Przyszedł czas powiedzieć: non possumus!

Radio Watykańskie
(fot. Piotr Drabik / flickr.com)

Tym, którzy nawołują do zrewidowania fundamentów naszej wiary i dostosowania ich do naszych czasów Kościół musi powiedzieć: Non possumus - nie możemy! - uważa ks. prof. Livio Melina, prezes Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną.

 

Uczestniczył on w prezentacji książki "La speranza della famiglia - nadzieja rodziny", której autorem jest kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Na prezentacji wiele mówiono o ostatnim synodzie, bo książka ta miała być przyczynkiem do synodalnej debaty. Kard. Müller zauważył, że książką tą chciał zwrócić uwagę na centralny problem wiary, a raczej jej osłabienia. - Żyjemy w epoce sekularyzacji i niedowiarstwa, które osłabiły postrzeganie sakramentu - powiedział szef watykańskiej kongregacji.

 

Z kolei Costanza Miriano, która relacjonowała obrady synodu dla włoskiej telewizji RAI, wyraziła zdumienie faktem, że biskupi bardzo dużo mówili o miłosierdziu dla rozwodników, a bardzo mało o miłosierdziu dla ich dzieci, które są głównymi ofiarami rozwodu. Dodała również, że w swej dziennikarskiej pracy spotkała się z wieloma różnymi rodzinami. Dzięki temu mogła zobaczyć, jak wielki jest rozdźwięk między moralnością chrześcijańską i modelem rodziny, który opiera się na wzorcach zaczerpniętych z telewizji i prowadzi do wielkich rozczarowań. W takiej sytuacji potrzebna jest walka ze swoistym analfabetyzmem rodzin, które nie znają prawdziwej miłości.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (50)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

pdyvppl 14:27:01 | 2015-02-09
Temat dzieci mnie szczególnie interesuje. Jak dorosły człowiek może wierzyć, że szczęście można zapewnić dziecku inaczej niż przez rodziców, - osoby które są z nim na codzień (niezależnie od biologicznego pokrewieństwa i sakraentalności związku).

Gdyby KK od tysiąca lat w Polsce uczył przykładem kochać, a nie tylko przestrzegać Prawa jako jedynej możliwości zbawienia, to byśmy tu dzisiaj języków nie strzępili. A nie uczył, więc uderzny się we własne piersi - swoje i przodków.

Zło dla dzieci (i zło ogólnie) przychodzi nie z rozpadu małżeństwa, ale z braku miłości, który jest jego przyczyną. A brak miłości bierze się wcale nie z makretingu nowego, fajnego świata. On się bieże z lęku.

Jak czytam wypowiedzi obrońców starej (obecnej) praktyki duszpasterskiej względem małżeństw / związków, to widzę tam lęk. Jeden wielki lęk. Jako przyczynę, ale też jako zamierzony skutek na odbiorcach. Albo ja się mylę, albo to pochodzi od tego, który za pomocą lęku już od Edenu próbuje zawładnąc światem.

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pdyvppl 14:10:01 | 2015-02-09
"zrewidowania fundamentów naszej wiary"

To chyba tuż przed synodem ktoś jakieś nowe prawdy wiary dodał,  a nawet fundamenty! Mnie nie uczyli, że nierozerwalność małżeństwa jast fundamentam i główną prawdą wiary. Chociaż w zasadzie uczyli, tylko nie wprost. Bo tak się przez 1000 lat utarło.

Jeśli jakaś cegła od tysiąca lat leży krzywo w murze i wszyscy się do tego przyzwyczaili, to nie znaczy, że próba poprawienia tej cegły jest rewizją fundamentów. Ale tak jest odbierana, bo część KK na tej właśnie cegle buduje swoją nie tylko wiarę, ale także tożsamość i poczucie własnej wartości, swoją nadzieję na zbawienia.

Po drugiej stronie Buga i w paru jeszcze miejscach na świecie ta cegła leży inaczej. Też od wieków. I to nie stamtąd przychodzi kryzys rodziny.

Bóg dał nam Swoje Słowo, ale dał też rozum. Fanatyzm szerzony coraz częściej i gęściej jest zaprzeczeniem wiary, zaufania i poznania. Zaprzeczeniem Boga.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bratPolak 07:46:34 | 2014-10-27
 biskupi bardzo dużo mówili o miłosierdziu dla rozwodników, a bardzo mało o miłosierdziu dla ich dzieci, które są głównymi ofiarami rozwodu

Można by dyskutować - czy zawsze głównymi, czy w ogóle są ofiarami...
W dyskusji pod artykułem (bryluje w niej "wszechwiedzący" TomaszL, oczywiście) "obrońcy węzła małżeńskiego" skupiają się na porzuconych dzieciach. Te na pewno są wyrzutem sumienia dla porzucającego ich rodzica. I taki rozwodnik powinien się mocno napracować, żeby "zasłużyć" na miłosierdzie Kościoła...
Są jednak dzieci- beneficjenci rozwodów, gdy rodzic odchodzi razem z dziećmi od ciemiężyciela... Temu rodzicowi też odmawiacie prawa do miłosierdzia Kościoła?
Tu już nie tak łatwo machać demagogią i wrzucać rozwodników do piekła, prawda panie TomaszL i jemu podobni?

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ann 13:23:22 | 2014-10-24
Konsekwencje swoich decyzji ponosimy sami, natomiast Kościół musi być otwarty na tych którzy pobłądzili , na cudzołożnice i celników gdyż jest dla nich ostatnią szansą i przystanią i dlatego musi pełnić swoją rolę do końca i nikogo nie odrzucając .To jest trudne bo trzeba myśleć i rozeznawać a każda sytuacja jest inna ,tylko sztampa jest łatwa i bezmyślna..  

Oceń 5 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 12:06:04 | 2014-10-24
Troszczą się o garstkę a stracą miliony wiernych. Nalezyz szukać jedną owce , ale nie tracąc pozostałe. No, chyba , że o to chodzi.

Oceń 7 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Franek85 11:15:18 | 2014-10-24
Pastorzy w Houston muszą już uważać z "non possumus": http://www.prisonplanet.pl/kultura/nowa_wolnosc_slowa,p2067900984

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 07:55:41 | 2014-10-24
Uzasadnianie trwania w grzechu, czyli życia na wzór małzeńśki z inna osoba niż maż/żona jest podłoscia w stosunku do własnych dzieci.

I tych z nowego zwiazku, bo czuja sie odpowiedzialne za grzech rodziców i tych z małżeństwa, bo one okazuje się iż są gorsze od tych nowych dzieci.

Wbrew wielkiemu samozadowolneiu "troskliwych rodziców" rany zadane dzieciom nie znikną, odezwą sie czasami po wielu latach i to odezwą bolesnie.

Oceń 13 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~matka 07:42:43 | 2014-10-24
"biskupi bardzo dużo mówili o miłosierdziu dla rozwodników, a bardzo mało o miłosierdziu dla ich dzieci, które są główna ofiarą rozwodów..."
------
Taki sposób myślenia - pomijający dzieci z sakramentalnych związków - został zapoczątkowany od familiaris consortio, gdzie dzieci z nowych, nieślubnych zwiazków zaczęły być uważne za przyczynę, z powodu której partnerzy "nie mogą się rozstać". Już wtedy 'nowe' dzieci zostały dowartościowane, a o tym, jaki wpływ ma rozwód na 'starsze' dzieci nie myślano.
Wiem z własnego doświadczenia, że rozwód ma destrukcyjne oddziaływnie  na dzieci. Te dzieci trzeba niejako 'resocjalizować', czyli uczyć od nowa czym jest małżeństwo, bo przymują za coś oczywistego, że można mieć po rozwodzie nową rodzinę.

Oceń 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~M 23:38:45 | 2014-10-23
Proponuję zastanowić się nad uzywanymi słowami. Fundamentem naszej wiary jest zmartwychwstanie Chrystusa. Dyscyplina sakramentów ma drugorzędne znaczenie względem fundamntu naszej wiary. Jest niezwykle istotna, ale jest wtórna względem fundamentów wiary.

Oceń 4 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aleksander Horowski 21:12:45 | 2014-10-23
Poprawcie tytuł, bo oczy bolą od patrzenia na tę "literówkę" już na samej stronie głównej. Ma być: "non possumus", a nie: "non pussumus". 

Oceń 7 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?