Pielgrzymujesz czy tylko idziesz?

Posłaniec
(fot. ruhey / Foter / CC BY-NC-ND)

Rzecz o psychicznych korzyściach wakacyjnego pielgrzymowania bądź wyjątki z wakacyjnych zapisków psychologa-globtrotera. Innymi słowy Stanisław Morgalla SJ rozkłada pielgrzymowanie na czynniki pierwsze. Zaczyna od nóg...

 

Tytułowe pytanie nie zostało wyjęte z wywiadu klinicznego, jaki przeprowadza się z chorymi w celu ustalenia ich stanu psychicznego. Mimo to doskonale ujmuje jego kwintesencję: ustalenie aktualnej kondycji człowieka. Od czasów Abrahama i Odyseusza synonimem owej kondycji jest dosłowne (lub metaforyczne) wędrowanie. W sierpniu - miesiącu pielgrzymek i letnich wypraw krajoznawczych - warto przyjrzeć się temu wakacyjnemu zjawisku, a przy okazji stworzyć mały poradnik psychologiczny, zachęcający do podejmowania tej starodawnej formy ludzkiej działalności. Zamierzam więc pisać o wszechstronnych i ze wszech miar terapeutycznych skutkach pielgrzymowania. Skorzystam przy tym z osobistego doświadczenia, które w niedalekiej przeszłości nabyłem na słynnym szlaku do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

 

Po pierwsze: nogi


Doświadczeniem pierwszym na szlaku pielgrzymkowym jest odkrycie banalnego skądinąd faktu posiadania nóg. Bo nogi - jeśli się ich używa zgodnie z przeznaczeniem, czyli do chodzenia - bolą. Poza tym dzieją się z nimi dziwne rzeczy: puchną, rwą, pokrywają się bąblami, najzwyczajniej w świecie odmawiają posłuszeństwa. I to niezależnie od głębokiego przekonania człowieka o ich sprawności i niezawodności. Widziałem zdrowych, muskularnych mężczyzn zaopatrzonych w najnowsze gadżety przemysłu turystycznego, którzy przegrywali z małymi i niepozornymi kobietkami w podeszłym wieku, maszerującymi w zdezelowanych sandałkach i w plastykowych pelerynkach na plecach. O wyniku nie decydowały bowiem warunki zewnętrzne, lecz psychika: te panie miały więcej pokory i roztropności w obliczaniu dziennych dystansów czy wielkości bagażu, panowie zaś traktowali czas i przestrzeń jak ekstremalne wyzwania. Ot, taka “genderowa" powtórka historii Ikara i Dedala.

 

Po drugie: ból


Pielgrzymowanie przez dłuższy czas wiąże się ze znoszeniem bólu, tak fizycznego, jak psychicznego. Nawet najzdrowszy człek odczuje bolesne skutki długiego marszu, zwłaszcza gdy przez prawie miesiąc niesie kilkunastokilowy bagaż w bardzo zróżnicowanym terenie, przy zmiennej aurze i w kapryśnym towarzystwie. Prócz nóg bolą ramiona, plecy i głowa, mięśnie, stawy i spalona skóra, a nierzadko również organy wewnętrzne z żołądkiem na czele. Jeśli dołożyć do tego perypetie związane ze zdobyciem noclegu, okolicznościowe rozdrażnienie lub rosnące w miarę upływu czasu znużenie, to tworzy się nam mini poligon codzienności z jego odwieczną walką o byt i z pytaniami o sens. Sęk w tym, że współcześni ludzie mają spory problem z tolerancją tego oczywistego i zdrowego zjawiska, jakim jest ból. Od czego mamy farmację nowej generacji?! - mówią. I mają rację, bo dziś już na wszystko można znaleźć odpowiednie lekarstwo. No, prawie na wszystko, z wyjątkiem braku zdrowego rozsądku. Dlatego w schroniskach dla pielgrzymów zawsze unosi się intensywny zapach przeciwbólowych i przeciwzapalnych maści, a kosze na śmieci pełne są pustych opakowań po najróżniejszych “prochach" i nowoczesnych przylepcach na odciski (o polskim “szyciu" bąbli nikt tam nie słyszał). Przy wsparciu medycyny można jednak iść dalej i szybciej, ale tylko do czasu. Ciuciubabka z bólem tworzy swoiste zamknięte koło, którego pouczającą lekcję otrzymał jeden z poznanych na trasie Szkotów: z powodu nadużywania środków przeciwbólowych przeszedł poważne zatrucie żołądkowe. Lekarstwo spowodowało chorobę.


Po trzecie: ludzie


Najciekawsi są ludzie! A na szlaku można spotkać prawie wszystkie rasy, religie, kultury, języki czy stany społeczne. No, prawie wszystkie, bo muzułmanów nie spotkałem, ale trudno się dziwić: św. Jakub był ich pogromcą! Drogę i noclegi dzieli się więc z wierzącymi i niewierzącymi, z katolikami i protestantami, buddystami i żydami, z profesorami uniwersytetów i bezrobotnymi… Jest to cudowne miejsce na ćwiczenie umiejętności nawiązywania i - co ważniejsze - podtrzymywania relacji międzyludzkich. Łączą przeróżne rzeczy: wspólna Msza święta, poszukiwanie Boga, wędrówki po górach, ale i ciekawość średniowiecznej architektury, hiszpańskiego wina i nowych ludzi. Dzielą zaś sprawy bardzo prozaiczne: hałas, głośne chrapanie w nocy, rzadziej uprzedzenia narodowościowe czy religijne. W ostatecznym rozrachunku owoc pielgrzymowania stanowi odkryta na nowo wspólnota międzyludzka, to, że wszyscy braćmi jesteśmy.

 

Po czwarte: duch


Szlak św. Jakuba - mimo średniowiecznych, chrześcijańskich korzeni - nie stracił na popularności, choć dziś nosi wymowną nazwę Szlaku Europejskiej Kultury, a przemierzający go ludzie kierują się motywacją daleką od religii. Ale od wymiaru duchowego nie sposób uciec. Uświadomił mi to napis wykonany sprayem na odwrocie jednego z mijanych znaków drogowych: Pielgrzymujesz… czy tylko idziesz do Santiago? Nie sposób przejść obok tego pytania obojętnie, bo zawarta w nim intuicja dotyczy nie tylko pielgrzymowania, ale i życia jako takiego. Parafrazując można by zapytać: żyjesz czy tylko oddychasz, pracujesz, śpisz…? I o tych głębszych sensach życia często po drodze rozmawiałem z różnymi ludźmi: z amerykańskim bankierem przechodzącym męską menopauzę, z obrażonym na katolicyzm Sycylijczykiem, z niewierzącym studentem fizyki z Glasgow (całą drogę zaczytywał się ogromnym tomiskiem Bertranda Russella, znanego ateisty), z niemieckim lekarzem, z portugalską wolontariuszką pewnej organizacji pozarządowej i z byłą zakonnicą z Sardynii. Sam nawet byłem przedmiotem wzmożonej indoktrynacji: Tędy wędrowali już Celtowie, bo tu można zaczerpnąć duchowej energii - żarliwie przekonywał mnie pewien Argentyńczyk-buddysta na jednym z postojów, poddając w wątpliwość chrześcijański charakter Szlaku. Jednak, gdy chwilę później dowodził, że wszystko jest iluzją, rzuciłem mu w duchu biblijne: Posłucham cię innym razem i poszedłem dalej, twardo stąpając po ziemi.

 

Po piąte: rzeczy najważniejsze


Choć Szlak biegnie przez niezwykłe rejony Hiszpanii, cieszące się długą i bogatą historią, barwną i ciekawą architekturą, sztuką i folklorem, jego urok nie polega na tym całym bogactwie. Prawdziwe piękno i bogactwo Szlaku leży w tym, czego uczy on każdego pielgrzyma. A uczy i przypomina o rzeczach najprostszych na świecie: o darze, jakim jest świat i przyroda, ludzkie ciało i duch, drugi człowiek i przyjaźń. Uczy pokory wobec tych prostych rzeczy oraz radości życia, do której potrzeba nie pieniędzy i powodzenia, ale drugiego człowieka. Szlak uczy szacunku wobec życia: swojego i innych. Przypomina o wspólnocie, którą - świadomie czy nie - wszyscy tworzymy.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.98

Liczba głosów:

62

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~nie lubię ników 17:23:34 | 2013-07-21
Odważni ci pielgrzymi.Znajoma starsza pani po powrocie z takiej pielgrzymki dała świadectwo - to odmienia życie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~aka 16:29:26 | 2013-07-21
Mnie Camino się marzy. Lecz muszę czekać aż dzieci podrosną. Nie zostawię rodziny na miesiąc.
Póki co pielgrzymuję (chcę pielgrzymować) przez codzienność.
Tylko odkrywanie tego, co odkrywał autor na Camino, pozwala iść dzień za dniem trzymając kurs na cel.

...mała mi - zacznij od Polski, z dziećmi, po kawałku. Znam parę osób, które wyruszyły na Camino z dziećmi - i w Polsce, i w Hiszpanii

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mała mi 15:05:19 | 2013-07-20
Mnie Camino się marzy. Lecz muszę czekać aż dzieci podrosną. Nie zostawię rodziny na miesiąc.
Póki co pielgrzymuję (chcę pielgrzymować) przez codzienność.
Tylko odkrywanie tego, co odkrywał autor na Camino, pozwala iść dzień za dniem trzymając kurs na cel.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~olo 14:20:54 | 2013-07-20
@ klawa
szkoda, że tak szybko szufladkujesz autora. Przecież to "posłuchamy cię innym razem" jest autoironiczne, bo pochodzi od z tekstu, który rzucili św. Pawłowi Grecy, kiedy ich właśnie ewangelizował.
ale Ty oczywiście wiesz lepiej, co autor miał na myśli. zwalczasz więc coś co sam\a imputujesz. brawo, przykład otwartości

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~klawa 14:08:12 | 2013-07-20
"Posłucham cię innym razem" to jest ten przykład nawiązywania i podtrzymywania relacji międzyludzkich, tak? 
Bo gdy pielgrzym ewangelizuje, to dobrze, ale gdy mu buddysta opowiada o pogaństwie czy atesista o Russelu, to już jest indoktrynacja i fe. 

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~olo 12:27:33 | 2013-07-20
Pielgrzymować można wszędzie, a w Polsce jest na to wiele przestrzeni. I ludzi ciągle można spotkać życzliwych :)
pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~asa 15:25:23 | 2013-03-16
Camino de Santiago jest trochę inne niż WAPM. Tam ludzie nie deklarują wzniosłych ideałów, tylko wędrują. To, co jednak jest zawsze zaskoczeniem, to fakt, że odkrywa się braterstwo i wspólnotę bez specjalnego gimanstykowania się. Natura ludzka w całej okazałości - z jej zaletami i wadami. ale to razem czyni nas ludzmi, bardziej ludzkimi

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa. 13:56:54 | 2013-03-16
Dziekuje:) Niedlugo wyruszam na swoje Camino! Chce pielgrzymowac:)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Joanna Maria 18:37:35 | 2012-07-29
Dzieki za ten artykul .Jak pielgrzymowac to samemu Najpierw do M.B.Czestochowskiej z plecakiem namiotem menazkami na plecach,Camino Portuges ,Norte i ubogaca wzmania Ducha ma sie wiekszy dystans do spraw blachych Jest sie blizej Boga ufam i ide nie pytam czy jest ciepla woda itd Pielgrzymowanie !

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~maryś_ 09:49:27 | 2011-01-11
Na marginesie tematu: z tym "szyciem" bąbli to nie do końca tak - spotkałam Meksykanów, którzy też tak robią (i rzecz jasna reszta się bardzo dziwowała ;).

Pod resztą podpisuję się dwiema rękami.
caminofrances.blox.pl

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?