Biskupi sami nie rozwiążą problemu. Co mogą zrobić świeccy?

Szymon Żyśko
(fot. episkopat.pl)

Polscy biskupi nie rozwiążą sami problemu pedofilii i przemocy seksualnej wśród duchownych z dwóch powodów. Po pierwsze KEP jako ciało jest niewydolne. Strach bierze górę, a do zmiany są nie tylko wewnętrzne przepisy i kodeks postępowania, ale przede wszystkim mentalność samych biskupów. Po drugie oskarżenia dotyczą niektórych z nich. Trudno być sędzią we własnej sprawie.

 

Po filmie Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu", którego nie byłem w stanie obejrzeć w całości za jednym razem, kołacze mi się w głowie myśl, co powinni zrobić świeccy, i pewność, że musimy coś zrobić. W Internecie padają podobne pytania i najróżniejsze recepty. Niektórzy chcą zastosować terapię szokową: protesty i zawiadomienia do prokuratury na hierarchów. Inni ze strachem powtarzają, że nie można tak ostro, bo to trudny proces i możemy ich spłoszyć. Czas na półśrodki i delikatność minął jakieś 15-20 lat temu. Jesteśmy spóźnieni z rozliczeniem wykorzystywania seksualnego w polskim Kościele. Do końca natomiast ufam, że polski system sprawiedliwości jest wydolny i poradzi sobie z prawdziwymi przestępcami. Stąd nie mam manii, aby teraz zamykać biskupów w więzieniach. Prawda jest taka, że jako wierni musimy na nich wreszcie wpłynąć z całą stanowczością. Czas na słowa już się skończył, przyszedł czas na rozliczenia i zadośćuczynienie. W najbliższym czasie okaże się jednak, czy ważniejsze jest dobro Kościoła w osobach skrzywdzonych, czy lojalność wobec braci w biskupstwie.

 

Sam jeden abp Wojciech Polak nie poradzi sobie z problemem. Biskupów mówiących podobnym do niego językiem nie słyszałem wielu. Jestem mu ogromnie wdzięczny za to, że potrafi wybić się swoją wrażliwością ponad znieczulicę, którą czasami prezentują niektórzy duchowni. Cieszę się, że pierwszą oficjalną reakcją Kościoła po publikacji filmu Sekielskiego była właśnie jego wypowiedź. Powiedział w niej dwie najważniejsze rzeczy: "przepraszam" oraz "dla Kościoła nie ma innej drogi". Ale na tej drodze ani on, ani inni biskupi nie mogą zostać sami. Bez odsunięcia i ukarania hierarchów zamieszanych w świadome tuszowanie, słowa pozostałych są niewiarygodne.

 

Co zatem mogą i powinni zrobić świeccy? Przede wszystkim przestańmy się tłumaczyć po każdej słusznej krytyce: "ale i tak kocham Kościół" itp. Dla mnie to logiczne, że mówimy tak trudne rzeczy z miłości - zwłaszcza do tych, którzy w naszym wspólnym domu są krzywdzeni, a są przecież Kościołem. Stawanie w ich obronie uważam za ewangeliczny obowiązek i konieczność, więc nie muszę się tłumaczyć z tego. Za takim właśnie zmiękczaniem przekazu ukrywają się hierarchowie, którym trudno przychodzi rozliczenie. Bo jak trzeba posprzątać bałagan, to wszyscy jesteśmy Kościołem, ale wystarczy zobaczyć, ilu świeckich bierze udział w podejmowaniu decyzji w diecezjach, żeby wiedzieć, że tu Kościołem są przede wszystkim oni. Dopóki rozliczenie przeprowadzane jest w tak wąskim gronie w zamkniętych pałacach, nie będzie ono takie, na jakie zasługują pokrzywdzeni. Przestańmy tłumaczyć się z krytyki; mówmy jasno, co nam się nie podoba; zacznijmy pisać listy do kurii i napominać. Jeśli duchowni nie mają w sobie autorefleksji, to wierni powinni stać się wołającym sumieniem. I nie jeden raz, ale za każdym razem.

 

Wszędzie, gdzie Kościół wykonał ogromną pracę w oczyszczeniu się z pedofilii i innych grzechów instytucjonalnych, był silny nacisk wiernych (patrz na przykład Chile i USA). Bez nas się nie uda. Powinniśmy sami zgłaszać się w diecezjach do komisji, zespołów doradczych, rad - na każdym poziomie. To nie jest żadna chwała, że zostajemy do niej powołani, ale obowiązek ciężkiej pracy. Trzeba zakasać rękawy i wziąć się do niej u podstaw, bo często to w kuriach jest zator komunikacyjny i ważne rzeczy nie dochodzą do biskupa. Wypowiedzi niektórych z nich zdradzają, że są odcięci od rzeczywistości wiernych i toczą jakieś wyimaginowane wojny z bliżej nieokreślonym wrogiem. Jeśli nie ma tam nas, świeckich, jeśli nie mamy odwagi wprost mówić, że nam się nie podoba zachowanie kurialistów i hierarchów, to tylko utwierdzamy ich w przekonaniu, że z poziomu tronu są władcami absolutnymi. Ich jedyną metodą jest często umacnianie warowni i przeczekiwanie kryzysu. Naprawdę weźmy odpowiedzialność za Kościół w Polsce. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak było. Jeśli chcemy mieć odpowiedzialnych i wrażliwych biskupów, to pokażmy im świat, którego nie dostrzegają. Nie ma innej drogi do zmiany mentalności.

 

Druga rzecz, w której wierni mogą wziąć udział, to inicjatywa, która już się dzieje. "Zranieni w Kościele" - telefon zaufania i realnej pomocy dla osób skrzywdzonych przez duchownych. Powstał z potrzeby serca ludzi świeckich, którzy nie byli już w stanie znieść czekania i powolności procesów na szczytach kościelnej władzy w Polsce. Bo jedno to rozliczyć sprawców i współwinnych, ale drugie nie mniej ważne, aby zadbać o pokrzywdzonych i zaoferować im realną pomoc teraz. Dostrzec w nich człowieka, a nie liczby i statystyki. Od inicjatorów wiem, że telefon spełnia swoją rolę. Pomógł już wielu osobom, a w niektórych przypadkach sprawy zostały zgłoszone dalej. Potrzebne jest, żebyśmy jako świeccy wspierali ten telefon nie tylko duchowo i życzliwym słowem, ale też finansowo. To może być nasz udział w zadośćuczynieniu pokrzywdzonym. Jeżeli tylko możecie, wpłaćcie coś, ale też udostępniajcie informację o "Zranieni w Kościele", żeby dotarła do tych, którzy często w ogromnym lęku i poczuciu wstydu ukrywają się przed światem. Wrzućcie ją nie tylko na Facebooku, wydrukujcie plakat i zanieście do proboszcza waszej parafii, zostawcie ulotki na stoliku przy wyjściu. Jesteśmy głosem Kościoła, który powinien być słyszalny.

 

 

Trzecią ważną rzeczą jest edukacja. Zapewnia ją choćby Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie. Polecam śledzić ich profil. Tylko ucząc się o skali i przyczynach zjawiska, operując odpowiedzialnym i precyzyjnym językiem, będziemy lepiej potrafili dostrzegać skutki i potrafili mądrze pomagać pokrzywdzonym. To też walka z trollami internetowymi i bezdusznością, które sprawiają, że pokrzywdzeni ulegają ponownej wiktymizacji. Dość przyzwolenia na mówienie o skrzywdzonych w sposób, który im uwłacza. Dość posądzania ich o działanie na szkodę Kościoła. Przestańmy powielać fake newsy, a zacznijmy pisać rzeczowo z wyczuciem i empatią. COD oferuje szkolenia, dostęp do sprawdzonych materiałów, fachowe opinie i rzeczowe diagnozy. Pomagają osobom skrzywdzonym, przygotowując system zgłoszeń, struktury prewencji i prowadząc je na drodze dochodzenia sprawiedliwości. Odkłamują również fałszywe obrazy, które kreują niektóre media. Bądźmy odpowiedzialni za słowo, aby nie raniło.

 

Możemy też polecić innym w Kościele film Tomasza Sekielskiego. To ciężka, ale naprawdę rzetelna produkcja. Odkłamujmy jej wizerunek jako wrogiej Kościołowi. Ten film pomaga zrozumieć, co jest prawdziwym problemem w walce z pedofilią w polskim Kościele. Ten dokument uwrażliwia nas też na jakikolwiek rodzaj przemocy - w Kościele i poza nim. Jestem wdzięczny Tomaszowi Sekielskiemu, że wykonał kawał ciężkiej pracy ponad ideologicznymi podziałami. Udowodnił, że zło pozostaje złem niezależnie od barw klubowych i przynależności. Doceńmy ten trudny obraz.

 

Przede wszystkim zaś wspierajmy pokrzywdzonych. Zwracajmy uwagę na dzieci, które mogły zostać wykorzystane seksualnie. Dostrzegajmy zmiany w ich zachowaniu i wołanie o pomoc. Wspierajmy ich rodziców na drodze dochodzenia sprawiedliwości, aby nie czuli się wykluczeni w swoich społecznościach. Ich walka o dzieci nie niszczy ani Kościoła, ani społeczeństwa - jest słuszna i konieczna. Kierujmy ich w odpowiednie miejsca, gdzie moga otrzymać pomoc prawną i psychologiczną. Nie zapominajmy, aby to wszystko robić za zgodą pokrzywdzonych, by ich cierpienie nie zostało wykorzystane w brudnej walce ideologii. Wspierajmy niezależnie od tego, kto jest sprawcą.

 

Wierzmy dzieciom i umacniajmy w nich poczucie wartości. Żeby już nikt nigdy nie powiedział, że "milczał 30 lat, więc jest niewiarygodny". Za to milczenie jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy, dopóki panuje przyzwolenie na branie w obronę spraców, a nie pokrzywdzonych.

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.7

Liczba głosów:

125

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Oriana 06:09:39 | 2019-05-16
Za przestępstwa odpowiadają nie tylko bezpośredni sprawcy, ale równiez ich przełożeni - hierarchowie, którzy ich kryli, to powinno być jasne. Nie rozumiem, dlaczego hierarchów ma tłumaczyć to, ze sprawcy czynów pedofilskich byli tajnymi współpracownikami SB, to powinno raczej hierarchów obciążać odpowiedzialnością, że nie przeprowadzili lustracji, że nie dążyli do oczyszczenia Kościoła z ludzi, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych oraz działali na rzecz aparatu represji władz komunistycznych. 

Oceń 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 23:27:35 | 2019-05-15
Nie zgadzam się, że film Sekielskiego to rzetelna produkcja. Jeden fakt: nawet nie starali się spytać w kurii o aktualny stan rzeczy. To jest rzetelność? Pan raczy kpić. A totalny brak działania przy nagrywaniu księdza z zakazem pracy z dziećmi. Mieli pełną świadomość sytuacji i zagrożenia. Przecież to się nadaje do prokuratury, wtedy już był bezwzględy obowiązek zgłoszenia takich przypadków. Nie zawiadomili ani proboszcza ani policję. Bo by im zepsuło materiał. Rzetelność??? Naprawdę??? Odpowiedzialne???

Oceń 56 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 23:09:55 | 2019-05-15
Panie Szymonie, dziwna jest pana "eklezjologia". Proszę się nie obawiać, Kościół sobie z tym poradzi. Nie muszą mu pomagać "oświeceni" czy "otwarci", a tym bardziej ludzie pokroju Biedronia czy Scheuring-Wielgus. Bez pańskich rad też sobie poradzi. Proszę je przekazać pozostałym 99,66% przypadków. Bo te pozostałe środowiska rzeczywiśćie NIC NIE ZROBIŁY I NIC NIE ROBIĄ W TYM TEMACIE.

Oceń 35 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

as 09:49:43 | 2019-05-15
Film "Tylko nikomu nie mów" ma niewątpliwie dwie płaszczyzny. Pierwsza to wstrząsająca tragedia ofiar i z tą płaszczyzną się absolutnie identyfikuję jako psychoterapeuta i ofiar (nie księdza). 
Jednak co do drugiej płaszczyzny opisałabym ją inaczej. Ten film nie koncentruje się na ofiarach. One są tylko przedmiotami. Nie byłoby tak, gdyby do filmu zostały zaproszone ofiary: księdza, adwokata, psychoterapeuty, nauczyciela, trenera, lekarza.... A film pokazuje tylko jedno środowisko ofiar.
Tak, może mieć to dla ofiar znaczenie terapeutyczne, owszem. I tutaj chylę głowę przed twórcami.
Jednak jeśli twórcy filmu rzeczywiście chcą pomóc ofiarom wychodzić z cienia strachu, niech sami wyjdą z cienia swojego pewnego rodzaju zafiksowania. Mam nadzieję, że tak będzie, bo to by udowodniło, że zależy im na ofiarach.

Oceń 61 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 22:29:10 | 2019-05-14
Jeżeli KEP jest niewydolna i nie radzi sobie z problemem, to jej członkowie powinni złożyć dymisję na ręce papieża, nie ma ludzi niezastąpionych. Ta niemoc biskupów jest irytująca. 

Oceń 15 83 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lignator 22:10:40 | 2019-05-14
Panie Szymku, w pierwszej kolejności niech pan potępi homoseksualizm wśród duchowieństwa, bo to on jest jedną z głównych przyczyn pedofilii w KK. Gdy pan zacznie, to może i reszta redakcji deon.pl pójdzie tym samym śladem i ludzie zaczną widzieć w Kościele coś więcej niż tylko "fajne imprezy".

Oceń 59 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 12:21:24 | 2019-05-14
Sam film ma dwie płaszczyzny. Jedna to przestępstwa i cierpienie ofiar. Te świadectwa porażają, brak słów, jedyne co można zrobić to z milczeniu wysłuchać z szacunkiem.
Ale w tym filmie jest jeszcze druga warstwa, współczesna. I ta współczesność jest jeszcze bardziej porażająca niż przeszłość. To świat grubych murów, zamkniętych okiennic, zatrzaśniętych drzwi, głuchych telefonów, "nic nie wiemy", "a jeśli wiemy, to nie powiemy", "wyszedł i nie wiadomo kiedy wróci", "nie ma go i nie wiadomo kiedy będzie". To świat, gdzie przestępstwo pedofilii to kwestia wypełnienia kwestionariusza. 
Uderza przede wszystkim kompletna niemoc Episkopatu, to porażające. Co z tego, że tam padają słuszne deklaracje i biskupi tam zasiadający mają na pewno jak najlepsze chęci. Świat konferencji prasowych i słusznych deklaracji oraz świat grubych murów z zamkniętymi okiennicami i zatrzaśniętymi drzwiami, to jak planety krążące po różnych orbitach w odległych układach słonecznych.

Oceń 25 185 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Szczelka 11:03:52 | 2019-05-14
"zacznijmy pisać listy do kurii i napominać".
Dla mnie ten film był trudny i przytłaczający nie tylko z powodu samych opisów przypadków pedofilii. W znacznej mierze przybiło mnie uświadomienie sobie, jak ciężko jest coś właśnie zrobić. Jaka to ciężka machina, ten kościół instytucjonalny. Jaki to kolos na glinianych nogach. Niereformowalny. Naprawdę, takie jest odczucie, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał. A do kurii kiedyś pisaliśmy - rodzice dzieci pierwszokomunijnych, gdy ksiądz przy tejże uroczystości mówił, że pewnie z niektórych tu obecnych dzieci wyrosną przestępcy. Udostępniliśmy nagranie, zaargumentowaliśmy. Nie dostaliśmy odpowiedzi, potem grupa rodziców poszła osobiście, ktoś mniej znaczący się z nami spotkał, bo decydentów nie było. OK, mniej istotna sprawa. Chociaż też bardzo ważna. Co możemy zrobić? Jak i z kim rozmawiać? Kościół w obecnym kształcie nie opiera się na dialogu. Dialog jest mu obcy, dlatego śmieszą mnie wszelkie próby wprowadzania KK do dialogu społecznego, jako mediatora przy ważnych sprawach społecznych. Kościół, hierarchowie nie są do tego nawykli. Tak jak zwykli księża też nie są przyzwyczajeni i nauczeni zwykłej, przyjaznej rozmowy. Uczą się moralizowania, uczą się monologu, którego nikt nie przerywa, nawet wtedy, gdy padają słowa nienawiści. Osobiście czuję się bezradna i zdegustowana, natomiast pokładam nadzieję w Panu i tylko w nim. Wiem, że On czuwa nad wszystkim. Pozdrawiam.

Oceń 29 228 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

John Rambo 10:54:00 | 2019-05-14
cz.1

Co do rzetelności filmowi można wiele zarzucić, jak również samemu Autorowi. Nie bierzemy trony sprawców, ale stronę Kościoła. To bardzo źle, że cała dyskusja w Polsce skupia się na problemie pedofilii w Kościele, a nie w ogóle społeczeństwa. Ludzie cały swój gniew wyrzucają na Kościół, podczas gdy to zaledwie kilka procent całości przypadków. Reszta pedofilii wymyka się od bycia przedmiotem tej dyskusji, gdyż całość skupia się na księżach. Gdyby udało nam się zwalczyć całość zjawiska pedofilii w Kościele niewiele by to dało, bo i tak w 97% nic się nie zmieni. Myślę, ze na fali tego oburzenia można by zrobić o wiele więcej, niż tylko "oczyścić Kościół".

Kolejna sprawa, to wpływ homoseksualistów, przypadków molestowania w seminariach, zależności między homoseksualizmem a pedofilią, szerzącej się wśród duchowieństwa rozwiązłości i propagowania postulatów tak zwanej społeczności LGBT. Na Kościół przyjdzie jeszcze większy kryzys jeśli się nie nawrócimy, a w szczególności duchowieństwo. Pedofilia wcale nie jest wielkim problemem wobec tego co nas jeszcze czeka.

Oceń 127 20 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook