaczy rzekomo niepodlegających zmianom i interpretacjom, ma jedną zasadniczą „zaletę” - eliminuje element ryzyka, zawierzenia, niepewności czy „ciemności” wiary. Ceną za utrzymanie takiego psychicznie komfortowego stanu ducha jest niedopuszczanie do siebie wątpliwości, pytań, myśli o możliwości odmiennych ujęć, innych interpretacji, nowych wglądów i w ogóle wszelkich zmian i wszelkiej różnorodności, które przez samo swe istnienie zagrażają absolutyzacji jednego zestawu przekonań religijnych.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas
Tagi: dialog, ekumenizm

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook