Kryzysowa Rada Stała KEP - wrażliwość, odpowiedzialność, zaufanie

ks. Artur Stopka
(fot. EpiskopatNews)

Nadzwyczajne zebranie Rady Stałej KEP to znak, że "Nikt w Kościele w Polsce nie udaje, że nie mamy problemu". Jego efekty sygnalizują poważną zmianę i dają nadzieję na przyszłość. Jest jednak kwestia definiowania problemu.

 

Jedenaście dni po internetowej premierze filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" zebrała się w Warszawie Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski. W poprzedzających ją komentarzach podkreślano, że jest to spotkanie nadzwyczajne, związane "z sytuacją w Kościele w Polsce". Od budzącej kontrowersje konferencji prasowej po zebraniu plenarnym KEP, w czasie której zaprezentowano dane dotyczące wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez duchownych w Polsce, upłynęły ponad dwa miesiące.

 

Tym razem do dziennikarzy, oprócz rzecznika prasowego episkopatu, wyszedł tylko Delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży Prymas Polski, abp Wojciech Polak, wsparty przez medialnego koordynatora Centrum Ochrony Dziecka z Krakowa. Nie pojawił się ani przewodniczący ani wiceprzewodniczący KEP, a rzecznik akcentował, że to jedynie briefing i starał się ograniczać liczbę zadawanych pytań.

 

Najbardziej namacalnym efektem dodatkowego spotkania Rady Stałej KEP jest "Słowo biskupów do wiernych", zatytułowane "Wrażliwość i odpowiedzialność". Ma ono być odczytane we wszystkich parafiach w Polsce w najbliższą niedzielę. To ważny dokument. Nie tylko ze względu na treść, ale również na dominujący w nim ton i język, jakim został napisany. To istotne z uwagi na sprzeczne sygnały, jakie płynęły ze strony nie tylko członków KEP, ale nawet Rady Stałej po udostępnieniu filmu w reżyserii Tomasza Sekielskiego. Gdy jedni jej członkowie dziękowali autorowi, inni wyrażali się o produkcji obraźliwie i z lekceważeniem (później nastąpiły przeprosiny).

 

List Rady Stałej dowodzi, że jego autorzy wsłuchali się w głosy wiernych. Nie ma w nim kolejnych przeprosin, które w uszach wielu brzmiały coraz bardziej irytująco. Nie ma sugestii o nasilonych atakach na Kościół. Jest natomiast mowa o wstydzie i przyznanie "jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom". Są też drastyczne w swej wymowie cytaty wypowiedzi osób skrzywdzonych przez duchownych. Jest mowa o karach i konsekwencjach zarówno w stosunku do sprawców, jak i przełożonych, którzy ukrywali ich czyny. To pierwsze tak mocne uderzenie się w piersi ze strony najwyższych reprezentantów Kościoła katolickiego w Polsce przez wielu zostało odebrane jako sygnał zmiany nie tylko w podejściu do kwestii seksualnych nadużyć ze strony duchownych, ale również sposobu komunikacji z wiernymi.

 

Tuż przed spotkaniem Rady Stałej abp Grzegorz Ryś powiedział: "Nikt w Kościele w Polsce nie udaje, że nie mamy problemu. Chcemy go rozwiązać". Szef COD i ustanowiony przez episkopat koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży, o. Adam Żak, wyrażał przekonanie, że "dziś zapadną jakieś decyzje". Z briefingu po spotkaniu Rady można się było dowiedzieć, że będą rozwiązania "systemowe", a ks. Studnicki poinformował, że biskupi omawiali "projekt dokumentu wskazującego drogi wyjścia z kryzysu, w jakim znalazł się Kościół".

 

Samo zwołanie nadzwyczajnego zebrania Rady Stałej jest potwierdzeniem słów abp. Rysia. Przekonanie o tym, że w Kościele w Polsce "mamy problem", jest powszechne. Rzecz jednak w tym, gdzie się ten problem widzi i jak się go definiuje. Od tego zależą decyzje prowadzące do jego rozwiązania. Czy chodzi tylko o naprawę wizerunku, który w ostatnim okresie bardzo ucierpiał? Czy problemem jest fakt ujawniania i nagłaśniania popełnianych przez duchownych nadużyć wobec dzieci czy też to, że do nich dochodziło, a reakcja ze strony przełożonych była co najmniej niewystarczająca?

 

Na podstawie docierających do mediów głosów, a także skierowanego do wiernych "Słowa biskupów", można odnieść wrażenie, że skoncentrowano się wyłącznie na kwestiach związanych z filmem Sekielskich. Wiele wskazuje jednak, że to część znacznie szerszej i głębszej, narastającej od pewnego czasu sprawy, dla której dokument "Tylko nie mów nikomu" stał się jedynie wyzwalaczem.

 

Wyraźnie widoczny jest poważny kryzys zaufania. Nie tylko "do Kościoła", ale przede wszystkim "w Kościele". To z nim już się mierzymy i będziemy się mierzyć w coraz większym stopniu. Sprawne, skuteczne i sprawiedliwe rozwiązanie kwestii nadużyć duchownych z pewnością ma tu znaczenie (jest niezbędne), ale może się okazać daleko niewystarczające dla przezwyciężenia niszczącej wspólnotę nieufności i zażegnania jej konsekwencji na różnych poziomach w Kościele. Wrażliwość i odpowiedzialność na wszystkich "kościelnych" poziomach to kroki w drodze do odbudowy zaufania. Dają nadzieję.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.94

Liczba głosów:

18

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

strzelec514 19:46:04 | 2019-05-25
Nadzieję na zmiany w podejściu do problemów księży chyba mam. Ksiądz Jan Kaczkowski pisał, że ksiądz jest tylko człowiekiem i dla swojego zdrowia psychicznego, także potrzebuje "przytulenia". To jest naturalne i oczywiste. Nie oczekuję jednak po opublikowaniu listu KEP, jakichś rewolucyjnych zmian. Jeżeli Kościół ma bardzo dobrze rozpracowaną seksualność wśród katolickich małżonków, i usiłuje ingerowac nawet dalej niż naucza  Jezusowa Ewangelia, to sądzę, że problemy z seksualnością  księży, są znane doskonale od dawna. Przecież księża, też się spowiadają.

Oceń 9 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

blockajoana 10:23:00 | 2019-05-24
 

Oceń 5 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

abcdefghijk 10:00:04 | 2019-05-24
"Wyraźnie widoczny jest poważny kryzys zaufania. Nie tylko "do Kościoła", ale przede wszystkim "w Kościele". To z nim już się mierzymy i będziemy się mierzyć w coraz większym stopniu."

W istocie chodzi o problem istnienia monstrualnego administracyjnego molocha, który głównie służy sobie samemu.

Na początku był tylko Jezus - teraz są: kardynałowie, prymasi, arcybiskupi, infułaci, prałaci, archiprezbiterzy, kanonicy, archidiakoni, protodiakoni, diakoni, subdiakoni, lektorzy, sekretarze, nuncjusze, biskupi, prefekci, metropolici, opaci, wikariusze, dziekani, proboszcze...

Jezus nosił prostą szatę i nie ozdabiał się - teraz mamy: humerały, alby, komże, paski (cingulum), stuły (orarium), ornaty, dalmatyki, kapy, birety, manipularze, dystynktoria, mitry, tiary, piuski, pierścienie, pastorały, pektorały, paliusze, rokiety, mucety, racjonały, mantolety...

A to wyłącznie "graficzne" oznaki molocha - o wiele, wiele gorzej wygląda to w środku.

Oceń 30 247 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook