Czy każdy relatywizm jest szkodliwy?

Wielu chrześcijan drży na dźwięk słowa "relatywizm" i niemal automatycznie oplata je siecią negatywnych skojarzeń. Wydaje się jednak, że termin ten posiada także znaczenie pozytywne. Przykładowo, trudno zarzucić szkodliwość relatywizmowi szczególnej i ogólnej teorii względności. Powiedzmy prowokacyjnie: pewne formy relatywizmu mogą nawet okazać się niezbędne dla chrześcijan, choćby po to, by program nowej ewangelizacji był przekonujący.
 

Poszczególne elementy rzeczywistości: zdarzenia, procesy, osoby, mają wiele "twarzy". Zawsze można je charakteryzować za pomocą różnych opisowych i wyjaśniających kategorii. Jak mówi filozof Nicholas Rescher, rzeczywistość posiada mnogość aspektów i dlatego konieczne się staje dla nas zróżnicowanie perspektyw. Oczywiście, człowiek jest leniwy, inni mówią, że ma tendencję do unikania komplikacji i dąży do prostoty oraz woli ujmować świat jednorodnie, stara się go uniformizować, spłaszczać, niwelować jego złożoność, ujednolicać, sprowadzać do jednego wymiaru, w końcu absolutyzować jedną perspektywę. Tym bardziej jest do tego skłonny, gdy wie, że posiada prawdę. Tymczasem, coś może być słuszne, prawdziwe, ale … nieadekwatne. Dlatego jest odrzucane. Tak może czasami zdarzyć się z tym, co proponują chrześcijanie.


Pluralizm perspektyw, a więc opinii, poglądów, jest zakorzeniony w pluralizmie aspektów rzeczy - niekoniecznie ktoś, wygłaszający stwierdzenie inne niż moje, musi być w błędzie (choć oczywiście może w danej sprawie popełniać błąd). Przykładowo, wiele się mówi o tym, że religia jest przyczyną zła w świecie. Chrześcijanie zaraz się oburzają i sprzeciwiają się tym oskarżeniom. Tymczasem adekwatne spojrzenie potrafi spokojnie i uczciwie popatrzeć na ten zarzut także od strony tych, którzy widzą różne formy zła w religii. Oni po prostu dostrzegają inny aspekt rzeczy, którego ja, chrześcijanin, zafascynowany swoją tradycją, mogę nie widzieć. Być może trzeba przyznać się do tego z pokorą i spróbować wejść w ich buty. To właśnie groźba relatywizmu sprawia, że boimy się przyznać do tego, że świat jest bardzo różnorodny oraz że można go bardzo odmiennie pojmować.


Rozumienie winno dążyć nie tylko do prawdy, ale ambitniej - do adekwatności. Adekwatność ma na celu nie tylko poprawność, słuszność, prawdziwość, ale też całościowość, "wszechstronność", ujęcie wzajemnych relacji pomiędzy punktami widzenia.

 

Powinno nas raczej zajmować to, jak się sprawy mają, gdy wszystko weźmie się pod uwagę. Tak jest właśnie z negatywnymi i pozytywnymi stronami religii czy instytucji religijnych, które nieraz bardzo zawile się ze sobą splatają. Umiejętność wytrzymania napięć, które tu powstają, bywa nieraz bardzo trudna, ale nie musi prowadzić do relatywizmu. Może być uzdrawiająca, uczyć pokory i trzeźwej oceny sytuacji. Niestety, jest to zadanie tylko dla ciekawych świata, pokornych i cierpliwych. Czy takie osoby wychowujemy w naszych wspólnotach wiary?


Dążenie do syntezy perspektyw, chęć ujęcia całości jest wielkim ludzkim pragnieniem. Jest to niezwykle pociągający ideał. Myślę, że atrakcyjność wiary leży właśnie w dążeniu do adekwatności, całościowości. Wiara z natury jest katolicka, czyli powszechna, chce szeroko objąć rzeczywistość. Obce są jej fanatyzmy czy fundamentalizmy. Ale to wymaga od chrześcijan dodatkowego wysiłku wczucia się w doświadczenie i poglądy innych oraz mozolnego odnoszenia do siebie różnych punktów widzenia (szczególnie istotne wydaje mi się to w etyce seksualnej). Tego brakuje wszelkim ateistycznym, sekularystycznym pozycjom. I zawsze będzie ich niedostatkiem - choćby dlatego, że nie posiadają odniesienia do tego, co transcendentne, a więc nie postrzegają istotnego aspektu rzeczywistości. Z tego powodu trudno jest ateistom i sekularystom (jeśli to w ogóle możliwe) zrozumieć ludzi wierzących. Niektórzy chyba wyczuwają problem nieadekwatności tych dwóch stanowisk i dążą do stworzenia jakiejś namiastki pomijanej religii, mianowicie, ateistycznej duchowości. (Zob. André Comte-Sponville, Duchowość ateistyczna. Wprowadzenie do duchowości bez boga, Warszawa 2011).


Podsumujmy. Gdy ktoś odwołuje się tylko do wiary i religii, to jego twierdzenia mogą być prawdziwe, ale jednocześnie nieadekwatne. Jest tak, gdy te twierdzenia nie pozostają w relacji z innymi aspektami rzeczywistości, na przykład tymi, które odkrywają różne nauki, sztuki, filozofie, czy choćby codzienne życie człowieka. Nierzadko doświadczamy tego podczas niedzielnych kazań - zawierają one prawdę, ale są nieadekwatne, bo nie odnoszą się do życia w różnych jego przejawach. Na przykład, ktoś mówi o wielkiej wartości miłości małżeńskiej, ale nie potrafi zrozumieć, że zrealizowanie tego słusznego postulatu graniczy z cudem w rozpadającym się związku. 


Ludzie wierzący nie muszą się bać relatywizmu, rozumianego jako szczera próba popatrzenia na sprawy z różnych punktów widzenia. W przeciwnym wypadku może się okazać, że głosząc Ewangelię, nie będziemy adekwatni wobec rzeczywistości, czyli będziemy mijać się z doświadczeniem słuchaczy i ich sytuacją egzystencjalną. A w związku z tym staniemy się nieprzekonujący. Myślę, że program nowej ewangelizacji winien wziąć to pod uwagę.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.57

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (12)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~gniewicz 11:21:36 | 2012-03-12
Żadko mi się to zdarza, ale tym razem nie mogę się powstrzymać. Chciałbym Księdzu bardzo za ten tekst podziękować.

Wielość poglądów jest faktem i my - chrześcijanie nie możemy po prostu zatykać uszu. Jednakże możemy, ze świadomości owego pierwotnego relatywizmu, wyciągnąć wnioski dotyczące tego jak ewnagalizować, jak mówić, żeby ktokolwiek chciał w ogóle zaczynać słuchać. Przyjęcie tego, iż istnieje kategoria twierdzeń "prawdziwych, a jednocześnie nieadekwatnych", jest koniecznym krokiem, który musimy uczynić, aby dobrze spełniać nasz powołanie.

Jeszcze raz dziękuję!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jack 13:18:03 | 2012-02-26
słuchajcie,słuchajcie..ta strona internetowa została stworzona po to, aby z wiary katolickiej zrobić pranie mózgu..!  Ignorujcie ją..!Lepiej czytajcie www.dzieckonmp.wordpress.com

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~apage Satanas 02:14:24 | 2012-02-19
Taki tekst mógłby napisać Szatan !


Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech go Bóg poskromić raczy, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, Mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~apage Satanas 02:09:17 | 2012-02-19
 Taki tekst mógłby napisać Szatan !

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 09:28:06 | 2012-02-17
Nie ma dwóch prawd tylko jest jedna. Zgadzam sie że mogą być różne spojrzenia, wynikajace z naszej historii, doświadczeń itp. ALE PRAWDA JEST JEDNA!

Nie całkiem. Na przykład prawdy, czy ksiądz katolicki ma być nieżonaty czy żonaty są dwie, jednakowo prawdziwe.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 09:25:21 | 2012-02-17

Kinga Chyba nie. 'Każdy ma swoją prawdę' - to jest relatywizm.

Zgoda

Ale nie o takim relatywizmie mowa w artykule, lecz o takim, jak u Einsteina - że z różnych punktów różnie widać.Czy taki relatywizm jest dopuszczalny dla 'prawdziwego katolika'. Wcale nie, bo niejedna owieczka, kiedy przekona się, że z innego punktu też jest jakiś widok nie całkiem beznadziejny, to w tamtym miejscu już zostanie. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~udana 08:52:53 | 2012-02-17
 Nie ma dwóch prawd tylko jest jedna. Zgadzam sie że mogą być różne spojrzenia, wynikajace z naszej historii, doświadczeń itp. ALE PRAWDA JEST JEDNA!
 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 19:07:22 | 2012-02-15
Kinga Chyba nie. 'Każdy ma swoją prawdę' - to jest relatywizm.

Zgoda

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 07:53:53 | 2012-02-15
Ale relatywizm to chyba (nie tylko w odbiorze potocznym) względność, nieostrość, nieostateczność poglądów.

Chyba nie. 'Każdy ma swoją prawdę' - to jest relatywizm.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Barnaba 20:06:41 | 2012-02-14
Einstein mówił o relatywności a nie o relatywiźmie, który go przerażał, ponieważ dobrze znal relatywizm moralny niemieckich narodowych socjalistów. Pod koniec życia ubolewał wręcz nad wykorzystywaniem jego teorii jako argumentu na rzecz relatywizmu.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?