Obudź się, moje serce!

 Kiedy do Jana Chrzciciela zaczęły dochodzić pogłoski o niewiarygodnych czynach Jezusa  (bo niewidomi otwierali oczy, chromi zaczynali chodzić a trędowaci doznawali oczyszczenia), postanowił usunąć się w cień. Brakowało mu jedynie tego ostatecznego upewnienia się, że już nadszedł czas. Wysłał więc do Jezusa dwóch spośród swoich uczniów z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, na którego czekamy, czy mamy czekać dalej?". Uczniowie przyszli i zobaczyli tłumy. Sami nieco posłuchali, czego Jezus naucza, a następnie zadali mu pytanie, z jakim zostali przysłani. Jezus odpowiedział w zagadkowy sposób. Wrócili więc do Jana i powtórzyli: "Niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia...". Nic nowego. O tym Jan wiedział już z krążących dokoła plotek...

 
Na pozór nic nowego... Można jednak powiedzieć, że było to do przewidzenia, a święty Jan Chrzciciel całą tę wyprawę zaaranżował nie tyle dla siebie, co właśnie dla uczniów. Oni też byli tymi, którzy na całej tej wyprawie najwięcej skorzystali. Popatrzmy na nich.
 
Przede wszystkim trzeba sobie jasno zdać sprawę, że Jan całkowicie świadomy własnej roli, jaką miał odegrać w dziele zbawienia - sam o sobie przecież powiedział, że jest ni mniej, ni więcej, tylko "głosem rozlegającym się na pustyni" - nie przygotowywał uczniów na nic innego, jak na przyjęcie Zbawiciela. Bycie uczniem w szkole Jana oznaczało więc przygodę "na jakiś czas". Kiedy ten czas się wypełnił, Jan musiał umiejętnie skierować ich uwagę na Jezusa, sam zaś usunąć się z pola widzenia. I rzeczywiście kilkakrotnie wskazywał na Jezusa, wytyczając uczniom kontynuację tej drogi, którą zapoczątkowali u jego boku. Robił to w sposób mistrzowski i charakterystyczny dla tych osób, które są autentycznie święte: doprowadził ich do pewnego etapu, a następnie bez żalu i sentymentów znikał. Prawdziwą jakość duchowego przewodnictwa pokazuje to, w jaki sposób duchowy mistrz potrafi zniknąć, ustępując miejsca Jezusowi.
 
Uczniowie Jana początkowo pełni byli rezerwy i jak się wydaje, patrzyli na wszystko oczyma chłodnych obserwatorów. Jan posyła ich z misją "zapytania", a oni, kiedy już mogli stanąć przed Jezusem, w trochę bezduszny sposób powtórzyli te "cudze" słowa. W ich ustach brzmiały one sucho i bezdusznie, bo też (na tym etapie) problem, z jakim przyszli, wcale nie był ich własnym problemem. Odpowiedź, jaką otrzymali, zmusiła ich jednak do myślenia. Tym bardziej, że za nią stały fakty, których sami byli świadkami.
 
Łatwo więc wyobrazić sobie ich drogę powrotną do Chrzciciela. Łatwo wyobrazić sobie, jak biją się z myślami, a może nawet rozmawiają między sobą o tym wszystkim, co już się wydarzyło. A wszystko działo się dokładnie tak samo, jak z innymi uczniami - tymi, którzy w niedzielę Zmartwychwstania szli razem do Emaus i rozmawiali ze sobą, a słowa zrodzone z wielkiego, choć trudnego doświadczenia ostatnich dni sprawiały, że... pałały w nich serca.
 
Łatwo też wyobrazić sobie uczniów Jana, kiedy stają przed swoim mistrzem i relacjonują mu to, co widzieli: "Niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia...". A gdy to wypowiedzieli i gdy zobaczyli błysk w oczach Jana, wtedy wszystko stało się dla nich jasne - znaleźli tego, którego szukali przez całe życie.
 
Idąc z uczniami Jana trzeba więc nauczyć się rozglądać dokoła, a następnie nazywać po imieniu cuda, jakich jesteśmy świadkami. A potem pomyśleć, czy wobec tego wszystkiego nie pała w nas serce?
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.92

Liczba głosów:

12

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Mysle,ze 06:07:43 | 2011-12-15
Mysle, ze  "palanie serca" mozna porownac z zakochaniem. Na widok ukochanej osoby serce zaczyna "palac", radowac sie, cieszyc sie, czuc blogosc, mocniej bic. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jakub_Kolacz_SJ 20:19:04 | 2011-12-14
To "pałające serce" wzięło się od uczniów idących do Emaus, którzy idąc obok Jezusa, choć go nie rozpoznali, to jednak wewnętrznie czuli, że dzieje się coś niezwykłego, ale nie potrafili tego nazwać. W najnowszym wydaniu Biblii zmieniono to: uczniowie zadają sobie pytanie: "Czy serce nie rozpalało się w nas...?".
W każdym razie chodzi chyba o to, że serce podpowiada, że dzieje się coś ważnego... 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania... 18:47:59 | 2011-12-14
 Ładnie napisane.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

sajTempler 17:22:40 | 2011-12-14
A potem pomyśleć, czy wobec tego wszystkiego nie pała w nas serce?

można jaśniej.. co znaczy tutaj "nie pała" - nie rwie się ?? 

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?