"Komunia dla rozwodników żyjących w ponownych związkach jest możliwa"

(fot. shutterstock.com)

Papież Franciszek nie zmienił nauczania Kościoła nt. nierozerwalności małżeństwa. W ten sposób włoski watykanista Andrea Tornielli przedstawia stanowisko kard. Francesco Coccopalmerio, który w swej 50-stronicowej rozprawie, wydanej niedawno przez Watykańską Księgarnię Wydawniczą, zajął się rozdziałem 8. adhortacji Franciszka "Amoris laetitia", poświęconym właśnie tej kwestii.

 

Zdaniem przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych "krytyczna i bardzo uważna lektura" dokumentu Ojca Świętego pozwala stwierdzić "z czystym i spokojnym sumieniem, że nauczanie [Kościoła] w tym przypadku jest zachowane".

 

Wspomniany fragment adhortacji "nie jest zbyt obszerny, zawiera bowiem jedynie 21 punktów (od 291 do 312), jest jednak bardzo zagęszczony, stwarzając tym samym duże trudności dla analizy i zrozumienia" - przypomniał na wstępie kardynał. Dodał, że nakłada się na to jeszcze "nie zawsze uporządkowana kolejność omawianych tematów".

 

Autor opracowania zwrócił uwagę, że dokument papieski wielokrotnie powtarza "mocną wolę dochowania wierności nauczaniu Kościoła nt. małżeństwa i rodziny" i przypomina, że "w żadnym wypadku Kościół nie może odstąpić od proponowania «pełnego ideału małżeństwa, planu Bożego w całej jego wspaniałości»".

 

Obojętność, wszelkie formy relatywizmu i inne podobne czynniki oznaczałyby "brak wierności Ewangelii a także brak miłości Kościoła wobec samych młodych" - podkreślił purpurat watykański.

 

Zdaniem Torniellego najważniejszymi punktami omawianego opracowania są te, które dotyczą "uwarunkowań subiektywnych lub związanych z sumieniem ludzi w różnych sytuacjach nieregularnych oraz związanych z przystępowaniem do sakramentów". Kardynał zauważył, że te ograniczenia i przeszkody nie zależą od ewentualnej nieznajomości obowiązujących norm, gdyż - jak to stwierdził jeszcze papież Wojtyła - "podmiot, choć dobrze zna normę, może mieć duże trudności w zrozumieniu wartości zawartych w normie moralnej, lub może znaleźć się w określonych warunkach, które nie pozwalają mu działać inaczej i podjąć inne decyzje bez nowej winy".

 

Przewodniczący papieskiej rady wymienia tu kilka powodów, które zwalniałyby osobę żyjącą w sytuacji "nieregularnej" od popadania w grzech śmiertelny: "nieznajomość normy" i tym samym brak winy w przypadku jej złamania, "wielką trudność w zrozumieniu wartości zawartych w normie moralnej", "konkretne warunki, które nie pozwalają na odmienne działanie i na podejmowanie decyzji bez nowej winy" oraz "czynniki, ograniczające zdolność decydowania".

 

Trzeci powód jest najbardziej problematyczny - twierdzi autor. Adhortacja, przywołując także Jana Pawła II, mówi o małżeństwach, które, zdając sobie nawet sprawę z nieregularności swej sytuacji, mają "wielkie trudności z wycofaniem się z niej, nie czując w sumieniu, że popełniłyby nowe winy". Chodzi tu również o sytuacje, w których "mężczyzna i kobieta z poważnych powodów, np. wychowania dzieci, nie mogą spełnić obowiązku rozdzielenia się". Według kardynała, tekst dokumentu papieskiego, nie potwierdzając tego wyraźnie, zakłada w sposób oczywisty, że osoby te miały zamiar zmienić swoją sytuację prawną. To znaczy dostrzegają "problem zmiany", a zatem mają zamiar lub przynajmniej pragnienie uczynienia tego - wyjaśnia purpurat.

 

Kard. Coccopalmerio przypomnina stanowisko Jana Pawła II z adhortacji "Familiaris consortio" - o możliwości spowiadania się i przystępowania do Komunii św. osób żyjących w sytuacji nieregularnej, jeśli zobowiążą się one do życia jak "brat i siostra", czyli powstrzymując się od współżycia płciowego.

 

Podkreśla, że wyjątek w tej dziedzinie, podniesiony także przez "Amoris laetitia", opiera się na wskazaniach soborowej konstytucji "Gaudium et spes". Kardynał przypomina zarazem, że w sytuacjach tego rodzaju wiele osób, zgadzając się na takie rozwiązania, podkreśla jednak, że brakuje wówczas pewnych przejawów intymności i nierzadko zagrożona jest wierność, a także narażone może być dobro dzieci.

 

Kardynał sugeruje więc, że "jeżeli zobowiązanie do życia jak brat i siostra okazuje się możliwe, nie stwarzając trudności dla relacji danej pary, to obydwie osoby przyjmują je ochoczo". Jeśli natomiast takie zobowiązanie powodowałoby trudności, oboje konkubenci zdają się nie być do tego zdolni, gdyż zachodziłby tu przypadek, o którym jasno mówi punkt 301 adhortacji o "określonych warunkach, które nie pozwalają działać inaczej i podjąć inne decyzje bez nowej winy".

 

Kościół mógłby zatem dopuścić do pokuty i eucharystii wiernych znajdujących się w sytuacji niekanonicznej, którzy jednak spełnialiby dwa podstawowe warunki: pragną zmienić tę sytuację, nie mogą jednak tego dokonać. Jest oczywiste, że te wspomniane powyżej zasadnicze uwarunkowania winny być uważne rozpatrzone i autorytatywnie rozeznane przez władze kościelne - przypomniał kard. Coccopalmerio. Wyjaśnił przy tym, że nie jest to żaden subiektywizm, ale chodzi o przestrzeń relacji z kapłanem, a byłby też konieczny lub przynajmniej "bardzo pożyteczny" kontakt z kurią, w której biskup zaproponowałby stosowne doradztwo, a nawet szczególne zezwolenie na takie przypadki dopuszczenia do sakramentów.

 

Trzeba też przezwyciężyć inną przeszkodę, jaką jest "zgorszenie", to znaczy błędne mniemanie, jakoby zezwolenie na przystępowanie niektórych z tych wiernych do sakramentów oznaczało by potwierdzenie uregulowania ich związku, czyli że "małżeństwo albo nie jest konieczne, albo nie jest nierozerwalne". Aby uniknąć takiego zgorszenia, trzeba "pouczyć wiernych, proponując im" wykładnię powyższych kryteriów.

 

"Sądzę, że możemy z czystym i spokojnym sumieniem stwierdzić, iż nauczanie o nierozerwalności małżeństwa w opisanym tu przypadku zostało zachowane" - stwierdził kardynał. Wyjaśnił, że w odniesieniu do wiernych w sytuacjach niekanonicznych, a więc żyjących w stanie grzechu śmiertelnego, respektowane jest nauczanie o szczerej skrusze, zawierające postanowienie zmiany swej sytuacji życiowej, jako niezbędnego warunku dopuszczenia tych osób do sakramentów. Wierni znajdujący się w takich sytuacjach z jednej strony mają świadomość i przekonanie o trwaniu w grzechu śmiertelnym, z drugiej zaś postanawiają zmienić swoją sytuację życia, nawet jeśli w danej chwili nie są w stanie zrealizować swojego postanowienia.

 

Na zakończenie swych rozważań purpurat watykański podkreślił, że Kościół w żadnym wypadku nie może udzielać sakramentów tym wiernym, którzy, "wiedząc, iż znajdują się w stanie grzechu ciężkiego i mogąc to zmienić, nie mają jednak żadnego szczerego zamiaru zrealizowania swojego postanowienia".

 

"Oczywiście, jeśli ktoś afiszuje się z obiektywnym grzechem tak, jakby był częścią ideału chrześcijańskiego, czy chciałby narzucić coś innego od tego, czego naucza Kościół, to nie może domagać się, by uczyć katechizmu czy przepowiadać, i w tym sensie istnieje coś, co go oddziela od wspólnoty. Musi na nowo usłyszeć Ewangelię i wezwanie do nawrócenia" - podsumował swą broszurę słowami papieskiej adhortacji przewodniczący Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jan.wygnaniec 21:29:14 | 2017-02-16
Herezje głosi ten kardynał, a za nim Tornelli, i wcale nie usprawiedliwiają ich dwuznaczności i błędy AL.

"nieznajomość normy" i tym samym brak winy w przypadku jej złamania,

Nieznajomość przykazań - tutaj nie chodzi o jakąś normę, normowanie i normalność, ale o przykazania - nie usprawiedliwia ich łamania. Tak jest w Prawie stanowionym przez ludzi, i tak jest z Bożymi przykazaniami. Św. Paweł pisze tak:

Rz 2,12 Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa tez poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sadzeni.

Nie ci bowiem, którzy przysłu********ą się czytaniu Prawa, sa sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni.

"wielką trudność w zrozumieniu wartości zawartych w normie moralnej" normy moralne - przykazania trzeba wypełniać, a zrozumienie ich sensu i celowości nie ma tu wiele do rzeczy, jak mowa powyżej.

"konkretne warunki, które nie pozwalają na odmienne działanie"

Jak wiedzą dzieci uczęszczające na religię, grzech jest czynem dobrowolnym, więc nie ma mowy o tym, że ktoś grzeszyć musi. Tutaj zresztą robi z Samego Boga kłamcę, bo powiedziane jest:


Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania ... Położył [Pan Bóg] przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane. ... Nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć. [Syr 15,15-20]

Oceń 17 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XsaweryRicci 20:20:27 | 2017-02-16
Ochrona związku konkubentów nie jest im należna. Takie rozważania księdza kardynała są właściwe wyłącznie dla prawowitego związku, a nie dla konkubentów. Pan Coccopalmerio pewnie jest masonem i jego celem jest rozmycie nauki Kościoła. Cóż, jak widać masoneria nie śpi. W Watykanie się boją, że za niedługi czas wszyscy ludzie będą w powtórnych związkach. Na to można zacytować słowa Chrystusa:,, Czy i wy chcecie odejść?". Jezus nikogo nie zmusza do tego, żeby był w Kościele. Nie chcesz przestrzegać przykazań lub też uważasz, że przerastają twoje możliwości - droga wolna, nikt cię nie zatrzymuje. I cóż z tego, że Kościół skurczy się nawet do kilku tysięcy, czy nawet kilkuset osób? Nie nasza to rzecz zabiegać o liczebność Kościoła, ani powodować jej wzrost. Kościół zaczynał w Wieczerniku od 70 osób. Więc jak liczebność zmniejszy się do 70 osób to się nic nie stanie. Jest to sprawa Ducha Świętego. My mamy głosić czystą prawdę o Chrystusie. Zauważmy, że świętość małżeństwa była zachowywana przez pierwszych Chrześcijan, którzy przechodzili z pogaństwa, gdzie były dopuszczalne rozwody. Przez pierwsze kilkaset lat była tylko jedna możliwość spowiedzi po zgrzeszeniu ciężko, a takim grzechem ciężkim było cudzołóstwo. A jak się zgrzeszyło po raz drugi to droga do stołu Pańskiego była na zawsze zamknięta. I co? Chrześcijaństwo podbiło Rzym. Problem współczesnego Kościoła to problem zbyt niskich wymagań stawianych człowiekowi.

Oceń 18 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XsaweryRicci 20:18:02 | 2017-02-16
No tak, czyli robię jak mi pasuje. Jak wymagania Kościoła przerastają moje możliwości, to nie staram się do nich dostosować mimo wszystko, tylko od razu zakładam, że nie dam rady i ochoczo sobie współżyję z konkubiną, mimo, iż nie mam do tego prawa. Na takie diktum jest jedno rozwiązanie, takie, o którym mówi Jezus, że lepiej nie zaczynać kroczyć drogą Pana jak się nie ma zamiaru wytrwać, bo wtedy może stan człowieka być gorszy niż przed rozpoczęciem drogi z Panem. Zatem nauka jest taka, że jeśli dla kogoś przykazania są za ciężkie, to nie powinien przystępować do sakramentów, zamiast tego powinien się dużo modlić, o to aby Bóg go uzdolnił do dźwigania Krzyża. Jeśli zaś się nie modli to lepiej, żeby trwał w grzechu niż, żeby wywoływać zgorszenie dopuszczając cudzołożników do stołu Pańskiego. 

Oceń 15 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

millie 13:26:16 | 2017-02-16
Naprawdę mam w sobie nieco dobrej woli, by CHCIEĆ zrozumieć "tak" dla komunii dla rozwodników, ale im więcej wyjaśnień "z góry", tym mniej rozumiem. Ci którzy powinni kształtować sumienia, a przynajmniej wspierać w ich kształtowaniu, jak dla mnie sieją zamęt, bo co prosty człowiek może zrozumieć z powyższego artykułu?. Do tej pory Kościół nauczał, że pozamałżeński seks jest grzechem. Teraz Kościół zdaje się nauczać, że są sytuacje (ponowne związki) w których jest on jednak "mniejszym złem", wszak możnaby nie wstępować w ponowny związek i hulać na prawo i lewo. Mnijeszy grzech? Może i mniejszy, ale od kiedy alternatywą dla katolika ma być mniejszy grzech zamiast dobra?! 
Dla mnie, przy całym szacunku i zrozumieniu dla nieraz dramatycznej sytuacji osób rozwiedzionych, taka "otwartość" z biegiem lat jeszcze bardziej obniży znaczenie sakramentu małżeństwa.  

Oceń 31 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 18:54:52 | 2017-02-15
Najszybcie i najprościej wystarczy, aby Kościół nauczal "tak,tak, nie, nie".
Ale....


Natomiast dalej nie potrafię pojać, jak potwierdzajac nierozerwalność małżeństwa jednocześnie uważa się, iż można takie małżeńśtwo rozerwać. To jest jakaś abstrakcja i wyjątkowo pozbawione logiki podejście części Kościoła.

Bo albo okazuje się, iż dla cześci postepowych biskupów Komunia św. jest mniej ważna niż seks cudzołożny.
Albo małżonkowie (cywilni) nie są już cudzołożnikami. Ale co wtedy z ich małzeństwem sakramentalnym - rozerwało się?

Oceń 36 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Andrzej 18:28:21 | 2017-02-15
U czytającego 298 punkt adhortacji "Amoris Laetitia" wraz z przypisem 329 może pojawić się w pełni zasadne pytanie:
Jak będzie się czuła sakramentalna żona, gdy dowie się, że jej mąż utrzymuje „pewne przejawy intymności” z drugą kobietą, z którą ma dziecko, a adhortacja w punkcie 298 mu na to przyzwala, a nawet wręcz zachęca go do tego?

Aby bardziej sobie uświadomić powagę sytuacji i krzywdę, jaką wyrządza się tej kobiecie, warto, byśmy wszyscy postawili się w jej sytuacji, w której oprócz zdrady ze strony współmałżonka doznaje ona, z powodu ww. punktu adhortacji, poczucia opuszczenia ze strony Kościoła.

Czy Ksiądz Kardynał Francesco Coccopalmerio zdaje sobie sprawę z krzywdy jaką się w ten sposób wyrządza wszystkim sakramentalnym małżonkom, a w szczególności tym, którzy chcą być wierni małżeńskiemu przymierzu z Bogiem - sakramentalnej przysiędze?

Oceń 46 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Andrzej 18:25:47 | 2017-02-15
Wypowiedź kard. Coccopalmerio: "Podkreśla, że wyjątek w tej dziedzinie, podniesiony także przez "Amoris laetitia", opiera się na wskazaniach soborowej konstytucji "Gaudium et spes". Kardynał przypomina zarazem, że w sytuacjach tego rodzaju wiele osób, zgadzając się na takie rozwiązania, podkreśla jednak, że brakuje wówczas pewnych przejawów intymności i nierzadko zagrożona jest wierność, a także narażone może być dobro dzieci".

W tej wypowiedzi kardynał Coccopalmerio odwołuje się do punktu 298 adhortacji „Amoris Laetitia” - do przypisu 329, który z kolei odwołuje się do 51 punktu Konstytucji Duszpasterskiej „Gaudium et spes”, który jednak dotyczy MAŁŻEŃSTW SAKRAMENTALNYCH (i tu ma miejsce nadużycie): „Gdzie zrywa się intymne pożycie małżeńskie, tam nierzadko wierność może być wystawiona na próbę a dobro potomstwa zagrożone. Wtedy bowiem grozi niebezpieczeństwo zarówno wychowaniu dzieci, jak i zdecydowanej woli przyjęcia dalszego potomstwa” (Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 51). I to budzi ogromny niepokój, gdyż odniesienie tego zapisu, który według mnie wyraża zachętę do utrzymywania intymnego pożycia do związku nieregularnego (cudzołożnego), sprawia wrażenie, tak jakby oba związki, sakramentalny i niesakramentalny były równie prawomocne przed Panem Bogiem.

Oceń 32 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 16:14:45 | 2017-02-15
"pragną zmienić tę sytuację, nie mogą jednak tego dokonać."
No i patrzcie Państwo , cudzołożnicy mają odmienne zdania w temacie ciupciania a Franciszek by ratować ich związek  zaprasza do komunii.
No oczywiście trzeba wcześniej dokonać miłosiernego rozeznania i uświadomić ciemnotę katolicką,że to po Bożemu.
  

Oceń 42 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 15:51:46 | 2017-02-15
Czyli postprawda, fakty alternatywne, setki wypowiedzi, tysiące zadrukowanych stron itp. A to takie proste "Słowo wasze tak -tak, nie- nie. A co więcej od złego pochodzi." Robi sie bardzo kiepsko. 

Oceń 43 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asyz 12:48:01 | 2017-02-15
To jest już skandal! Namawianie do trwania w grzechu ciężkim jest pułapką samego szatana!

Oceń 56 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook