Skandaliczna miłość Boga

Enzo Bianchi
(fot. cathopic.com)

"Pobożni" wierni wszystkich czasów mają trudność, by po­czuć się braćmi i siostrami grzeszników, ponieważ w swoim życiu nie popełnili grzechów "ciężkich". Tym samym widzą się po stronie sprawiedliwych, a więc tych, którzy mogą szczycić się przed Pa­nem, że nigdy ciężko nie zgrzeszyli. 

 

W nauczaniu Jezusa nie gorszą słowa o sądzie, rygorystyczne groźby lub twarde słowa "biada". Nie gorszy również Jego sposób działania, po­nieważ uznaje się, że "dobrze czynił wszystkim" (por. Mk 7,37; Dz 10,38). Tym, co nadal wywołuje skandal i powoduje zgorszenie, jest miłosierdzie, które Jezus interpretuje inaczej niż nawet ludzie religijni, a więc i my! Mogłoby się wydawać, że skoro miłosierdzie jest chciane i upragnione przez Boga, to również powinno być chętnie wprowa­dzane w życie, a jednak - musimy z pokorą o tym pamiętać - w całej historii Kościoła miłosierdzie gorszyło, wywoływało skandal i z tego powodu było praktykowane w niewielkim stopniu.

 

Prawie zawsze z większą troską realizowano urząd potę­piania niż miłosierdzia i pojednania. Wystarczy wczytać się w historię, przede wszystkim sobo­rów, aby zobaczyć, z jaką pewnością siebie w cią­gu całych wieków powoływano się na przypowieść o chwaście (Mt 13,24-30), wypaczając jej znacze­nie. W przypowieści tej Jezus żąda, aby nie wy­rywać chwastu, powstrzymuje żniwa i sąd aż na koniec czasów, pomimo że chwast jest zagroże­niem dla pszenicy. Natomiast w Kościele często wskazywano na przeciwnika, kogoś odmiennego, podobnie jak chwast, zezwalając jego usunięcie - wydanie wyroku skazującego na stos.

 

Spójrz­my również na nasze osobiste historie: jak trudno nam przebaczyć, czynić miłosierdzie, wzruszyć się na widok kogoś, kto jest w potrzebie, i nieść kon­kretną pomoc bez uprzedzeń... Jest również fak­tem, że słowo miłosierdzie w naszym społeczeń­stwie wydaje się wskazywać raczej na uczucie, któremu brakuje siły i pewności - jak zwykliśmy mówić: "Miłosierdzie jest zbyt łatwe!" - gdy zaś jest realizowane w sposób autentyczny, wywołuje niepokój i obiekcje. Dzieje się tak, ponieważ miło­sierdzie, bardziej niż sprawiedliwość, napawa lę­kiem: "Jest wyparciem się zła w imię dzielenia się miłością".

 

Orędzie miłosierdzia gorszy i nie jest rozumia­ne przede wszystkim przez tych, którzy uważa­ją się za ludzi prawych, pojednanych z Bogiem (a więc przez tych, do których Jezus nie przybył por. Mk 2,17!). Jest natomiast przyjęte i oczeki­wane przez tych, którzy mają poczucie grzeszno­ści i potrzebują Bożego przebaczenia. "Pobożni" wierni wszystkich czasów mają trudność, by po­czuć się braćmi i siostrami grzeszników, ponieważ w swoim życiu nie popełnili grzechów "ciężkich". Tym samym widzą się po stronie sprawiedliwych, a więc tych, którzy mogą szczycić się przed Pa­nem, że nigdy ciężko nie zgrzeszyli.

 

Tak było w czasach działalności Jezusa, w historii Kościoła, i tak jest dzisiaj, gdy jesteśmy pytani przez papie­ża Franciszka właśnie o naszą zdolność czynie­nia miłosierdzia. Chodzi tu nie tylko o miłosier­dzie czynione przez Kościół, ale i to okazywane indywidualnie przez każdego z nas względem tych, którzy pobłądzili i potrzebują naszej miło­ści. Często jesteśmy gotowi spełnić akt miłosier­dzia wobec tego, kto wyrządził zło, jeżeli najpierw została wymierzona kara, udzielono napomnienia, gdy grzesznika wystarczająco upokorzono, albo gdy, jak żebrak, błaga o miłosierdzie (i mówimy, że to jest właśnie sprawiedliwość!).

 

Wyznaczamy dokładne granice miłosierdziu, ponieważ uwa­żamy, że pewne błędy, wybory, które okazały się złe i są nie do naprawienia, powinny być ukarane na zawsze przez kościelną dyscyplinę: dla niektó­rych błędów, z których nie można się wycofać, nie ma miłosierdzia, a więc nie jest ono nieskończone, lecz powinno być reglamentowane według ściśle określonych reguł...

 

Oto na czym polega zdrada Ewangelii, oto jak miłosierdzie nas gorszy. Innymi słowy, sekwencja "zbrodnia i kara", znana z tytułu słynnej powie­ści Fiodora Dostojewskiego, jest głęboko osadzo­na w nas, wpisana w naszą osobowość jako ludzi wierzących i religijnych. Podobna do pieczęci po­twierdzającej sprawiedliwość, która jawi się jako karząca i posługująca się kryterium zasługi. Jed­nakże musimy zapytać, czy taki sposób myślenia i wyrażania jest zgodny z Ewangelią Jezusa Chry­stusa?! Dlaczego nie jesteśmy w stanie pojąć, że świętość Boga nie jaśnieje, gdy w człowieku nie ma grzechu, ale gdy Bóg okazuje miłosierdzie i prze­bacza? Dlaczego nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że wszechmoc i panowanie Boga objawia się prze­de wszystkim w przebaczeniu, jak potwierdza to kolekta mszalna z 26. niedzieli zwykłej: "Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc [...]". Tylko w świetle tak poję­tej świętości i wszechmocy Bożej można wypełniać życie dobrymi uczynkami i "nigdy nie tracić ufno­ści w miłosierdzie Boże".

 

Nie da się prawdziwie pojąć miłosierdzia, to znaczy zrozumieć jego gorszącego skandalu, bez ponownego powrotu do słów i gestów Jezusa. W Ewangelii znajdujemy ich wiele, są to przede wszystkim przypowieści, spotkania i gesty miło­sierdzia. Oto przynajmniej kilka takich świadectw, niech będą przykładem i zaproszeniem do pogłę­bienia cytowanych fragmentów.

 

W spotkaniu z człowiekiem chorym na trąd Je­zus "owładnięty głębokim współczuciem [splan-chnistheis] wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» Zaraz trąd go opuścił" (zob. Mk 1,40-45).

 

Gdy Jezus wyszedł z łodzi w miejscu pustynnym, zobaczył wielki tłum, który ubiegł Go, przybywając pieszo. Zlitował się nad tymi ludźmi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. Najpierw zaspokoił ich głód swoim słowem, a potem chlebem i ryba­mi (por. Mk 6,30-44; Mt 14,13-21). W Ewangelii to spotkanie powtórzyło się po raz drugi, gdy liczny tłum, który kroczył za Jezusem, aby Go słuchać, nie miał nic do jedzenia. Wówczas Jezus "przywo­łał do siebie uczniów i rzekł im: «Jestem ogarnię­ty głębokim współczuciem dla tego tłumu»"3. Po­tem podzielił z nimi chleb i ryby (por. Mk 8,1-10; Mt 15,32-39). Także w drodze do Świętego Miasta, idąc na spotkanie męki i śmierci, Jezus był w stanie dostrzec w wielkim tłumie dwóch ślepców, którzy wołali do Niego, a "On, poruszony w głębi współ­czuciem, dotknął ich oczy i natychmiast przejrzeli i poszli za Nim"« (por. Mt 20,29-34).

 

Również spotkania Jezusa z kobietami są za­wsze naznaczone miłosierdziem i współczuciem Gdy napotkał w drodze wdowę z Nain, która od­prowadzała do grobu swojego zmarłego jedyne­go syna, na jej widok "został ogarnięty głębokim współczuciem [splanchnisthe]" i powiedział: Nie płacz! A do zmarłego powiedział: "Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!", oddając następnie żywego syna matce (por. Łk 7,11-17). Kobiecie grzesznej, prostytutce, która w domu faryzeusza Szymona umywała Mu stopy łzami i wycierała je swoimi włosami, całując je i perfumując, Jezus nie tylko nie przeszkodził, ale ogłosił, że jej grzechy znik­nęły na zawsze z powodu miłości i zaufania, jakie okazała (por. Łk 7,36-50).

 

Ewangelia w ewangelii, pieśń miłosierdzia po­śród pieśni o miłosierdziu to niewątpliwie spotka­nie Jezusa z kobietą cudzołożną, oskarżoną przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy i skazaną na uka­mienowanie. Jezus ją przyjmuje, przebacza grzechy i odsyła w pokoju (por. J 8,1-11).

 

Łukasz opisuje również spotkanie z Zacheuszem w Jerychu. Gdy Jezus prosi tego jawnogrzesznika, by przyjął Go u siebie, wywołuje w nim wewnętrz­ną przemianę, żal i nawrócenie, które pozwala, by zbawienie weszło do jego domu (por. Łk 19,1-10).

 

Również w głoszeniu nauk, a w sposób szcze­gólny w przypowieściach, Jezus ukazuje, czym jest miłosierdzie. Opisuje je jako dynamiczne działanie wobec grzesznika, zatraconego i zagubionego. Trzy przypowieści - o zagubionej owcy, o zagubionej monecie i o młodszym synu, który odszedł z domu ojcowskiego - stanowią objawienie, najbardziej do­niosłe odsłonięcie prawdziwego oblicza i serca Boga. Boga, który przeżywa utratę, pozwala na nią, ale w swojej wiernej miłości nie przestaje poszukiwać, jest zatroskany o tego, kto się zagubił. Boga, który świętuje i jest pełen radości, gdy człowiek, który za­tracił się aż po piekielną otchłań, jest w stanie wyjść na powierzchnię, powstać, zmartwychwstać. Boga, który jest niewyczerpalnym miłosierdziem, który przebacza zawsze, zawsze, zawsze (por. Łk 15,1-32)!

 

Przychodzi mi na myśl jeszcze przypowieść o nieuczciwym dłużniku i wierzycielu. Dłużniko­wi całkowicie zostało umorzone wielkie zobowią­zanie! Dokonał tego miłosierny wierzyciel - figura Boga. Jednakże potem dłużnik, mimo doznanej ła­ski, nie jest zdolny, aby przebaczyć winę swojemu słudze, bratu w człowieczeństwie, za zaciągnięcie stosunkowo małego długu (Mt 18,23-35).

 

Jeszcze jeden ewangeliczny obraz. Pewien przed­siębiorca - również chodzi tu o figurę Boga - jest pełen miłosierdzia wobec wszystkich robotników, których najął do swojej winnicy - zarówno dla tych, którzy pracowali tylko jedną godzinę, jak i dla tych, którzy pracowali od rana do wieczora. Każdy otrzymał tę samą zapłatę, niezbędną do przeżycia (por. Mt 20,1-16). Wszystkie te przypowieści mó­wią o tym, jak miłosierdzie Boga powinno być przy­jęte przez uczniów, w jaki sposób powinni je oni praktykować. Mówi też, że powinno mieć absolut­ny prymat we wszystkich relacjach między ludźmi i z Panem "miłosiernym i łagodnym" (por. Wj 34,6).

 

Syntezą nauczania Jezusa o miłosierdziu jest z całą pewnością przypowieść o Samarytaninie, który "okazał miłosierdzie", stając się bliskim człowiekowi potrzebującemu pomocy. W Samarytaninie odbija się oblicze Pana Jezusa, który uczynił się bliźnim wobec nas, grzeszników, aby przynieść nam zbawie­nie. Zarazem powinna to być nasza twarz, zwróco­na ku drugiemu i zatroskana o każdego bez różnicy. Wyrażająca poczucie odpowiedzialności i inteligen­tne, twórcze zaangażowanie (por. Łk 10,30-37).

 

Staje się jasne, że słowa, gesty i przypowieści Jezusa, w których wyraża się współczucie i które uwalniały od zła, wywoływały zgorszenie i nadal gorszą sprawiedliwych. Skądinąd oni naprawdę są sprawiedliwi przez fakt życia w zgodzie z prawem, tak jak faryzeusz z przypowieści (Łk 18,11-12). Jed­nakże tacy ludzie są nieliczni, poza tym tak napraw­dę przed Bogiem nikt nie jest sprawiedliwy. Jak jest napisane, sprawiedliwy siedem razy dziennie upa­da (zob. Prz 24,16), czyli niezliczoną ilość razy. Jed­nakże wielu sądzi, że to ich nie dotyczy.

 

Są i tacy, którzy uważają się za wolnych od grzechów cięż­kich, jawnych, publicznych, odnotowanych i zwe­ryfikowanych przez innych (ponieważ popełniają je w ukryciu!) i pretendują do bycia sprawiedliwymi. Uważają się za lepszych od grzesznych mężczyzn i kobiet, dlatego wierzą, że zasługują u Boga na względy! To, że Bóg przyjmuje żałujących grzesz­ników, jest rzeczą dobrą i chwalebną, ponieważ jest On Miłością; ale to, że grzesznicy i prostytutki wy­przedzają w drodze do królestwa Bożego kapłanów i teologów (możemy tu dodać również mnichów), okazuje się niesłychane i niebezpieczne. A mimo to Jezus tak właśnie nauczał (por. Mt 21,31).

 

To, że miłujący ojciec przebaczył ukochanemu synowi, jest do zaakceptowania, zwłaszcza po okresie kary i przyrzeczeniu poprawy, ale ucztowanie na jego cześć, świętowanie bez udzielenia nagany i posta­wienia warunków, wreszcie przygarnięcie i wpro­wadzenie do domu bez żadnego upomnienia "to już za dużo" (por. Łk 15,20-24), to niebezpiecz­ny nadmiar miłosierdzia. W ten sposób wszyscy mogą poczuć się upoważnieni, aby powtórzyć hi­storię wyjścia syna marnotrawnego, licząc na Ojca, który zawsze przebacza. To podważa koncepcję sprawiedliwości. Co stanie się ze sprawiedliwoś­cią, jeżeli istnieje przebaczenie tak darmo udziela­ne i bezwarunkowe? Co z wynagrodzeniem za do­bro i karą za zło? Papież Franciszek napisał:

 

W obliczu wizji sprawiedliwości, która jest niczym wię­cej jak tylko zwykłym zachowywaniem Prawa, które dzieli osoby na sprawiedliwych i grzeszników, Jezus chce pokazać wielki dar miłosierdzia, które szuka grzeszników, aby zaoferować im przebaczenie i zbawie­nie. [...] Jeśli Bóg zatrzymałby się na sprawiedliwości, przestałby być Bogiem i stałby się jak wszyscy ludzie, którzy przywołują szacunek dla prawa. Sprawiedliwość sama z siebie nie wystarczy, a doświadczenie uczy, że odwoływanie się tylko do niej niesie ze sobą ryzyko jej zniszczenia.

 

Ten, kto na zewnątrz żyje bez grzechu, może zbłądzić, pozostając w domu, tak jak ci, którzy wychodzą z domu, aby grzeszyć publicznie (zob. Łk 15,11-32). Co więcej, ci, którzy czują się spra­wiedliwi, mogą popaść w logikę życia nienagan­nego, będącego efektem własnych wysiłków, dla uzyskania satysfakcji, a nie daru udzielonego przez Boga, co ostatecznie może wywołać pokusę, aby dumnie nabyć zbawienie w oparciu o własne zasługi.

 

Miłosierdzie, o którym nauczał Jezus, "to zbyt wiele" - gorszy! Jesteśmy bardziej skorzy do aktów kultu, udziału w liturgii niż do czynienia miłosier­dzia. Słusznie pisał Albert Camus, nawiązując do postaci Jezusa: "W historii ludzkości był moment, w którym mówiło się o przebaczeniu i miłosier­dziu, ale to trwało krótko, mniej więcej trzy lata, i historia ta zakończyła się źle". To właśnie miło­sierdzie, które czynił Jezus, i przepowiadanie Boga miłosiernego poprowadziło Go na śmierć. Doko­nali tego ludzie religijni, którzy nie mogli mu tego wybaczyć.

 

Enzo Bianchi - założyciel i przeor monastycznej wspólnoty z Bose

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.05

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?