Szósty warunek dobrej spowiedzi i pierwszy tworzenia prawdziwej wspólnoty

Szymon Żyśko
(fot. Lednica2000)

Spotkanie Lednickie w tym roku było zdecydowaną odpowiedzią na kryzys w Kościele. Akcenty rozłożył chyba sam Duch Święty. Długie rozmowy w namiocie prasowym i z pielgrzymami na polach tylko to potwierdziły. Doświadczyliśmy Kościoła współczującego, który potrafi otoczyć troską i przyjąć każdego bez względu na zranienia, przekonania i wrażliwość. Między nami wydarzyło się coś pięknego.

 

Gdy jechałem już w czwartek na Pola Lednickie, byłem pełen wątpliwości. Nie co do samego spotkania, ale być dzisiaj w Kościele wcale nie jest łatwo. Zapewne znajdą się mędrcy, którzy mi powiedzą, że właśnie dlatego być w nim dzisiaj jest też najpiękniej. Ja natomiast tracę czasami oddech i tylko jakaś nadprzyrodzona siła sprawia, że wciąż wierzę. Siedząc w pociągu, prosiłem w myślach, żeby spotkać tam przynajmniej jednego księdza, który mi przywróci nadzieję i tej wiary nie odbierze. Sam też zastanawiałem się, co mogę dać, żeby nie czekać tylko z rozłożonymi rękami. Jedno wam powiem - zostałem wysłuchany.

 

"Siedzę tu w trawie i mówię, że ja im odpuszczam, a nie jeden przez nas stracił wiarę"

 

Lednica od samego początku nastawiona jest na to, żeby łączyć. Widać to na każdym kroku, a zwłaszcza w sektorach, gdzie duchowni świętują razem ze świeckimi, dzieląc się wszystkim od kanapek przez kremy z filtrem aż po opowieść o sobie. Znikają podziały, wszyscy jesteśmy tu równi - łączy nas chrzest w jednym Duchu. Ale jak spojrzeć sobie w oczy po tym, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach? Gdy szeregowi księża czują się przytłoczeni dźwiganiem ciężaru grzechów popełnionych przez ich współbraci i biskupów. Wielu szczególnie młodych prezbiterów było w tym roku wyraźnie zawstydzonych, nie mieli odwagi patrzeć ludziom w oczy, ukrywali swoje twarze i spuszczali wzrok. A świeccy? Im też jest ciężko. Zadają sobie za każdym razem pytanie, czy ten ksiądz, z którym teraz rozmawiają, jest godny zaufania, czy ich nie skrzywdzi? I nie jest to pytanie wyłącznie w seksualnym kontekście. Mamy przecież tak różne doświadczenia z własnych parafii, często bardzo bolesne. Trudno się do siebie odezwać po tym wszystkim, co obnażyło małość naszej wspólnoty.

 

Jeden z księży, których spotkałem na polu spowiedzi, powiedział mi, że tegoroczna służba tutaj jest dla niego trudniejsza niż kiedykolwiek, może nawet obiektywnie w całym życiu. "Czujesz ten absurd? Jak mam mówić, że «i ja odpuszczam tobie grzechy»? Głos mi drży, a czasem brakuje słów. Siedzę tu w trawie i mówię, że ja im odpuszczam, a nie jeden z nich spowiada się właśnie z tego, że stracił wiarę. Przez kogo? Przez nas stracił. Mam ochotę każdego z nich prosić, żeby on też mi odpuścił moje... nasze" - zwierzył się w rozmowie. Zanim podeszła kolejna osoba, zdążyłem zapytać jeszcze tylko, dlaczego więc usiadł na widoku jakby na przekór sobie, zachęcając do przyjścia. "Nie znam innej drogi. Mogę skapitulować, ale nie tylko ja wtedy przegrywam. Bóg chce, żebym im to mówił pomimo. Jeśli przez moją maliznę kogoś obdarzy łaską, to trzeba tu siedzieć. A to, że jest trudno, oddaję za tych, co przychodzą. Zadośćuczynienie na ich konto" - dodał. Idąc kawałek dalej, na tyłach pola spowiedzi w bardziej ustronnym miejscu spotkałem natomiast księdza, który był przygotowany na spowiedź osób pokrzywdzonych. Miał przy sobie informację o "Zranionych w Kościele". Poznałem po logo wydrukowanym na kartce. Nie udało nam się niestety porozmawiać, kolejka do niego była naprawdę długa.

 

60 tys. osób modliło się za księży, to musi odmienić cały Kościół

 

Na te właśnie trudy i zranienia Duch Święty uwrażliwił w tym roku duszpasterzy i organizatorów Lednicy. Podczas spotkania było wiele gestów, które przełamały te bariery i zwróciły ludzi ku sobie nie tylko w sposób symboliczny, ale też jak najbardziej realny. Jednym z nich było zaproszenie uczestników do wspólnej modlitwy za księży, którą Wojciech Prus OP nazwał "szóstym warunkiem dobrej spowiedzi". Duszpasterze Lednicy sami też dali przykład, klękając pod bramą Rybą, gdy my trzymaliśmy nad nimi wyciągnięte ręce. Z perspektywy ołtarza widziałem, jak tworzą się setki małych okręgów otaczających prezbiterów. Modlili się wszyscy - od uczestników po służby porządkowe. A oni sami przyznali, że potrzebują naszej modlitwy i wsparcia, bo bez Kościoła - bez nas - ich służba nie istnieje.

 

(fot. Lednica2000)

 

Wielu duchownych prosiło też o modlitwę wstawienniczą. Kolejki do niej były długie na kilkaset osób. Tu także posługiwali świeccy, którzy wyciągali nad nimi ręce i wołali o Ducha. Piękny widok, gdy możemy sobie coś dać wzajemnie i nie ma wśród nas mniej lub bardziej powołanych. Jesteśmy sobie potrzebni, a przez chrzest w równym stopniu uprzywilejowani, by czerpać ze źródeł chrzcielnych łask. Gdzie wyraźniej to widać niż na Lednicy?

 

Msza, która zebrała wokół ołtarza wszystkich

 

Sama msza postawiła natomiast mocną kropkę nad i. Na uwagę zasługują przynajmniej trzy wyjątkowe momenty. Po pierwsze modlitwa powszechna. Modlitwa z mojej perspektywy kompletna i odważna, w której nie pominięto nikogo. Nawet to, że w jej trakcie modlono się za Sebastiana i Bogdana ze Wspólnoty Lednickiej, pokazuje, jak bliskie i rodzinne było to spotkanie na 60 tys. pozornie obcych osób. W pewnym momencie na wielu twarzach pojawiły się jednak łzy, autentyczny żal i współczucie, gdy modlono się za ofiary pedofilii w Kościele. I nie było to jedno zdanie wypowiedziane niewyraźnie pod nosem, ale tak jak cała modlitwa powszechna tego dnia zostało ono wyśpiewane. Echo tego wezwania jeszcze długo wisiało w powietrzu, przeszywając serca. Nasza odpowiedź mogła być tylko jedna: "Kyrie eleison" - Panie, zmiłuj się nad nami.

 

W tym roku biskupi ustąpili miejsca na ambonie młodym ojcom, którzy stanęli przed nami z naprawdę piękną i gęstą od treści homilią mówioną na dwa głosy. Ich głoszenie przypominało to z Dziejów Apostolskich, gdy wystraszeni uczniowie za sprawą Ducha opuścili wieczernik. Wiele osób zapewne spodziewało się w tym miejscu spotkać abpa Rysia, który w ostatnich latach przyzwyczaił nas do swojej obecności. Przed nami stanęli jednak dwaj młodzi ojcowie w jakieś takiej totalnej pokorze, nie udając nikogo i nie próbując też nikogo zastąpić. Dali wyraz temu, że ambona nie należy do ludzi, ale wyłącznie do Słowa. W tym trudnym dla Kościoła czasie popłynął z niej przekaz, że nawet jeśli czujesz, że wszystko jest w tobie martwe, twoje bijące serce jest dowodem na istnienie Boga, który o ciebie walczy i jest życiem. Te słowa dotknęły również pokrzywdzonych, którzy tak właśnie często postrzegają swoje życie jako bezwartościowe zgliszcza. Spotykałem ich wśród uczestników na Lednicy. Widząc plakietkę z napisem "Deon", sami podchodzili, aby rozmawiać, i mówili, że wyjeżdżają umocnieni.

 

(fot. Lednica2000)

 

Trzecim przejmującym obrazem, który mógł pozostać niezauważony z perspektywy uczestników, było zejście abpa Gądeckiego z ołtarza, gdy dostrzegł sparaliżowanego księdza, który na wózku inwalidzkim u stóp stromego podejścia koncelebrował mszę. Poznański arcybiskup osobiście udzielił mu Komunii świętej po czym ruszył w stronę pielgrzymów, komunikując dalej.

 

Takiego Kościoła mogliśmy doświadczyć na Polach Lednickich. Dostrzegającego słabości i cierpienie, wychodzącego im naprzeciw, podnoszącego z upadku i odważnie mówiącego "zgrzeszyliśmy", proszącego o modlitwę i wyznającego winę, zostawiającego tytuły i honory za drzwiami lednickiej katedry. Dominikański duch, na którym od samego początku zbudowana jest Lednica, daje nadzieję, że odnowa Kościoła jest możliwa. Jednym z jej elementów jest właśnie ożywienie w nas kaznodziejskiego charyzmatu skoncentrowanego na prawdziwym głoszeniu Ewangelii, czyli takim, które w pierwszej kolejności zmienia moje własne życie i optykę, a dopiero później oddziałuje na innych.

 

"Najpier Lud Boży, później Mojżesz"

 

Modlitwa za siebie nawzajem jest nie tylko jednym z warunków dobrej spowiedzi, ale też trwania Kościoła. Bez niej nie będziemy potrafili kochać i szybko pozbędziemy się Ewangelii. Modlitwa nas oswaja ze swoją odmiennością, pozwala zaakceptować różnorodność i przyjąć Bożą wolę. A Bóg ma znacznie lepsze pomysły na Kościół niż nasze. Lednica o tym dobitnie przypomniała, nie czyniąc ani z księży, ani ze świeckich uprzywilejowanej kasty i rozbijając mur wrogości oraz nieufności.

 

Na przekór niesprawiedliwym ocenom, które pojawiają się każdego roku, chciałbym powiedzieć, że Spotkanie Lednickie nie jest płytkim festiwalem ślizgającym się po symbolach, ale świadomie zaprojektowaną studnią głębinową. Architektem tej machiny jest przede wszystkim Duch Święty, który z pomocą lednickich przyjaciół stworzył w tym roku naprawdę wyjątkowy program. Aby jednak odnaleźć ten skarb, trzeba umieć podać w wątpliwość swoje największe pewności i uprzedzenia. Ja na przykład ze swoim wyraźnym antyklerykalizmem trafiłem w sam środek modlitwy za kapłanów i było to autentyczne przeżycie.

 

(fot. Lednica2000)

 

Nurkując w głąb tej lednickiej studni, zgadzasz się, żeby Bóg cię obierał z pysznych przekonań. Ten rodzaj ogołocenia, a może nawet duchowej nagości jest bardzo potrzebny, aby się oczyścić i otworzyć na Boga. W tym roku jednym z Jego darów dla nas była niezwykła jedność, która nie pyta o racje i przekonania. To właśnie czuliśmy, gdy powstaliśmy do mszy świętej. Poczucie wspólnoty, być może nawet na miarę tej zapowiedzianej w Apokalipsie, oczyszczonej i gotowej słuchać. Daleko nam do doskonałości, ale wydarzyło się to, czego naprawdę potrzebowaliśmy wszyscy w tym trudnym czasie.

 

Przez cały dzień chodziły za mną słowa o. Jana Góry, które zapisał w jednej z pierwszych swoich książek ponad 30 lat temu. Po powrocie odnalazłem je, bo dobrze opisują to, co się wydarzyło. "Kościół jako Lud Boży jest rodziną dzieci Bożych. Najpierw Lud Boży, a później Mojżesz. Prorocy dla ludu prorokowali, sędziowie byli dani ludowi, podobnie zresztą jak i królowie. A zatem Lud Boży, Kościół - jest przed wszelkim Pismem, jest właściwym i jedynym środowiskiem Pisma, jest właściwym podłożem, na którym Pismo Święte jest żywym Słowem Bożym. Żywym i karmiącym na życie wieczne. Słowa oderwane od podłoża, od środowiska, w którym wyrosły, tracą sens, prowadzą donikąd, nie są nośnikami i przekazicielami tej podstawowej treści, dla której w ogóle zaistniały. Słowa oderwane od życionośnego podłoża, wspólnoty modlącego się Kościoła, są jak kamienie dawno nie uczęszczanej i zapomnianej już drogi. Drogi prowadzącej donikąd, na cmentarz dawnych idei". [cyt. za: "Kasztan"]

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.63

Liczba głosów:

168

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Ann. 15:37:46 | 2019-06-08
Niezwykłe, wartościowe wydarzenie. Przeciwny biegun wobec skandali. 

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~strzelec514 09:03:38 | 2019-06-06
Lednica to piękny projekt, i rośnie serce, gdy młodzi ludzie eksponują swoją wiarę i przywiązanie do Boga. To jest nie tylko modlitwa, ale czyn, bo kapłani wychodzą do wiernych by im służyć, bawić się i cierpieć razem z nimi. Sama modlitwa bez uczynków, jest pustą modlitwą. Jezus mówi, żeby cudze ciężary brać na siebie, a nie zamykać się w swoich pałacach, na miękkich kanapach i filozoficznych uniesieniach. Ewangelia, to stawanie się na co dzień, a nie od święta: kapłanem, ojcem, matką, babcią, synem, córką i synową. Bóg jest na wyciągnięcie ręki. Gdy patrzysz - a nie widzisz, wołają - nie słyszysz, krzywdzą - a nie reagujesz, nakładasz cieżary trudne do uniesienia - a sam nie żyjesz przykładnie, to Twoje kapłaństwo, ojcostwo, synostwo, będzie puste - jak może być pusta modlitwa egoisty.
Gdzieś czytałem, że młodzi kapłani są jak papieże i chcą naprawiać świat. Pomagajmy im w tym dążeniu, trwaniu w świętości, i módlmy się za nich.

Oceń 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?