Synod pod znakiem II Soboru Watykańskiego

(fot. EPA/Fabio Campana)

"Rozpoczął się dobrze, a zakończył jeszcze lepiej. Synod zapoczątkowuje czas nowej ewangelizacji, wzywając wszystkich członków Kościoła, duchownych i świeckich, na start do misji, wskazywanej jako zadanie wszystkich ochrzczonych" - czytamy w komentarzu redakcyjnym "L`Osservatore Romano".

 

W najnowszym wydaniu watykański dziennik podsumowuje kończące się jutro III Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów, które obradowało od 7 do 28 października br. w Watykanie na temat: "Nowa ewangelizacja dla przekazu chrześcijańskiej wiary". Za edycją polską "L`Osservatore Romano" publikujemy pełny tekst komentarza.


Rozpoczął się dobrze, a zakończył jeszcze lepiej. Synod zapoczątkowuje czas nowej ewangelizacji, wzywając wszystkich członków Kościoła, duchownych i świeckich, na start do misji, wskazywanej jako zadanie wszystkich ochrzczonych. Orędzie do ludu Bożego potwierdza, że Kościół zachęca do misji nie dlatego, że jest powodowany pesymizmem, ale raczej ponaglany nadzieją, w duchu prawdziwej przyjaźni dla współczesnej ludzkości. Nie zrywając, a wręcz umacniając wątek nowości duszpasterskiej, będącej dziedzictwem Vaticanum II

 

Rozpoczęty pod znakiem Soboru, obecny Synod - chwila kolegialnej refleksji, aby konkretnie zareagować na duchowe pustynnienie w naszych czasach - nawiązał do Soboru Watykańskiego II, stawiając w centrum swego horyzontu wiarę w Jezusa Nazarejczyka, ukazując Go Kościołowi jako gwiazdę polarną całego duszpasterstwa. Teraz, gdy dobiega już końca, podejmując wskazania przedstawione na początku przez Benedykta XVI, Synod jawi się wyraźnie jako dziecko Soboru. Sam Papież, inaugurując obrady, zwrócił uwagę na ścisły związek między Rokiem Wiary a zgromadzeniem synodalnym jako sposobność, by godnie uczcić 50-lecie największego zgromadzenia episkopatu katolickiego, jakie pamięta historia. Nauczanie Vaticanum II, które zostało zawarte w Katechizmie, pozostaje w naszych czasach niezawodnym punktem odniesienia dla wiary.

 

Zgromadzenie synodalne potwierdziło zdecydowane przyjęcie nauczania soborowego i zaangażowanie z przekonaniem w jego dalsze pełne wprowadzanie w życie. Nieobecni byli, a w każdym razie nie mieli decydującego wypływu na prace "prorocy fatalizmu". Wytworzyła się natomiast rzeczywista sympatia do człowieka nękanego przez liczne trudności w obecnej chwili historycznej. Kulminacyjnym wyrazem pragnienia ojców synodalnych, by okazywać bliskość i potwierdzać, że Kościół jest blisko ludzkości przeżywającej wszelkiego rodzaju cierpienia, była niezwykła decyzja o wysłaniu delegacji synodalnej do Syrii, w sam środek zawieruchy. Wiele głosów wyrażało szczególną troskę w związku z powszechnym utrzymywaniem się ograniczeń wolności, nie tylko religijnej, nędzy i niesprawiedliwości, chorób i niepewności pracy, konfliktów, migracji, zamachów na godność i na życie człowieka. W auli synodalnej wielokrotnie dochodziła do głosu zdeklarowana wola takiego Kościoła, który zna słabości wiernych i swoich kapłanów, który pragnie być przyjacielem młodzieży, rozumu i nauki, wsłuchuje się w poszukujących prawdy, także niewierzących, prowadzi dialog z innymi religiami i stara się pozszywać rozdarcia z innymi Kościołami i wyznaniami chrześcijańskimi postrzegając to jako przyczynek do pokoju i definitywnego przezwyciężenia przemocy.

 

Doszła do głosu wyraźniejsza świadomość co do jakości ewangelizacji. Wyraził to dobrze jeden z ojców synodalnych, zachęcając wszystkich, aby się zastanowili, "czy Dobra Nowina, którą głosimy, jest dobra dla ubogich i czy my, jako Kościół, staramy się, aby to głoszenie było wiarygodne".

 

W publikacjach czytamy, że u początków tej decyzji jest odnowa duchowa, którą Kościół ma głosić i urzeczywistniać z racji powołania, jako warunek nowej ewangelizacji. Decydujące znaczenie ma osobiste spotkanie każdego chrześcijanina z Chrystusem. Jest to główny cel, w którym można usłyszeć echo podstawowej troski Papieża Ratzingera, cechującej jego pisma, który nie przypadkiem poświęcił część swojego czasu na pisanie Jezusa z Nazaretu. Tylko wówczas, gdy na nowo postawi się w centrum Jezusa, aggiornamento, które trzeba doprowadzić do końca, jest realizowane w taki sposób, by Kościół nie zatracił racji swojego istnienia i swojego działania.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~johanna 21:44:12 | 2012-10-28
@wierny
Te cuda, które są są za mało powszechne i można rzec tylko znane w pewnych kręgach a nie powszechnie.

Coz sie dziwić, skoro na przykład (z tego co mi dotąd wiadomo), nuncjusz apostolski nawet nie przekazał do Rzymu wyników dochodzenia komisji diecezjalnej dotyczących cudu w Sokólce.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wierny 21:31:33 | 2012-10-28
Biskupi dają złą diagnozę obecnego stanu rzeczy lub nie dają jej w ogóle. I tu jest problem. Papież boi się lub uznaje za niewłaściwe staranie się o charyzmaty jak czynienie cudów. I tu jest błąd takiej postawy. Świat nie potrzebuje gaduły i gadulstwa tylko słowa z mocą. Czytając Ojca Świętego ma się wrażenie, że podobnie jak komuniści w Polsce, próbuje on zakląć rzeczywistość poprzez umiejętne zdiagnozowanie stanu rzeczy. I co z tego jak pacjent nie chce się leczyć, mało tego lekarz poprzestał tylko na diagnozie. I nie będzie żadnego cudu nagłego powrotu świata do Boga, bo takiego Kościoła bez cudów to ludzie mają dość. Te cuda, które są są za mało powszechne i można rzec tylko znane w pewnych kręgach a nie powszechnie. Dopiero poweszchne działanie cudów przede wszystkim przez biskupów i kapłanów może dawać nadzieję na powrót świata do Boga. Drugim filarem jest święte życie Kościoła. Wtedy dopiero Duch Święty będzie mógł działać swobodnie i pobudzać masy ludzi ku Sobie, Synowi i Ojcu. A tak to tylko gadu, gadu, gadu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wierny 19:40:26 | 2012-10-28
 Biskupi jako szczególni świadkowie życia Chrystusa i Jego uczniowie mają dawać świadectwo wiary swoim życiem i to oni a nie wierni są w sposób szczególny przeznaczenie do posługi charyzmatycznej. Jak czytamy w Dziejach Apostolskich na Kościół padł strach, bo Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Gdyby ich nie czynili to Kościół prawdopodobnie by w ogóle nie zaistniał. Więc albo weźmiemy Chrystusa jak centrum naszego życia wraz z nauczaniem i cudami, znakami, albo będziemy żyli w zakłamaniu twierdząc, że cuda w nauczaniu są niepotrzebne. I świat dotąd będzie odrzucał Boga dopóty nie zobaczy dzialającego Boga poprzez uczniów. Można dać przykład laickiej Francji, gdzie za czasów św. Jana Vianney'a ściągały do niego tłumy mimo silnych już wówczas prądów laickich. Biskupom po prostu trudno się przyznać, że muszą wiele zmienić w swoim życiu, aby być godnymi świadkami Chrystusa. Problemem nie jest więc postępująca laicyzacja tylko nieład moralny stanu kapłańskiego, świeckich wiernych zresztą też. Jeśli bislupi zaczną od siebie i staną się godnymi świadkami Chrystusa to laicyzacja pryśnie jak bańka mydlana, rozpłynie się jak mgła w Słońcu wiary. A Synod i tego typu spotkania to takie zaklinanie rzeczywistości, jest to myślenie magiczne, że jak się zbierzemy i zrobimy jaką inicjatywę, celnie opiszemy rzeczywistość to się ona sama z siebie zmieni. I w ten sposób z biskupów robią się szamani. Można im dać jeszcze grzechotki i pióropusze i niech odtańczą tańce magiczne, po których świat zbliży się do Jezusa. Skończy się to rezerwatem dla Kościoła.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wielka szkoda 00:05:09 | 2012-10-28
Czyli poszli w zaparte ! To takie dziś modne: jeśli fakty przeczą naszym słowom, tym gorzej dla faktów. Nowej ewangelizacji - zanim się rozpoczęła - już widać koniec !

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 23:50:20 | 2012-10-27
Brakuje tutaj posługi charymatycznej. Samo słowo bez charyzmatów jest tylko czczą paplaniną. Jeśli w środku nauczania ma być Chrystus to jak On sam daje nam przykład wraz ze słowem ale i czynem czyli licznymi cudami, a nie tylko gadaniem. Słowo odarte z mocy jest tylko pustosłowiem dobre jak każde inne. Należy więc dążyć do tego, aby każdy biskup czynił cuda, a nie tylko gadał i był dostawcą usług kościelnych czy charytatywnych na rynku wiary jakby powiedział bł. Jan Paweł II. Z tego też punktu widzenia Synod zrobił tylko dobre wrażenie i nic poza tym. Zatem następny Synod powien to zmienić.

A dlaczego tylko biskup ma czynić cuda? Czyż Twoje gadanie nie jest bez licznych cudów tylko samym pustosłowiem?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wierny 21:55:11 | 2012-10-27
Brakuje tutaj posługi charymatycznej. Samo słowo bez charyzmatów jest tylko czczą paplaniną. Jeśli w środku nauczania ma być Chrystus to jak On sam daje nam przykład wraz ze słowem ale i czynem czyli licznymi cudami, a nie tylko gadaniem. Słowo odarte z mocy jest tylko pustosłowiem dobre jak każde inne. Należy więc dążyć do tego, aby każdy biskup czynił cuda, a nie tylko gadał i był dostawcą usług kościelnych czy charytatywnych na rynku wiary jakby powiedział bł. Jan Paweł II. Z tego też punktu widzenia Synod zrobił tylko dobre wrażenie i nic poza tym. Zatem następny Synod powien to zmienić.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?