O kryzysie zakonów

Dariusz Kowalczyk SJ

Na różnych forach trwa dyskusja wywołana spektakularnym porzuceniem zakonu i kapłaństwa przez znanego w Gdańsku dominikanina, Jacka Krzysztofowicza. Jednym z wątków dyskusji jest stan życia zakonnego w ogóle. Może warto w tym kontekście przypomnieć refleksje amerykańskiego franciszkanina, Benedicta Groeschela.

 

Uważa on, że życie konsekrowane poszło w niewłaściwym kierunku i padło ofiarą tej samej rewolucji kulturalnej, która od lat 60-tych ubiegłego wieku zrujnowała rodzinę i szkolnictwo wyższe.

 

Co robić, by życie zakonne się odrodziło? O. Groeschel stwierdza, że trzeba mu przywrócić autentyczny rys, którym jest tzw. graniczność. Od początku swego istnienia życie konsekrowane cechowało się granicznością, gdzie życie rodzinne stanowiło normę, granicznością była czystość, ubóstwo i posłuszeństwo przełożonym. O. Groeschel stwierdza: "Każdy człowiek obeznany z upadkiem życia konsekrowanego wie, że - z małymi wyjątkami - obecnie owa graniczność została dzisiaj w USA prawie całkowicie utracona".

 

Miejsce Pisma świętego i Tradycji zajęły tyleż modne, co niepewne teorie psychologiczne. Zabójcze dla osób zakonnych okazało się zastosowanie psychoterapii z założeniami Freuda skoncentrowanymi głównie na niszczeniu wszystkiego, co postrzegano jako elementy represyjne. W psychoterapii zabrakło całkowicie zdrowego rozsądku. Miejsce wiary w niezbędność łaski Bożej zajęły różne pomysły na tzw. samorealizację. Hasło "odkryj samego siebie" zaczęto rozumieć w duchu szatańskiej pokusy z raju: "będziecie jak Bóg".

 

Zdaniem o. Groeschela kryzys życia zakonnego wiąże się także z upadkiem liturgii: "Potężna tradycja benedyktyńska, oparta na medytacji, ustąpiła miejsca nieporozumieniom, jakoby liturgia miała być przede wszystkim widowiskiem, którego celem jest włączenie w nią wszystkich".

 

Franciszkanin zauważa ponadto, że we wspólnotach zakonnych zaczęły się pojawiać elementy filozofii marksistowskiej, która przecież wyrządziła niepowetowane szkody milionom ludzi. Groeschel pisze z sarkazmem: "Biednemu Engelsowi nigdy by do głowy nie przyszło, że ostatnimi ludźmi, którzy go traktują poważnie są zbłąkane zakonnice katolickie".

 

O. Groeschel uważa, że życie konsekrowane musi się poddać radykalnej reformie, musi powrócić do radykalizmu Ewangelii i mądrości Tradycji. Ale jak dotąd nie ma - jego zdaniem - przykładu starego zgromadzenia, które zdecydowałoby się na taką reformę. Zazwyczaj w łonie starych zgromadzeń istnieje zdecydowany opór powiązany z obroną przeciętności i letniego sposobu życia, które nie odbiega wiele od życia w świecie.

Nawet jeśli ta ocena amerykańskiego zakonnika jest zbyt ostra, to niewątpliwie trzeba się zgodzić z tym, że tu i ówdzie laicyzacja i rewolucja kulturalna wtargnęły już do głów osób zakonnych, do wewnątrz wspólnot zakonnych, powodując spustoszenie.

 

Czy w tej sytuacji potrzeba na nowo zdefiniować misję osób konsekrowanych? I tak, i nie. Nie, w tym sensie, w jakim Jan Paweł II napisał w "Novo millennio ineunte": "Nie ulegajmy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: «Ja jestem z wami!»." (nr 29). Z drugiej strony proces laicyzacji stawia zakony przed "starym-nowym" pytaniem: Co i w jaki sposób mamy czynić? A czego należy unikać?

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.44

Liczba głosów:

88

 

 

Komentarze użytkowników (84)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~spostrzeżenie 14:42:30 | 2013-01-19


Duchowośc można tez zatracić skupiając sie na sprawach doczesnych, w tym na formie, czyli np na pięknym habicie.


...
który habit wg ciebie należy do pięknych? W dzisiejszych czasach gdy w rodzinie jest jedno lub dwoje dzieci, to nacisków na pójście do zakonu  nie ma. Wybór życia zakonnego może byćraczej  ucieczką od rodziny, np. despotycznej matki lub ojca.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 14:24:20 | 2013-01-19
Odnoszę wrażenie , że dominikanie przeżywają bardzo trudny okres. Cos nienajlepszego dzieje się w tym zakonie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ile jeszcze wody upłynie zanim. 13:33:07 | 2013-01-19
Wiele jest kamieni na plaży,
wiele jest kamieni w morzu,
jeszcze więcej piasku,
Każdy kamień i każde ziarenko piasku woła,
Wody dajcie nam wody,
bo jesteśmy spragenii,
tak długo leżymy i ludzie po nas chodzą,
a fale się o nas rozbijają,
Woda im odpowiedziała,
Wy ziarnka piasku i kamienie,
nie przyjmujecie wody,
gdyż kamienie wody nie przyjmują,
bo wolicie być twardzi i potężni.
Ja zaś jak sługa obmywam was,
i choć nie mam kształtu własnego,
życie noszę w sobie,
i wesoło słońce mnie ogrzewa,
nic mi nie brakuje,
gdyż uniżyłam się i z kamienia wodą się stałam.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dariusz Kowalczyk SJ 12:00:56 | 2013-01-19
Jest mi przykro, gdy zakonnice są cytowane, jako osoby naiwne i niewiele rozumiejące z zagrożeń kulturowych współczesności. Zastanawiam się, dlaczego tak się je ośmiesza?
@Inka
Sądze, że o. Groeschel daleki jest od ośmieszania "naiwnych" zakonnic. Wskazuje natomiast na istniejące w USA marksistowskie zideologizowanie pewnej grupy zakonnic. Na szczęście chodzi o zakonnice starsze, które wymierają.  Poza tym ideologii marksistowskiej uległo na Zachodzie jeszcze więcej zakonników niz zakonnic.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 11:06:33 | 2013-01-19
jak ktoś nie ma duchowości, to po co w ogóle wstępuje do zakonu? Zastanów się co ty piszesz?

Oczarownie zyciem zakonnym, namowy rodziny i wiele róznych elementów wpływa na decyzje jak ma sie lat 19.
Duchowośc można tez zatracić skupiając sie na sprawach doczesnych, w tym na formie, czyli np na pięknym habicie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Inka 10:39:01 | 2013-01-19
Jest mi przykro, gdy zakonnice są cytowane, jako osoby naiwne i niewiele rozumiejące z zagrożeń kulturowych współczesności. Zastanawiam się, dlaczego tak się je ośmiesza?
Dlaczego kreuje się ich taki negatywny wizerunek? Może dlatego tak spada zainteresowanie życiem zakonnym?  A może one są po prostu dla niektórych wyrzutem sumienia? Ja mam z nimi pozytywne doświadczenia. Inka

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak pytam 21:35:48 | 2013-01-18
Jak nie będzie duchowości, to i piękny, dopieszczony habit na niewiele sie zda.
Habit "nie zrobi" zakonnika.


...
jak ktoś nie ma duchowości, to po co w ogóle wstępuje do zakonu? Zastanów się co ty piszesz? Habit lub sutanna jest po, to aby ten człowiek był widoczny w  tłumie. Chyba, że ktoś wstydzi się nosić strój zakonny. A w takim razie co robi w zakonie? Prowadzi tylko wygodne życie?

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marconi 20:00:17 | 2013-01-18
Oczywiście, że sam strój nikogo nie uczyni zakonnikiem czy księdzem... Jednak, kto go nie niem ma odwagi   nosić go, tylko woli się wtopić w tłum, jakby ukryć w nim tym kim jest - komu służy  traci swoją tożsamosc  jak kropele, któr drążą skałę, krok po kroku...  Dane było mi być świadkiem bezpośrednum (w grupie ludzi) jak bardzo  niezręczne mogą być sytuacjie, gdy ksiądz nie ma nawet koloratki. Moja Babcia mówi, że koloratka to już jak cywilne ubranie ...  Przecież koloratka  nie p;ącze się  pod nogami. Jednak wyróżnia... Jak mam mieć pełny szacunek dla kogoś kto permanetie jej unika, poza murami koścoła... Jedno z drugim idzie w parze, bycie  duchownym (czyli na służbie u Boga) i noszenie widomych oznak tego w ubiorze. Mam pełny szacunek proboszcza (mówię w czasie teraźniejszym, niedawno zmarł - duch opuścił jego ciało), bo prawie zawsze byl widziany w habicie, nie pamiętam go w koloratce...

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ola 18:19:51 | 2013-01-18
@Dariusz Kowalczyk SJ
Nie bywam wiele na forach internetwych ii nie wiedziałam, że autorzy odpowiadają na wpisy. Ale fajnie! :)

Mam wrażenie, że kwestia pogodzenia podejścia praktycznego z ukazywaniem głębszego sensu wynika w dużej mierze stąd, na ile sam kaznodzieja wierzy w to, że w życiu codziennym można starać się REALNIE żyć Ewangelią.

Jeśli natomiast sam jest niewierzący, to udziwnia, psychologizuje, opowiada kazania o sobie samym.. Efekt  żeśmy niedawno usłyszeli - człowiek, który 25lat mieszkał we wspólnocie, twierdzi, że nie miał tam okazji do praktycznego realizowania miłości.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:48:01 | 2013-01-18
Jak nie będzie duchowości, to i piękny, dopieszczony habit na niewiele sie zda.
Habit "nie zrobi" zakonnika.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?