Wierni chcą podpowiedzi

Konrad Sawicki

Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier udzielił Ewie Czaczkowskiej interesującego wywiadu (In vitro niczego nie leczy, "Rzeczpospolita" 3-4 listopada 2012). Najszerszym medialnym echem odbiła się sugestia księdza profesora, że polskie prawo powinno zakazać nie tylko kontrowersyjnej procedury in vitro ale również antykoncepcji. Tak przynajmniej zinterpretował niejasną w tym miejscu wypowiedź duchownego serwis wyborcza.pl.

 

Znaki zakazu, znaki nakazu

 

Chrześcijanie od dwóch tysięcy lat zadają Kościołowi to samo pytanie bogatego młodzieńca: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? I pasterze Kościoła muszą mierzyć się z tym pytaniem. Nie tylko dlatego, że jest to wpisane w ich powołanie, ale również dlatego, że wielu wiernych tego od nich oczekuje.

 

Również w dziś w polskim Kościele istnieje duża grupa wierzących, która od swoich duszpasterzy oczekuje precyzyjnych odpowiedzi. Dla wielu z nich odpowiedź Jezusa, ograniczająca się do przypomnienia głównych przykazań, to o wiele za mało. Chcą słyszeć z ambon i to, jak mają żyć, i to, co we współczesnym świecie jest dobre, a co złe. Ks. Longchamps de Bérier, mówiąc o zakazie in vitro i antykoncepcji, wpisał się w ten nurt nauczania Kościoła.

 

Zdrowy rozsądek wiernych

 

Jednak w tym samym Kościele istnieje inna grupa wiernych, której tok myślenia można opisać mniej więcej taki: Oczekuję od Kościoła wskazówek, jak żyć oraz odpowiedzi na pytania, co jest dobre, a co złe. Ale spodziewam się też rozsądnych i mocnych argumentów, które pójdą za głosem Kościoła. Jeśli jego nauczanie mnie nie przekona, pozostanę przy swoim zdrowym rozsądku. W przypadku in vitro oraz antykoncepcji Polacy zdecydowanie częściej słuchają samych siebie niż swoich pasterzy.

 

Kościół oczywiście dociera do świadomości wiernych ze swoim sprzeciwem wobec antykoncepcji i in vitro. Jednak duża część tych, którzy oczekują solidnych argumentów, pozostała nieprzekonana. Albo więc Kościołowi tych argumentów brakuje, albo jeśli je ma, ale nie potrafi ich przekazać w taki sposób, by dotarły one do ludzi i by ich przekonały.

 

Wobec nikłej akceptacji nauczania w tych prawach ks. Longchamps de Bérier mówi, że rola Kościoła sprowadza się tu do misji proroka i głosu wołającego na puszczy. Nie sposób nie zauważyć, że duchownemu umyka tu ważna kwestia. Obok misji prorockiej Kościół powinien prowadzić równolegle misję nauczycielską.

 

Zaniedbane sumienia

 

Dobry nauczyciel nie tylko przekazuje wiedzę, ale również uczy samodzielnego myślenia. Tak samo rolą Kościoła jest nie tylko przekazywanie prawd katechizmowych czy wykładni nauczania, ale także formowanie sumień.

 

Tylko że promowanie zakazowo-nakazowej pedagogiki kościelnej we wszystkich wymiarach życia temu nie służy. Jeśli człowiek spodziewa się, że Kościół zawsze da mu odpowiedź na każde pytanie, że rozwiąże każdy jego dylemat - z ambony czy też w konfesjonale - to tym samym stopniowo przestaje sumienia używać. Nie ma tu mowy o jego formowaniu.

 

Priorytet ludzkiego sumienia rozumie dobrze ks. Longchamps de Bérier. Niepokojące jest jednak to, że zaraz potem, gdy to dostrzega, odpowiedzialnością za jego formowanie obarcza indywidualnie każdego człowieka, a Kościołowi przypisuje wspomnianą już rolę proroka. Można by z tego zrozumieć, że ważny przedstawiciel polskiego kleru stara się zdjąć z Kościoła współodpowiedzialność za kształtowanie sumień wierzących.

 

Dla chcącego nic trudnego

 

Z drugiej strony ten sam duchowny jeszcze niedawno dawał wyraz tendencji zupełnie odmiennej. W lipcu tego roku udzielił KAI wywiadu na temat in vitro. Mówił w nim m.in: - Pamiętajmy o istnieniu trzech płaszczyzn: nie są od siebie niezależne, ale trzeba dostrzegać ich odmienność. Są to płaszczyzna moralna, prawna i polityczna. Z uwagi na ochronę godności i życia każdego człowieka metoda zapłodnienia in vitro powinna być prawnie całkowicie zakazana. W porządku przekonań moralnych nie ma tutaj miejsca na kompromis, którego poszukuje się jednak w sposób uprawniony w ramach rozwiązań prawnych. Prawo - powtórzmy - nie jest wobec moralności autonomiczne, ale stanowi inną płaszczyznę rozważań. Dalej płaszczyzna polityczna, którą tu również trzeba wyróżnić - jest tą, na której będzie się poszukiwało kompromisu w pluralistycznym, demokratycznym państwie. Na pytanie o granice kompromisu, duchowny odpowiedział, że z pewnością nie może być zgody na niszczenie i zamrażanie zarodków. Natomiast w ostateczności, jeśli nie byłoby już innego wyjścia, zaakceptowałby tworzenie tylko jednego embrionu metodą in vitro.

 

W tej wypowiedzi jest dokładnie to, czego od Kościoła wielu wiernych oczekuje: rozsądna, kompetentna argumentacja, rozróżnienie płaszczyzn i oznaczenie granic. Nazwanie rzeczy po imieniu w taki sposób, że czytający te zdania mają zarówno bazę do rozważenia racji jak i przestrzeń do własnego osądu. Raczej podpowiedź niż zamykająca odpowiedź. To się nazywa - ni mniej ni więcej - formowaniem sumień.

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.17

Liczba głosów:

42

 

 

Komentarze użytkowników (117)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~alu 15:55:43 | 2012-11-12
Zgadzajac sie calkowicie z ponizszym komentarzem TomaszL, pozwole sobie dodac, ze wlasnie o to chodzi wrogom KK. Wprowadzic i do Kosciola podstepna demokracje, ktora w krotkim czasie, spowoduje totalny chaos. Kazdy z "wiernych" bedzie tworzyl wlasna religie usypiajaca wlasne sumienie, naduzywajac Boskiego Milosierdzia a calkowicie ignorujac Boza Sprawiedliwosc. Nauczanie Papieza ignorowac. Siebie stawiac w miejsce Boga.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:56:46 | 2012-11-12
Natomiast co do in vitro racjonalne argumenty kończą się bardzo szybko i wtedy wyciąga się królika z kapelusza. Jednak to nie działa, 80% Polaków jest innego zdania niż papież i biskupi sobie życzą


Jak ktoś nie rozumie istoty Kościoła, to pisze tak jak powyżej. Dla ułatwienia dodam, ze można iść dalej w tym toku rozumowania i tak:
Papież powinien absolutnie zmienić naukę Kościoła, bo tego sobie życzy 80% Polaków.
W Kościele powinna panować demokracja i wierni w glosowaniu określiliby, które przykazania ich obowiązują.
Zamiast papieża i biskupów, powinno mianować się świecki zarząd Kościołem.

Tak to jest, jak miarą tego świata mierzy się Kościół.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

anonim 08:51:31 | 2012-11-12
Dyskusja nt. in vitro zawsze przebiega tak samo:
- przeciwnik in vitro: to jest mordowanie dzieci
- zwolennik: a więc mordowanie jest złem, a nie samo in vitro
- p: bez mordowania też jest złem, bo zapłodnienie poza organizmem matki jest stawianiem się na miejscu Boga
- z: dowodziki poproszę. Pan Bóg wam to powiedział, że jest przeciw ?
- p: Kościół

naucza tak jak jesy powieziane w dokumentach: i tu długa lista i konkertnych wypowiedziach biskupów.
A wtedy następuję ,kontrargument,:
- Mówcie co chcecia ja wiem swoje - argumentacja Kościoła jest dla mnie "nieprzekonująca"
i tredycyjny komentarz w duchu ewangelii wg św. konsensusu
- A jak sobie [Kościół] nie radzi z nauczaniem, to chciałby chwycić owieczki za pyszczki

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 08:43:58 | 2012-11-12
Tomku

z Twoich wypowiedzi widać wyraźnie, że jesteś bardziej przywiązany do bycia katolikiem, niż do bycia chrześcijaninem. Ja wręcz odwrotnie.


@Sebastian Szewczyk
Kto to jest według Pana chrześcijanin? 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 07:53:27 | 2012-11-12
Dyskusja nt. in vitro zawsze przebiega tak samo:
- przeciwnik in vitro: to jest mordowanie dzieci
- zwolennik: a więc mordowanie jest złem, a nie samo in vitro
- p: bez mordowania też jest złem, bo zapłodnienie poza organizmem matki jest stawianiem się na miejscu Boga
- z: dowodziki poproszę. Pan Bóg wam to powiedział, że jest przeciw ?
- p: Kościół powiedział, że jest złe i koniec kropka.

W przypadku aborcji prawdziwi katolicy nie potrzebują używać argumentu: tak bo tak i koniec kropka. Wystarczają argumenty racjonalne: życie czlowieka zaczyna się w momencie poczęcia, ponieważ nie można wskazać żadnego innego znaczącego wydarzenia podczas ciąży, które miałoby być początkiem człowieka. Przy takiej argumentacji akceptacja dla aborcji zmniejszyła się znacznie w ostatnich latach. Natomiast co do in vitro racjonalne argumenty kończą się bardzo szybko i wtedy wyciąga się królika z kapelusza. Jednak to nie działa, 80% Polaków jest innego zdania niż papież i biskupi sobie życzą.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:15:06 | 2012-11-11
z Twoich wypowiedzi widać wyraźnie, że jesteś bardziej przywiązany do bycia katolikiem, niż do bycia chrześcijaninem. Ja wręcz odwrotnie.


Ciekawe przeciwstawianie katolików i chrześcijan.
Ale muszę Cię zmartwić, katolik jest zawsze chrześcijaninem, natomiast chrześcijanin nie zawsze jest katolikiem.

Idę świętować święto niepodległości wszystkich do tego zachęcam.


A ja wolę świętować Dzień Pański, a później dopiero święto państwowe.
Tak wiec dobrej niedzieli.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Sebastian Szewczyk 10:57:23 | 2012-11-11
 Tomku

z Twoich wypowiedzi widać wyraźnie, że jesteś bardziej przywiązany do bycia katolikiem, niż do bycia chrześcijaninem. Ja wręcz odwrotnie.

Dzięki za pouczającą wymianę myśli. Pozostańmy przy swoich racjach. Pluralizm myśli jest potrzebny również w religii. Idę świętować święto niepodległości wszystkich do tego zachęcam. Pozdrawiam   :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:29:09 | 2012-11-11
Ponieważ, prawdopodobnie został ochrzczony, jest katolikiem i przestrzeganie lub nie poleceń kościoła hierarchicznego nie ma tu nic do rzeczy.


Najpierw trzeba by zrozumieć istotę Kościoła, aby nie pisać o jakiś poleceniach. Kościół nie poleca, nakazuje czy zakazuje. Kościół wskazuje i naucza, a człowiek jest wolny i może żyć, jak chce. Na swoją odpowiedzialność i ponosząc konsekwencje swoich wyborów.

Oczywiście włączenie przez chrzest jest niezmywalne, tylko ja mówiłem o nazywaniu siebie katolikiem. A to jest różnica.

Można uznawać naukę Kościoła i jej nie przestrzegać – wtedy jest się grzesznikiem.

Można nie uznawać nauki Kościoła, głosząc cos, co jest z tą nauką sprzeczne i wtedy można podążać w kierunku herezji (polecam tutaj wykładnię Sw Tomasz z Akwinu).

Można też nie uznawać jakiś fragmentów nauczania tylko dlatego iż sprawiają one problem z grzesznością i wyrzutami sumienia. Jak się odrzuci coś niewygodnego, to łatwo jest zagłuszyć sumienie.

Można tez próbować łączyć ogień z wodą, czyli dobierać sobie interesujące fragmenty nauczania z różnych religii i wtedy tworzy się swoja własna religię.

Pytanie na ile w tych wypadkach można publicznie nazywać sie katolikiem pozostawie otwarte.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~on 22:34:29 | 2012-11-10
Taki zlepek wygodnych zasad, nie powodujący zbytnich wyrzutów sumienia. W końcu można przyjąć, iż niewygodne nauczanie to wyłącznie wymysł hierarchii. To jest dokładnie to, co już tutaj pisałem, czyli market religijny.   Tylko w takim wypadku trzeba jasno określać, że nie jest się katolikiem. I wtedy wszystko jest w porządku.


Ponieważ, prawdopodobnie został ochrzczony, jest katolikiem i przestrzeganie lub nie poleceń kościoła hierarchicznego nie ma tu nic do rzeczy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 21:17:02 | 2012-11-10


Ale oczywiście, że wierzę w obecność Ducha Świętego w Kościele, przecież nie odrzucam całości nauki kościoła.
 Ale odrzucasz jakieś części, Ciekawe skąd masz pewność, iż to co odrzucasz pochodzi wyłącznie od ludzi?  

Jeśli zaś katolik chce pozostać jedynie katolikiem, a nie przede wszystkim chrześcijaninem, to oczywiście nie wyjdzie poza utarte ścieżki I ograniczy się tylko do tego, co serwuje mu, często myślący za niego/ nią, kościół instytucjonalny. Ja nie tak chce przeżywać religię; natomiast szanuję to, że ktoś może nie podzielać mojego zdania.
W pełni rozumiem taką wygodę, wybrać sobie z religii i to różnych te elementy, które pasują, niepasujące odrzucić. Dobrać sobie jeszcze kilka elementów ze świata. I tworzy się własna, prywatna religia. Trochę katolicką, trochę inna. Taki zlepek wygodnych zasad, nie powodujący zbytnich wyrzutów sumienia. W końcu można przyjąć, iż niewygodne nauczanie to wyłącznie wymysł hierarchii. To jest dokładnie to, co już tutaj pisałem, czyli market religijny.   Tylko w takim wypadku trzeba jasno określać, że nie jest się katolikiem. I wtedy wszystko jest w porządku. 

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook