List Rektora Akademii Ignatianum

(fot. Mateusz Orłowski)

List Rektora Akademii Ignatianum na 26 grudnia 2012 roku Święto Św. Szczepana, pierwszego męczennika.

 

 

Drodzy Przyjaciele!

 

Święta mają to do siebie, że przemijają ustępując miejsca codzienności. Albo inaczej można to powiedzieć: to codzienność i zwyczajność od czasu do czasu usuwają się, robiąc trochę miejsca na Święto. Bo tak prawdę powiedziawszy dni zwyczajne, nawet jeśli czasem trudne i mozolne, są ważniejsze od świątecznych. Bo czy ktoś chciałby być kochany tylko od święta?

Teraz żyjemy jeszcze świętami, ale przecież mimo ozdóbek, choinek i świątecznego nastroju, w Boże Narodzenie właśnie, wyraźniej niż kiedykolwiek w roku liturgicznym, możemy doświadczyć tego, że nasz Bóg jest zwyczajnym Bogiem od zwyczajnego życia, nie tylko od fajerwerków i uroczystości. Narodzenie w ubóstwie, w niewygodzie dalekiej podróży, bez żadnych - że tak powiem - okoliczności łagodzących. Wręcz z przeciwnościami, bo władza zupełnie nie w porę kazała wyjeżdżać, jak zwykle nie licząc się z biedakami.

Ale nie tylko samo to narodzenie było onieśmielająco zwyczajne. Od początku Kościół w swoich nawet najbardziej uroczystych momentach, na tę zwyczajność zwracał uwagę. Oficjalny kalendarz liturgiczny Kościoła to tak zwane Martyrologium, gdzie na każdy dzień roku zapisano imiona wspominanych świętych i błogosławionych, oraz uroczystości kościelne. W opisach świętych nie brakuje czasem cudowności i legend, gdyż ludzka wyobraźnia ciągle je produkuje, w odniesieniu do święta Bożego Narodzenia tekst jest jednak suchy, lapidarny, choć też i uroczysty. Na 25 grudnia zapisano mianowicie:

 

25 grudnia, roku 5199 od stworzenia świata, od potopu roku 2957; od narodzenia Abrahama roku 2015; od Mojżesza i od wyjścia Izraelitów z Egiptu roku 1509; od namaszczenia Dawida na króla roku 1302; tygodnia 65 według Danielowego proroctwa, za 194 Olimpiady; od zbudowania miasta Rzymu roku 752; panowania cesarza Oktawiana Augusta roku 42; kiedy pokój powszechny był na ziemi, w szóstej epoce świata. Jezus Chrystus, wieczny Bóg i Syn Ojca wiecznego, chcąc najłaskawszym przyjściem swoim świat uświęcić, z Ducha Świętego poczęty i po upływie dziewięciu miesięcy od swojego poczęcia, w Betlejem judzkim rodzi się z Maryi dziewicy stając się człowiekiem: NARODZENIE PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA WEDŁUG CIAŁA.

 

To nie szkodzi, że te daty się nie zgadzają z tym, co my wiemy o dziejach świata. To napisali starożytni według tego, co oni wiedzieli, ale nie po to, by się przy datach upierać, ale by pokazać, że Pan Jezus przyszedł w konkretnym momencie historii, na świat zupełnie zwyczajny, z potopami, prorokami, królami i cesarzami. Że narodził się jak każdy z nas, w dziewięć miesięcy od poczęcia, nie stwarzając dla siebie żadnych specjalnych warunków. 

 

W święto Bożego Narodzenie widzimy, że Bóg chce być jak każdy z nas. Nie ma lepszej nowiny. Nie można wyobrazić sobie, że jakiś większy jeszcze zaszczyt mógłby nas spotkać. I przy tym wszystkim tenże Bóg niczego nam nie każe, tylko po prostu chce z nami być.

 

Nie kiedyś, po jakimś końcu świata, ale już, jakby nie mógł się doczekać i przyszedł do nas więcej nie zwlekając. Widocznie w Jego oczach ten świat wcale nie jest taki zły, widocznie my też tacy całkiem źli nie jesteśmy, widocznie - co najbardziej zdumiewające - Pan Bóg uważa, że to dobrze dla Niego być z ludźmi.

 

I tak oto z dnia zwyczajnego zrobił się świąteczny, ale nie po to, by wyjątki ustanawiać, ale by pokazać, że każdy dzień zwyczajny jest święty, bo jest w nim Bóg.

 

To prawda, że czasem bardzo nam się tutaj nie podoba, że czasem chcielibyśmy stąd uciec. To prawda, że po radości z doświadczenia przychodzenia Pana do nas, zaraz spada na nas obuch święta zamordowania św. Szczepana. Ale Boże Narodzenie uczy nas, byśmy nie uciekali. Nie tylko dlatego, że nie ma dokąd, ale że nie warto. Skoro sam Bóg staje się jednym z nas, to raczej postarajmy się ten świat jakoś lepiej zagospodarować, żeby na miarę skromnych możliwości lepiej nam się tutaj żyło - razem z przychodzącym do nas Chrystusem.

 

W to urządzanie świata wokół nas wpisuje się temat, z którym zwracamy się do Was corocznie o tej świątecznej porze. Temat kształcenia i wychowywania, jakie prowadzimy na jezuickiej Akademii Ignatianum w Krakowie.

 

Studiuje w niej bez mała 4 tysięcy studentów, łącznie ze studentami Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wybierają akurat naszą Akademię, by studiować filozofię, pedagogikę różnych specjalności, kulturoznawstwo czy politologię. Przychodzą do nas prawdopodobnie dlatego, że chcieliby zmieniać ten świat nie tylko według mód bieżących i zmieniających się, ale w oparciu o coś trwalszego, razem z Chrystusem, który do nas przychodzi. Prosimy Was o wsparcie w naszej pracy, sami bowiem wiecie lepiej od nas, księży, jakie trudne i odpowiedzialne jest wychowywanie dzieci na ludzi.

 

W tym świątecznym okresie polecamy się Waszej modlitwie i trosce. Nasza praca przyniesie dobre owoce, jeśli sami podołamy, nie uciekniemy od tego świata, na który przyszedł Syn Boży.

 

Życzę Wam Bożego pokoju, radości i optymizmu w patrzeniu na ten świat, nawet jeśliby wszystkie gazety i stacje telewizyjne źle o tym świecie mówiły. Bo tu jest Bóg. Z odwzajemnioną modlitwą.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~X6A3A 11:49:45 | 2012-12-26
Pełno w tym liście prostackich kolokwializmów. Po co to komu. Ani szkoła nie za tego splendoru, ani Bóg chwłały, a wręcz przeciwnie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wierny 10:01:10 | 2012-12-26
A teologii nie można studiować na Ignatianum. Dlaczego?

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?