Naukowiec o in vitro: "Powinno być zakazane"

(fot. Image Editor / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-NC-ND 2.0))

Najlepszą ustawą dotyczącą in vitro byłby zakaz wykonywania sztucznego zapłodnienia na terytorium Rzeczpospolitej - uważa dr Tadeusz Wasilewski. Jeden z pionierów tej metody w Polsce, który radykalnie jej zaprzestał stając się jej zdecydowanym przeciwnikiem, skomentował dla KAI projekt ustawy o leczeniu niepłodności, przekazany przez Ministerstwo Zdrowia do konsultacji społecznych. Zdaniem lekarza z dużą praktyką propozycja jest skrajnie liberalna, nie liczy się z negatywnymi skutkami jej działania i w istocie aprobuje obecny stan działań klinik in vitro.

 

 

Podajemy wypowiedź dr. Wasilewskiego:

Ustawa bioetyczna powinna być uchwalona, ponieważ jesteśmy we wspólnocie europejskiej i Polska powinna te zagadnienia prawnie uregulować. Optymalna, w mojej ocenie, byłaby treść jednoznacznie określona w jednym zdaniu: "Zakazuje się całkowicie wykonywania na terenie Polski metody zapłodnienia pozaustrojowego i inseminacji". I to byłaby treść ustawy, którą bym proponował.

Do społecznej konsultacji trafił obecnie projekt Ministerstwa Zdrowia. Jest on całkowitą aprobatą stanu faktycznego, związanego z programem in vitro, obwarowanym różnymi elementami, które mają normować ten program, ale jest w nim dużo luk, dziur, nieścisłości i niekonsekwencji. W projekcie ustawy mówi się o działaniu etycznym, deontologicznym. I tkwi tu wielka sprzeczność. Nie można bowiem z jednej strony mówić o działaniu etycznym, a z drugiej strony aprobować program in vitro, który nie daje absolutnej gwarancji przeżycia wszystkim istnieniom ludzkim, do poczęcia których w obrębie tej metody trzeba było doprowadzić, czyli tak zwanym zarodkom nadliczbowym. A te zarodki to nic innego jak pierwszy etap istnienia człowieka. Definicja ludzkiego życia jest bowiem jednoznaczna i określona w podręcznikach embriologii, ginekologii i położnictwa, pediatrii. Tam wyraźnie jest napisane, że ludzkie życie zaczyna się z chwilą połączenia komórki jajowej z plemnikiem, a kończy na naturalnej śmierci.

Jeżeli legalizujemy metodę, która nie daje gwarancji życia każdemu istnieniu ludzkiemu, do poczęcia którego w obrębie tej metody dochodzi, to ta metoda nie powinna funkcjonować. Gdyby wyobrazić sobie, że chcemy unaocznić na czym ona polega na przykładzie pięciolatków - istniejących, widocznych, odrębnych - metoda in vitro nie ostałaby się dwóch dni. Gdybyśmy stwierdzili, że owszem, mamy sposób na uratowanie niektórych z tych dzieci, ale wyłącznie kosztem życia np. pozostałej połowy - nikt takiej metody by nie zaaprobował. Ale gdy to dotyczy zarodka - dwóch, czterech i coraz więcej komórek, którym się przygląda specjalista pod mikroskopem - bardzo nam łatwo manipulować istnieniem ludzkim na takim poziomie.

Z drugiej strony niepłodność małżeńska to dziś problem społeczny, szeroki, obejmuje wielką liczbę ludzi. I ta potrzeba, chęć pojawienia się dziecka w rodzinie jest olbrzymia. Żyjemy w XXI w., kiedy program in vitro jest kosmopolityczny, wszędobylski, ogólnie dostępny i jest coraz więcej ośrodków i lekarzy, które potrafią tę procedurę wykonać. W iluś procentach przynosi ona efekty. Jak wobec tego można mówić programowi in vitro "nie", skoro coś jest osiągalne i skuteczne? Na dodatek słyszy się, że osoba, która się na to nie godzi jest zacofana, sprzeciwia się rozwojowi nauki, występuje przeciwko małżeństwom nie mogącym mieć dzieci i jest pozbawiona empatii. Ale jeśli traktujemy poważnie definicję początku życia, która została sformułowana i wszyscy ją zaaprobowali, a której wymagamy od studentów medycyny, zdających egzaminy z embriologii, ginekologii, położnictwa czy pediatrii, to aprobata programu in vitro zdecydowanie jest nieporozumieniem. Jestem przeciwko ustawie, która przyzwala wykonywać i stosować metodę zapłodnienia pozaustrojowego.

Ustawa, którą proponuje ministerstwo jest bardzo lapidarna, zaś przeciwdziałanie niepłodności sprowadza się do wprowadzenia i usankcjonowania programu in vitro i stosowaniu wyłącznie tej jednej metody - remedium na "leczenie niepłodności". Bo jest szybko, skutecznie i szkoda tracić czasu na inne metody. Taki jest sposób rozumowania twórców i ta ustawa to pokazała. Piszą tam o etyce, szacunku, dbałości, ale trudno się z tym zgodzić, bo tak się nie dzieje przy realizacji proponowanego programu.

Jest tam także wiele nieścisłości i niechlujstwa terminologicznego, bo raz mówi się o medycynie rozrodu, innym razem o prokreacji człowieka, o medycynie prokreacyjnej. Trzeba się zdecydować - albo jedno albo drugie. O medycynie rozrodu można mówić w odniesieniu do zwierząt, natomiast medycyna prokreacyjna, która para się naszą płodnością to medycyna prokreacji człowieka.

Ale to są szczegóły. Wobec istoty in vitro mówię: nie. Nie dla śmierci zarodków, do której dochodzi w trakcie realizacji programu in vitro i to są skutki natychmiastowe. Ale istnieją także skutki długofalowe, gdyż naukowcy, którzy badają zdrowie dzieci poczętych tą metodą, skutki stosowania leków, całej procedury i jej wpływu na zdrowie kobiety i mężczyzny, wykazują zdecydowanie pewne nieprawidłowości, które każą się zastanowić, czy medycyna prokreacji człowieka obrała dobry kierunek.

Poważnym mankamentem w projekcie ustawy jest dostępność metody. Projekt zakłada, że leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego ma być dostępne dla wszystkich, także dla samotnych kobiet, które będą mogły przyjść do kliniki i powiedzieć: proszę o zarodek. Obowiązkiem lekarza będzie transferowanie zarodka do jamy macicy. Ale w tym momencie trzeba zapytać: co my transferujemy? Dwie komórki, czy ludzkie życie, tyle że na bardzo wczesnym etapie rozwoju?

Gdyby ktoś chciał adoptować dziecko, musi zgłosić się do ośrodka adopcyjnego i spełnić ściśle określone wymogi: wieku, wysokości zarobków, stałej pracy, musi żyć w związku małżeńskim, posiadać mieszkanie, itd. Taka osoba musi być do tego przygotowana, przejść odpowiedni kurs, wypełnić kwestionariusze. I dopiero po przejściu przez to sito otrzymuje się możliwość adoptowania dziecka. A dlaczego nie pytamy o to dokonując transferu do macicy samotnej kobiety? Dlaczego nikt nie spyta, jaka będzie przyszłość tego dziecka - czy przyszła matka ma mieszkanie, stałą pracę, itd.?

Na takie stwierdzenie z pewnością oburzą się samotne kobiety, usłyszymy o ich "prawie" do posiadania potomstwa. A ja jedynie przypominam, jak brzmi ustawa o trybie adoptowania dziecka, o wymogach, jakie muszą spełniać ludzie aby móc otrzymać pozwolenie na zaopiekowanie się dzieckiem, otoczenie go opieką, bycia dla niego rodziną.

W odniesieniu do in vitro każdy będzie mógł zażądać zabiegu i nikt nie sprawdzi, czy spełnia te wszystkie kryteria, jakie stawia się przy adopcji. To nieporozumienie. A w następnym zdaniu mówi się o poszanowaniu godności i etyki i to poważny zgrzyt.

Kolejnym poważnym mankamentem projektu ustawy jest brak informacji o liczbie lat przetrzymywania nadliczbowych zarodków w temperaturze ciekłego azotu. Wiadomo zaś, że tylko wyselekcjonowane zarodki trafią do jamy macicy, a te nadliczbowe - do ciekłego azotu. Ile czasu mogą być przechowywane w tych warunkach? Dwa lata? Pięć? Czy też nieograniczoną ilość lat? W projekcie nic nie wspomina się na ten temat. Sądzę, że autorzy projektu zrobili celowy i świadomy unik, wybieg, żeby pozostawić klinikom in vitro wolną rękę. W przeciwnym razie autorzy projektu musieliby napisać, że przechowuje się zarodki np. 20 lat, a jeżeli po upływie tego czasu nie zostaną w tym okresie transferowane do jamy macicy, zostaną usunięte, wyrzucone, czyli zabite. Ustawodawcy w innych krajach ustalają granicę przechowywania zarodków.

Tak więc ustawa jest niepełna i niekonsekwentna. A skoro faworyzuje i propaguje metodę in vitro, powinna nazwać rzecz po imieniu: jeżeli godzę się na metodę in vitro, to znaczy, że godzę się na śmierć istnień ludzkich, do czego dochodzi w wyniku mojego nawet najlepszego działania. Nie mam na to wpływu, że tak się dzieje ale walczę żeby w małżeństwie pojawiło się dzieciątko, którego dotychczas nie było. I niech odważni podpiszą się pod tym prawdziwym zdaniem. Wówczas wiem, że taka osoba doskonale zdaje sobie sprawę na czym polega in vitro i nie boi się odpowiedzialności za to, co zrobiła i co chce zrobić. A nie chować głowę w piasek i usuwać niewygodne elementy procedury.

W porównaniu z ustawami istniejącymi w innych krajach jest to projekt skrajnie liberalny, który w praktyce pozwala klinikom in vitro na wszystko. Ta ustawa nic nie zmienia w stosunku do obecnego stanu faktycznego. A przecież my, Polacy moglibyśmy być inni, pójść inną drogą. Jeżeli dostrzegamy problem i chcemy leczyć niepłodność małżeńską, możemy rozwijać medycynę prokreacyjną, ale zdecydować, że w naszym kraju program in vitro nie będzie realizowany z powodów jak powyższe. Za to zdecydować, że będziemy rozwijać medycynę ochronną, prokreacyjną, która jest równie skuteczna; że będziemy dążyć do wykonywania bardzo szczelnej i szczegółowej diagnostyki niepłodności małżeńskiej żeby wyeliminować wszystkie nieprawidłowości, jakie się da wyeliminować; że będziemy zdobywać nowe kwalifikacje w tym zakresie pokazując Europie, że w tej dziedzinie potrafimy świetnie funkcjonować korzystając z metod, których nie przypłaca się śmiercią milionów zarodków. I że nie oznacza to, że jesteśmy społeczeństwem zacofanym.

Dlaczego nie potrafimy być odważni? Dlaczego nie potrafimy szanować ludzkiego życia od poczęcia? Nie tak dawno cieszyliśmy się z kanonizacji Jana Pawła II, wielkiego Polaka. A przecież on o to walczył, o szacunek do życia. A jeśli my się szczycimy z osoby, to dlaczego nie chcemy słuchać, co ta osoba do nas mówiła?

Realizowałem program in vitro przez 14 lat. Ja nie znam tej metody z książek lecz z codziennej pracy, z autopsji. Pomogłem niejednej pacjentce mieć potomstwo. Tylko jakim kosztem? Ile musiało zginąć zarodków żeby żył ten jeden? To wcale nie ode mnie do końca zależało, to taka metoda - myślałem wówczas. Nie jesteśmy w stanie stworzyć takich warunków dla zarodka, które będą skutecznie w 100 procentach, który będzie dla tego zarodka całkowicie bezpieczny. Każdy uczciwy lekarz, który dokonuje transferu, podpisze się pod tym zdaniem.


***

Dr Tadeusz Wasilewiski jest jednym z pierwszych lekarzy w Polsce, który wprowadzili metodę zapłodnienia pozaustrojowego. Od 1993 do 2007 roku pracował w pierwszej w Polsce klinice wykonującej procedurę in vitro. W kwietniu 2007 roku stwierdził: "Nigdy więcej nie wykonam programu in vitro". 1 stycznia 2009 roku założył pierwszą w Polsce klinikę leczenia niepłodności małżeńskiej metodą naprotechnologii NaProMedica, gdzie pracuje do dziś.

Wspomóż Nas
Tagi: in vitro

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (76)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~stasiu lem 22:27:46 | 2014-12-06
Religie powinny byc zakazane

Oceń 3 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~richardentsrok 21:30:29 | 2014-08-10
Powinno się uchwalić ustawę dopuszczającą in-vitro, żeby głupie katole skręcały się ze złości, że to co do tej pory mógł robić ten ich wredny bóg, teraz moga też robić ludzie. I bardzo dobrze. Ludzie mają coraz szersze zdolności, a Wasz katolski bożek milczy, siedzi cicho, nie odzywa się. Możecie przed nim szorować gębą podłogę przed łtarzami w kościołach, a on i tak na to nie reaguje.

Oceń 4 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaro 20:37:38 | 2014-08-10
Jesli pis dojdzie do wladzy to pewnie zabronia invitro i paru innych rzeczy jak antykoncepcja, sex przed slubem_ koscielnym oczywiscie, cywilne zakazane, zniosa tez pewnie wolnosc slowa, choc z tym juz nie za dobrze. Wszystkie wyznania zostana zakazane oprocz katolicyzmu w torunskiej odmianie ,moze wroci dziesiecina i praca na polu plebana....coz moze to i jakis pomysl na polska gospodarke ,oglosic skansen religijny i miec nadzieje ze turysci beda ten skansen odwiedzac

Oceń 10 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~__Ateista__ 22:15:48 | 2014-08-06
Tak sobie wybrałem cytacik:
"W odniesieniu do in vitro każdy będzie mógł zażądać zabiegu i nikt nie sprawdzi, czy spełnia te wszystkie kryteria, jakie stawia się przy adopcji"

Czyli, pan szanowny profesor, stawia argument, że in-vitro - będąc swego rodzaju zapłodnieniem na żądanie (abstrahując od tego czy jest etyczne czy nie) - powinno podlegać wymogom prawa adopcyjnego?? 
Czyli - jak kobieta zajdzie w ciąże normalnie (np jest to 'bezmózga' narkomanka która będzie zaniedbywała dziecko) to nie ma problemu, ale jak porządne, kochające się, bezdzietne małżeństwo zechce mieć potomstwo metodą in-vitro, to od razu trzeba wszcząć kilkuletnią procedure adopcyjną???

Pan profesor, trochę zidiociał

Oceń 9 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Iza C. 23:05:18 | 2014-08-05
Część osób komentujących zestawia in vitro z naturą, pisząc, że i tu i tu następują śmierci zarodków. Ktoś sugeruje nawet, że częściej w naturze. No, może. Jest tu tylko pewna subtelna różnica. (Na Deonie chyba można o tym pisać, bo to katolicki portal, bądź co bądź.) W naturze o życiu i śmierci decyduje Stwórca. Natura wszak nie jest osobą (chyba że w bajce o Smerfach). Natomiast w in vitro to człowiek daje sobie Boskie prawo decydowania KTO ma przeżyć (albo przynajmniej podjąć próbę przeżycia).
I tu moim zdaniem tkwi zasadnicza kwestia. 

Oceń 11 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Francesca 16:18:04 | 2014-08-05
Wow! Nawet matka natura nie stawia sobie tak wysokich wymagań. I jeszcze jedno. Abstrakcyjne cierpienie zarodka, który nie ma jeszcze rozwiniętego układu nerwowego w opozycji do realnego cierpienia psychicznego i fizyzycznego świadomych ludzi - kobiet. 

Oceń 7 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~JW 08:47:54 | 2014-08-05
jesli IVF bedzie przyslugiwalo wszystkim-to kto za to zaplaci?
oczywiscie podatnik-kazdy z nas
Za niesprawiedliwe uwazam to,ze jesli nie zgadzams sie z ta metoda to bede odpowiedzialny za placenie za proceder-szczegolnie w obecnych warunkach "chorej" sluzby zdrowia-gdzie ludzie czekaja miesiacami na planowe operacje-ratujace zycie a inni umieraja pod szpitalem lub w domu bo nie otrzymali pomocy.
Prawda jest taka ,ze skutecznosc IVF na swiecie to ok 25% czyli -jedno zycie- trzy trupy!

Oceń 13 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Invitrowa mama 07:39:01 | 2014-08-05
Czy ktoś to wygaduje takie farmazony zastanawia się czasami nad ludzmi których bezpośrednio ten problem dotyczy?
Jeśli ktoś jest przeciwny tej metodzie to z niej nie korzysta. 

Oceń 10 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sibek 22:26:17 | 2014-08-04
jestem z invitro i takie farmazony mnie rozsmieszaja, ale luz wedlog tych ludzi powienienem nie zyc :D 

Oceń 8 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ita 21:39:18 | 2014-08-04
Skutecznosc naprotechnologii jest dotychczas slabo udokumentowana (tylko dwie , w dodatku kontrowersyjne publikacje w pubmed). To jakos nie przeszkadza naukowcowi Wasilewskiemu w trzaskaniu kasy na tym procederze?

Oceń 6 8 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook