Co jest fundamentem naszej wiary?

Julia Bondyra
(fot. shutterstock.com)

Odpowiedź na to pytanie wydaje się być prosta: śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. To pewne i niepodważalne. No dobrze, ale czy każdego dnia jesteśmy w stanie sobie to uświadomić i czy o to chodzi? Mam pewne wątpliwości.

 

Poszukiwanie

 

Czy fundamentem koniecznie musi być coś tak stałego? Co jeżeli moje życie staje się zaprzeczeniem istnienia Boga? Jeżeli ciągle czuję, że jest pod górkę? Myślę sobie, że w takich momentach tym fundamentem może stać się poszukiwanie. Sama pamiętam, kiedy szukałam i nie zawsze te "wędrówki" kończyły się sukcesem, bo chyba też nie o to chodzi.

 

Pamiętam, kiedy znalazłam się na pielgrzymce wśród ludzi, którzy bardzo dobrze się znali, więc ciężko było mi tam znaleźć swoje miejsce. Na dodatek byli bardzo charyzmatyczni. Mówili w sposób, w którym w ogóle nie potrafiłam się odnaleźć. Zachowywali się, jak dla mnie, dziwnie. Czy to znaczyło, że coś jest ze mną nie tak? Być może, ale przede wszystkim to pokazało mi, żebym szła dalej i się nie poddawała.

 

Tęsknota

 

Czy to może być zwykła tęsknota i pragnienie Boga? Jak najbardziej, i to nie taka rozumiana bardzo "teologicznie". To może być poszukiwanie sensu w szarej codzienności. A może krótka półgodzinna msza? A może pięć minut przed Najświętszym sakramentem? A może... spokojny spacer? Sama kiedy ostatnio znowu wspominałam o tym, że tęsknię za Bogiem, usłyszałam: "może przestań Go tak usilnie szukać, może On po prostu jest cały czas obok ciebie?".

 

No właśnie, może czasami niepotrzebnie się szarpiemy i szukamy jakiś "duchowych uniesień", a wystarczy zobaczyć wiosenne słońce, porozmawiać z kimś bliskim, a potem obejrzeć dobry film i wieczorem cicho powiedzieć "dziękuję"? Może warto też spokojnie pobyć w tej tęsknocie i zobaczyć, do czego ona nas zaprowadzi?

 

Znak krzyża

 

Kiedyś usłyszałam, że najkrótszą modlitwą jest znak krzyża. Pamiętam, że byłam bardzo zaskoczona, zestawiając to z wszelkimi formami dłuższej modlitwy. To wystarczy zrobić znak krzyża i nie trzeba odmawiać różańca albo, co gorsza, nowenny pompejańskiej? Nie w tym rzecz. Jak zawsze, chodzi o intencję - im bardziej świadomie wykonamy znak krzyża, tym bardziej on może się stać fundamentem naszej wiary.

 

Przyznam szczerze, że zdarzają mi się takie momenty, kiedy brakuje mi słów, kiedy typowa modlitwa staje się odklepaną formułką. Wtedy mam takie poczucie, że znak krzyża może być bardziej adekwatny, może wyrazić o wiele więcej.

 

Fundament - ale po co?

 

No dobrze, ale po co zadawać sobie to pytanie? Po co się w ogóle nad tym zastanawiać? Jestem przekonana, że dzięki temu możemy określić swoje miejsce i pomyśleć nad tym, w którą stronę idziemy. Nie bądźcie dla siebie zbyt surowi. Może tęsknota zaprowadzi was do czegoś pięknego? Może brak wiary będzie odkrywczy?

 

Czasem przychodzą takie momenty, że wydaje nam się, że te fundamenty nie istnieją. Może kiedyś były, ale teraz to już same ruiny. Wystarczy pierwszy krok, wystarczy, że je zauważysz.

 

Julia Bondyra - dziennikarka i redaktorka portalu DEON.pl, prowadzi bloga wybieramymilosc.pl

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.47

Liczba głosów:

68

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

rafal.sulikovski 14:44:59 | 2019-02-23
Bardzo dobry tekst. A do wszystkich krytykantów jedno słówko: idźcie sobie raz na bal karnawałowy i wyluzujcie, póki czas, a nie wymagajcie od innych tego, czego sami nie potraficie. To wieczne bredzenie o grzechach zakrawa już na chorobę umysłową. Pozdrawiam wiosennie.

Oceń 3 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 00:58:08 | 2019-02-22
Opisywana wiara to istny przykład antywiary, lub wiary alternatywnej, które mają wspólny mianownik; upadek wiary.

Człowiek, który nie odnajdzie w Świętej Miriam swojej Matki, a jej Synu swojego Przyjaciela, Przewodnika, Lekarza i na końcu Króla nie odnajdzie też drogi do Ducha Świętego i co najważniejsze do Swojego Stwórcy, czyli jedynego Ojca nad ojcami.

Do Boga trzeba choćby na kolanach po jego Miłość!
Dopiero "nasączeni" tą Miłością oraz namaszczeni Duchem Świętym możemy nazwać się wierzącymi dziećmi Boga.

Znak krzyża to wstęp do rozmowy z Bogiem, którą jest Modlitwa.
Modlitwy serca mogą być krótkie, bo są treściwe w Miłość, ale tego trzeba się nauczyć i prosić Boga o tą łaskę.

Warto też zaznaczyć iż w Modlitwach wcale nie chodzi o czas, który musimy zarezerwować na nie, ale chodzi głownie o fakt bezpośredniego kontaktu z Bogiem.
Jeśli ten kontakt będzie prawdziwy chętnie będziemy trwać w Modlitwach, bo obcowanie z Bogiem zawsze skutkuje radością.

A ci którym modlitwy się dłużą, są albo wystawieni na próbę wiary lub jakieś lekcje, albo ten stan jest oznaką jakiegoś upadku w grzechach i oddaleniem od Boga.

Taki stan powinien być dla nas znakiem ostrzegawczym że weszliśmy w strefę zagrożeń od upadłych.

Im człowiek dalej stoi od Boga tym upadli mają wiekszy dostęp do niego.

Oceń 4 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

trytytka 10:27:48 | 2019-02-21
Pani Julio, znalazłem ostatnio świetną wypowiedź Josepha Ratzingera z 1969 r., który może być świetną puentą na Pani wynurzenia:

"Przyszłość Kościoła może wyrosnąć i wyrośnie z tych, których korzenie są głębokie i którzy żyją z czystej pełni swojej wiary. Nie wyrośnie z tych, którzy dostosowują się jedynie do mijającej chwili ani z tych, którzy tylko krytykują innych i zakładają, że sami są nieomylnymi prętami mierniczymi; nie wyrośnie z tych, którzy podejmują łatwiejszą drogę, którzy unikają pasji wiary, twierdząc, że wszystko co stawia im wymagania, co ich uraża i zmusza ich do poświęcenia siebie jest nieprawdziwe i nieaktualne, despotyczne i legalistyczne".

Czyz nie jest to prawdziwe?

Oceń 14 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

SymeonNT 03:22:31 | 2019-02-21
      Dziękuję za interesujący tekst. Ale najpierw słówko to komentujących i oceniających: krytyka to jedno, krytykanctwo - drugie. Jestem często krytyczny i to widać po moich komentarzach. Nie wszystko jednak popada pod schemat Dobro - Zło i ich wieczna walka!
       Dwie uwagi. 1. Myślę, że gdy jakoś nie jesteśmy w stanie posługiwać się słowami, można modlić się ciałem. Znakiem krzyża, taj, ale i ukłonami czy nawet na twarz. Można też klękać zachodnim zwyczajem, wznosić ręce zwyczajem powszechnym itd. 2. W roli pomocy do odnalezienia swego arché (fundamentu), można się posłużyć Modlitwą Jezusową (nie mylić z modlitwą Jezusa). Z perspektywy Zachodu (kulturowego, nie geograficznego), modlitwę tę zwięźle i dobrze omówił obecny opat tyniecki.
   Zamiast zakończenia: a może fubdamenfundament znajduje się w... poszukiwaniu fundamentu, tak jakjak każdy potrafi i potrzebuje? Sam zas Fundament, który jest Osobą (a raczej: osobowy) czuwa nad naszymi poszukiwaniami. 

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

trytytka 10:06:52 | 2019-02-20
tl;dr: nie wymagajmy od siebie zbyt wiele, a może nawet nie wymagajmy niczego. Tak bełkotliwego tekstu nie czytałem dawno.
Oczywiście, kryzysy wiary są nieozdownym składnikiem życia chrześcijanina, który na poważnie traktuje wiarę. Ale takie plumkanie jakie proponuje Pani Julia nic nie wnosi.

Oceń 23 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

koru 14:37:32 | 2019-02-19
Waszej wiary? - najwyraźniej marksizm.

Oceń 27 8 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook