Czy upomnienia są nam potrzebne?

Odrobina refleksji nad życiem uświadamia nam, że dość łatwo ulegamy różnym iluzjom i błędom. – Czy zatem nie potrzebujemy głosu, który nas upomni i zawróci z błędnej drogi?

 

Po Wielkim Poście spodziewamy się odnowienia i – gdy minie wiosenne przesilenie – także przypływu nowej energii. Mamy nadzieję, że odnowi się nasza radość ze Zmartwychwstania. Wszystko to jest darem Bożym, a nasz wkład (poprzedzony łaską Pana) zwie się w biblijnej tradycji nawróceniem (metanoia). Jednak o nawrócenie wcale nie jest tak łatwo. Myślę, że wszyscy, mniej lub bardziej świadomie, wyczekujemy mocnego impulsu, który przekonująco wezwałby nas właśnie do zwrócenia się całym sercem do Boga, a także do bliźnich – w miłości.

 

 

Część 1.

 

 

 

Część 2.

 

 

 

 

Przeczytaj rozważanie

 

***

 

Krzysztof Osuch SJ podejmuje kilka tematów podwyższonego ryzyka i przedstawia je, być może, wbrew dyktatowi "poprawności". Chętnie rozważą je ci, którzy nie chcą być manipulowani ani przez małodusznych ludzi, ani przez złośliwe demony. Do trudnych tematów należą prorockie upomnienia, gniew i karanie Boga, który zawsze i przez wszystko naprowadza na swe nieskończone Miłosierdzie. Lekcja cierpienia skojarzona jest z …tańcem.

 

Rozważania adresowane są do różnych osób - zarówno do (już) wierzących, jak i do (jeszcze) czekających "na kamieni nagłe przebudzenie" i "na głębie co u stóp naszych legną".

 

Kup rozważania: Zobaczyć siebie oczami Chrystusa

 

 

Zobacz książki autorstwa o. Krzysztofa Osucha SJ:

 

 

Bóg tak wysoko Cię ceni. Rozważania na niełatwe tematy

 

Książka składa się z kilkudziesięciu rozważań. Autor porusza problem kondycji człowieka, jego pragnień, słabości i grzechów. Jednocześnie wskazuje dar największy, o który nie trzeba zabiegać - bezwarunkową miłość Boga. Jej odkrycie nadaje sens wszystkiemu co, nas spotyka. Bóg kocha grzesznika, a to przecież Dobra Nowina dla każdego.

 

 

 

 

 

Przed Tobą jest dal. Rozważania o miłości, pokonanej śmierci i jasnym wyborze

 

"I ciebie chce On wybawić z nieszczęść, przed tobą jest dal". Te natchnione słowa, jakie do cierpiącego Hioba skierował przyjaciel, wciąż niosą nadzieję na Bożą pomoc i szczęśliwy finał życia. W podobnym duchu utrzymane są niniejsze rozważania. Pomogą one dostrzec miłość Boga, której doświadczanie jest przedsmakiem Nieba.

 

 

 

Tekst rozważania

 

 

Po Wielkim Poście spodziewamy się odnowienia i – gdy minie wiosenne przesilenie – także przypływu nowej energii. Mamy nadzieję, że odnowi się nasza radość ze Zmartwychwstania. Wszystko to jest darem Bożym, a nasz wkład (poprzedzony łaską Pana) zwie się w biblijnej tradycji nawróceniem (metanoia). Jednak o nawrócenie wcale nie jest tak łatwo. Myślę, że wszyscy, mniej lub bardziej świadomie, wyczekujemy mocnego impulsu, który przekonująco wezwałby nas właśnie do zwrócenia się całym sercem do Boga, a także do bliźnich – w miłości.

 
Niestety, można odnieść wrażenie, że w zawirowanym świecie coraz trudniej jest „uruchomić” taki duchowy impuls, który doprowadziłby do autentycznego nawrócenia, do przełomu i odświeżającego początku. Dlaczego? Otóż w głębi podzielonych serc i w cywilizacyjnej aurze działają znaczące czynniki, które zda się natychmiast neutralizują wszelkie poważne wezwanie do poważnego nawrócenia. Wiem, że Słowo Boże potrafi być mocniejsze (por. Hbr 4, 12), jednak nikogo nie przymusza! Skutecznie i odnawiająco działa tam, gdzie widzi minimum otwarcia. Inaczej mówiąc, warto swe serce uprzystępnić Bogu. Jak? Choćby przez to, że świadomie robimy w sobie miejsce dla upomnień,takżedzisiaj do nas kierowanych przez samego Boga. Z reguły w sposób zapośredniczony.
 

Presja, by lekceważyć Boga

 

Był taki czas, kiedy Jezus, osobiście, wołał: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido!” (Łk 10, 13). I osobiście przestrzegał:, „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał” (Łk 10, 16). Przyznajmy, najniebezpieczniejszą rzeczą – i wtedy, i dzisiaj – byłoby wzgardzić Bogiem, Jego słowami! „Największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina jest zlekceważenie słów Pana. Niestety, dzisiaj dzieje się to często. Istnieje ogólna atmosfera, która stwarza presję, aby nie brać słów Pana poważnie. Dlatego ostrzeżenia Pana Jezusa odnoszące się do Korozain, Betsaidy i Kafarnaum są dzisiaj bardzo aktualne” (o. Włodzimierz Zatorski OSB). Niby boimy się wielkich zagrożeń; każdy chciałby się ustrzec największego niebezpieczeństwa, a jednak tak łatwo mu ulec, właśnie lekceważąc słowa Pana!
 
Znamienna w tym względzie jest niedawna wypowiedź Benedykta XVI. Zapytany przez Petera Seewalda, jakie zadania uważa obecnie za najważniejsze, odpowiedział: „Teraz chodzi o to, żeby kontynuować to, co rozpoczęte [przez Jana Pawła II] i zrozumieć dramatyzm czasu i w nim Słowo Boże postawić jako słowo decydujące i równocześnie przywrócić chrześcijaństwu jego prostotę i głębię, gdyż bez tego nie może ono działać”.  Stawką w grze o nasze zbawienie jest właśnie to: czy słowo Boga będzie decydujące, czy też będzie lekceważone.
 

Aksamitna presja „poprawności”

 

Lekceważenie życiodajnych i przyjaznych słów Stwórcy ma długą historię i sięga początku dziejów. Złośliwy „wąż” pomógł pierwszym rodzicom wygenerować lekceważące traktowanie Boga i Jego słów! Odtąd fatalny nurt bezczelnego lekceważenia Boga obecny będzie przez całe ludzkie dzieje. Wszystkie pokolenia będą kuszone do tego, żeby słowa Boga lekceważyć. W obecnym czasie nie jest inaczej ani lepiej. Dopiero dziś wywierana jest wyjątkowo wielka presja, by słów Pana Boga nie brać poważnie.
 
Oczywiście, ta presja nie zawsze jest jawna czy brutalna. Łagodzą ją wyrafinowane techniki manipulacji, uwodzenia i odwodzenia od Boga. Być może wielu naiwnie się łudzi, że żyjemy w czasach super wolności, tymczasem „ktoś” (wielu, całe legiony) – konsekwentnie wywiera na nas określoną presję, a my poddajemy się jej bezrefleksyjnie (i bez należytego odporu)! Dziś jednym z przejawów „aksamitnej”, ale mocnej presji na to, by nie słuchać Boga, jest konsekwentne narzucanie (niby to) obowiązującej tzw. „poprawności” – w polityce i w wielu innych dziedzinach. Dzieje się zatem tak, że nawet inteligentni ludzie sądzą, że głos sumienia i Dekalog Boskiego pochodzenia to wolno zlekceważyć, ale kanony poprawności (ustalanej dla różnych dziedzin i sfer życia społecznego) należy respektować niemal bezwzględnie i bezkrytycznie. No bo jak im się sprzeciwiać, skoro promują je (by nie powiedzieć narzucają) potężne media, a ustalają wpływowe środowiska tzw. „nowej lewicy”. Ludzie z tych środowisk intensywnie działają od lat co najmniej 60-tych minionego wieku, a ich ideałem i ideologią jest to, by radykalnie zlaicyzować ludzką duszę, czyli doprowadzić ją właśnie do zlekceważenia Boga i oderwania od Niego.  
 
Być może także nasz (mój i twój) „dramat polega na tym, że naszymi wyborami rządzi nie słowo Boga, ale to, co podsuwa świat”. Bywa i tak, że gdy rusza nas sumienie lub ktoś z zewnątrz napomina, to naszą tchórzliwą uległość wobec dyktatów świata (z jego „poprawnością”) i naszą nieuczciwość wobec Boga próbujemy jakoś zakryć, powołując się na Jego wielkie Miłosierdzie! Tymczasem należałoby po prostu i przede wszystkim samokrytyczne zapytać, czy „nasze patrzenie i oceny są brane” z nauki Pana, czy raczej ze świata.
 

Posługa upominania

 

Powyższe spostrzeżenia mogą rodzić niepokój, ale o to chodzi, by uzasadniały szczerą otwartość na posługę upominania. W Piśmie Świętym mówi się wiele o upominaniu i wiele w nim upomnień. Choćby to skierowane do Niniwitów przez opierającego się Bogu Jonasza (por. (Jon 3,1-10). Finał Jonaszowego (Bożego) upominania był szczęśliwy. Nie doszło do zapowiadanej katastrofy, gdyż Niniwici poważnie potraktowali Boże upomnienie. Miasto ocalało, gdyż uwierzyli Bogu i odwrócili się od swojego złego postępowania.
Na przestrzeni wieków Bóg zlecał misję upominania wielu osobom.
 
W każdym pokoleniu Bóg posyłał nowych proroków. Jednych nazywamy prorokami większymi, innych mniejszymi. Za największego proroka Jezus uznał Jana Chrzciciela (por. Mt 14, 4). Sam Jezus też może być nazwany Prorokiem i to najzupełniej wyjątkowym! Nurt upominania był mocno obecny w Jego nauczaniu: upominał uczonych w Piśmie, faryzeuszów i przywódców ludu (Łk 11, 39; 20, 20). Wszystkich napominał i wzywał do nowego i głębokiego rozumienia Dekalogu, a także do kierowania się Kazaniem na Górze i Błogosławieństwami! Negujących wyjątkowość Jego Osoby – Jezus ganił najszczególniej (por. Mt 12, 31-32, Łk 12, 10).
 
Temat upominania jest w Historii Zbawienia i w Piśmie Świętym zagadnieniem niewątpliwie centralnym i rozległym. Powiedzmy jeszcze tylko tyle, że Boże upomnienia nie zawsze trafiały na podatny grunt. Bywały one nieraz lekceważone, a głosicieli upomnień nierzadko zabijano! Zawsze miało to jednak fatalne skutki dla upominanych. Na opornych spadały ciężkie doświadczenia i nieszczęścia...  
 

Są potrzebni prorocy i upomnienia

 

Boże upominania nie należą do zamierzchłych czasów.
 
Także dziś Bóg proroków „zatrudnia” i posyła. Potrzebuje ich Bóg, ale jeszcze bardziej myich potrzebujemy, gdyż to w naszych czasach nasilają się wielkie kuszenia. To obecnie rośnie liczba „odstępców” od Boga i wiary.
 
Konsekwentnie tworzony jest klimat kulturowy, w którym odejście od wiary i Kościoła jest traktowane niemal jak „oczywista oczywistość”. Taki klimat był przygotowywany od dawna. Właściwie od paru wieków, a zwłaszcza w kilku ostatnich dekadach – w Europie szerzono ideologie filozoficzne, obarczone zasadniczymi błędami antropologicznymi. Także w teologii i egzegezie nie brakowało myślicieli, którzy umniejszali Osobę Jezusa Chrystusa, a Słowo Boże objaśniali w sposób pseudonaukowy i w oderwaniu od żywej wiary!
 
Ofiarą tych procesów padały (i padają) miliony ludzi. (Kto nam zagwarantuje, że i my do tych ofiar nie zostaniemy doliczeni?)
 
Jest rzeczą niepokojącą, że coraz lepiej mają się „apostołowie” nowej cybernetycznej cywilizacji, pozbawionej odniesienia do Boga i trwałych zasad moralnych. Zdają się oni być niezwykle pewni siebie. Bezczelnie proponują ukształtowanie „nowego człowieka”. Chcą zrealizować wizję człowieka całkiem zlaicyzowanego. Zdają się przy tym nie mieć żadnych wątpliwości i wyrzutów sumienia. Zabiegają o stanowienie praw z gruntu przeciwnych Bożemu Prawu, Dekalogowi. A jednym z głównych elementów ich swoistej „religii” jest dyktatura relatywizmu, która stopniowo i konsekwentnie poddaje sobie różne struktury życia społecznego i wiedzie wielu (masy) w strefę całkowitego bezsensu, śmierci i autodestrukcji. Jest to coś w rodzaju duchowego bagna, w którym nie ma stałego Gruntu i Fundamentu. Nie ma Początku i Celu.  
 
Ten destrukcyjny proces dzieje się na naszych oczach i to z jakimś niepokojącym przyśpieszeniem. Widać to wyraźnie choćby właśnie w ustawodawczych działaniach różnych parlamentów. Te coraz łatwiej, szybciej i „lekką ręką” sankcjonują niemal wszelki bezład w dziedzinie zasad moralnych.
 
To, co dzieje się z narodami Europy (choć nie tylko), można by porównać do gwałtownych pożarów, które w upalne lata (niemal rok po roku) trawiły wysuszone lasy Europy, także Rosji. Nasuwa się pytanie, czy jest to może jakiś znak i symbol (por. Łk 13, 4) innego ognia, który trawi (i niszczy) dusze ludzi naszych czasów? A może trzeba by mówić o jeszcze innym ogniu? I czym okaże się on w końcu? 
 
Ośmielę się zadać pytanie: Czy kreatorzy „nowego człowieka” i tzw. „nowego porządku świata” nie powinni usłyszeć mocnych napomnień ze strony Boga, który jest Stwórcą wszystkiego i jedynym Panem dziejów?! Może i oni – dla swojego wiecznego dobra – powinni zdać sobie sprawę z tego, że przed Bogiem stanie wszelkie stworzenie (por. Ap 5, 13).
 
1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.54

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~OK 17:17:03 | 2012-02-13
Benedykt XVI "wywołał" niedawno bibliny (wielki i trudny ) temat upominania.
- Z powyższego rozważania - też o upominaniu - wydobyłbym te zdania, mówiące o wielkiej trudności w zaproponowaniu i przyjmowaniu upomnień:
"można odnieść wrażenie, że w zawirowanym świecie coraz trudniej jest <ruchomić>taki duchowy impuls, który doprowadziłby do autentycznego nawrócenia, do przełomu i odświeżającego początku. Dlaczego? Otóż w głębi podzielonych serc i w cywilizacyjnej aurze działają znaczące czynniki, które zda się natychmiast neutralizują wszelkie poważne wezwanie do poważnego nawrócenia. Wiem, że Słowo Boże potrafi być mocniejsze (por. Hbr 4, 12), jednak nikogo nie przymusza! Skutecznie i odnawiająco działa tam, gdzie widzi minimum otwarcia. Inaczej mówiąc, warto swe serce uprzystępnić Bogu. Jak? Choćby przez to, że świadomie robimy w sobie miejsce dla upomnień,takżedzisiaj do nas kierowanych przez samego Boga". - Cokolwiek by nie powiedzieć, największa MOC NAWRACANIA ukryta jest w SŁOWIE BOGA.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~katolik 15:50:38 | 2011-04-01
Ponieważ żyjemy w czasach ostatecznych, ostrzegam zabłąkanych ludzi przed fałszywymi nauczycielami. Kto nie boi się prawdy może skorzystać.
Mt 7:21 "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sugestia 15:30:37 | 2011-04-01
W temacie omawianym polecam wyrazistą wypowiedź ks. Henryka Łuczaka: http://dzieckonmp.wordpress.com/2011/04/01/zniszczmy-obraz-bestii/ Przejmująca analiza w prorockim "stylu".

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pogłębienie 21:23:02 | 2011-03-31
Dla czujących niedosyt w temacie upominania i nawrócenia,do którego Bóg nas przynagla -często przez wielką Prorokinię NMP- radziłbym regularnie zaglądać na ciekawą stronę (być może momentami nieco kontrowersyjną, ale odważną i ważną oraz trzeźwo rozeznającą):  http://dzieckonmp.wordpress.com/  

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~veritas 17:05:06 | 2011-03-31
Odtąd fatalny nurt bezczelnego lekceważenia Boga obecny będzie przez całe ludzkie dzieje. Wszystkie pokolenia będą kuszone do tego, żeby słowa Boga lekceważyć. W obecnym czasie nie jest inaczej ani lepiej. Dopiero dziś wywierana jest wyjątkowo wielka presja, by słów Pana Boga nie brać poważnie.

I w ten nurt wpisuje się całkiem sporo artykułów i komentarzy prezentowanych na Deonie.  Niestety.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

galk 13:09:04 | 2011-03-31
Moim zdaniem, jest to jeden z najwazniejszych tekstów jakie ukazały sie na DEONIE i to nie tylko w ostatnim czasie!
Te upomnienia sa naprawdę wielkiej wagi!
Potrzebujemy upomnień, gdyż wszyscy podlegamy wielkim kuszeniom i w jakimś stopniu im ulegamy!
Myślę że nie jest zbyt ostre zastapienia słów "w jakimś stopniu" na w coraz większym stopniu.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?