Zamierzona profanacja?

Justyna Sprutta
(fot. twitter.com/jozwiak_michal)

Zorganizowana w Muzeum Sztuki w Hajfie wystawa "Sacred Goods" ("Święte Dobra") kojarzona będzie z protestami chrześcijan oburzonych prezentowanymi na niej "dziełami" Jani Leinonena. Czy faktycznie "dzieła" fińskiego artysty to celowa profanacja?

 

Z pewnością chrześcijanin nie może przejść obojętnie obok takich "dzieł" jak chociażby "McJezus" i nie zadać sobie pytania: "dlaczego?". Zamierzona profanacja staje się kpiną, bluźnierstwem, obrazą uczuć religijnych, prowokacją do zauważenia i docenienia artysty, wyrazem buntu wobec skostniałych reguł czy rytuałów szarej codzienności. Odpowiedzi na pytanie: "dlaczego?" można mnożyć.

 

W oczach wielu skandaliczne "dzieła" Leinonena profanują sacrum, ale nie tylko sacrum chrześcijańskie, ponieważ także Budda przedstawiony został jako medytujący w kwiecie lotosu klaun, czyli "McBudda". Artysta nie "oszczędził" również faraona Tutenchamona - wcielenie boga Horusa, przekształcając jego antropoidalną trumnę w trumnę "McTutenchamona".

 

 

W swojej artystycznej wypowiedzi, pozwalając sobie na jej pełną swobodę, ukazał także Jezusa Chrystusa jako Kena, a Maryję jako Barbie, czyli jako lalki darzone współcześnie niemalże "religijną czcią". Owszem, przekroczył granice smaku i wzbudził uzasadnione oburzenie, bo spowodowane brakiem szacunku do sacrum, lecz czy uczynił to umyślnie? Czy zatem McJezus, z ukrzyżowanym Ronaldem McDonaldem, maskotką znanej sieci restauracji, jest "czystą" profanacją, czy może raczej artystycznym wyrazem buntu? Idąc dalej, zapytajmy, czy artystom w ogóle należy stawiać, z założenia skutecznie, jakiekolwiek granice? Przez wieki słynęli oni zresztą z braku pokory. Zbuntowani, przekonani o swojej wyjątkowej misji, nieumiejący pogodzić się z często irytującą ich rzeczywistością… Jak dalece zatem artysta może posunąć się w swojej wypowiedzi?

 

Nieznane wydają się "etyczne" granice sztuki, jeśli w ogóle takie istnieją. Może obecnie, w dobie ciągłego bombardowania nas przez codzienność jaskrawymi "obrazami" rzeczywistości, jedynie prowadząca do szoku ekspresja (nawet kosztem szacunku do sacrum?) może owocnie (czyli zgodnie z zamiarem artysty) przemówić do odbiorcy? Jednakże czy ten język będzie "etycznie" właściwy? A może sztuka współczesna już nic nie ma nam do powiedzenia… poza szokowaniem i profanacją? 

 

Leinonen stwierdził, że za pośrednictwem sztuki skrytykował sposób, w jaki Ronald McDonald stał się symbolem popkultury. Ponadto poprzez swoje "dzieła" wyraził bunt przeciwko popkulturze porównanej przez niego z religiami, w tym z chrześcijaństwem. "Wszechobecna" popkultura także posiada "przedmioty kultu", a są nimi na przykład lalki Barbie i Ken oraz fast food z restauracji McDonald’s. Popkultura jawi się zatem jako "nowa religia", z "mocą" porównywalną z tą, jaką posiada na przykład chrześcijaństwo.

 

Artystyczny bunt zawsze jest przekroczeniem pewnych granic, ale czy trzeba przekraczać granice szacunku do sacrum? Czy każdy bunt stanowi jego umyślne bezczeszczenie? Z pewnością możliwe byłoby zupełnie inne uzewnętrznienie sprzeciwu, niekoniecznie kojarzone z profanacją, ale czy mamy prawo narzucić twórcy własną wizję artystyczną, czyli ograniczyć jego twórczą wolność? Może należałoby dołączyć kolejny rozdział do podręczników etyki, w którym pojawi się odpowiedź, czego nie wolno, a co wolno artyście?

 

Leinonen nie jest jedynym artystą, który swoją "niepokorną" twórczością wpisał się na stałe w historię artystycznej profanacji. Granice między zbezczeszczeniem i szacunkiem do sacrum, między smakiem i niesmakiem, transcendującą ekspresją a uwłaczającą drwiną już dawno zresztą zostały przekroczone.

 

Z III wieku, z Palatynu, pochodzi bowiem bluźniercze graffiti z ukrzyżowanym osłem i z klęczącym przed krzyżem młodzieńcem, któremu "towarzyszy" napis: "Aleksander czci swojego boga". Z jawną profanacją mamy też do czynienia na obrazie Maxa Ernsta przedstawiającym zagniewaną Matkę Bożą, która w porywie gniewu wymierza klapsy przełożonemu przez kolano małemu Jezusowi. Skandaliczny jest również obraz Madonna Edvarda Muncha, ukazujący nagą, "otoczoną" plemnikami kobietę w czerwonym nimbie. Za haniebne uznane także zostało artystyczne zdjęcie "Piss" Christ Andresa Serrana, z jarzącymi się kolorami, wykonane… z "udziałem" moczu. Nie tylko granice szacunku do sacrum, ale i smaku zostały tutaj wyraźnie przekroczone. Ponadto sam tytuł fotografii jest już profanacją. Bluźnierczy charakter usiłowano również przypisać, lecz niesłusznie, autoportretowi Albrechta Dürera, artysty wzorującego się w tym przypadku na wizerunku Jezusa Chrystusa w typie Salvator mundi. Wyobrażony w autoportrecie frontalnie, w zastygłej pozie i w geście imitującym błogosławieństwo Dürer z jednej strony unaocznił ideę naśladowania Zbawiciela, a z drugiej uwydatnił pochodzenie artystycznego natchnienia od samego Boga.

 

Dopóki istnieć będzie sztuka, zawsze powstawać będą dzieła stanowiące jawną, zawoalowaną lub rzekomą (z punktu widzenia artysty) profanację. Zawsze też znajdzie się twórca, który przekroczy granice smaku. Jako teolog dopowiem, że mamy prawo bronić się przed profanacją, ale jako historyk sztuki dodam, że zanim sięgniemy po kamień potępienia, zapytajmy artystę, jeśli okaże się to możliwe, o sens jego szokującej sztuki, bo być może nasza interpretacja odbiega od jego artystycznej intencji, rodząc niepotrzebne nieporozumienia. Nie bronię profanacji, ale obiektywizmu w spojrzeniu na sztukę i ideę, z której ona wyrosła.

 

Justyna Sprutta - doktor w zakresie teologii dogmatycznej o specjalizacji teologia ikony (KUL) i w zakresie historii o specjalizacji historia sztuki (UKSW), magister filologii polskiej o specjalizacji dziennikarstwo i kreowanie wizerunku (UAM), animator kultury o specjalizacji teatr (PSAK), regionalistka. Wykładowca akademicki na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu. Współpracuje z portalem www.misyjne.pl i z dwutygodnikiem Diecezji Kaliskiej "Opiekun". Prowadzi na Facebooku stronę: Ignacjańskie Linijki. Należy do Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego. Pochodzi z Ziemi Gostyńskiej. Mieszka w Ostrowie Wielkopolskim.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.31

Liczba głosów:

94

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 12:33:14 | 2019-02-01
Jak ktoś nie ma nic do pokazania to pokazuje d...Jak nie ma nic do powiedzenia to wrzeszczy d..!!!

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 16:05:24 | 2019-01-31
Kolejna profanacja :(
https://twitter.com/ArturStelmasiak/status/1084493885655666691?s=20

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 01:03:54 | 2019-01-30
Podstawowe pytanie: a dlaczego Jani Leinonen nie umieścił na wystawie McMahommeta lub McMojżesza? I już znamy granicę tzw. "niepokornej" twórczości. Po prostu obraża tych, z których strony nie obawia się odwetu. I to ma być odważna twórczość? Nie udawajmy, że chodzi o przekraczanie granic szacunku do sacrum. Tą granicą jest strach (a raczej tchórzostwo) artysty przed zemstą i konsekwencjami ze strony jednych oraz buta (pieknie tłumaczona jako forma buntu dla głoszenia wzniosłych idei) wobec innych, których można obrażać bezkarnie, albo z niewielkimi konsekwencjami.

Oceń 30 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nk 12:31:55 | 2019-01-28
Dlaczego inni mają nasze świętości szanować, jeśli nawet biskupi, którzy są strażnikami sakramentów, nie szanują przepisów liturgicznych. W tym wypadku biskup Innsbrucka w Austrii. Proszę zobaczyć od 39 minuty szafarzy Komuni św. Ten biskup jest też w Austrii szefem komisji sztuki przy episkopacie. Co się oburzać na innych, jak my sami katolicy nie szanujemy świętości.

Oceń 47 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook