Mów zawsze co myślisz i czujesz

(fot. shutterstock.com)

 

Często mówimy wiele, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę wypływa z naszych ust, powtarzamy jakieś zasłyszane słowa, newsy, informacje, a nawet plotki.

 

Po Wieczerniku i Ogrójcu czas na Pretorium, gdzie urzędował Piłat - namiestnik Rzymu. Wiele wysiłku kosztowało faryzeuszów i uczonych w Piśmie, aby Jezusa pojmać i przedstawić Mu w miarę "wiarygodne zarzuty". Kajfasz oraz ci wszyscy, którym Jezus ośmielił się wytknąć ich zakłamanie, dawno w swych sercach przeznaczyli dla Niego śmierć. Owego piątkowego ranka spełniły się ich najskrytsze marzenia - mieli Go w swoich rękach bezbronnego i mogli z Nim zrobić wszystko, co chcieli.

 

Właściwie mogli oni ukamienować Jezusa i tylko donieść namiestnikowi rzymskiemu, że wyrok był wydany na podstawie prawa religijnego, ale woleli zrzucić odpowiedzialność za Jego śmierć na władze okupacyjne. W ten sposób rozpoczął się najdziwniejszy i najbardziej groteskowy proces sądowy w historii całego świata. Proces, w którym praktycznie nie było winy i żadnych dowodów, tylko pobożne życzenia ludzi przepełnionych nienawiścią.

 

 

Pismo Święte mówi, że faryzeusze i uczeni w Piśmie przedstawiali Jezusowi wiele zarzutów, powoływali świadków, którzy sami sobie przeczyli. Zamiast konkretnych argumentów były tylko okrzyki podburzonego ludu: na krzyż z Nim! Winien śmierci!, krew Jego na nas i na dzieci nasze! A dla wymuszenia korzystnego dla siebie wyroku użyto zwykłego szantażu: jeśli Go nie skażesz, nie jesteś przyjacielem cesarza.

 

Głównym sędzią, jak na ironię, został namiestnik rzymski słynący z okrucieństwa, przekupstwa, chwiejności w swoich poglądach oraz z nienawiści i pogardy do Żydów. Piłata, bo o nim mowa, w ogóle nie interesowały zarzuty natury religijnej, a oskarżenia o działalność polityczną wymierzoną przeciw Rzymowi były wręcz śmieszne. Bo w jaki sposób mógł zaszkodzić całemu Imperium człowiek, który głosił naukę o miłości nieprzyjaciół, a więc i Rzymian, i opowiadał się za płaceniem podatków okupantowi? Pamiętamy zapewne tekst Ewangelii: "oddajcie Cezarowi to, co niego należy, Bogu zaś to, co należy do Boga".

 

Piłatowi nadarzyła się wspaniała okazja, aby odegrać się na Żydach, a zwłaszcza na ich przywódcach, za ustępstwa, do jakich go zmuszali wszczynając zamieszki przeciw Rzymianom. Tak więc Chrystus stał się kartą atutową w jego rękach w grze przeciw faryzeuszom i kapłanom. Piłat wiedział, że uniewinnienie Jezusa będzie bolesnym policzkiem wymierzonym tym ludziom. Dlatego, gdy się dowiedział, że Jezus jest Galilejczykiem, odesłał Go do Heroda, a gdy i ten nie wziął odpowiedzialności za Jego śmierć, tym bardziej utwierdził się w postanowieniu wynagrodzenia sobie poniesionych porażek.

 

Piłat, do realizacji swych planów chciał wykorzystać tłum, jaki się zebrał przed pretorium - ludzi, których Jezus podczas swojej działalności nauczał, karmił chlebem, niejednokrotnie uzdrawiał. Wielu z nich miało wobec Jezusa dług wdzięczności i w związku z tym powinni  być za jego ułaskawieniem.

 

 

Namiestnik postawił więc obok Jezusa Barabasza, co za ironia: Bóg został postawiony w jednym rzędzie z pospolitym bandytą. I tu Piłat przeliczył się, bo na pytanie, kogo ma uwolnić, usłyszał od tłumu: - Barabasza. Nie przewidział on jednak, że tłum najczęściej nie ma swojego zdania. Wystarczyło kilku podstawionych ludzi, by reakcja zebranych była po myśli Kajfasza i jego znajomych. Ten, który życie przywracał - Jezus - miał zginąć, a ten, który życia pozbawiał, a więc Barabasz, stał się wolnym człowiekiem.

 

Piłat podjął ostatni krok w walce z Sanhedrynem: widział że nie może liczyć na rozsądek pospólstwa, postanowił więc zagrać na ludzkich emocjach - na współczuciu. Wydał Jezusa na biczowanie, z nadzieję, że widok zmasakrowanego i zakrwawionego ciała skazańca wzbudzi litość w zaślepionych nienawiścią sercach. Tak się jednak nie stało. Było już za późno. Starszyzna i ludzie przez nią przekupieni włożyli zbyt wiele wysiłku, aby teraz się wycofać. Podburzony przez nich lud żądał śmierci dla Mesjasza, na którego tyle lat czekał z utęsknieniem.

 

Piłat wydał wyrok śmierci, choć wiedział, że sąd, któremu przewodniczył, nie miał nic wspólnego ze sprawiedliwością. Jego winy nie zmyła źródlana woda, którą próbował oczyścić swoje ręce z krwi, która przez niego została niewinnie przelana. Piłat tym zewnętrznym gestem usprawiedliwił się przed tłumem.

 

Namiestnika zgubiło jeszcze jedno: brak zdecydowania i własnego zdania. Piłat robił tak, jak kazał mu tłum, bał się opinii ludzkiej, oraz utraty wszystko, co posiadał. Ustępstwa, które czynił w stosunku do tłumu, były niczym innym jak uległością wobec namiętności i zła, które w rezultacie - poprzez niezdecydowanie - prowadziły do zbrodni.

 

Piłat, który chciał uratować Jezusa przed Sanhedrynem - przez negocjacje i ustępstwa - poszedł za daleko i stracił kontrolę, zgubiła go pewność siebie, zatwardziałe serce, usprawiedliwianie się i brak własnego zdania.

 

Czy ludzie zachowują się jak papugi?

 

Odejdźmy na chwilę od Piłata. Mówiłem już o wiewiórkach i żółwiu, dziś powiem kilka słów o papudze, która jest pięknym, kolorowym ptakiem. Z dostojeństwem przestępuje z nogi na nogę, pokazuje pióra i chwali się nimi, zapraszając nasze oczy do tego, aby patrzyły i podziwiały ją w całości. Papuga potrafi też mówić - tzn. powtarzać zasłyszane słowa. Robi to  bez pomyślunku i zastanowienia, ot tak.

 

Patrząc na gadającą papugę, przyszła mi do głowy pewna analogia. Często i my mówimy wiele, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę wypływa z naszych ust, powtarzamy jakieś zasłyszane słowa, newsy, informacje, a nawet plotki. Nie mamy własnego zdania i wtedy powtarzamy zasłyszane opinie bez wnikliwej analizy, nie zastanawiając się, co one tak naprawdę znaczą, czego tak naprawdę dotykają. Nie mamy własnego zdania, bo jest nam tak łatwiej, wygodniej, bo zakwitło w nas lenistwo. Nie bierzemy odpowiedzialności za zasłyszane i powtarzane słowa, bo zawsze można zrzucić je na innych: ja tak nie mówiłem, to przecież ktoś inny.

 

Właśnie w takich sytuacjach zachowujemy się podobnie jak Piłat, który zewnętrznym gestem obmycia rąk dał znak, że nie bierze odpowiedzialności, że to nie jego wina. A serce? A sumienie? Odstawione jest na bok.

 

Piłat wypowiada słowa, które nie mogą przedstawiać prawdy, bo wtedy jego urząd legł by w gruzach, straciłby zbyt wiele. A na to nie mógł sobie pozwolić. Świat, który sobie stworzył jest ważniejszy niż czyjeś życie. Wygoda, prestiż, pochwała. Jak papuga powtarza to, co każą mu inni, w tym wypadku anonimowy tłum.

 

Jest taka bajka o człowieku o imieniu Elaim, który miał zawsze własne zdanie i wypowiadał bez względu na to, do kogo mówił, jak wielu ludzi go słuchało i w jakich okolicznościach się znajdował. Chosroes, król perski, który dopiero co wyszedł z ciężkiej choroby, zebrał wszystkich swoich doradców i rzekł do nich:

- Chciałbym się dziś od was dowiedzieć, co o mnie sądzicie. Czy uważacie, że jestem dobrym królem? Nie bójcie się mówić całej prawdy. W zamian chciałbym każdemu z was podarować szlachetny kamień.

Doradcy prześcigali się w prawieniu komplementów i przesadnych pochwał. Gdy przyszła kolej na mądrego Elaima, ten rzekł:

- Panie wołałbym raczej milczeć, gdyż prawdy nie można kupić.

Król odparł: - Dobrze. Zatem nic ci nie dam, jednak ty możesz teraz powiedzieć szczerze, co myślisz.

 

Rzekł wówczas Elaim: - Mój panie, chcesz wiedzieć, co sądzę? Sądzę, że jesteś człowiekiem obarczonym wieloma słabościami i wadami, tak samo jak każdy z nas. Twoje wady znaczą jednak o wiele więcej, gdyż sprawiają, że cały naród jęczy pod ciężarem twoich podatków. Myślę, że wydajesz zbyt wiele pieniędzy na huczne święta, budowy pałaców, a przede wszystkim na wojny.

 

Król, usłyszawszy te słowa i zamyślił się. Później kazał wydzielić swoim doradcom po szlachetnym kamieniu, tak jak obiecał. Elaima mianował zaś swoim rządcą Następnego dnia przed oblicze króla stawili się pochlebcy. - Panie - powiedział ich rzecznik - handlarza, który kupił dla ciebie te ozdoby trzeba by powiesić! Wszystkie kamienie, któreś nam podarował, są fałszywe. - Wiem o tym - odparł król - Są tak samo fałszywe, jak wasze... słowa.

 

Wracając do Piłata, trzeba powiedzieć, że jego sąd nad Jezusem był dziwnym sądem, i chyba  niestety nie jedynym i ostatnim w historii ludzkości. Tak nieludzki, tak niesprawiedliwy, wręcz groteskowy...

 

Zastanówmy się, czy nigdy w swoim życiu nie wzięliśmy udziału w rozprawie przeciw Bogu. Przecież tak, jak 2 tys. lat temu, tak i dziś Bóg swoją nauką, swymi wymaganiami moralnymi wielu ludzi denerwuje, dla wielu z nas jest niewygodny, bo burzy misternie ułożony przez nas świat, burzy spokój naszego sumienia, gdy zaczynamy wybiórczo traktować Jego przykazania, przyjmując tylko te, które w danej sytuacji są nam wygodne. Gdy zdradzamy Go dla wygód i marnych propozycji, jakie podsuwa nam świat.

 

Scena z Piłatem jest dla nas wyzwaniem. Nie wiadomo jak zakończyłaby się rozprawa Jezusa, gdyby znalazł się choć jeden odważny i sprawiedliwy człowiek, który odważyłby się krzyknąć do Piłata - uwolnij Jezusa. Pamiętajmy o tym, gdy przyjdzie godzina naszej próby. To może się stać nawet dzisiaj.

 

Wspomóż Nas
Tagi: wielki post

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

17

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook