I gdzie jest to królestwo Boże?

„Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać” (Łk 7, 18)?

 
Ta scena jest uderzająco podobna do kilku innych w Ewangelii kiedy to faryzeusze lub arcykapłani wysyłają swoich ludzi z pytaniami do Jezusa. Ale pomiędzy Janem a nimi istnieje zasadnicza różnica: oponenci Jezusa stawiają pytania, aby Go zdyskredytować. Tak naprawdę nie chodzi im o prawdę, bo z góry wiedzą, jak jest. Tu nie ma miejsca na żadną dyskusję. Próbują więc manipulować Chrystusem, oczekując od Niego potwierdzenia ich własnej interpretacji, aby można Go było publicznie oskarżyć. Natomiast wątpliwości Jana wynikają ze szczerego poszukiwania prawdy.
 
Skąd takie pytanie w ustach proroka? Przypomnijmy sobie, jaki obraz Mesjasza nosił w sobie Jan Chrzciciel. Miał to być sędzia, który z wiejadłem w ręku odsiewa plewy od ziarna, który siekierą odcina korzenie zła w człowieku, a ogniem oczyszcza i spala to, co niedoskonałe. Jan był prorokiem, który czerpał obrazy z popularnych wówczas wizji apokaliptycznych, obwieszczających niechybny dzień sądu nad grzesznikami.
 
Ale nic takiego się nie dzieje. Nie dokonuje się żaden przewrót i rozliczenie w formie przepowiadanej przez proroka. Co więcej, Jezus nie udziela Janowi bezpośredniej odpowiedzi, która miałaby potwierdzić Jego mesjańską tożsamość. Natomiast każe prorokowi baczniej przyjrzeć się niezwykłym znakom, czyli uzdrowieniom, wskrzeszeniom, głoszeniu Dobrej Nowiny ubogim. To one obwieszczają inny rodzaj panowania Mesjasza, zapowiadanego również w Starym Testamencie. Wnioski każdy musi wyciągnać sam.
 
Spotkałem niedawno pewnego mężczyznę, Anglika z pochodzenia, który całkiem otwarcie przyznawał się do ateizmu. Między nami wywiązała się ciekawa dyskusja. Wśród przyczyn swojej niewiary mężczyzna wyliczył, między innymi, iluzję chrześcijan, którzy twierdzą, że Jezus z Nazaretu zapoczątkował nową erę w dziejach ludzkości. Jeśli jednak rzekome przyjście prawdziwego Mesjasza było tak wyjątkowe, kontynuował mój rozmówca, to dlaczego nasz świat ciągle pozostaje taki sam. Wbrew pozorom nie nastąpiła żadna jakościowa zmiana. Wszystko kręci się po staremu. Nadal mamy wojny, cierpienie, choroby, niesprawiedliwość i głód. Gdzież jest więc to mesjańskie królestwo? Gdzie są ci uzdrowieni chorzy, ślepi odzyskujący wzrok i w ogóle cała ta rzesza błogosławionych?
 
W trakcie rozmowy doszliśmy do wniosku, że za tymi dramatycznymi pytaniami kryje się oczekiwanie spektakularnego zewnętrznego przełomu. Prawdziwy Mesjasz, jeśli uważa siebie za Boga, powinien usunąć wszelkie zło i stworzyć takie warunki na ziemi, aby człowiek nie był człowiekowi wilkiem, aby wszystkim żyło się fajnie i spokojnie. Któż z nas tego nie oczekuje? Szkopuł w tym, że z punktu widzenia Ewangelii życzenia w stylu „Stoliczku nakryj się” lub „Sezamie otwórz się” spełniają się tylko w bajkach.
 
W najnowszej historii przez nasz świat przetoczyło się kilka fal świeckiego mesjanizmu, który miały przywrócić raj na ziemi. Karol Marks uważał, że wystarczy stworzyć bezklasowe społeczeństwo, pozbyć się religii, tworzonej przez uciemiężonych ludzi jak otumaniający narkotyk, a wtedy wszystko wróci na właściwe tory. Rewolucja zaprowadzi nowe porządki ( bo jednych trzeba wypędzić, innych wprowadzić na salony), i rychło zapanuje powszechna zgoda, równość i dobrobyt. 
 
Adolf Hitler również wymarzył sobie tysiącletnią Trzecią Rzeszę. Tyle tylko że do jej świetności konieczne było „oczyszczenie” społeczeństwa ze „szkodliwego” i „destruktywnego” elementu: Żydów, Romów, niepełnosprawnych, homoseksualistów, przeciwników politycznych. Oczywiście, prawdziwy rozwój nie mógł zaistnieć bez rozszerzenia przestrzeni życiowej, zgromadzenia bogactw i surowców naturalnych, dlatego podbój innych krajów okazał się historyczną koniecznością.  
 
Te dwa przykłady świeckich prób zbawienia świata posiadają conajmniej cztery wspólne cechy: mechanizm kozła ofiarnego, który źródlo ludzkiej biedy upatruje w innych i obcych, stając się wygodnym sposobem uporania się z własną odpowiedzialnością za kształt świata. Przekonanie, że istotne zmiany dokonują się szybko i na masową skalę, w dodatku w myśl zasady: „Wszystko albo nic”. Założenie, że użycie siły i terroru jest nieodzowne, bo nie każdy od razu pojmuje wspaniałość zarysowanych wizji, więc należy pomóc mu w ich przyjęciu. W końcu, totalna porażka obu utopii, które pozostawiły po sobie morze ludzkiej krwi.
 
Gdyby w idei zbawienia ludzkości chodziło o rewolucyjne rozwiązania rodem z baśni, Syn Boży w ogóle nie musiałby przychodzić na ziemię. Bóg jednym słowem mógłby przywrócić porządek i powszechny dobrobyt ponad naszymi głowami i bez większego wysiłku. Dlaczego jednak nie wybrał takiej opcji?
 
Przede wszystkim, świat nie jest abstrakcyjnym pojęciem oderwanym od życia konkretnych ludzi, lecz rzeczywistością tworzoną przez każdą istotę ludzką. Świecki mesjanizm bywa często produktem wyobraźni i dramatyczną próbą poradzenia sobie ze złem na własną rękę oraz z użyciem niewłaściwych metod. (Hitler pisał o sobie w „Mein Kampf”, że był niespełnionym malarzem). Czy tego chcemy, czy nie postać świata zależy od jakości życia poszczególnych osób, a nie od jakiegoś sztucznie stworzonego kolektywu. Nie jest również prawdą, że wystarczy zdemaskować ukrytych wrogów, a siebie wybielić i uznać za niczym nieskażoną wyspę miłości i prawdy, otoczoną zewsząd oceanem zepsucia i kłamstwa. Przymyka się wówczas oczy na własne wady i zakłada maskę wyższości, która rodzi poczucie dziejowej misji. Niemożliwa jest jednak nagła zewnętrzna przemiana świata w oderwaniu od wewnętrznej transformacji myślenia i postaw każdego człowieka. Dopóki ktoś sądzi, że to inni powinni się zmienić, aby nastała sielanka, trwa w iluzji. Świat jest bowiem taki jakimi my jesteśmy.
 
Zwróćmy uwagę na to, co mówią niektórzy Ojcowie Kościoła. Św. Atanazy pisał, że „Słowo stało się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem”. Z kolei św. Klemens Aleksandryjski, modyfikując nieco to samo zdanie, dodaje, że “Słowo Boga stało się człowiekiem, abyś mógł nauczyć się od człowieka, jak człowiek może stać się Bogiem”. Jak rozumieć te zdania? Wiemy, że nie można uczynić Boga. Obu biskupom nie chodzi o to, żebyśmy się stali równi Bogu. Raczej mają oni na myśli uświęcenie człowieka i doprowadzenie go do unii z Bogiem. Kościół Wschodni nazywa ten proces przebóstwieniem. Paradoks polega na tym, że Duch Święty chce zmieniać świat „od środka”, czyli zaczyna od serca człowieka. 
 
Chrystus nigdy nie mówił o błyskawicznej odnowie całego świata jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lub o masowych nawróceniach. (Raczej pytał retorycznie: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy powtórnie przyjdzie” (Łk 18, 8))? Natomiast z naciskiem podkreślał wagę uwolnienia konkretnego człowieka od ciemności, niewoli i duchowej śmierci. Mówił, że zło ( a także dobro) pochodzi z wnętrza człowieka. Przypominał o konieczności osobistego i wolnego zaangażowania w budowanie lepszego świata, które zaczyna się od nawrócenia. Dopiero kiedy to nastąpi, wśród ludzi tu i ówdzie zabłysną zarzewia małych rewolucji.
 
Dzieje się tak za sprawą świętych, którzy, otwierając się na działanie Ducha Świętego, wpływają na otaczające ich środowiska. Każdy z nich rozszerza królestwo Boże lokalnie, troszcząc się o potrzeby tych, którzy są głodni, chorzy ,odrzuceni i wyklęci. Gdyby wszyscy poszli w ich ślady, nagle obudzilibyśmy się w innym świecie. Sęk w tym, że nie każdy chce przyjąć Chrystusa, a równocześnie oczekuje magicznych rozwiązań.
 
Jezus mówi, że królestwo Boże jest jak zaczyn, który rośnie powoli i zakwasza całe ciasto. Rewolucjoniści chcieliby, aby ciasto spadało z nieba w gotowej postaci, bez żmudnego czekania. Chrystus porównuje również królestwo Boże do pszenicy wzrastającej razem z kąkolem, którego nie należy nadgorliwie wyrywać z korzeniami, żeby nie popsuć całej roboty. Najwyraźniej to właśnie nadmierna koncentracja na złu (które często przychodzi jak anioł światłości) zamyka oczy na znaki Królestwa, a serce na Chrystusa.
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

21

 

 

Komentarze użytkowników (27)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 05:17:39 | 2010-12-18
Tośmy się jakoś dogadali:) Ta mentalność starotestamentalna w Kościele w Polsce objawia się również w zacietrzewieniu i braku przebaczenia dla swoich, nie mówiąc już, broń Boże, o miłości nieprzyjaciół. Wykluczanie "obcych" i wrogów jest często na porządku dziennym.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 00:13:16 | 2010-12-18
Panie Leszku,
dzięki za te cenne dopowiedzenia. Chciałbym się odnieść do jednej uwagi. Tak, być może większość chrześcijan nie oczekuje takich nagłych przewrotów i błyskawicznego zbawienia świata. Z drugiej strony nie sądzę, żeby tylko ateiści tego oczekiwali. Wielu wierzących też tak myśli. W sumie samo oczekiwania uwolnienia od zła i cierpienia nie jest niczym złym. Problem leży jednak w sposobie tego uwolnienia. Wszelkie fundamentalizmy, ateizmy, fideizmy, mechanizm ofiarnego, to różne sposoby poradzenia sobie ze złem, chociaż nie tylko. Chyba nikt z nas nie jest tutaj mistrzem, dopóki w pełni nie otworzy się na światło Ewangelii. Czysto formalna przynależność do Kościoła też jeszcze niczego nie rozwiązuje. Wcale nie oznacza, że od razu lepiej radzimy sobie ze złem niż ateiści.

Zgadzam się z tym. Wychodzi na to że niezbyt precyzyjnie się wyraziłem więc uzupełnię.
Tak, oczekiwanie uwolnienia od zła i cierpienia nie jest samo w sobie niczym złym, istotne jest to w jaki sposób się odnosi do cierpienia i w jaki sposób oczekuje się tego uwolnienia.
I właśnie o to mi m.in. chodziło, że sama formalna przynależność do Kościoła jeszcze niczego nie rozwiązuje i niekoniecznie lepiej sobie radzimy niż ateiści. Dlatego nie pisałem że wierzący podchodzą inaczej ale że chrześcijanie podchodzą inaczej - prawdziwi chrześcijanie, mający chrześcijańskiego ducha, a nie tylko nominalni chrześcijanie.
Niestety, znaczna część wierzących deklarujących się jako chrześcijanie/katolicy prezentuje mentalność starotestamentową. Że jak oni się sprężą i będą przestrzegać przykazań to Bóg im będzie w nagrodę błogosławił, i będą mieli beztroskie życie opływające w dostatki. A jak coś dzieje się nie po ich myśli to cują się oszukani bo przecież im się należało, oni zasłużyli sobie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 23:56:18 | 2010-12-17
Panie Leszku,

dzięki za te cenne dopowiedzenia. Chciałbym się odnieść do jednej uwagi. Tak, być może większość chrześcijan nie oczekuje takich nagłych przewrotów i błyskawicznego zbawienia świata. Z drugiej strony nie sądzę, żeby tylko ateiści tego oczekiwali. Wielu wierzących też tak myśli. W sumie samo oczekiwania uwolnienia od zła i cierpienia nie jest niczym złym. Problem leży jednak w sposobie tego uwolnienia. Wszelkie fundamentalizmy, ateizmy, fideizmy, mechanizm ofiarnego, to różne sposoby poradzenia sobie ze złem, chociaż nie tylko. Chyba nikt z nas nie jest tutaj mistrzem, dopóki w pełni nie otworzy się na światło Ewangelii. Czysto formalna przynależność do Kościoła też jeszcze niczego nie rozwiązuje. Wcale nie oznacza, że od razu lepiej radzimy sobie ze złem niż ateiści.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:54:54 | 2010-12-17
 "Prawdziwy Mesjasz, jeśli uważa siebie za Boga, powinien usunąć wszelkie zło i stworzyć takie warunki na ziemi, aby człowiek nie był człowiekowi wilkiem, aby wszystkim żyło się fajnie i spokojnie. Któż z nas tego nie oczekuje? Szkopuł w tym, że z punktu widzenia Ewangelii życzenia w stylu „Stoliczku nakryj się” lub „Sezamie otwórz się” spełniają się tylko w bajkach."
Nie musi być od razu "stoliczku naryj się' ale chociaż trochę lepiej niż jest, tak żeby człowiek czuł, że wśród swoich współwyznawców jest jakoś inaczej, lepiej. Nie tłumaczmy problemów we wspólnocie Kościoła tym, że ktoś oczekuje usunięcia wszelkiego zła. Zawsze można usunać chociaż trochę.

Elu, można usunąć znacznie więcej niż choć trochę tego zła. Tyle tylko, że Ty najpierw masz usuwać SWOJE zło, a nie domagać się aby inny pousuwali swoje. Bo właśnie to oczekiwanie usunięcia cudzego zła zamiast usuwać swoje jest przyczyną problemów.
Zło wynika z tego że człowiek ma wolną wolę i wybiera zło, a każde zło potem owocuje łańcuchem zła. Nie domagaj się jednak aby zmniejszać zło pozbawiając innych ich wolnej woli a zacznij od uczynienia woli Bożej Twoją wolą...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:49:28 | 2010-12-17
Jeśli już zastosować Królestwo Boże i to rozważanie do dyskusji o liście o. Wiśniewskiego, to właśnie prawdziwa reforma i rewolucja zaczyna się jednak od ludzkich serc, a nie od szumu medialnego.

Zgadzam się z tym że prawdziwa reforma i rewolucja zaczyna się jednak od ludzkich serc a nie szumu medialnego.
Ale nie zgadzam się na to aby tego typu argumentami wartościować list o.Wiśniewskiego. Zwolennicy tego typu wartościowania powinni stosować je konsekwentnie, a więc również do listów Episkopatu oraz do stanowisk komisji KEP, choćby w sprawie in vitro - bo przecież prawdziwa reforma zaczyna się od ludzkich serc...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:44:37 | 2010-12-17
"Najwyraźniej to właśnie nadmierna koncentracja na złu (które często przychodzi jak anioł światłości) zamyka oczy na znaki Królestwa, a serce na Chrystusa" - ten cytat z wypowiedzi o. Dariusz chyba dobrze charakteryzuje co robi jezuicki Deon.
Wydaje się że o. Dariusz również z góry wie jak jest . Lepiej niż biskupi, kardynałowie i inne zakony.

Anno, treścią swojego spamu dowodzisz że to Ty właśnie chyba nadmiernie koncentrujesz się na złu które zamyka Tobie oczy na znaki Królestwa...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:41:52 | 2010-12-17
dokończenie

Gdyby w idei zbawienia ludzkości chodziło o rewolucyjne rozwiązania rodem z baśni, Syn Boży w ogóle nie musiałby przychodzić na ziemię. Bóg jednym słowem mógłby przywrócić porządek i powszechny dobrobyt ponad naszymi głowami i bez większego wysiłku. Dlaczego jednak nie wybrał takiej opcji?
Przede wszystkim, świat nie jest abstrakcyjnym pojęciem oderwanym od życia konkretnych ludzi, lecz rzeczywistością tworzoną przez każdą istotę ludzką. Świecki mesjanizm bywa często produktem wyobraźni i dramatyczną próbą poradzenia sobie ze złem na własną rękę oraz z użyciem niewłaściwych metod.[...]. Czy tego chcemy, czy nie postać świata zależy od jakości życia poszczególnych osób, a nie od jakiegoś sztucznie stworzonego kolektywu.

Dokładnie tak! A nawet więcej! Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo obdarzając rozumem abyśmy rozeznawali oraz wolną wolą abyśmy dokonywali wyborów. I póki prarodzice w swoim rozeznawaniu opierali się na Bogu oraz wybierali tylko to co Bóg objawiał jako dobro to nie było na świecie zła. Ale z chwilą gdy ludzie przestali ufać Bogu i sami zapragnęli decydować o tym co jest dla nich dobre a co złe, to pojawiło się na świecie zło. Więc aby zlikwidować wszelkie zło, Bóg musiałby pozbawić nas naszej wolnej woli aby nie było możliwości wybierania i czynienia zła. Syn Boży nie musiałby przychodzić na ziemię bo wystarczyłoby aby Bóg jednym swoim słowem pozbawił nas naszej wolnej woli i przemienił nas w automaty zaprogramowane na wybieranie wyłącznie dobra. Ale Bóg nie wybrał tej opcji gdyż naszą wolną wolę uznaje za zbyt wielką wartość, ponieważ bez niej nie bylibyśmy już ludźmi na Jego obraz i podobieństwo. Ale przez to, jakość świata zależy od jakości życia poszczególnych osób...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:40:18 | 2010-12-17
cd

Wbrew pozorom nie nastąpiła żadna jakościowa zmiana. Wszystko kręci się po staremu. Nadal mamy wojny, cierpienie, choroby, niesprawiedliwość i głód. Gdzież jest więc to mesjańskie królestwo? Gdzie są ci uzdrowieni chorzy, ślepi odzyskujący wzrok i w ogóle cała ta rzesza błogosławionych?
W trakcie rozmowy doszliśmy do wniosku, że za tymi dramatycznymi pytaniami kryje się oczekiwanie spektakularnego zewnętrznego przełomu. Prawdziwy Mesjasz, jeśli uważa siebie za Boga, powinien usunąć wszelkie zło i stworzyć takie warunki na ziemi, aby człowiek nie był człowiekowi wilkiem, aby wszystkim żyło się fajnie i spokojnie. Któż z nas tego nie oczekuje?

Myślę że wielu z chrześcijan tego nie oczekuje... Owszem, chciałaby tego, marzy o czymś takim, ale... nie oczekuje tego bo wie że to fałszywe wyobrażenia wynikające z naszych słabości...
A warto też zwrócić uwagę na to że właśnie dokładnie takie podejście, dokładnie takie oczekiwania mieli właśnie ci którzy nie rozpoznali w Jezusie Mesjasza. Bo oni nie oczekiwali Mesjasza który przyjdzie zrealizować Boży plan zbawienia, ale oczekiwali Mesjasza który przyjdzie zrealizować ICH WYOBRAŻENIA o szczęściu. Oczekiwali Mesjasza który da im to co oni chcą. Wyobrażali sobie Mesjasza jako przywódcę społeczno-politycznego, który poprowadzi swoich wiernych do zwycięskiej walki, której wynikiem będzie eksterminacja wszelkich wrogów oraz zapewnienie beztroskiego życia w dostatku.
A czy dzisiaj jest inaczej? Sługa Jahwe, który nie złamie trzciny nadłamanej jest wyśmiewany jako politycznie poprawny. Czekanie na czas żniwa okrzykiwane jest jako tolerowanie i wręcz akceptacja dla zła. I jest bardzo wielu chętnych aby skorygować błędy popełniane przez \'nieudolnego\' Stwórcę, chętnych by wyrywać i natychmiast palić w ogniu nieugaszonym wszelkie ziele które gorliwy zbieracz uważa za kąkol.

Te dwa przykłady świeckich prób [Marks, Hitler] zbawienia świata posiadają conajmniej cztery wspólne cechy: mechanizm kozła ofiarnego, który źródlo ludzkiej biedy upatruje w innych i obcych, stając się wygodnym sposobem uporania się z własną odpowiedzialnością za kształt świata. Przekonanie, że istotne zmiany dokonują się szybko i na masową skalę, w dodatku w myśl zasady: „Wszystko albo nic”. Założenie, że użycie siły i terroru jest nieodzowne, bo nie każdy od razu pojmuje wspaniałość zarysowanych wizji, więc należy pomóc mu w ich przyjęciu. W końcu, totalna porażka obu utopii, które pozostawiły po sobie morze ludzkiej krwi.

Dokładnie tak! ;-(
Źródłem wszelkiej polskiej biedy są ci wszyscy źli, którzy stworzyli układ mający za cel rozgrabienie Polski oraz zniszczenie Kościoła bo dobro Polski i Kościoła nie leży im na sercu...
Należy więc wyeliminować tych wszystkich złych myślących inaczej...
Jak uda się usunąć tych wszystkich pragnących zła i obsadzić wszystkie stanowiska właściwymi ludźmi to dopiero wtedy możliwe będzie osiągnięcie dobrobytu, a wszelkie zło które się póki co dzieje wynika wyłącznie z tego że nie wszystkie stanowiska są obsadzone naszymi, i ci nie nasi nam przeszkadzają...

cdn

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:37:27 | 2010-12-17
Cały artykuł uważam za bardzo ciekawy i wartościowy. Chciałbym jednak dodać w uzupełnieniu kilka uwag i refleksji do paru fragmentów.

[...] faryzeusze lub arcykapłani wysyłają swoich ludzi z pytaniami do Jezusa. Ale pomiędzy Janem a nimi istnieje zasadnicza różnica: oponenci Jezusa stawiają pytania, aby Go zdyskredytować. Tak naprawdę nie chodzi im o prawdę, bo z góry wiedzą, jak jest. Tu nie ma miejsca na żadną dyskusję. Próbują więc manipulować Chrystusem, oczekując od Niego potwierdzenia ich własnej interpretacji, aby można Go było publicznie oskarżyć. Natomiast wątpliwości Jana wynikają ze szczerego poszukiwania prawdy.

No to w końcu faryzeusze z góry wiedzą jak jest czy jednak nie wiedzą jak jest a tylko oczekują potwierdzenia własnej interpretacji aby Go oskarżyć?!? Bo albo wiedzą jak jest i nie mają żadnych własnych interpretacji albo nie wiedzą jak jest natomiast oczekują potwierdzenia własnych interpretacji.
A Biblia nie daje jakichkolwiek podstaw do twierdzenia, że faryzeusze wiedzieli jak jest. Przecież nawet uczniowie prawie do samego końca nie wiedzieli jak jest.
Z tekstów biblijnych wynika, że faryzeusze bardzo długo uważali Jezusa za fałszywego proroka i do końca nie uznali Go za Mesjasza. I jako fałszywego proroka chcieli Go przyłapać na jakichś kompromitujących Go naukach. Dlatego zadawali Mu różne podchwytliwe pytania.
Owszem, można faryzeuszom postawić zarzut że nie rozpoznali Mesjasza, ale nie przesadzajmy, i nie oskarżajmy ich o to że rozpoznali Mesjasza (wiedzieli jak jest) ale z premedytacją postanowili Go zgładzić.
Ale czy faryzeusze w odróżnieniu od Jana poszukiwali prawdy nieszczerze? Uważam że to nieuprawniony osąd. Czy taki faryzeusz jak niejaki Saul/Szaweł z Tarsu szukał prawdy nieszczerze? To dlaczego akurat on został zaszczycony powaleniem z konia i oślepnięciem? A jeśli szukał szczerze to czy jego winą było że nie był w stanie znaleźć i dopiero powalenie z konia poskutkowało? Więc może lepiej ostrożniej z tym przypisywaniem złej woli faryzeuszom, może lepiej im współczuć niż ich osądzać, i... cieszyć się że nie znaleźliśmy się na ich miejscu...


Skąd takie pytanie w ustach proroka? Przypomnijmy sobie, jaki obraz Mesjasza nosił w sobie Jan Chrzciciel. Miał to być sędzia, który z wiejadłem w ręku odsiewa plewy od ziarna, który siekierą odcina korzenie zła w człowieku, a ogniem oczyszcza i spala to, co niedoskonałe. Jan był prorokiem, który czerpał obrazy z popularnych wówczas wizji apokaliptycznych, obwieszczających niechybny dzień sądu nad grzesznikami.
Ale nic takiego się nie dzieje. Nie dokonuje się żaden przewrót i rozliczenie w formie przepowiadanej przez proroka. Co więcej, Jezus nie udziela Janowi bezpośredniej odpowiedzi, która miałaby potwierdzić Jego mesjańską tożsamość. Natomiast każe prorokowi baczniej przyjrzeć się niezwykłym znakom, czyli uzdrowieniom, wskrzeszeniom, głoszeniu Dobrej Nowiny ubogim. To one obwieszczają inny rodzaj panowania Mesjasza, zapowiadanego również w Starym Testamencie. Wnioski każdy musi wyciągnąć sam.

Hm... Jan był prorokiem który nosił w sobie przede wszystkim obraz Mesjasza zapowiadanego przez proroków a nie przez jakieś enigmatyczne pisma apokaliptyczne.
Słowa którymi odpowiedział Jezus Łk 7, 22-23:
Odpowiedział im więc: Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.
A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi.

również są parafrazą cytatu z proroctw Izajasza zapowiadających przyjście Sługi Jahwe.
Np. Iz 35,4-10:
Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was.
Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą.
Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie.
Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie;
spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód; badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale – na trzcinę z sitowiem.
Będzie tam droga czysta, którą nazwą Drogą Świętą. Nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż, i głupi nie będą się tam wałęsać.
Nie będzie tam lwa, ni zwierz najdzikszy nie wstąpi na nią ani się tam znajdzie, ale tamtędy pójdą wyzwoleni.
Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

Jezus odpowiadając na pytanie czy jest tym który ma przyjść (czyli Mesjaszem), udzielił odpowiedzi odwołując się w swojej odpowiedzi do proroctw dotyczących nadejścia Sługi Jahwe.

cdn

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~katolik 22:39:14 | 2010-12-17
Niebo jest tylko dla wybranych.
Polecam prawdę objawioną przez Boga.
http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?