Europa - islam. Czy to się uda?

(fot. nicocrisafulli / flickr.com / CC BY)

Muzułmanie podkreślają, że większość wartości w prawie europejskim zbieżnych jest z islamem - mówi KAI dr Agata Skowron-Nalborczyk, znana iranistka i arabistka z Uniwersytetu Warszawskiego. 26 stycznia obchodzony będzie już po raz 13. Dzień Islamu, który jest jedną z najważniejszych inicjatyw Kościoła katolickiego w Polsce w zakresie dialogu z innymi religiami.


W Europie mieszka dziś około 40 mln muzułmanów, z czego 25 mln to autochtoni. Jak znaleźli się tu pozostali?

 

dr Agata Skowron-Nalborczyk: Pierwszy etap napływu muzułmanów przypada na II wojnę światową i okres po jej zakończeniu, gdy walczyli w armiach europejskich. Przyjeżdżali jako ranni - we Francji były dla nich specjalne szpitale. W Niemczech znaleźli się byli jeńcy wojenni z Armii Czerwonej, którzy zostali i roztopili się wśród miejscowych, bo była ich garstka.

 

Kolejna fala przybyła w latach 60., gdy zaczął się boom gospodarczy w Europie Zachodniej. Potrzebni byli robotnicy, próbowano ściągnąć Hiszpanów i Greków, ale m.in. w Niemczech powstało bardzo wpływowe lobby pracodawców, którzy twierdzili, że bardziej opłaca się sprowadzać Turków, bo mieli skromne żądania finansowe. To lobby wpłynęło na rząd, gdyż to on był pośrednikiem, sprowadzającym pracowników z Turcji.

 

Pod wpływem lobbystów rząd niemiecki zawierał umowy międzypaństwowe z Turcją, Egiptem, Tunezją, Jugosławią i była w nich określona nawet dokładna liczba osób, które mogą przyjechać. Tureccy urzędnicy państwowi jechali do biednych wiosek w Anatolii i werbowali chętnych, a rząd turecki nawet planował, ilu takich robotników "wyeksportuje" w ciągu najbliższej pięciolatki. Do Niemiec trafiali ludzie ubodzy, niewykształceni, którzy po raz pierwszy widzieli duże miasto i nie znając języka kursowali między fabryką i ubogim, przyfabrycznym osiedlem, na którym mieszkali.

 

W Wielkiej Brytanii i Francji rządy sprowadzały odpowiednią liczbę osób z kolonii. We wszystkich tych krajach emigranci wykonywali pracę, której Europejczycy nie chcieli - w hutach, fabrykach tekstylnych czy samochodowych. Ta fala emigrantów składała się z ludzi bez wykształcenia, którzy nie animowali życia społecznego, pracowali na trzy zmiany i czasem spali też na zmiany w jednym posłaniu, tak jak Polacy 30 lat później.

 

Na początku lat 70. okazało się, że ci zaproszeni na określony czas gastarbeiterzy nie chcą wracać, zauroczeni poziomem życia w Europie, wróciła jedynie niewielka ich część z niedużymi kapitałami i urządzali się w ojczyźnie. W tych latach zaczyna się łączenie rodzin, na co zgadzały się państwa przyjmujące. Sprowadzenie żon i dzieci zapoczątkowało życie społeczne, organizowanie sal modlitwy i budowę meczetów. I właśnie kolejnym pokoleniom emigrantów, urodzonym już w Europie, zawdzięczamy renesans religijny, jaki dziś obserwujemy.

 

Jak integrowali się muzułmanie w nowych krajach?

 

Zależy od miejsca i czasu. Pierwsi imigranci, którzy tu przybyli, zachłysnęli się kulturą europejską, którą odbierali jako dominującą i wiodącą.

 

W Niemczech obowiązuje ius sanguinis, prawo krwi (imigrantom do lat 90. bardzo trudno było uzyskać obywatelstwo), nie akceptuje się też podwójnego obywatelstwa. Dzieci, nawet wnuki tutejszych Turków, zachowują więc obywatelstwo tureckie, a państwo organizuje dla nich specjalne szkoły z językiem ojczystym, ale, niestety, z niższym poziomem przedmiotów ogólnych. Zamykano te dzieci w takich szkołach wbrew ich woli i woli ich rodziców, blokując im szanse na awans.

 

W Wielkiej Brytanii dzieci emigrantów chodzą do szkół publicznych od czwartego roku życia, mają specjalnych asystentów, uczących ich języka, aby szanse się wyrównywały, a talenty są wychwytywane i zdolne dziecko może kształcić się dalej.

 

Zmiany jakościowe muzułmańskich mniejszości obserwujemy w pokoleniu dzieci, które urodziły się już w krajach przyjęcia. Choć mówią np. po angielsku jak Anglicy i są dobrze wykształcone, określane są w spisie ludności jako "colored". Pakistanka, która uwielbia powieści Jane Austen i identyfikuje się z angielską kulturą, przez Brytyjczyków odbierana jest z chłodnym dystansem, bo jest "colored". Ale w Pakistanie też odbierana jest jako obca, gdyż rusza się inaczej i inaczej mówi. Nie należy do żadnej zbiorowości i jest to duży problem tożsamościowy takiej młodzieży. Skoro ktoś nie jest ani Pakistańczykiem, ani Anglikiem, zaczyna poszukiwanie tożsamości...

 

... i odkrywa islam?

 

Odkrywa islam, a co dalej robi z tym odkryciem zależy od wiedzy o islamie, jaką otrzyma. Jeżeli młody muzułmanin ma dobrze prowadzoną katechezę, otrzymuje wiedzę o religii podaną we właściwy sposób, włącznie z tym, jak ma funkcjonować w XXI w. w państwie europejskim - wszystko przebiega bezkolizyjnie.

 

Czy muzułmanie muszą robić jakieś kompromisy, mieszkając w europejskim kraju?

 

Nie. Według islamu Bóg dał człowiekowi rozum i Święte Księgi, czyli Koran. Robiąc użytek z rozumu człowiek może interpretować te święte księgi tak, aby były odpowiednie do makan wa zaman, czyli miejsca i czasu, dlatego może przyjąć się zarówno w Afryce, jak Indonezji.

Muzułmanie podkreślają, że większość wartości w prawie europejskim zbieżnych jest z islamem, a nakazów religijnych przestrzegają na własną rękę.

 

Jednak były zamachy w Madrycie w 2004 i Londynie w 2005. Nasiliły się głosy, że koegzystencja z muzułmanami jest niemożliwa, a inkulturacja się nie powiodła.

 

Ile zamachów zostało zorganizowanych od lat 60., gdy zaczął się napływ muzułmanów do Europy? Fundamentaliści muzułmańscy organizują wiele zamachów na świecie, ale giną w nich przede wszystkim muzułmanie. W marcu 2012 roku w Brukseli został podpalony szyicki meczet, zginął imam, a sprawcą był muzułmanin - wahhabita. Zorganizował zamach na "heretyków", swych największych wrogów. Islam jest niezwykle różnorodny. Wyznawany jest przez Turków, Kurdów, są sunnici, szyici i alawici. Ponadto nie ma urzędu nauczycielskiego, określonego centrum, nie ma jednej interpretacji, która obowiązuje wszystkich. Podziały są etniczne i teologiczne. Mają za sobą zaplecze konfliktów i nienawiści na tle etnicznym.

 

Negatywną rolę w postrzeganiu islamu odgrywają media, dla których liczą się tylko złe wiadomości. Z leadu czytelnik dowiaduje się, że jakiś zamach jest dziełem muzułmanów, później w tekście okazuje się, że sprawca pozostaje nieznany.

 

Obchodziliśmy niedawno 5-lecie opublikowania przez muzułmanów listu "Jednakowe słowo dla nas i dla was", który wzywa muzułmanów i chrześcijan do dialogu w imię dwóch podstawowych przykazań, sformułowanych w obu religiach - miłości do Boga i bliźniego. Był to traktat teologiczny, w którym autorzy udowadniali na podstawie Koranu i Biblii, że mamy wspólne korzenie i podkreślano, że Mahometowi nie objawiono niczego nowego poza tym, co już przynieśli prorocy, co objawił Jezus. Mahomet tylko powtarza przykazania miłości Boga i bliźniego i nie rości sobie pretensji do oryginalności. Efektem tego listu były dwa spotkania katolicko-muzułmańskie z inicjatywy Benedykta XVI. Jedno w Watykanie, drugie w Jordanii. To w Watykanie było relacjonowane, a to w Jordanii prawie wcale, choć było ważnie, bo chrześcijanie i muzułmanie podpisali tam wspólną deklarację, że nie może być stosowany przymus w religii, że życie jest święte i musi być chronione. A media o tym milczały.

 

Kolejną sprawą są podręczniki, w których operuje się schematami i uogólnieniami, np. dotyczącymi kobiet - że muzułmanki nie mają żadnych praw, że muszą zasłaniać twarz, itd. Uczniowie dowiadują się, że islam jest jednorodny i ze szkoły wynoszą uproszczoną wizję rzeczywistości.

 

Uznajmy, że zamachy organizują ekstremiści, którzy mają wypaczony obraz religii. Ale - z jednej strony - 30 proc. Europejczyków postrzega muzułmanów jako zagrożenie, a Szwajcarzy w referendum wypowiedzieli się przeciw budowaniu w ich kraju minaretów. Z drugiej strony są we Francji czy Danii szkoły, które eliminują wieprzowinę z jadłospisu w stołówkach, żeby mogli tam jadać muzułmańscy uczniowie... Jak można ułożyć współżycie z muzułmanami, aby nie rodziło to poważniejszych konfliktów?

 

W Wielkiej Brytanii, gdzie królowa jest głową Kościoła, nie ma możliwości uznania nowej religii, więc wszystko załatwia się na poziomie lokalnym. I tak np. rady nadzorcze szkół zdecydowały, że muzułmanki, które chcą chodzić w chustkach, muszą jedynie dostosować je do koloru i materiału mundurków.

 

Francja natomiast uznała się za państwo świeckie, co zapisane jest w ustawie z 1905 r., zakazującej obecności symboli religijnych i narzucającej świeckość w szkołach publicznych. Postanowiono tu, że uczennicom nie wolno nosić chust i muzułmanie musieli się podporządkować.

 

W duńskim miasteczku, w którym rada miejska w większości składa się z muzułmanów, gdyż jest ich po prostu więcej, zdecydowano, że wbrew wieloletniej tradycji na Boże Narodzenie nie ustawi się choinki na głównym placu. Ekipa telewizyjna, która przyjechała zrobić reportaż, została obrzucona przez muzułmanów kamieniami i musiała odjechać.

 

Bardzo wielu muzułmanów skrytykowało jednak ten krok. Stwierdzili, że to niemądre, gdyż Jezus jest ważnym prorokiem, uznawanym i czczonym w islamie. Padały i inne argumenty: dziś my zabronimy ustawienia choinki, ale jutro nam ktoś zabroni czegoś, co jest ważne dla naszej religii.

Muzułmanie uważają chrześcijan za lud Księgi, czyli monoteistów i to łagodzi napięcia. Dlatego uznają zbawienie chrześcijan za możliwe i akceptują święta chrześcijańskie nawet w państwach muzułmańskich. Rada Imamów w Wielkiej Brytanii wystosowała nawet odezwę, w której stwierdziła, że obchody Bożego Narodzenia, szopki i choinki, w niczym muzułmanom nie zagrażają i ich nie obrażają. Jednocześnie jednak muzułmanie zostali wykorzystani jako pretekst przez tych Anglików, którym takie znaki obecności chrześcijaństwa przeszkadzają.

 

Jaka jest granica wzajemnych kompromisów?

 

Zawsze będą napięcia. Ale trzeba starać się porozumiewać, choć w pewnych sytuacjach należy powiedzieć "nie". Wiąże się to na przykład z dietą, z rezygnacją z wieprzowiny, gdyż tak jest łatwiej dla szkoły. W Danii, gdzie klimat jest bardzo ostry, okazało się, że duńskie dzieci zaczęły chorować, bo są przyzwyczajone od pokoleń do jedzenia tłustej wieprzowiny w zimie.

 

Rozpatrzmy wariant pokojowego współistnienia i obustronne korzyści. Co Europa daje muzułmanom?

 

Poza lepszym życiem wielką szansą dla nich jest dostęp do nowoczesnej edukacji. W Europie dostrzegają, że ich edukacja religijna nie odzwierciedla współczesnej wiedzy o świecie. Dotychczas do szkół w Niemczech z wykładowym niemieckim sprowadzano nauczycieli religii z Turcji. Ci imamowie niewiele wiedzą o świecie, do którego przybywają, przeważnie nie znają języka.

 

Groźne jest, gdy młodzi, poszukujący korzeni muzułmanie, trafią na kogoś, kto nie odpowie im na wiele pytań. Gdyż są oni już europejskimi dziećmi, mają europejską wrażliwość, przyzwyczajeni są do zadawania pytań i dyskusji. A imam robi wykład i mówi, że z nim się nie dyskutuje, bo ma autorytet i tak ma być.

 

Dlatego w Austrii i Niemczech na wyższych uczelniach powołano wydziały i katedry pedagogiki muzułmańskiej - żeby kształcić nauczycieli religii. Mają oni wspólne przedmioty teoretyczne wraz z pozostałymi studentami pedagogiki religijnej i tylko typowo religijne przedmioty przerabiają oddzielnie. Na wydziałach teologii powołuje się wydziały teologii muzułmańskiej. Studenci uczą się tam historii teologii i filozofii europejskiej, poznają kulturę. Nie widzą w tym sprzeczności, bo czują się dziedzicami teologii europejskiej. Efekt jest taki, że teolog muzułmański zaczyna wykład od cytatów z Leibnitza. To jest inkulturacja, ale wymaga ona czasu. Rządzący muszą to dostrzec i wyłożyć pieniądze z budżetu na kształcenie tych ludzi.

 

A co muzułmanie dają Europie?

 

Przypominają, że człowiek jest istotą religijną, która bez transcendencji nie może w pełni istnieć. W zlaicyzowanej Europie wraca problem wiary dzięki muzułmanom, zresztą Polacy często odgrywają podobną rolę. Katolicy na zlaicyzowanym Zachodzie, np. w takim kraju, jak Holandia, stawiani są na równi z muzułmanami. I jest to uzasadnione, gdyż w sprawie ochrony życia czy rodziny obie społeczności przemawiają jednym głosem, a na wielkim marszu w obronie tradycyjnego małżeństwa w Paryżu pojawili się także muzułmanie.

 

W Wielkiej Brytanii to muzułmanie rozpoczęli akcję przeciwko goliźnie w reklamach i na billboardach. To oni zamalowywali je farbą i bojkotowali reklamowane w ten sposób produkty. Dopiero później dołączyli do nich wierzący chrześcijanie.

 

A jak jest w Polsce?

 

Od stuleci mieszkają z nami Tatarzy, szacuje się, że jest ich ok. 5 tysięcy. Tyle osób jest zapisanych w statystykach Muzułmańskiego Związku Religijnego.

 

Jest też grupa nowych emigrantów, którzy różnią się od przeciętnych gastarbeiterów z Europy Zachodniej. Są to przybysze, którzy studiowali w Polsce i tu się osiedlili. To swoiste dziedzictwo PRL, gdy rząd fundował stypendia dla młodych ludzi z "zaprzyjaźnionych krajów". Mają cenzus osoby wykształconej, znają język, ożenieni są z Polkami, ich dzieci są Polakami. Mają obywatelstwo i normalnie funkcjonują w społeczeństwie.

 

Kolejna grupa to uchodźcy, którym w czasach komunizmu władze udzielały azylu - byli to komuniści irańscy i inni. Przyjeżdżali i wcale nie byli tu szczęśliwi, bo okazywało się, że wyidealizowany komunistyczny "raj" rozczarowuje. Część została, ale większość wyjechała na Zachód.

Jest też nieliczna grupa Bośniaków, którzy są kupcami i biznesmenami i tu zostali, bo odkryli możliwość robienia interesów w Polsce.

 

Turcy mieszkający w Polsce, to też głównie biznesmeni, którzy robią u nas interesy. Nawet jeśli nie mają wyższego wykształcenia, przybywają tu z pieniędzmi, tworzą miejsca pracy i wykorzystują fantastyczną koniunkturę gospodarczą, która jest w ich kraju. Blue City, hotel Golden Tulip w Warszawie, należą do tureckich właścicieli. Mieszkający tu Turcy są na tyle liczną grupą, że założyli turecką gminę muzułmańską w ramach Muzułmańskiego Związku Religijnego, który istnieje od 1925 r. Jest to prężna społeczność, zorganizowali własną salę modlitw - wyposażyli ją za własne pieniądze, sprowadzają imama z Turcji. Są to ludzie z cenzusem, odpowiednim statusem społecznym.

 

Kolejna społeczność to uchodźcy z Czeczenii. Nikt nie wie, ilu ich jest, nawet MSW. Przyjeżdżają z paszportami rosyjskimi, nie można więc ich zidentyfikować, ale Polskę traktują jako przystanek w drodze do Europy Zachodniej. Nie chcą tu zostać, bo jest bezrobocie i kiepskie zasiłki, nie mogliby więc wspomagać materialnie rodzin.

 

Właśnie względy ekonomiczne decydują o tym, że nie będzie przybywać emigrantów z krajów muzułmańskich. Polska w ogóle jest mało znanym krajem, ponadto nie osiedliło się tu wielu muzułmanów, a na kraj osiedlenia emigranci zazwyczaj wybierają te państwa, w których mają krewnych. Tak więc nawet jeśli ktoś tu trafia, stara się wyjechać.

 

Jaki jest stosunek Polaków do muzułmanów? Niedawno głośne były protesty przeciw budowie meczetu w Warszawie.

 

Polacy generalnie nie są przeciw budowie meczetów. To jest duże uogólnienie i znowu mamy do czynienia z kalką zachodniego dyskursu, narzuconego bezrefleksyjnie na nasze relacje. To na Zachodzie zdarzają się problemy z meczetami w państwach, gdzie status islamu jako religii jest nieuregulowany. U nas w proteście wzięło udział około 120 osób. I było to odwzorowanie zachodnich zjawisk - protest odbył się po referendum w Szwajcarii, w którym mieszkańcy zdecydowali, że nie chcą u siebie minaretów. W Polsce plakaty były identyczne ze szwajcarskimi.

 

A przecież skoro jest oficjalnie działający związek wyznaniowy, to zgodnie z Konstytucją i Ustawą o gwarancjach wolności sumienia i wyznania ma prawo wznosić budowle sakralne. Protesty były więc bezzasadne.

 

Jakie jest znaczenie Dnia Islamu, organizowanego od ponad dziesięciu lat w Polsce?

 

To inicjatywa Kościoła katolickiego, więc z natury jest religijna. Celem tych spotkań jest wzajemne poznanie się przedstawicieli obu wyznań, bo muzułmanów jest w Polsce mało i Dzień Islamu jest taką okazją. Mówiłam już, że stereotypy powstają z niewiedzy i tworzy się je po jednej i drugiej stronie.

 

Ta inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem, jest wspaniała atmosfera, goście słuchają czytań z Biblii i Koranu. Słuchają dwugłosu na ten sam temat interpretowany przez muzułmanów i katolików. Można wysłuchać świadectw, ostatnio mówił pielgrzym, który szedł pieszo z Jerozolimy do Asyżu. Nie miał pieniędzy, nocował w różnych domach i to muzułmanie bardzo chętnie go u siebie gościli i "przekazywali" go sobie. Złożyli się też na prom, którym popłynął na Cypr.

 

Tak więc wzajemnie się poznajemy, widzimy, jak się modlimy, gdyż omawiane jest "Ojcze nasz" oraz spontaniczna modlitwa muzułmańska du’a.

 

Ten Dzień Islamu ma swój dodatkowy wymiar - biorą w nim udział ambasadorzy państw muzułmańskich i przekazują o tym informacje swoim rządom, co jest naturalne, ale informują też media, które publikują materiały o spotkaniach. Zyskuje na tym wizerunek Polski.

 

Z Pani wypowiedzi przebija optymizm. Czy ten eksperyment - wspólna egzystencja z muzułmanami w Europie - się uda?

 

Znany teolog muzułmański Tarik Ramadan mówi, że Europa musi zauważyć obecność muzułmanów. Ale też muzułmanie muszą respektować fakt, że żyją na terenie Europy i muszą respektować prawo, obowiązujące w nowej ojczyźnie. Skoro przybyli tu dobrowolnie, to znaczy, że akceptują tutejsze prawo. Skoro tu są, to zawarli kontrakt z państwami, które ich przyjęły, czyli ahd (a szariat nakazuje przestrzegać miejscowe prawo w takiej sytuacji). Nie można więc powiedzieć, że "to prawo mnie nie dotyczy".

 

Jeżeli obie strony będą szanować swoje wartości, wszystko się uda. Już się udaje i z tej sytuacji czerpią korzyści obie strony.

 

Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz


Agata Skowron-Nalborczyk - iranistka i arabistka, adiunkt w Zakładzie Islamu Europejskiego Wydziału Orientalistycznego UW. Zajmuje się m.in. mniejszościami muzułmańskimi w Europie, kontaktami muzułmańsko-chrześcijańskimi, zagadnieniami dotyczącymi kobiet w islamie. Współprzewodnicząca ze strony katolickiej Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów.


Współautorka (z Agatą Marek) leksykonu dla dziennikarzy "Nie bój się islamu", wydanego przez "Więź" (2005) który otrzymał International Award for Interreligious Dialogue. Mieszka w Warszawie.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

10

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Alfista 16:45:14 | 2013-08-07
Pan nasz Jezus Chrystus nakazywał nawracać i chrzcić.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Katolik apolityczny 13:37:44 | 2013-08-07
Zgodze się z przedmówcami co do prania mózgu i propagowaniem letnich muzułman, zamiast pokazania co Koran i Szariat nakazują.
Polecam zapoznać się z analizą Koranu, a nie opiniami ludzi wcale go nie znających, a polegających na słowie muzułman. Ks. Pages, znawca Koranu:
http://www.fronda.pl/blogi/de-profundis-clamavi-ad-te-domine/islam-przegrywa-z-rozumem,30257.html
Analiza świecka:
http://www.fronda.pl/blogi/frontem-do-przodu/islam-chrzescijanstwo,34628.html

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~enor 05:10:27 | 2013-01-27
Artykul ten jest typowym objawem robienia wody z mozgu czytelnika.
Koran jest zbudowany na nieprawdzie, poniewaz twierdzi ze Abraham mial poswiecic swego syna Ismaela a nie Izaka.
Wedlug koranu Jezus nie jest Bogiem, wiec chrzescijanie nie wierza w Boga.
A kto wierzy w Trojce Przenajswietsza jest heretykiem i bedzie potepiony.
A  samo postepowanie Mahometa jest nacechowane calkowitym brakiem moralnosci.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 07:41:06 | 2013-01-23
mnie nie interesują letni muzułmanie bo może oni nawet Koranu nie czytają ale Ci wierzący i praktykujący są groźni


Najlepiej byłoby , gdyby świry muzułmańskie i świry katolickie (czyli 'prawdziwi katolicy' i 'prawdziwi muzułmanie') umówili się na ustawkę w ustronnym miejscu, a zwykli katolicy i zwykli muzułmanie (których jest zdecydowana większość) mogli żyć w spokoju, którego chcą.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mewa 01:02:05 | 2013-01-23
widać też, że autorka wybiórczo cytuje teologów muzułmańskich :) niestety większość mówi co innego niż ten podany przez panią, nawet w meczetach w usa  wprost można od imamów co innego usłyszeć :) nie mówiąc już o tym co się dzieje w GB - wystarczy posłuchać nagrań z youtube

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mewa 00:58:21 | 2013-01-23
Autorka jest chyba naiwna i nie próbowała wyznawać swej wiary w państwie muzułmańskim...Arabii Saudyjskiej, Pakistanie czy nawet w Egipcie, czemu Pani nie pisze o zasadzie takiji - o możliwości kłamstwa w islamie, o możliwości zawierania fałszywych sojuszy i pokoju, ani o regułach interpetacji koranu w tym o regule mówiącej, że niektóre wersety - w tym o dziwo pokojowe i tolerancyjne - są już nieważne a wyparte między innymi zostały przez wersety miecza !!!!!!! czemu Pani nie pisze o werestach Koranu nawołujących wprost do zabijania chrześcijan i zakazujących brania sobie przyjaciół chrześcijańskich pod groźbą wykluczenia z islamu - czytaj śmierci, mnie nie interesują letni muzułmanie bo może oni nawet Koranu nie czytają ale Ci wierzący i praktykujący są groźni

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kate 21:11:08 | 2013-01-20
Problem z muzułmanami w Europie to problem społeczny, nie religijny. Wzrasta przecież i to znacząco ilość muzułmanów w maryjnych sanktuariach Europy, zwłaszcza Lourdes, Fatimie i Medjugorie. Zauważył to zjawisko nawet Episkopat Francji wystosowując specjalny list do "braci muzułmanów" pielgrzymujacych do Lourdes. W Amsterdamie jest sanktuarium maryjne Pani Wszystkich Narodów, praktycznie opanowane przez muzułmanów. Fobia islamska wynika raczej z liberalizacji i desakralizacji życia Europejczyków, co nie mieści się w mentalnym rozumieniu życia przybywających z Afryki czy Bliskiego Wschodu muzułmanów - dla nich najgorszy człowiek to nie jest chrześcijanin, ale ateista. W I Rzeczypospolitej muzułmanów było bardzo dużo, nawet służyli w armii i to w czasach, gdy prowadziliśmy wojny z Turcją. Nie było waśni religijnych. Trzeba też pamiętać, że islamska Turcja jako jedyny kraj w Europie nigdy nie uznała rozbiorów Polski. Moim zdaniem, gdyby Europa była chrześcijańska, a Europejczycy wyznawali swoją wiarę z oddaniem, to nie istniałby problem tzw. islamizacji Europy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 18:52:54 | 2013-01-20
Uważam że są bardzo nikłe szanse na to żeby się udało, raczej powinniśmy się skupić na powiedzeniu  nie rugowaniu chrześcijaństwa z Europy.,,Poprawni"Europejczycy bardziej martwią się tym żeby nie urazić braci muzułmanów niż tym że odcina się Europę od jej korzeni co może mieć fatalne skutki bo bracia muzułmanie jeżeli uda się im osiągnąć większość żadnych skrupułów w stosunku do nas mieć nie będą i tolerancyjni Europejczycy będą musieli przestrzegać szariatu

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dariusz 18:42:48 | 2013-01-20
Artykol jest ciekawy ale niestety naiwny. Mieszkam 5 lat w Egipcie i widze islam w praktyce. Trzeba smialo powiedziec o wersetachz koranu, gdzie jest wyraznie powiedziane" lapcie ich i zabijajcie" to dotyczy co maja robic z chrzescijanami. Koran z jedenj strony karze nas akceptowac i szanowac  a z drugiej strony pokresla nas jako lajdakow i ze nalezy nas zabijac. Chyna autorka zapomiala o tej drugiej stronie Koranu. Trzeba rozmawiac ale swiadomie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~N. 18:07:12 | 2013-01-20
"Jeżeli obie strony będą szanować swoje wartości, wszystko się uda. Już się udaje i z tej sytuacji czerpią korzyści obie strony."

taa, trzeba być bardzo naiwnym... Islam jest religią ekspansywną i nietoleracyjną.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook