Kościół dla grzeszników?

Anna Sosnowska

Gdyby zapytać, czy Kościół (ten nasz, polski, bo żadnego innego nie znam na tyle dobrze, żeby o nim pisać) jest dla grzeszników, z różnych stron niewątpliwie padłyby mniej lub bardziej gorliwe zapewnienia, że tak. A gdyby zapytać, czy sakrament spowiedzi też jest dla grzeszników, niejeden popukałby się w czoło, wskazując w ten sposób niedorzeczność takiego pytania.


Spotkania i rozmowy ze "zwykłymi" ludźmi coraz bardziej uświadamiają mi, że mamy w naszym Kościele całą rzeszę osób, które nie czują się w nim jak u siebie, jak w domu, właśnie z powodu swojego grzechu, nieuporządkowanej sytuacji życiowej, czy dlatego że nie są w stanie pojąć jakiegoś aspektu nauczania Magisterium. Zaczynam powoli skłaniać się ku tezie, że argument tak często podawany jako powód odejścia od Kościoła: "bo księża za dużo politykują" to w wielu przypadkach jedynie (nieuświadomiona) przykrywka dla przyczyny znacznie poważniejszej - nie jestem moralnie doskonały, nie potrafię na ten moment takim być, więc w Kościele nie ma dla mnie miejsca.


Ten sposób myślenia mogą ugruntowywać kazania czy homilie, w których głoszenie Dobrej Nowiny o miłości Boga księża zastępują rachunkiem sumienia czy wyliczanką moralnych powinności. Bywa też tak, że elementem ostatecznie przekonującym grzesznika do ewakuacji z Kościoła jest spowiedź. Sakrament pojednania staje się sakramentem rozstania - czasem "tylko" z Kościołem, a czasem z Kościołem i z Bogiem. Kiedy tak się dzieje? Kiedy penitent po drugiej stronie kratek konfesjonału spotyka prawnika, a nie szafarza miłosierdzia; oskarżyciela, a nie obrońcę; kogoś, kto manifestuje władzę, a nie braterstwo; i w końcu: kiedy spotyka księdza krótkowzrocznego, który nie potrafi na spowiadającego się człowieka spojrzeć w perspektywie kolejnych miesięcy albo i lat.
Dlaczego to takie ważne? Bo chociaż dziś ten grzesznik mieszka ze swoją dziewczyną, robi przekręty w pracy czy stosuje prezerwatywy, to w bliższej albo dalszej przyszłości wszystko może się zmienić - dziewczyna zostanie jego żoną, uda mu się zmienić pracę, zrozumie, dlaczego Kościół sprzeciwia się antykoncepcji. Jeśli jednak penitent poczuje się w czasie spowiedzi odrzucony, upokorzony, postawiony pod ścianą (albo się natychmiast poprawisz, albo nie masz czego szukać w naszych szeregach), to prawdopodobnie odejdzie z Kościoła.


Życie jest drogą, i chrześcijaństwo nią jest. Kiedy Jezus po swoim zmartwychwstaniu przyłączył się do uczniów idących do Emaus i zobaczył, że ci niczego nie rozumieją, że może Jego nauka poszła w las, to nie powiedział: panowie, rozczarowaliście mnie, nie spełniliście moich oczekiwań, idźcie  lepiej przemyśleć wasze postępowanie, a dopiero potem Mnie znajdźcie i wtedy porozmawiamy. Jezus jeszcze raz, cierpliwie, zaczął im tłumaczyć Boże plany, aż w końcu otworzyły im się oczy. Taki rodzaj towarzyszenia wpisuje się w powołanie duszpasterza i można na szczęście spotkać takich księży - chociaż w moim odczuciu jest ich wciąż za mało - którzy to rozumieją i są gotowi na dłuższą wędrówkę z człowiekiem błądzącym.


Budowanie więzi opartej na wzajemnym zaufaniu i szczerości między spowiednikiem a penitentem, między wiernym a duszpasterzem, stwarza optymalne warunki do odkrywania bliskości, miłości oraz miłosierdzia Boga i - dopiero w takiej perspektywie - uświadamiania sobie swojej grzeszności. Często zachodzi wtedy taki mechanizm, jaki możemy obserwować u dzieci: jeśli zmusza się dziecko do przyznania się do winy, to ono raczej idzie w zaparte i mówi, że niczego złego nie zrobiło. A jak się je utuli, stworzy bezpieczną przestrzeń, to i wszystko opowie, i jeszcze przeprosi, bo będzie mu autentycznie przykro i wstyd.


O wzajemnym zaufaniu i szczerości wspomniałam z jeszcze jednego powodu. Momentem szczególnie trudnym, nie tylko dla penitenta, ale, jak przypuszczam, i dla niejednego spowiednika, jest sytuacja, w której ten musi z jakiegoś powodu odmówić udzielenia rozgrzeszenia. Kiedy między duszpasterzem a wiernym istnieje dobra więź, można na ten temat spokojnie porozmawiać, wszystko wyjaśnić, umówić się na kolejne spotkanie. Nie ma dramatu, nie ma traumy. Spowiedź odbyta w takiej atmosferze, choć (pewnie) bolesna i nie zakończona "sukcesem", może być ważnym krokiem na drodze dojrzewania penitenta, a nie jego definitywnym pożegnaniem z Kościołem.


Cały ten wywód zmierza właściwie do sformułowania dwóch postulatów. Pierwszy dotyczy księży: nie bądźcie towarzyszami tylko tych, którzy w chrześcijaństwie są jakoś zaawansowani, ale ruszcie w drogę także z tymi, którzy "nie wiedzą i błądzą" (por. Hbr 5,2). Drugi postulat dotyczy wprowadzenia w zwykły obieg duszpastersko-parafialny idei stałego spowiednictwa i kierownictwa duchowego. Przecież to opcja dla wszystkich osób, a nie jedynie tych zaangażowanych w kościelne ruchy czy wspólnoty. Dlatego trzeba o niej mówić - z ambony, w zakrystii, przy okazji sakramentu pojednania. Mój kolega ksiądz "łowił" ludzi w ten sposób, że kiedy w czasie spowiedzi wyczuwał u kogoś chęć czy potrzebę dłuższej rozmowy, przeciskał mu przez kratki konfesjonału kartkę ze swoim numerem telefonu. Ryzykował utratę własnej prywatności, dawał komuś na pożarcie swój czas, bo nie chciał zostawić człowieka na lodzie.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.57

Liczba głosów:

60

 

 

Komentarze użytkowników (384)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Jan Maria 19:14:03 | 2013-02-06
Błogosławiony jesteś, że to powiedziałeś:
Dla człowieka który odkrył Boga cała reszta ma marginalne znaczenie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 18:53:27 | 2013-02-06
Nawet największy szacunek wobec Hostii jest zbyt niedoskonały w swojej istocie.
Mam na myśli postawę klęcząc, stojąc, czy nawet leżąc plackiem na ziemi, żadna z nich nie jest wystarczająco doskonała, zatem po co się wysilać...

---
Niezupełnie się z tym zgadzam. Powiedziałbym raczej, że owszem każdy, nawet największy ludzki szacunek będzie zbyt niedoskonały w swojej istocie, ale wyciągnąłbym z tego odmienne wnioski: niech zatem każdy stara się oddawać szacunek tak jak potrafi, ale niech nie usiłuje innym narzucać takiej formy jaka wg niego osobiście jest lepsza. Niech kieruje się jedynie dokumentami nauki Kościoła.

Proste myślenie mnie do tego przekonuje:
Jeśli nie jesteś doskonały to nie próbuj robić czegoś doskonale.
A nawet jeśli wiem, że mogę zrobić lepiej, to na nic mi to, jeśli nikt poza mną tego nie docenia.

---
Tu się znowuż nie mogę zgodzić. Człowiek jest bytem przygodnym, skończoym i ograniczonym, a więc i możliwości ma skończone i ograniczone. Nie będąc doskonałym nie jest co prawda w stanie zrobić nic doskonałego, ale prawie zawsze może zrobić coś lepiej niż robi. Więc należy się starać robić jak najlepiej to co się robi.


Choć z drugiej strony docenia się wartość artystyczną chorałów Gregoriańskich czy nawet zwykłego chóru kościelnego, którego wszyscy chętnie słuchamy ), a nawet za to słono płacimy w filharmoni czy koncercie.
Podobnie różne gesty i postawy, obrazy świece wnoszą "klimat" świętości", dodatkowo przynoszą człowiekowi satysfakcję bycia w tak pięknym miejscu oraz uczestniczenia w niezwykłym "przedstawieniu", co stanowi wartością dodaną, przyciągająco ludzką próżność moją też, nie oceniam tego bo taki człowiek już jest, że przyciąga go to co ma kolor złota (kojarzy się z pięknem, pobactwem, słońcem), biel (kojarzy się z czystością).

---
To niestety prawda, że ludzie mają skłonność reagować różne rzeczy tak jak dzicy na widok szklanych paciorków, a świątynię i liturgię mają skłonność traktować jak cyrk czy teatrum. Ale tak jest przy tzw. religijności naturalnej. Dla człowieka który odkrył Boga cała reszta ma marginalne znaczenie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jan Maria 17:41:18 | 2013-02-06
Nawet największy szacunek wobec Hostii jest zbyt niedoskonały w swojej istocie.
Mam na myśli postawę klęcząc, stojąc, czy nawet leżąc plackiem na ziemi, żadna z nich nie jest wystarczająco doskonała, zatem po co się wysilać...

Proste myślenie mnie do tego przekonuje:
Jeśli nie jesteś doskonały to nie próbuj robić czegoś doskonale.
A nawet jeśli wiem, że mogę zrobić lepiej, to na nic mi to, jeśli nikt poza mną tego nie docenia.
Choć z drugiej strony docenia się wartość artystyczną chorałów Gregoriańskich czy nawet zwykłego chóru kościelnego, którego wszyscy chętnie słuchamy :(), a nawet za to słono płacimy w filharmoni czy koncercie.
Podobnie różne gesty i postawy, obrazy świece wnoszą "klimat" świętości", dodatkowo przynoszą człowiekowi satysfakcję bycia w tak pięknym miejscu oraz uczestniczenia w niezwykłym "przedstawieniu", co stanowi wartością dodaną, przyciągająco ludzką próżność :) moją też :), nie oceniam tego bo taki człowiek już jest, że przyciąga go to co ma kolor złota (kojarzy się z pięknem, pobactwem, słońcem), biel (kojarzy się z czystością).

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 17:13:16 | 2013-02-06
Komunii na rękę zmniejsza jej godność i zaprzecza istocie (2013-02-05 10:34:59),
koryguje: Komunii na rękę jest wyrazem mniejszego szacunku (ale to jest moje subiektywne zdanie), szacunek może nie jest istotą rzeczy dla Ciebie, ale dla mnie jest.

przjmując Komunię na rękę oznacza narzucanie umniejszania godności Bogu (2013-02-05 10:51:16) koryguję: przyjmując Komunię na rękę wyraża się mniejszy szacunek wobec Hosti (ale to też jest moje subiektywne odczucie).

oznacza równanie w dół (2013-02-05 18:50:18). Przy założeniu mniejszego szacunku do Hosti - faktycznie to prawda.


Nikodemie, przyjmuję do wiadomości Twoje skorygowania, ale niewiele one zmieniają, skoro i tak upierasz się że Komunia św. na rękę wyraża mniejszy szacunek.

Taka dyskusja, kto oddaje więcej szacunku Hostii mija się z celem, bo konkludując uznałem, że:
Człowiek jest niedoskonały i w konsekwencji też forma Mszy św.

Nikodemie, najpierw po raz kolejny dowodzisz że Komunia św. na rękę oznacza mniejszy szacunek, a zaraz pod tym dodajesz że taki spór nie ma sensu?


Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 17:01:32 | 2013-02-06
Zdaje się Xleszek zarzuca mi pychę, że niby jak zwracam uwagę na kształt liturgii, to już jestem odrzucony.
---
Masz rację Nikodemie, zdaje Ci się. Nie pisałem nic o tym, że jak zwracasz uwagę na kształt liturgii to jest coś nie tak, albo że wręcz jesteś wówczas odrzucony. I dziwię się że możesz coś tkiego wpisywać. Zobacz sobie wpis z dn.2013-02-06 10:10:20.

Napiszę tak: Każda nawet najbardziej wysubilimowana forma liturgii jest tylko przedsmakiem tego co czeka nas w Królestwie Bożym.
Należy więc uznać, że niedoskonałość liturgii jaki i człowieka jest w nią wpisany.

---
Gdybyś naprawdę tak uważał, to nie dowodziłbyś wyższości klękania i że religijność nie klękających jest czymś gorszym.

Wydaję mi sie, że wasza odpowiedź nie powinna brzemięć w stylu: sam sobie klękaj!
Lecz uznania, że każdy sposób jest niedoskonały i my także tacy jesteśmy.

---
Nasza odpowiedź? Pamięć płata Ci figla. Jak widać nawet tak łatwe do sprawdzenia fakty zapamiętujesz w "wersji" pasującej Tobie.
Zobacz sobie co sam pisałeś 2013-02-05 22:57:39:
Mi pomaga klękanie w kształotowaniu mojej postawy, jeśli tobie nie, to nie klękaj.
I stąd moja odpowiedź:
I vice versa. Jak Tobie klękanie pomaga to sobie klękaj. Mnie klękanie wręcz przeszkadza.



Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 16:46:06 | 2013-02-06
Zastanwia mnie jedna spraw i nie czepiam się tego kto klęka czy nieklęka, bo to mnie już nie obchodzi, skoro tak się temu sprzeciwiacie to ustąpię.
To proszę odpowiedz na pytanie dlaczego przez seki lat ojcowie kościoła rzymsko katolickiego zwracali uwagę na cały obrządek na klękanie, a teraz nie ma to już znaczenia?

---
Nikodemie, po raz kolejny muszę Ci powiedzieć, że to co piszesz jest zwyczajną nieprawdą! Wbrew swoim deklaracjom, wcale nie sięgasz do źródeł, a jedynie wybierasz sobie niekoniecznie prawdziwe, ale pasujace Ci wypowiedzi. Najprawdopodobniej nawet nie za bardzo je rozumiejąc - tak jak np. ci w/w ojcowie kościoła rzymsko katolickiego.
Ojcowie Kościoła to są ci pisarze i teologowie którzy są uznawani za OJCÓW Kościoła. I przyjmuje się że okres Ojców kończy się z VIII w. Natomiast pierwszy rozłam w chrześcijaństwie (prawosławie) miał miejsce dopiero w XI w, więc bzdurą jest mówienie o ojcach kościoła rzymsko katolickiego, gdyż za Ojców Kościoła Kościół rzymsko-katolicki zwyczajnie jeszcze nie istniał.
A co do meritum to prawda jest taka, że Komunia św. bezpośrednio do ust pojawiła się w Kościele dopiero w IX w., natomiast klękanie przy Komunii św. pojawiło się dopiero w XI w.
A więc wbrew temu co piszesz, Ojcowie Kościoła NIGDY nie zwracali uwagi na klękanie!

Przebieg liturgii Eucharystycznej ewoluował w ciągu wieków będąc odpowiedzią na zmieniajace się okoliczności i potrzeby.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jan Maria 16:45:53 | 2013-02-06
Komunii na rękę zmniejsza jej godność i zaprzecza istocie (2013-02-05 10:34:59),
koryguje: Komunii na rękę jest wyrazem mniejszego szacunku (ale to jest moje subiektywne zdanie), szacunek może nie jest istotą rzeczy dla Ciebie, ale dla mnie jest.

przjmując Komunię na rękę oznacza narzucanie umniejszania godności Bogu (2013-02-05 10:51:16) koryguję: przyjmując Komunię na rękę wyraża się mniejszy szacunek wobec Hosti (ale to też jest moje subiektywne odczucie).

oznacza równanie w dół (2013-02-05 18:50:18). Przy założeniu mniejszego szacunku do Hosti - faktycznie to prawda.

Taka dyskusja, kto oddaje więcej szacunku Hostii mija się z celem, bo konkludując uznałem, że:
Człowiek jest niedoskonały i w konsekwencji też forma Mszy św.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jan Maria 16:34:22 | 2013-02-06
Super, zdaje się, że dyskusja, a właściwie monolog, został zakończony.
Wnioski:
Człowiek jest niedoskonały i w konsekwencji też forma Mszy św.
Nawet najbardziej wysubilimowana forma liturgii jest tylko przedsmakiem tego co czeka nas w Królestwie Bożym, więc skupić się należy głównie na postawaie duchowej. Otwarciu się sercem na działanie Boga.
Konkluzja nie ma co się skupiać na ostrzeniu miecza, bo dla Boga zawsze będzie on zbyt tempy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 16:23:04 | 2013-02-06
Do Xleszek:
"A Tobie Tymoteuszu naprawdę wydaje się, że jak klęczysz to już jesteś godzien aby Jezus przyszedł do Ciebie?!? Naprawdę tak sądzisz?!? Sądzisz że przez przyklęknięcie nagle nabierasz godności? No to najwyraźniej nie bardzo wiesz co oznacza przyklęknięcie..."

Oczywiście, że nie postawa fizyczna jest najważniejsza i proszę nie sprowadzaj moich postów do zaprzeczania ważności skaramentu oraz kwalfikowania osoby do sakramentu wg. stopnia godności, bo nikt nie jest godny i nie powiedziałem, że większa pobożność sprawia że się jest bardziej godnym, lecz uwypukla, że jest się nie godnym. Czy nie chodzi o to w klekaniu, by mieć pojaźń i poczucie, że jest się nie godnym?
---
Nikodemie, zacznij odpowiadać na to co piszę a nie przypisuj mi rzeczy których nie robię! Niby gdzie i w jaki sposób sprowadzałem Twoje posty do zaprzeczania ważności sakramentu czy kwlifikowaniu osoby do sakramentu wg stopnia godności?
Ja jedynie reaguję na Twoje wpisy stwierdzające, że przyjmowanie Komunii na rękę zmniejsza jej godność i zaprzecza istocie (2013-02-05 10:34:59), albo że przjmując Komunię na rękę oznacza narzucanie umniejszania godności Bogu (2013-02-05 10:51:16) i oznacza równanie w dół (2013-02-05 18:50:18).

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 16:10:21 | 2013-02-06
Mówiąc insynuacja, mam na myśli zwrócenie uwagi. Zwaracam uwagę na liturgię, gdyż lubię gdy panuje ład i porządek - a szczególnie w mszy świętej
---
Nikodemie, co Ty masz na myśli to co nawyżej Ty wiesz, ale pojęcie insynuacja oznacza:
"niezgodne z prawdą przypisywanie lub wmawianie komuś pewnych postępków, myśli bądź intencji"

Zwracam uwagę na pewna niekonsekwencja postaw w trakcie mszy.
---
Nikodemie, nieprawdą jest że zwracasz uwagę na niekonsekwencje postaw. Ty jak już Ci pisałem, wbrew temu co oficjalnie deklarujesz, jedynie wybierasz sobie pasujące Ci wypowiedzi i usiłujesz podpierać się nimi w negatywnych wypowiedziach o Komunii na rękę i na stojąco. I choć tego zdajesz się nie zauważać, kwestionujesz oficjalną naukę Kościoła!

W takim razie, gdyby stał w momęcie mówienia nie jestem godzien, to czy nie odstawał bym od innych uczestników mszy?
---
Jak powinieneś doskonale wiedzieć, zgodnie z przebiegem liturgii określonym przez Kościół należy klęczeć, a więc odstawałbyś od innych uczestników.

To niby dlaczego, jak Chrystusowcy od ks. Natanka przychodzą na mszę w tych czerwonych płaszczach są proszeni o zdjęcia płaszczów?
To co w płaszczu nie można, a na rękę można?

---
Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak Chrystusowcy od ks. Natanka. Są co najwyżej osoby usiłujące instrumentalnie wykorzystywać Mszę św. do manifestowania swojego solidaryzowaniea się z suspendowanym księdzem.


Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook