Gniew to ludzka rzecz

„Jezus powiedział do tłumów: Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. (Mt 11,16-19)

 

Bardzo lubię ten fragment Ewangelii, ponieważ w sposób szczególny ukazuje ludzkie oblicze Jezusa, przedstawiając Go jako mężczyznę, który również przeżywał negatywne uczucia, znane każdemu człowiekowi.
 
Z jednej strony w tej wypowiedzi Jezusa dostrzegamy pewnego rodzaju bezradność wobec ludzi, którzy mimo różnych Bożych prób dotarcia do ich serc, pozostają niewzruszeni w swojej zatwardziałości. Jezusowi po prostu brakuje słów, aby opisać to, co dzieje się z tym „pokoleniem”, tak jak my sami często wzdychamy, kiedy nie wiemy, co zrobić w trudnej sytuacji. Z drugiej strony, użyte przez Chrystusa porównanie wyraża Jego frustrację i rozczarowanie. Tyle, że trzeba tu poczynić pewne rozróżnienie.
 
Frustracja wypływa z różnych źródeł. Mogę się zdenerwować, ponieważ nie wygrałem szóstki w totolotka i nie kupię sobie najnowszego mercedesa. Ale inaczej wygląda sprawa, jeśli czuję się sfrustrowany, ponieważ ktoś nie przyjął mojego daru, moich szczerych wysiłków, odrzucił i zlekceważył moje poświęcenie lub uczucie. Nadto odpłaca mi pięknym za nadobne, przypisując nieszlachetne lub niecne motywy.
 
Jeśli przyczyną rozczarowania jest egoizm lub nierealistyczne oczekiwania, takie doświadczenie jest w sumie pozytywnym uczuciem, zapraszającym do przemiany. Św. Tomasz z Akwinu nazywa je rozpaczą (nie mylić ze stanem rozpaczy). Nawet pies może przeżyć rozpacz, kiedy zauważa, że nie dogoni uciekającego zająca. Jest to dla niego znak, że trzeba zaprzestać pościgu. Wśród ludzi tego typu rozpacz (rozczarowanie) może być sygnałem informującym, że należy się z czegoś wycofać, ponieważ osiągnięcie trudnego dobra wydaje się przekraczać nasze możliwości. W przeciwnym wypadku moglibyśmy wyrządzić sobie szkodę. To bardzo bolesne uczucie, ale jak najbardziej uprawnione.

Dzisiejsza Ewangelia wspomina o innym rodzaju frustracji, która jest pochodną słusznego gniewu. W naszych czasach wiele mówi się o asertywności i potrzebie wyrażania emocji. Niemniej wydaje się, że wskutek powierzchownych kazań i niepogłębionej teologii, wielu wierzących uważa, że negatywnych uczuć (które są zmienne i cielesne) nie sposób pogodzić z życiem duchowym. Jeśli doświadczamy gwałtownych afektów, jak gniew, frustracja, lęk, rozpacz, nieraz sądzimy, że trzeba je zwalczać, a najlepiej w ogóle ich przeżywać. Czasem intensywność negatywnej emocji od razu utożsamiamy z grzechem.
 
Tymczasem już Ojcowie Kościoła (a nie dopiero współcześni psychologowie) podkreślali, że niezdolność do okazywania umiarkowanego gniewu jest wadą, podobną do nieodczuwania popędu seksualnego. Jeśli człowiek nie wybucha gniewem w określonych okolicznościach, oznacza to, że nie zależy mu na dobru, które dzięki temu uczuciu jest chronione.
 
Św. Tomasz z Akwinu, a nieco później św. Ignacy z Loyoli, uważali, że uczucia są nośnikiem energii i mogą zarówno przeszkadzać jak i wzmacniać ludzkie działanie. Wszystko zależy od tego, jak włączymy je w nasze działanie. Na tym polega cała sztuka.
 
By lepiej zrozumieć reakcję Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, musimy jeszcze odwołać się do paru innych miejsc w Nowym Testamencie, gdzie jest mowa o gniewie.
 
Niektórzy komentatorzy, powołując się na słowa Jezusa w Ewangelii św. Mateusza: „Każdy, kto się gniewa na brata swego podlega sądowi” (Mt 5,22), rozciągają to ostrzeżenie na wszelkie formy gniewu, uważając to uczucie za niespójne z duchem chrześcijańskim. Nie dostrzegają jednak, że Jezus przestrzega tutaj przed gniewem, który może stać się motywem zabójstwa. Chodzi więc o gniew zainspirowany wolą odwetu, a więc oparty na impulsach „starego człowieka”, który sądzi, że dojdzie swojego, jeśli odwoła się do przemocy.
 
Jednakże św. Marek pisze o innym źródle gniewu. W scenie uzdrowienia chorego z uschłą ręką wyraźnie zanotowuje, że Jezus „spojrzał wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca” (Mk 3,5). Gniew łączy się tutaj ze smutkiem, który jest bliski współczuciu. Smutek pojawia się, jak pisze św. Tomasz, gdy obecne jest zło, którego nie możemy uniknąć.
 
Kiedy Jezus wywracał stoły w świątyni, czynił tak, ponieważ zdawał sobie sprawę z prawdziwego znaczenia tego miejsca i nie godził się na zintrumentalizowanie go dla celów biznesowych. Gniew w tym przypadku uwypuklił Jego szacunek do domu Bożego jako sprawę najwyższej wagi. 
 
Z kolei św. Paweł wzywa Efezjan do pracy nad gniewem, wprowadzając interesujące rozróżnienie. „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie. Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem” (Ef 4, 26). Apostoł nie twierdzi, że gniew nigdy nie rodzi się w sercu chrześcijanina. Przeciwnie, rodzi się, a nawet nie jest grzeszny. Św. Paweł mówi jednak, aby natychmiast przyjrzeć się przyczynie gniewu i nie żywić go bez końca. Nawet jeśli nieco później apostoł nawołuje, aby gniew zniknął ze wspólnoty (Ef 4,31), chodzi o jego „poważniejszą” formę, czyli grzech połączony z wściekłością, goryczą i znieważaniem.
 
Istnieją więc słuszne racje, aby okazywać wzburzenie. Gniew może być oznaką właściwego przywiązania do dobra. Jeśli ktoś ukradnie mi samochód, jeśli mój przyjaciel nie dotrzyma słowa, jeśli dziecko z uporem będzie się sprzeciwiać słusznej radzie rodzica, taki gniew będzie z pewnością usprawiedliwiony, a nawet konieczny. Nie oznacza to jednak, że automatycznie mamy nienawidzić przyjaciela lub odwrócić się od dziecka. Zwykle ten rodzaj gniewu szybko nam przechodzi. Raczej pokazujemy w ten sposób, co dla nas jest ważne i cenne. Bez tego uczucia „suchy” komunikat mógłby w ogóle nie dotrzeć do adresata, a osoba, której zwracam uwagę w przyszłości mogłaby postąpić podobnie.
 
Słuszny gniew może się oczywiście przerodzić w jego destrukcyjny odpowiednik, niszczący relacje, jeśli zabraknie nam miłosierdzia. Nieprzypadkowo św. Paweł kończy swoje napomnienia o gniewu słowami zachęty: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.(Ef 4, 32)” Nie chodzi więc o to, żeby się pozbyć gniewu lub go w ogóle nie odczuwać, lecz aby jego przeżywanie zostało oczyszczone (nie usunięte) przez miłosierdzie i pojednanie.
 
Nauka płynąca z tej lekcji jest taka, że czasem trzeba „gniewliwie” dawać bliźnim do zrozumienia, że trwonią jakiś dar, gardzą miłością, brną w ślepy zaułek, nie po to, żeby wzbudzać w nich poczucie winy, lecz żeby nasze relacje nie stały się powierzchowne. Jeśli będziemy w sobie dusić dobry gniew, grozi nam narastająca frustracja, która skończy się goryczą, skwaszeniem, narzekaniem i apatią. Możliwość zobaczenia Jezusa w podobnej sytuacji to duchowe pocieszenie, które dodaje sił. 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

31

 

 

Komentarze użytkowników (43)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~faj_owa 15:29:45 | 2010-12-16
"Sluszny gniew moze sie oczywiscie przerodzic w jego destrukcyjny odpowiednik, niszczacy relacje, jesli zabraknie nam milosierdzia"
Rzeczywiscie, gdy sobie pomysle, ze jesli ciagle bylybym sklonna do moich wybuchow gniewu, ktore dosc czesto mnie ogarnialy nie tak dawno temu, to moje malzenstwo wygladalo by pewnie teraz o wiele inaczej. Najpierw powiedzialym sobie " witaj znowu w swiecie zywych", poniewaz po dosc dlugim okresie depresji, kiedy to nic nie bylo w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi, gdyz tak bylam obojetna na wszystko, gniew byl dla mnie jakby sygnalem, ze juz sobie poradzilam z tym przykrym stanem. Jednak szybko zauwazylam, ze za czesto mi sie to zdarza i poniewaz moj maz, ktory na ostre slowo czy zachowanie, tez takim odpowiada, powiedzalam sobie nie, tak dalej byc nie moze.
Czy sie slusznie gniewalam czy nie, to juz dla mnie nie takie istotne. Wole nie igrac z ogniem i stawiam sobie za wzor Maryje, ktora wszystko zachowywala w sercu i rozwazala!

przepraszam za pisownie

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ela 14:41:36 | 2010-12-13
Elu, piszesz o kolejnej sprawie (widać, każdy ma swojego konika;).
Mnie jednak nie chodzi o samo spowiadanie się jako takie. Ale o to, że ludzie chodzą z poczuciem winy za ludzkie odruchy.

Tak, racja. Tylko, że ludzie chodzą z poczuciem winy, albo i wręcz przeciwnie- nie czują, że źle uczynili w wielu innych przypadkach, nie tylko kiedy chodzi o kwestię uczuć, zatem problem nie leży w sformułowaniach użytych w rozważaniu czy kazaniu- bo ja myślę, że nie wszystko musi być ujęte w oficjalnych definicjach- ale w niechęci/braku gotowości do własnego wkładu, własnych poszukiwań..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ela 13:00:11 | 2010-12-13
Jak najbardziej - niech mówi. A spowiada niech się z grzechów, prawda?

Niech to ujmie, tak, jak czuje, to nie nasza sprawa. Prawda? Ja przykładowo nie robię rachunku sumienia przy pomocy Wielkiej Encyklopedii Grzechów i nie dzielę podczas spowiedzi każdego zdania na części żeby osobno ująć coś co ew. może się zaliczać do uczuć, i to co ujęto pod hasłem: grzech. Myślę, że podciągasz to wszystko pod jakąś sytuację Ci znaną i tak eksponujesz, to poczucie winy. Na pewno generalnie potrzebna jest lepsza edukacja/ pomoc w kształtowaniu sumień, ja mam wrażenie, że czasami u niektórych wszystko opiera się na rozpaczliwym dążeniu do tego, aby dociec: czy ten czyn ma magiczną nazwę: "grzech"?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ela 11:38:58 | 2010-12-13

 to nie ma co się potem dziwić, że ludzie spowiadają się nie z grzechów, a z uczuć.

Co do spowiedzi to tuaj zaleca się słuchanie głosu sumienia, nie trzeba nam oceniać kto jak się spowiada. Jeżeli ktoś ma potrzebę powiedzenia w sakramencie pokuty o swoim stanie emocjonalnym, to niech mówi. Nie chodzi o nazewnicto; czy to grzech i jak ciężki i czy mam się z tego wyspowiadać. Niedobre jest to, co oddala od Boga, niszczy naszą relację z Nim, a to już osobista sprawa. Spowiednik może się do tego odnieść, poradzić jak formować sumienie itd. Zresztą jak być spojrzała jakie ludzie zadają pytania na portalach księżom: czy to grzech, co powiedzieć podczas spowiedzi itd, to naprawdę nie wiinłabym księży, trzeba samemu czasem ruszyć głową.. i sumieniem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ann 11:28:20 | 2010-12-13
Gościu, nie bronię Autora ani nie uważam, że jest atakowany, po prostu wyrażam moje zdanie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gos.c 10:42:43 | 2010-12-13
(...) Chyba w kazaniu czy tekście tego typu można używać pewnych słów w rozumieniu potocznym, niejako wynika to z kontekstu jak rozumiemy gniew, uczucie negatywne, frustracja itp.

Oczywiście, tylko dobrze to zaznaczyć. Autor zrobił to w kolejnych komentarzach: wyjaśnił w jakim znaczeniu używał określeń dotyczących uczuć.
Wymiana zdań w komentarzach dotyczyła m.in. tego, że gdy używa się nieprecyzyjnego słownictwa, właśnie potocznego, w nauczaniu, to nie ma co się potem dziwić, że ludzie spowiadają się nie z grzechów, a z uczuć.

Inna sprawa, to nie wiem jak akurat u tego autora dopatrzyłaś się sytuacji, że jest problem kiedy ktoś powie coś krytycznego- to w tym wypadku wyjątkowo niesprawiedliwe. Autor dobrze znosi odmienne zdanie, stara się wytłumaczyć itp.

Nie dopatrzyłam się. Jeśli przeczytasz uważnie, zobaczysz słowo "ksiądz", użyte w znaczeniu ogólnym, a na końcu znaczek ;), który również ma swoją wymowę.
Naprawdę nie musisz bronić Autora, bo nie jest atakowany, przynajmniej przeze mnie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gos.c 10:32:02 | 2010-12-13
(...)
Mnie tylko chodzi o to, żeby nie traktować rozważań rekolekcyjnych jak tekstów naukowych. Ja przynajmniej ich tak nie traktuję. No i żeby czytać uważniej. Wiem, że każdy z nas ma taką tendencję, żeby widzieć w tekście to, co chcę lub nie chcę zobaczyć. Przefiltrowujemy teksty przez swoje rozumienie i pojęcia. I dlatego można wyczytać w tekście coś, czego w nim nie ma:) Sam się na tym łapię nieraz.


Bardzo słuszna uwaga z tym filtrowaniem. To pewnie nieuniknione, ale dobrze mieć tego świadomość.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ann 09:29:35 | 2010-12-13
Gościu, właściwie, to w czym jest Twój problem? Chyba w kazaniu czy tekście tego typu można używać pewnych słów w rozumieniu potocznym, niejako wynika to z kontekstu jak rozumiemy gniew, uczucie negatywne, frustracja itp. To nie wykład naukowy. Inna sprawa, to nie wiem jak akurat u tego autora dopatrzyłaś się sytuacji, że jest problem kiedy ktoś powie coś krytycznego- to w tym wypadku wyjątkowo niesprawiedliwe. Autor dobrze znosi odmienne zdanie, stara się wytłumaczyć itp.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 16:37:15 | 2010-12-12
Droga gosc.m,

ja nie miałem na myśli zaglądania do słowników po kazaniu, lecz po przeczytaniu tekstu w Internecie, czy książki. Poza tym dlaczegóżby czasem nie można było również zajrzeć i pogłębić czegoś także po kazaniu? Ale zgoda powinno się unikać zawiłości i terminów niezrozumiałych, bo w kościele są różni ludzie. Im prościej, tym lepiej. Owszem, wiem, że wiele ludzi sprowadza swoje religijne wykształcenie do kazań. I po wyjściu z kościoła niczego już nie przeczyta. Ale nie wszyscy tak robią.

Po drugie, nie jest prawdą, że czuję się dotknięty, jeśli ktoś zwraca uwagę na błędy w tekście. Nie jestem nieomylny. Przeciwnie, raczej sobie to bardzo cenię, jeśli mają podstawy i nie są złośliwe, bo rzeczywiście czasem trzeba coś sprecyzować lepiej, dopowiedzieć.  Mnie to się nawet podoba, bo po kazaniu, to ksiądz nawet nie wie, co ci słuchacze zrozumieli, co myślą. A w Internecie jest odzew:) Różny oczywiście, ale jednak.

Dlatego w komentarzach wyjaśniam, o co mi chodziło, bo trudno to zrobić w krótkim tekście. Na tym polega publikowanie czegoś w Internecie, że można dyskutować i czegoś się nauczyć. Jeśli rozwinąłbym bardziej niektóre wątki, wtedy też byłoby niedobrze, bo tekst za długi itd.

Mnie tylko chodzi o to, żeby nie traktować rozważań rekolekcyjnych jak tekstów naukowych. Ja przynajmniej ich tak nie traktuję. No i żeby czytać uważniej. Wiem, że każdy z nas ma taką tendencję, żeby widzieć w tekście to, co chcę lub nie chcę zobaczyć. Przefiltrowujemy teksty przez swoje rozumienie i pojęcia. I dlatego można wyczytać w tekście coś, czego w nim nie ma:) Sam się na tym łapię nieraz.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gos.c 16:22:05 | 2010-12-12
A odpowiedzialność za religijne kształcenie spoczywa też na poszczególnych wiernych.

No tak. A jak taki wierny się wykształci i ocenia popełniony przez księdza tekst krytycznie, to zaczyna się problem;)

Nigdzie nie napisałem, że psychologia jest najważniejsza w głoszeniu kazań...

Faktycznie, moja wypowiedź mogła to sugerować. Przepraszam.

Czy naprawdę uważa Ojciec, że wierni wracają do domu i sprawdzają w słowniku znaczenie słów, których użył ksiądz na kazaniu?

Nie licząc już wprawdzie na odpowiedź (bo zawisł kolejny tekst) pozdrawiam!

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?