Kryzys w Kościele jest szansą dla świeckich

Magda Fijołek
(fot. Luis Ángel Espinosa / cathopic.com)

W ostatnim czasie padło wiele słów, statystyk i deklaracji dotyczących problemu nadużyć seksualnych w Kościele. Choć postawa większości polskich hierarchów smuci zapewne wielu z nas, to obecna sytuacja ma jeden pozytyw - oddaje pole manewru świeckim. Bo Kościół to my, a jeśli pedofilia jest jego problemem, to jest również i naszym. Moim i Twoim. Co możemy w tej kwestii zrobić?

 

Chlubnym przykładem działania osób świeckich, które postanowiły zareagować na problem wykorzystywania seksualnego przez duchowieństwo, jest inicjatywa "Zranieni w Kościele". Telefon Zaufania dla osób, które padły ofiarami molestowania przez księży, to wspólny projekt Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, Laboratorium "Więzi" i Fundacji Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu. "Kościół to nie tylko księża i biskupi. Jako świeccy również ponosimy za niego odpowiedzialność. Jako chrześcijanie mamy moralny obowiązek skierować nasze oczy i serca do tych, którzy stanowią dziś o sumieniu Kościoła, a dziś są to osoby skrzywdzone przemocą seksualną w Kościele" - mówi Jakub Kiersnowski, prezes stołecznego KIK-u. Trudno się z jego słowami nie zgodzić. A może by tak pójść o krok dalej i potraktować obecny kryzys w Kościele jako szansę na większe zaangażowanie się i twórcze włączenie się w tworzenie go? Zaraz ktoś zarzuci mi, że owszem, brzmi to pięknie i górnolotnie, ale przecież nie każdy ma możliwości, by tworzyć takie inicjatywy, jak przytoczony wyżej przykład. Tymczasem, gdyby uważnie rozejrzeć się dookoła, z łatwością można dostrzec pola działania, które tylko czekają na zagospodarowanie przez naszą kreatywność, wolny czas i odrobinę dobrej woli.

 

Zawsze wydawało mi się, że najbardziej prężnie działające wspólnoty gromadzą się wokół charyzmatycznych duszpasterzy. Jednak obserwując Kościół z bliska, coraz częściej uświadamiam sobie, że to nie jest reguła. Z marszu mogę wymienić pięć lub dziesięć świetnie rozwijających się warszawskich wspólnot i duszpasterstw, których działanie oparte jest na oddolnych inicjatywach, a nie świetnym "menedżmencie" księży. To są miejsca, w których proboszcz nie musi z ambony ogłaszać z wielotygodniowym wyprzedzeniem naboru osób chętnych do sprzątania świątyni przed ważnym wydarzeniem, ani gdzie podczas niedzielnych mszy świętych kapłan sam musi przeczytać czytania, zaśpiewać psalm i przygotować dary, bo… ma od tego ludzi. Ludzi, którym się chce, którzy poświęcają swój wolny czas na to, by służyć do mszy, przyjść na próbę scholi, czy zorganizować ciekawą debatę lub spotkanie. Ludzi, którzy wreszcie realizują to, do czego zachęcał nas papież Franciszek - wstają z życiowej kanapy po to, by perspektywę krytykującego obserwatora zamienić na rolę twórczego uczestnika.

 

Droga od parzenia wspólnej herbaty w przykościelnej salce i pogaduszek po niedzielnej mszy do reagowania na problem pedofilii w Kościele wydaje się odległa. Ale czy na pewno tak jest? Uczestnicząc w życiu parafii, poznając księży posługujących w niej i osoby, z którymi co tydzień siadamy w jednej nawie, sprawiamy, że stajemy się mniej anonimowi. W takich warunkach łatwiej w porę dostrzec budzące naszą czujność zachowania, czy teksty, które z czasem mogłyby przerodzić się w grzech i przestępstwo, a tym samym odpowiednio wcześnie i zdecydowanie na nie zareagować.

 

I nie, tym samym nie chcę zdejmować ciężaru odpowiedzialności z tych, którzy dopuścili się czynów pedofilskich, jednych z najbardziej haniebnych, dewastujących drugiego człowieka przestępstw. Chcę tylko pokazać, że przyzwolenie na zło też jest złem. A to ciche, nieświadome przyzwolenie właśnie dzieje się, gdy traktujemy Kościół tylko i wyłącznie jako centrum usług: msza, sakramenty, a jak się poszczęści, ciekawe spotkanie czy koncert. Tylko, że za tym wszystkim stoją konkretni ludzie. Ludzie, których powinniśmy poznawać, pomagać im, zgłaszać własne pomysły i wzajemnie patrzeć sobie na ręce. Nie jak prokuratorzy czyhający na potknięcie podejrzanego, ale jak chrześcijanie pełni miłości i troski o tych, którzy sami nie potrafią się obronić. Nie wspominając już o regularnej, a często tak bagatelizowanej przez nas, modlitwie za księży. Na nią chyba stać przecież każdego.

 

Na fali ostatnich wydarzeń, konferencji, wystąpień i komentarzy dotyczących problemu pedofilii wśród księży, wiele osób, zwykłych wiernych, zakwestionowało swoje poczucie przynależności do Kościoła. Rozłam jeszcze mocniej wybrzmiewa w debacie publicznej. "Wstyd być dziś katolikiem" - stwierdza (znany skądinąd ze swojego antyklerykalizmu) felietonista "Polityki". Mnie bliżej do narracji Szymona Hołowni, który na łamach "Tygodnika Powszechnego" przekonuje, że wstyd być katolikiem obojętnym na krzywdę ofiar i bezradność kościelnych struktur. Jak pisze Hołownia, "mnie z Kościoła nie przegonicie, żebyście nie wiem jak się starali. Przeciwnie, kocham go jeszcze bardziej, widząc, jak go krzywdzicie". Może ta miłość, przy jednoczesnej niezgodzie na to, jak Kościół reaguje na kryzys, jest odpowiedzią, której dziś potrzebujemy?

 

Święty Paweł w liście do Koryntian pisał, że "gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie, gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki". To porównanie Kościoła do ciała Chrystusa jest dziś niezwykle wymowne, choć mnie przychodzi na myśl jeszcze inna metafora. Jeśli porównać dzisiejszy kryzys hierarchicznego Kościoła z tonącym statkiem, myślę sobie, że my - świeccy, którym zależy - powinniśmy nie tyle przejąć stery, co stać się wiatrem, który wydmie żagle okrętu. Nie tylko po to, by uchronić go przed kataklizmem, ale również pomóc mu obrać właściwy kurs.

 

Magda Fijołek - dziennikarka kulturalna, redaktorka DEON.pl. Współpracowała m.in. z "Plusem Minusem", "Gościem Niedzielnym", Niezalezna.pl i TVP Kultura

 

Więcej na temat inicjatywy "Zranieni w Kościele" dowiesz się z tej strony internetowej.

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.58

Liczba głosów:

38

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 00:03:49 | 2019-05-05
Odgrzewanie tematu i już wielokrotnie powielanych haseł na tych stronach. Ktoś znów złożył zamówienie na powtórzenie kalki? W jakim celu? Przeciwstawianie "charyzmatycznych" świeckich "niecharyzmatycznym" duchownym - dlaczego? Kto ma w tym interes?

Oceń 12 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?